wtorek, 28 lipca 2015

Wetlina ...:)


- To gdzie w końcu jedziemy? Mazury czy Bieszczady?
- Gdzie chcesz.....
- Dawno nie byliśmy na poloninach....

Gdzie te czasy wedrówek z placakami? No gdzie? Ech...

Pojechaliśmy. Do Wetliny. Na pole namiotowe, skąd można wejść do rzeczki. Choć w Ustrzykach też można, ale tutaj, w Wetlince, woda jest głebsza. Jak tonąć to na całego. 
Każdy turysta wie, ze po wędrówce górskiej  najlepszą kapielą na świecie jest wejście do rzeczki. Nawet w ciuchach. A co.


Po drodze wpadliśmy do sklepu. Kupiliśmy namiot. Większy. Dla przestrzeni i komfortu życia. Nie kupiliśmy za to stolika ani krzesełek. To byłyby już luksus. Aczkolwiek kupiliśmy sobie materac. W końcu kości wiekiem skruszone..


- No to w drogę!

Jechaliśmy piekną drogą, wzdłuż Beskidu Niskiego. Piałam z zachwytu każąc dzieciom podziwiać krajobrazy. I bociany na gniazdach. I w ogóle, tyle przestrzeni. 

- AAAAa jak pieknie...... Patrzcie, te chmury nad gorami....Widzicie? 

Czułam jak rosną mi skrzydła. I kotwica. Przy lewej nodze. Jak zaczepie się to tych stron nie opuszczę.

- Maaaamo a on mnie bije.
- Maaamooo, a ona mnie gryzie.......

Nawet na to zaczęłam być głucha,  tak do szyby przykleiłam się. 

Na miejsce zajechaliśmy okolo 21.00.  Jakaś rodzinka siedziała przy ognisku na środku pola namiotowego, przy drugim ognisku młodzi śpiewali SDM, potem Hey'a ,śpiewali do gitarowego brzdąkania. Obok był bar. Piwo zimne 5 zł, zupa - 7 zł, pierogi - 12 zł.  Z głośników leciał Rysiek, i o dziwo, nie charczał. Namiotów nie było za dużo, ale za to atmosfera ... To był raj. 

- Czujesz ten klimacior,stary? Czujesz?

Zostajemy. 


Cena. 13 zł od osoby, dzieciaki połowa. Pokój 20 zł/os. Chyba, że z łazienką to 30 zł. Domki też były.

- Bierzemy pokój czy namiot?
- A po co kupowaliśmy namiot? Bieszczady chłopie to namiot! 

- A czy jest woda ciepła ?
Pani spojrzała na mnie, znad okularów swoich, jak na kosmitkę.
- Niektórzy, proszę pani, nawet narzekają, ze za gorąca.
- Hahaha, to bierzemy. 4 noce.

No dobra. Robi się ciemno, ale jeszcze coś widać. Wiec dzieciaki pognały nad rzekę.
- Mozemy sie kapać?
- Jutro...
- Łeeeee....

Wyciągnęliśmy namiot. Rozpakowaliśmy. Rzuciliśmy okiem na instrukcję- łatwo. Trzeba zacząć od tropiku hm...tylko jak???
W końcu po paru minutach patrzenia, poszukiwania "szlufek dla prętów" rzuciłam:

- Wiesz Mooniek, ale  ten tropic to leży na odwrót.....

- Hm....

Odwróciliśmy. Faktycznie. No dobra, ale te pasy? 

- Mamoooo tutaj sa świetliki! - dzieciaki z siatkami uganiały sie nie wiadomo za czym, kiedy my czuliśmy sie jak przed wyzwaniem zbudowania piramid egipskich.


- Czekaj , ten materiał trzeba przełożyć - tym razem mężunio błysnął intelektem, oczami, wyobraźnią.
No dobra, ale co dalej?

Bezradność nasza była wyrażniejsza niż gwiazdy, które pojawiły sie nad nami. Tylko w Bieszczadach  niebo potrafi zamurować człowieka na kilka godzin. Tylko tutaj jest dach z gwiazd.  

- Widziałeś? widziałeś? spadająca gwiazda! Ty patrz, jakie to wszystko jest zachwycające. Chcę tak umrzeć. tutaj, na ławie, wpatrzona w te gwiazdy...

- .Cześć. Moze wam pomóc? Grzesiek jestem.

A! to facet od rodzinki z ogniska. 

- Cześć. Pewnie, jeśli możesz, będziemy wdzięczni.  Dzisiaj go kupiliśmy i wiesz, zagubieni jesteśmy.
- Wiem, dlatego przyszedłem. My też kupiliśmy namiot przed wyjazdem, ale zdążliśmy potrenować na działce, wiecie you tube  i posżło...

Mooniek, po sugestii naszego wybawiciela,  włączył światła auta, Grzesio pomógł i w ciągu 10 minut nmiot stanął. No banał po prostu. Tylko moze nie o tej porze, przy braku wiedzy.

- Dzieki Stary.
- Nie ma za co...


Dzieciakki zawinęliśmy do spania, a sami pognaliśmy do baru, by przy piwie chłonąć piękno gwiazd. Tak pięknie było widać wszystkie konstelacje, o których w mieście mogłam pomarzyć.

A potem przyszedł wiatr, błysneło i szlag! Zerwała sie masakryczna burza z ulewą. Chrzest.


- Wiesz co jest najgorzesz w takich chwilach. Chęć siusiania. Zwłaszcza, kiedy nie ma parasola... no bo jak wyjść z namiotu?


