wtorek, 5 stycznia 2016

biadolenie :P :D



Kiedy wymiotowałam przez balkon rzuciłam: - Patrz, tak się rzyga.

Kiedy będę umierać gdzieś tam, rzucę: - Patrz, tak się umiera.

O ile będę w stanie cokolwiek powiedzieć.

Umierałam nad ranem, kiedy kaszel opuszczał me wymęczone ciało. Mężunio zszokowany, wyraził współczucie i troskę:

- Ja pierdolę, Arte, jak tak można kaszleć? Żyjesz?

- A nie słychać?

Witaj zimo.



Mrozy ścięły mój system oddychania. Rury szlag trafił. Słoń zasiadł na klatce piersiowej. Odcięłam się od energii i zawisłam w łóżku, by drugie pół dnia włóczyć się w piżamie. Trasa była ekscytująca
od telewizora do lodówki, od lodówki do telewizora.

Patrząc przez okno pomyślałam, ze jak to dobrze, że nie mieszkam na Grenlandii i nie muszę zapierdalać do Baru pod niebem po fokę. Zresztą takim kaszlem spłoszyłabym i moje śniadanie i  ryby będące pod lodem.

Mooniek dokarmiał mnie w łóżku.. Pomyślałam " fuck, ależ love" a to był tylko plan spryciarzy, abym nie wstawała z jaskini.  Ech ...

Moja niemoc uszczęśliwiła dzieciaki . Mogli grać i oglądać telewizję do woli. Mężuś też. Bo kto się dowali? Zwłoki? Zawarli zatem w trójkę pakt i udawali, że ich nie ma.

Ale powstałam. Na moment powstałam. Powstałam na noc sylwestrową.

-  Żadnej imprezy nie opuszczę, zwłaszcza własnej. - rzekłam - więc najpierw stypa, a potem pogrzeb.

Odgrożono mi się widelcami. Ale nie dobili, niestety. A nie ruszałam się, o dziwo.

Dobiłam się wódką, ale tym razem twarzą wylądowałam w poduchę. Niestety, nawet stężenie alkoholu we krwi nie pokonało kaszlu.To było okropne. Spić się jak bela i nie spać ani długo, ani szczęśliwie. Chyba uwierzę w lekarską diagnozę.

Siadłam na łóżku i zadałam sobie pytanie.

- No i jak ty, Arte, mordo moja, czujesz się?

Poza bluzgami padło:

 -  Jak pod wodą. Jak po nie fortunnym skoku w głębinę, podczas, którego do nosa nalało mi się wody.

Bul, bul, bul ... i ból, ból, ból ...

Właściwie ten stan wodowania najlepiej określa wszystko. Wystawiam oczy, jak hipcio, nad wodę, i tyle. Dryfuję. Chowając przyciężkawą dupę.

Rzuciłam palenie, więc wpierd**am. I ja się pytam - To ma być zdrowe?! Nie pozostaje nic innego jak wypić na lepsze trawienie.

Wasze zdrowie!!!








4 komentarze:

  1. Serio rzuciłaś? Czy to tylko Twoje postanowienie noworoczne? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rzuciłam, póki co, rzuciłam- nie chce stresować słowem "na zawsze" :D

      Usuń
  2. No i jak się masz? Już lepiej? Nie łam się, wytrwaj!
    Tego Ci życzę w tym Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Tak, odpuściło. Poczułam energię.:)

      Usuń