czwartek, 29 października 2015

dzieciakofo










Mloda i szkoła. 
Jak tylko odbieram ją z zajęć to zaczyna płakać. 
Płacze, bo ma zadania, bo musi czytać, bo....bo...bo ....bo ....bo tak rosną boginie? 
Nie chcę nic, ale wy róbcie?
Patrząc na nieporządek w pokoju pewnie tak jest i Młoda idzie w kieunku Olimpu.
Tyle, ze tam też jest kryzysowy stan.
Sorry, taki mamy klimat?
:)








Przy Starszym nie siedziałam. Czasami nawet nie wiedziałam, ze ma zadania. 
Odrabiał je sam na świetlicy. 
Bezobsługowy model.
Bo miał już skończone 7 lat???

Syn działa mniej więcej tak:

- Synu, nie truj mi o swoich grach, idź nauczysz sie tych wierszy na pamięć.
-Ale ja już zaliczyłem.
- Jak zaliczyłeś? Przecież się nie uczyłes!
- Na lekcji sie nauczyłem, zgłosiłem się i zdałem.
- Yyyy...serio? wow, gratki. Truj mi o tych grach ...





Jesień jest piękna, gdy liści jest więcej od deszczu. 
O, tak, wówczas bywa cudowna w swoich możliwościach.

Wytarzałyśmy sie z córką w liściach. 
A co mi tam. 
A co nie mogę? 
Bo co? 
Nie wypada? 
No trudno... 

Póki mogę wstać to mogę paść.

Zebrałyśmy kupę lisci i poszło: skok za skokiem.
 Potem Młodą zakopałam w liściach.

Nie było morza, nie było piasku, za to jest jesień i liście.

.A później nastała wojna- gonitwa z rzutami. 









Wsiadłyśmy na brykę.
 Auto i brum. 
Pojechałyśmy przed siebie. 
Na Kamczatkę, by było daleko i dłużej. 
I śmiesznie.






Tortury, własne



Moja córa, jak się patrzy. Mój mały świrek!!! :)



Syn wrócił ze szkoły.
- Mamo, czy widziałaś niebieskigo liścia?
-  Niebieskiego?Nie, a co,  ty widziałeś?
- Tak, popatrz..
- Łoł, jaki piękny i duży. I faktycznie, jest niebieski.







Czesław Trzeszczyszczykiewicz  żyje. 
Wciąz zyje. 
I wciąz gryzie nas. 





































- Młoda, weź zrób porządek w tornistrze. Zresztą pokaż co tam masz.....







- Mamo, nie widziałaś mojej kromki? Bo nie wiem czy zjadłem, czy zgubiłem.....






Starszego rysunek, 
wprawdzie patrzył jak rysował, 
ale jednak narysował, to też sztuka
:D




Poszlam odprowadzić syna do szkoły.
- Mamo, znowu pędziesz...
- Ale ja inaczej nie umiem chodzić.....
- To ja cię naucze.....
- Synu, twój tato poległ, przez tyle lat nie nauczył mnie, wiec wiesz.......
- Daj mi rękę .....
I jak przyspieszałam na swój rytm to synuś  ciagnal mnie do tyłu...Prawie poczułam sie jak pieś na smyczy: - do nogi, do nogi ....
- Stój, przyspieszyłas ....wolno, mamo, wolno....tak dobrze .......
Nic tylko dzioba otworzyć i czekać na cukierka jako nagrodę :)



- Czekaj synu, sznurówka mi się rozwiazała.....chyba za długie mam te sznurówki.....
- Kup sobie inne, przecież nie możesz chodzić wiecznie, jak ta łajza, w butach rozwiązanych ....


Moja matka do mojego syna...
- A twoja matka to chyba tylko laptop i laptop...
Na co Starszy oburzony:
- A kto sprzata? Prasuje? Pierze? Gotuje?




















4 komentarze:

  1. Dobre Dzieci, dobre... Nie wierzyłam, dopóki młodszej nie urodziłam, ale dzieci nawet jak trochę podobne, to zupełnie różne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak ....czasami zadziwiajace jest to, że mają tych samych rodziców......

      :D

      Usuń
  2. a czy ja tu się nie wypowiadałam na temat urody chomika...? Dałabym sobie cos uciąć, że chwaliłam jego urodę i chyba jakiś zazdrośnik to usunął? :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahahahah nie , nie wypowiadałaś się, ale psze - mów -odczytam Czesiowi :)

      Usuń