Przetrwaliśmy. Dzieciaki nie obudziły się. Co tam grzmoty. 



Oto wypędzam szatana.
Oto wypędzam anioła.
Wypędzam z serca obu ich,
Ich obu, co często są jednym.
Niech przyjdzie mi samemu żyć
O skrzydłach własnych i rdzewnych.
Niech przyjdzie mi samemu żyć
O skrzydłach własnych i rdzewnych.


I wypędziłem szatana.
I wypędziłem anioła.
A w serce moje wstąpił wiatr
I tam on zamieszkał i szumi.
A domem moim stał się las,
Nad lasem biją pioruny.
A domem moim stał się las,
Nad lasem biją pioruny.

Stachura



Zjedliśmy śniadanie na  ławach barowych. wpatrzeni w owce. I kozę, która szukała czegoś na drzewie...

- Co robimy?
- Rzeka, spacer po wiosce, piwo i luz.

 Łapaliśmy klimat. 





ta owce na wzgórzu pasły się..i.a potem wszedzie sprzedaja ser kozi :P :D
no ddobra, jedna koza była :P:)





jak widać piekne miejsce na ognisko, a namiotów nie ma wokół ani dalej,
jak beezludna zielona wyspa :)








śniadanko


jaszczurka :)




Wetlinka









Siedząc na ławce, a mając Wetlinkę za sobą podziwialiśmy Połoninę Wetlińską







Dzieciaki z siatkami w wodzie próbowały złapać małe rybki. Nagle wybiegły z wody jak oparzone.
- WĄŻ!!WĄŻ!!!
- Gdzie?
Faktycznie coś małego pływało. Dziwnego. Chciałąm złapać do siatki, ale gniewnie swą zółcią na mnie spojrzało. Poczułam respekt. Zrezygnowałam. Za to Mooniek wykazał się.
- Patrzecie, mam!!! To jest zaskroniec!




wypuściliśmy Małego -:)






Spacer po Wetlinie. Cień PRL? Fajnie brzmi.



I nagle z podwórka wyleciał chłopiec. Na oko 4 letni.
- Cześć, wejdzcie, zobaczcie. Chodzcie ze mna.
Weszliśmy na podwórko. Z jednej strony stał budynek (Cień :D), naprzeciw była knajpa, fajna, ale niestety nieczynna, a po prawej stronie mieściła się Galeria.
- Tato, tato, przyprowadzilem gości.
 - Dzień dobry.
- Dzień dobry. Ma pan fajnego syna.
Porozmawialiśmy chwilę a nawet dłuższą chwilę, z właścicielem tego obiektu.. Obejrzeliśmy Galerię.





Potem spotykaliśmy sie z chłopakami, czyli z ojcem i synem, jak w nie sklepie to gdzieś na pierogach. Chłopak nas ewidentnie polubił. My go też. Rzutki Smyk. I zawsze nam proponował:
- Prosze pani, ale tato moze was podwieźć, chcecie?





Wetlina w obiektywie:





Jeśli bedzie w Wetlinie polecam Ranczo - pizza z pieca


Menu małe, ale te dania powalają ilościa i smakiem :) I ceną też. Pozytywnie:)






Miłość córki do matki. :)


Ranczo- drzwi do toalety :)




Zakupione na wieczór- piwo :) Wino bieszczadzkie też było, ale....jeszcze nie ten etap zakapiorstwa :P :D




Nasze królestwo - 2 komory, piękna to rzecz :)




Wieczorkiem wraz z Grzesiem i jego żoną pognaliśmy nad rzeczkę w celu poszukiwania gałęzi na ognisko. Nie była to łatwa wyprawa, bo trzeba było przejśc na drugą stronę i znależć drewno. Suche drewno! Ha! A wszystko bylo pozbierane, powyłamywane. Wydawałoby się, że stanęliśmy przed niewykonalną misją.. Hm.... Nie wiele myśląc, wlazłam na ten wysoki brzeg prosto w gęstwinę łaki, która sięgała mi po pachy. Lazłam w klapkach. i ... "Cholera, mogą tu być zmije!" - ta myśl mnie sparaliżowała. Ale co mam być cieniarą? Bąki tnęły, komary lekko też, więc dziabniecia kolejnego nie poczuję, więc poszłam wpatrzona w wielki suchy konar. Przetrwam, nie pęknę...zdobędę!
Wracałam obładowana, szczęśliwa:
- Mam, patrzecie, mam!
I wpadłam do rzeczki. Poślizg na kamieniach ...
- Hahahahaa - rżało rozbawione towarzycho.
W ten sposób okazało się,  że mój kochany zegarek jest nieprzemakalny. A drewno i tak mokre stało się, ale co tam.

Udało nam się. Kiełbaski, piwo i czar rozmów i niebo z gwiazd. I nagle pojawił sie zagubiony turysta, który zaczął stawiać namiot, ale ewidentnie szło mu opornie.
- Może pomóc?
- Dzięki, dam radę. Tak myślę. Problem polega na tym że dzisiaj go kupiłem.
Ryknęliśmy smiechem. Skad my to znamy? Wspólnie opowiedzieliśmy ekipie co do nas dołączyła historię z poprzedniego wieczoru.

- I tak siedzimy z Natalką przy ognisku i patrzymy. Jest ford combi? Jest. To zapewne bedą dzieciaki, Jest dwojka. To pewnie maja namiot z Decathlonu. Mają!
- I Grzesio, nasz wybawca, pomógł nam, zanim rozpętała sie burza.




Tak nam minął pierwszy dzień ...






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz