czwartek, 21 kwietnia 2016

powrót Arte :D

Poranek niedzielny zaczęłam od sonaty księżycowej. Zasiadłam ze słuchawkami w uszach, by nie zakłócać ciszy domowej. Lubię gdy w uśpionym domu mam chwilę dla siebie. Lubię tą ciszę. Lubię gdy wszyscy śpią, a ja mogę na nich patrzeć. Bezkarnie i do woli. Nasycać się widokiem tych, których kocham. Te ułamki sekund sprawiają wrażenie jakby życie  stanęło w miejscu ukazując swoje największe piękno. Po cichu ucałowałam noski. Wtuliłam się w ich sen. Chwilo trwaj. To też chcę pamiętać, kiedy będę odchodzić. Tą niewinność, bezbronność, to piękno uśpionego domu.

Poszłam pisać.

Znajomi wiedzieli, że muszą ją rozśmieszać. Miała zbyt czarną duszę, by móc przy niej płakać. Kiedy poskarżyła się, że ma zbyt dużego pierdolca, by być normalna, usłyszała, ze norma i patologia to pojęcia względne.
- Względnie to można się napić -  odpowiedziała nalewając do lampek wina. Pomyślała o Bukowskim. Nie, wino to za mało.
- Przepraszam- rzekła zabierając stojące przed ludźmi szkło. Szybko je opróżniła. Znajomi patrzyli zdumieni.
- Zmieniałam zdanie - mówiąc to dłonią wytarła krople wina z ust - nie tym was chcę uraczyć -  i wyszła, by za chwilę wrócić. Z wódką.
- Tak, ten trunek będzie odpowiedni - mówiąc to polała do kieliszków.
 - Bajkowy świat jak mawiał Janek Ha.
- Tak ,właśnie tak. - uśmiechnęła się. Klasyka pasowała do klasycznej soboty.
Wypili po trzy strzały, jeden za drugim. Ktoś puścił "to jest mój kawałek podłogi" i  zaczęli się drzeć. Eksplozja myśli została ujarzmiona przez dźwięki. Poddała się im. Bo jak ktoś mawiał, wyciągając deskę:   - Czasami trzeba popłynąć na fali.
Wódką lała się pomiędzy dźwiękami i  rozmowami. Zawieszeni nad stołem, na balkonie pili oddając się ekspresji sobotnich mijających godzin.
- Zbieramy się - ktoś krzyknął - taksówka już jest!
- Gdzie?
- Dupy trzeba wyhuśtać.
Wcisnęli się do auta darząc taksówkarza oparami alkoholu.
- Gdzie państwo chcą jechać?
- Do Akwarium...
- Kurwa, tylko nie to... -jęknęła.
- Co nie to? Niech pan jedzie. To to to..
- To jest mój kawałek podłogi  ... nie mówcie mi więeeeeeeec co mm roooobićććv-- ktoś się rozdarł, ktoś zaczął polewać. Ten wieczór nie skończy się dobrze. Jak każda noc z soboty na niedzielę.
Przepijanie weekendów było jak odchwaszczanie ogródka. Konieczne.
 - Jeżeli łamie się jedną zasadę to czy należy przestrzegać inne?
 -A czy łamiąc siebie odczuwasz potrzebę łamania innych ludzi?
- A czy znowu musicie pierdolić? Napijmy się.
- Jeszcze nie pierdolimy, ale kto wie jak ten wieczór się zakończy - rzuciła z głupim uśmieszkiem.
Taksówkarz przyhamował mocno.
- Panie, kurwa, ostrożności!
Rzucili mu kasę i wysiedli. Pusta butelka brzdąknęła w koszu.
- Tak grzecznie? nie o chodnik? starzejemy się - rzuciła ironiczne.
- Spadaj.
- Noooo pijaki jedne, czas zacząć melanż. Niech nam mózgi poupierdala.
- Jakie, kurwa, mózgi?
Płacąc za wstęp zmierzyli się wzrokiem z ochroniarzami. Te goryle są największymi dupkami świata. - Wiecie jak wygląda wibrator dla blondyn? - rzuciła paczce - Nieeee wiecie? Popatrzcie na nich! hahahaha.
Ryknęli śmiechem. I niech ta kupa mięsa modli się, by dzisiaj nie było rozpierduchy.


Do pokoju wpadł syn. Oczywiście tupiąc przy tym tam, jakby stado koni przemknęło waląc podkowami po bruku.
- Synu, czy ty jesteś satyrem?
-Że co?
- Gucio
Popatrzył na mnie. Słowo, które stanęło mu na końcu języka dzielnie przełknął.
- Mogę się przytulić?
- A musisz się pytać?
Taki pieszczoch jest jeszcze z niego. Zaczęłam mu mruczeć do ucha, ze wciąż nie mogę nadziwić się jak staje się tak dużym i samodzielnym chłopcem.
- Wiesz mamo, kocham cię.
- Ja ciebie też.
Wygłaskałam swojego misiaczka, ugryzłam lekko w ramię. Zaczęliśmy figlować. Lubię te nasze chwile.
- Muszę się tobą nacieszyć, bo jeszcze rok dwa i uznasz to za siarę. Powiesz" Spadaj matka".
- Nie, nie będę taką ciotą! - i wtulił się we mnie mocno. Mój mały synek jest tak duży. To niemożliwe.
Wstał i poszedł. Wrócił z książką. Oparł się o mnie zaczytując się w przygodach Percego Jakcsona.
I tak leciały nam minuty: ja pisałam, synek czytał. A reszta drużyny spała w najlepsze.
- Mamo a co ci powiedziała ta wróżka, że masz talent pisarski?
Popatrzyłam zdziwiona na syna. A jemu co? Deja vu zaliczył jakieś?
- Tak, ale ja jej to zasugerowałam, zadając pytanie o pisaniu,  choć znajomi mówią, ze fajnie piszę.
- To pisz.
- To piszę, ale nie mogę pisać.
- To wymyśl coś.
- No własnie chcę i nie mogę.
- To nawet ja wymyśliłem i napisałem.
Rozbawił mnie tym. Fakt, napisał bajkę o Smoku.
- No, ale ty to ty. Jesteś wyjątkowy. - ucałowałam synka
Kocham te nasze rozmowy. Rozmowy z dzieciakami maja niesamowitą moc. Kudłaczek wstał.
Zaczął się nowy dzień.

I po pisaniu. Ale co tam moje. Hahahahaha

Ważne, ze Kura pisze :D Zaskoczyła mnie swoją książką, znaczy dostałam od Niej przesyłkę i po prostu mega zawyłam. Było to tonę dni temu, ale ogarniałam swój zły czas. Ogarnięta, jak widać, powoli wracam do blogosfery. I odrobię wszystkie zaległości.





Najlepsza książka tej wiosny. Napiszę o niej parę słów, ale w następnym poście.

Aniu, jeszcze raz dziękuję :D




.

2 komentarze:

  1. No to fajnie, że wróciłaś! Życzę nieustającej weny twórczej i pisz!

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, że wróciłaś, ale widzę, że znów gdzieś utknęłaś. :) Uściski :)

    OdpowiedzUsuń