niedziela, 15 listopada 2015

spacerem

Czerwona szminka na usta. Trzaśnięcie drzwiami. Słuchawki w uszach, a w nich muza, która zagłuszała wycie wiatru, odgłosy umierającego miasta, wycia karetek. Lubię, gdy dźwięki mnie niosą. Nuty zagłuszają myśli. Odłączenie. Próbuję już tylko śpiewać wewnętrznie.
Znowu wyję.

Quo vadis?

Przed siebie. Do przodu. gdzieś. Donikąd.

wtorek, 10 listopada 2015

Xxxxxx 4

pierwsze części:
xxxxx-1.html
xxxxx-2.html
xxxxx-3.html






Gdzieś w tle było słychać wzrastający dźwięk bębnów. Szlag, zaczyna się przedstawienie. "Bo klapnięte uszko mam..", przepraszam, '"bo przedziurawioną szyję mam..." - zaśpiewało we mnie coś w środku. Rozpalono pochodnie, a tłum rozpoczął mruczenie swojej pieśni. Zaczyna być ciekawe, nie powiem. 






Rytuał rozpoczął się. Oto ich msza, a ja stałam się hostią. Wychodziłam z różnych opresji, lecz ta wydawała się zabójcza. W rezygnacji zamknęłam oczy, zaś mruczenie przybierając na sile zamieniło się w śpiew:

poniedziałek, 9 listopada 2015

Armagedon

Nie potrafię sobie miejsca znaleźć. Jest zimno. We mnie jest zimno. Wciąż czuję, ze jest zimno. Wymiotuję. Tracę równowagę. Strach okrywa mnie kocem. Zwijam się w embriona. Płaczę...Tak zimno, tak niedobrze.......

Zabrzmiało jak zapisek ze statku płynącego do Bombaju. Oto rozszalała się burza. Fale coraz bardziej dziksze, narwane kołyszą statkiem. Dookoła wali deszczem i piorunami. Jest ciemno, zimno i strasznie. Słychać głosy paniki. Załoga biega rozbudzona bardziej niż po tonie kawy. Szalejąca burza podnosi adrenalinę. Krzyki gubią się w nawałnicy. Ktoś biegnie korytarzem krzycząc:
-  Umrzemy!!!,
ktoś woła:
- Nie wychodzić z kajut!!! Spokojnie!!!! Nie wychodzić!!!!
Odgłos trzaskających drzwi gubił się pośród wyjącego wiatru. Wszystko gubiło się przy tak upiornej kołysance.

niedziela, 8 listopada 2015

Xxxxx 3



cz. 1       http://arte1973.blogspot.com/2015/10/xxxxx-1.html

cz. 2    http://arte1973.blogspot.com/2015/10/xxxxx-2.html




Tłum ucichł. Zdumiona otworzyłam oczy.Przede mną stała kobieta. Wyróżniał ją strój i wysoko niesiona głowa. Kapłanka. Znałam ją. Ogarnęło mnie przerażenie, a dreszcz ściął skórę...
-  Witaj buntowniczko! - mówiąc to jednym sprytnym,  cięciem pozbawiła mnie ubrania. Szlag!, a myślałam, ze gorzej być nie może...Jej wzrok wbił się we mnie.....Kali? wytnie mi serce na żywca?...Tyle razy przecież chciała dopaść mnie. 

Tak zimno ...

Tej nocy było mi strasznie zimno. Telepało mną, jakbym jechała pociągiem po krzywych torach, a w przedziale jak i w całym wagonie, były pootwierane okna i to przy minus dwudziestu stopniach. Opatuliłam się kołdrą, wepchałam nos w maskotki pozostawione przez córkę:
- Byś nie czuła się samotna mamo, wiesz, kiedy nas nie będzie....,
i tak oto pan krokodyl, pan prosiaczek i pan żółwik oraz krówka Matylda próbowały mnie ogrzać, usypiać, ale bezskutecznie. Zimno ... wciąż zimno. Przenikliwie, cholernie zimno.Czemu jest mi tak zimno???!!!
Nie, no tak to nie da się ani spać ani żyć. Wstałam, wzięłam łopatę i zakopałam część marzeń. Tych co najbardziej mnie mroziły. Właściwie powinnam je wrzucić do pieca, buchnęłoby ogniem, ale kopanie też mnie rozgrzało.
I tak oto moja dusza staje coraz większym cmentarzyskiem. I zapewne tak oto  rodzi się rozczarowanie, rozgoryczenie - piękny nawóz na starość. Hm.......
Nie, nie, nie to nie droga dla mnie. Wzięłam kartkę i rozrysowałam plan na życie od nowa. Oto co wyszło :





nic nie wyszło 




Unoszę się na fali swojego gniewu. Niezrozumienia. strachu. bólu. Nadziei..... 

piątek, 6 listopada 2015

a tak żartem ..








Jakaś era skończyła się. Nie chodzi o ślubowanie Młodej jako uczennicy, ale o to, że podała mi ręcznik, kiedy wychodząc spod prysznica zorientowałam się, że nie wzięłam czystego z półki. I nie o to chodzi, ze widziała mnie na golasa, ale o to, ze to zrobiła. Ta młoda istota otworzyła szafę, stanęła na palcach, sięgnęła po ręcznik, zamknęła szafę i podała mi go.

niedziela, 1 listopada 2015

Hell, oł, czy tu nie ma win ?:)

Heel, oł czy tu nie ma win?



Czasy zmieniają się. Dzieciaki poczuły, że będzie fajne, bo fajnie jest przebrać się i zaszaleć. 
Bo niech żyje życie i radość trwa. Czyż tego nie uczy nas śmierć? By cenić każdą chwilę? I własne towarzystwo. I tego,  że żyjąc, możemy czynić dobro? Tworzyć własne, niepowtarzalne chwile.

Młoda, była cała zrozpaczona, ze nie mogła iść z chłopakami.
- Kobieto, ale to chłopaków wyprawa ....
- Ale ja chcę...
- Za rok zrobisz własną drużynę, babiniec, i już ....teraz jesteś za mała...
- To ty chodź ze mną albo tata....
- OOOOo co to to nie, to zabawa dla was, nie dla nas. My jutro będziemy mieli własną imprezę...

Znicze, krzyże, rewia mody i udawane sympatie rodzinne przy grobach - folwark...