niedziela, 1 listopada 2015

Hell, oł, czy tu nie ma win ?:)

Heel, oł czy tu nie ma win?



Czasy zmieniają się. Dzieciaki poczuły, że będzie fajne, bo fajnie jest przebrać się i zaszaleć. 
Bo niech żyje życie i radość trwa. Czyż tego nie uczy nas śmierć? By cenić każdą chwilę? I własne towarzystwo. I tego,  że żyjąc, możemy czynić dobro? Tworzyć własne, niepowtarzalne chwile.

Młoda, była cała zrozpaczona, ze nie mogła iść z chłopakami.
- Kobieto, ale to chłopaków wyprawa ....
- Ale ja chcę...
- Za rok zrobisz własną drużynę, babiniec, i już ....teraz jesteś za mała...
- To ty chodź ze mną albo tata....
- OOOOo co to to nie, to zabawa dla was, nie dla nas. My jutro będziemy mieli własną imprezę...

Znicze, krzyże, rewia mody i udawane sympatie rodzinne przy grobach - folwark...





Jeszcze trochę i będą spiewać Autobiografię ...

....Było nas trzech

W każdym z nas inna krew
Ale jeden przyświecał nam cel
Za kilka lat
Mieć u stóp cały świat
Wszystkiego w bród......








Dzieciaki pobiegły. Nie było ich, nie było ...Jak wpadły, mnie biedną, wystraszyły. Urwisy. Okrutne urwisy....Chłopcy pchwalili się zawartością reklamówek. No nie powiem, zebrali trochę słodyczy i kasy.

- Mamo, to moje pierwsze zarobione pieniądze. Jak fajnie.... I tyle cuksów.......

Chłopaki wpadli po Młodą, bo obiecali jej, że do łupów dopuszczą  i w czwórkę poszli do kumpla na wyżerkę i podział zdobyczy. Wiedzieli, że muszą zmienić lokal, bo tutaj są czychające ryjki, które zażadają podatku.

- Ale z czymś wrócą, co? - ach ten Mooniek i jego słabość do slodyczy...


Zadzwonił telefon. Mamusia znowu jak mnie nie widzi, nie pogada, nie żyję...

- Wpadł z Starszy z kolegami. Wyciągnęli mnie z łazienki, też nie mieli kiedy wpaść, tylko wtedy, gdy myłam głowę. Otworzyłam w majtkach....
- Hhahahaha, nie kończ, nie kończ, to im zrobiłas halloween,,,,,,aaaaahahahahaha....

Domofon, tup, tup, tup, do domu wpadła Młoda.
- A gdzie masz brata?
- Idzie, ja uciekłam, bo dałam chłopakom po klapsiku w tyłek...i oni mnie gonili...
- Co zrobiłaś?
- Klapsik w tyłek, hahahaha, lubię ich zaczepiać ...
Do domu wpadł Starszy...
- A Mloda nas klepie po tyłkach...


Zamknęłam się w kuchni. Poleciało coś nie coś, bo mi zawsze coś leci.
- Mamo, co robisz?
- Sernik a co?
- AAAa myślałam, ze sie zabijasz.......- Starszy stał już w progu cały ubrechtany...- Bo ty..
- Nawet nie waż się kończyć...
- Bo ty zawsze coś sobie robisz ...






Wstałam rano. Poszłam na cmentarz. Zasiadłam przy ojcu. Pogadaliśmy sobie trochę. Nie smęciłam, bo co będę ...
Pomyśłałam, że tak łatwo rozpaczamy za tymi co odeszli, ale z jezcze z większą łatwością w dupie mamy tych co żyją.
Człowiek jest taki dziwny, naprawdę, nie ogarniam tej ludzkośći.
Mój dialog z tatą, bo wiem co by odpowiedział, oj wiem, przerwał głos baby. Baba stała obok i w ostrych tonach strofowała swojego męża. Nie tak postawił doniczkę, nie tak odsunął kwiatki, nie tak postawił znicze, nie tak odpala lamp...
- O, Jezu, jaki głupi - zamammrotała pod nosem - mówię ci, wyciągnij najpierw i potem odpal, co ty robisz ...nie wytrzymam...
Ale on był wytrzymaly i taki posłuszny. Godny podziwu, bo ja zakatrupiłabym takiego stwora.
Chciałam jej coś powiedzieć, ale co mnie to obchodzi. Nie zwracam ludziom uwagę. Jej kultura...niech jęczy na cały cmentarz z jakim głupkiem przyszło jej życ... W końcu ma publikę, a nie cztery ściay.

Folwark dopiero zacznie się. Stroje, sztuczne uśmiechy, gniazdo weży nad grobem. Dobrze, ze nie mam rodziny. Kwas własnej niechęci rozpuścił wszytke więzy.
Nie będzie kuzynów, ciotek, wujków ...Czasy zmieniaja się.

A palce i tak włożę do wosku. Choć jedna czapeczka musi być. Moje tradycje żyją wraz ze mną.

Choć jedna zamiera. wieczorem nie mam z kim obalić flaszki na cmentarzu. Wszyscy tacy powazni.
Trupy za życia. :P





6 komentarzy:

  1. A ja mając w wielkim poważaniu farsy różnego typu w zadumie zapaliłam z mężem i dzieciakami znicz.
    Halloween jakoś do mnie nie trafia... Może to przez studia, ten pierwszy rok (który robiłam dwa razy) obcowanie z trupami w prosektorium zaspokoiło moje skromne potrzeby w sferze makabry.

    OdpowiedzUsuń
  2. PS. Rodzina to chyba jest trochę taka zbieranina osób, którym wypada udawać, że się lubią przez paniczny lęk przed brakiem przynależności do stada. Nawet jednak w rodzinie parę fajnych ludzi zdarzyć się może, co do reszty to ja wolę udawać, że jest ok, bo szczerość jest taka męcząca. Zdobywa się na nią gdy ktoś mnie dobrze wk...i, bardzo sobie na to zasłużyć trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też sobie pogadałam na cmentarzu. Zawsze liczę, ile miałby teraz lat. Czternaście. Może okres buntu, a może i nie...

    OdpowiedzUsuń