poniedziałek, 9 listopada 2015

Armagedon

Nie potrafię sobie miejsca znaleźć. Jest zimno. We mnie jest zimno. Wciąż czuję, ze jest zimno. Wymiotuję. Tracę równowagę. Strach okrywa mnie kocem. Zwijam się w embriona. Płaczę...Tak zimno, tak niedobrze.......

Zabrzmiało jak zapisek ze statku płynącego do Bombaju. Oto rozszalała się burza. Fale coraz bardziej dziksze, narwane kołyszą statkiem. Dookoła wali deszczem i piorunami. Jest ciemno, zimno i strasznie. Słychać głosy paniki. Załoga biega rozbudzona bardziej niż po tonie kawy. Szalejąca burza podnosi adrenalinę. Krzyki gubią się w nawałnicy. Ktoś biegnie korytarzem krzycząc:
-  Umrzemy!!!,
ktoś woła:
- Nie wychodzić z kajut!!! Spokojnie!!!! Nie wychodzić!!!!
Odgłos trzaskających drzwi gubił się pośród wyjącego wiatru. Wszystko gubiło się przy tak upiornej kołysance.


I tak oto w jednej z kajut znajduje się pasażerka. Z wyglądu nie ciekawa istota z chmurnym czołem przeciętym pionową bruzdą. Z zagubionym spojrzeniem, Można byłoby rzec, że jest kobietą,jakich wiele, ale to nie byłoby prawdą. Ona postanowiła trwanie zamienić na życie na co niewiele kobiet  stać.
Tyle, że życie z niej zakpiło wrzucając ją w centrum oszalałego nieba. Nawałnica szalała na dobre. Pioruny wpadały na wiatr, wiatr porywał fale jakby chcą dopaść błyskawice. Walka żywiołów rozhulała się na dobre.
Maleńkie pomieszczenie nie dawało jej poczucia bezpieczeństwa. Strach zawładnął nią. Bała się wyjrzeć przez bulaj. Bała się wyjść spod koca. Trzęsła się pod nim z zimna, z niepokoju.
To tylko burza, tylko burza ...trochę wiatru, błyskawic i deszczu......to nic, to nic. Jednak nie potrafiła uspokoić się. Zgroza kazała jej wyskoczyć z łóżka.  Wydaliła treść żołądka, choć tak naprawdę nie miała z czym rozrzucać się,  jednak organizm miał swoje odruchy.
Czy można wydalić pustkę?
Zawroty głowy zaczęły bardziej kołysać od kołyszącego się statku. Jednak to nie była karuzela marzeń. Traciła równowagę odbijając się od ścian. Cudem trafiła pod swój kocyk. Symbol bezpieczeństwa. Ale to uczucie jest złudne. Jedna burza i wszystko okazuje się być na krawędzi.
Gdyby wierzyła może ręce zacisnęłaby na różańcu prosząc o przetrwanie. A tak? Czym zająć myśli, kiedy wszystko dookoła wali się? I nie jest to seks, nie jest ... Czy warto myśleć przed śmiercią?
Próbowała sobie przypomnieć co czytała na temat Bombaju. Miasta obietnicy. Tak, tam na pewno odnajdzie coś, co nada jej życiu sens. Czy istnieje w ogóle sens istnienia? Co za myśli, o Boże,...o Boże, Boga pewnie też nie ma. Ciekawe czy on wie, że nie istnieje? Choć syn, seksowny był. Zawsze to prześcieradło tak Mu zawadiacko wisiało  na tych biodrach...
Piorun uderzył gdzieś blisko z szałem. Pomyślała, ze nawet myśleć nie wolno. Odgórna cenzura. A jak Kiko machnął Jezuska na Lennona to było w porządku. Nie ma sprawiedliwości, oj nie ma....

 I mały John śpiewa matce swej:
- Only you can make this world seem right.Only you can make the darkness bright...
- Och, przestań- Maryś skromna jak zwykle, machnęła ręką.




Wrzaski na korytarzu przebijały się przez szalejący wiatr i myśli. Ktoś krzyczał, że jednak statek utonie, ktoś, by nie siać paniki. Fale uderzeniowe kołysały wszystkim. Ciemność przedzierana była co chwila błyskami.
Nie chciała wyjść na zewnątrz. Pomyślała, ze jak ma umrzeć to w swoim kocyku. Będzie on jak całun. Może by tak makijąż poprawić?
Myśli...oszalałe z trwogi,  postanowiła oszukać historią. Ona najlepiej się do tego nadaje. Historia zawsze gdzieś oszukiwała.

Bombaj ...Bombaj ...był kiedyś zwany Mombajem na cześć hinduskiej bogini Mumba. Jednak bogini przegrała z portugalskim pragmatyzmem, a angielscy koloniści zrobili swój przekręt i  tak oto  Bom Bahia została Bombajem. No i bomba.
Ale Mumba nie zginęła, odrodziła się jako Samatha i stała się  boginią dla brytyjskich nastolatków.




Kolejne dreszcze przebiegły po niej. Nieustające zimno nie opuszczało jej . Ledwo zwlokła się, by dotrzeć do łazienki. Kolejne torsje osłabiły jej ciało. Zawisła nad muszlą nie mając sił wstać. Właściwie już jestem trupem - pomyślała.
Przypomniało się jej Życie Pi.

Wybierając zwątpienie jako filozofię życia to tak, 
jak wybierać bezruch jako sposób przemieszczania się w przestrzeni.


On samotnie  dryfował tyle dni na morzu i przetrwał. Wstała. Statkiem ponownie zakołysało. Straciła równowagę upadła na ścianę.  Na kolanach dowlokła się do łóżka. Próbowała sobie przypomnieć jakiś wiersz z niedawno kupionego tomika. Otulić się słowem ...


ten pyl z lat rozdzielenia nas
musimy zetrzeć z siebie
delikatnymi gestami
otrzepać się
z lat setnych rozłąki
bo choć oczy się rozpoznały
dusze wciąż nie wierzą
przecież tyle czasu upłynęło
od ostatnich  dni naszych
kiedy siedziałaś nad Kongo
mając w oczach dzikość buszu
tyle lat minęło
kiedy podawałaś mi wodę
na bombajskiej ulicy
tyle lat minęło....

ŁUBU DUBU!!!! Ktoś walił do jej drzwi:

- EWAKUAAAACJAAAA, EWAKUAAAACJAAA!!!!

Panika zapanowała na korytarzu. Było słychać jak ludzie biegają jakby byłi naładowani  sterydami lęku . Statek przechylił się niebezpiecznie. Wszystko poleciało jakby w dół. Toniemy - pomyślała.
Zwlokła się z łóżka i ściskając kocyk podeszła do drzwi. Nie miała sił otworzyć. Ani ich, ani ust.




Bul, bul, bul.....


















4 komentarze: