wtorek, 14 lipca 2015

Czarna Góra :)







Nagle, pośrodku miasta, na skrzyzowaniu złapała mnie nagła chęć puszczenia pawia. Efekt obchodzenia rocznicy ślubu. Można byłoby inaczej, ale ja inaczej nie mogę. Zatkałam usta dłonią z rozpaczą patrząc na męża.
- Aż tak?
Lekko pomachałam mu głową na "tak" jednocześnie wypatrując smietnik na chodniku. " Dobiegnę? czy nie dobiegnę?". Miałam juz otwierać drzwi, ryzykujac zderzenie z drugim samochodem, pognać przed siebie, byleby tylko nie zachlastać środka auta, ale przeszło. Przeszło, 
- Trzeba było wczoraj tak pić?
- Jak sobie pomyśle co zrobiłam 11 lat temu to nic innego mi nie pozostaje - jęknęłam przewracając oczami.


Dalsza droga na szczęście mijała spokojnie. Nawet dzieciaki nie trzaskały dziobami za bardzo. Organizm złapał równowagę. Ale nie na długo. Wjeżdżając do Międzygórza dostałam ponownego ataku. Mąż momentalnie zatrzymał auto, a ja pobiegłam pod mur. Chlast, paw za pawiem, masakra istnienia. Odwróciłam się.
- Proszę, to woda dla pani - mężczyzna podał mi kubek. Byłam zaskoczona. Gest samarytanina w XXI wieku? Chyba umarłam, umarłam na pewno. 
- Dziękuje serdecznie, mam w aucie wodę. Dziękuje. I ......i przepraszam.
Odwróciłam się plecami , bo znowu torsje zawładdnęły mym ciałem. Chlast .......
- Widziałeś to? Chyba myślał, ze jestem w ciązy. Zresztą to nie ważne, w szoku jestem z powodu życzliwości ludzkiej - zwróciłam się do Moonka wsiadając do auta.
- To fakt. Jedziemy? W porządku?
- Ok.
Dojechaliśmy na parking ośrodka.
- Gdzie zgineliście? 
- Aaaaa... bo po wczorajszym musiałam oczyścić flaki, już jest w porządku - odpowiedziałąm kumplowi.
 - Będziesz mogła iść, czy zmieniamy plany?
-  Przestań, najwyżej szlak zaznaczę. Idziemy!
Chłopaki wyciągneli bagaże  i poszliśmy sie zameldować. Przepakowanie plecaków i ruszyliśmy w drogę. Siedmiu samurajów, siedmiu wspaniałach, siedem istot. Czteryduże, trzy małe.
- Wiecie gdzie idziemy?
- Niebieskim szlakiem.
- Ale gdzie?
- Na Czarną Górę. 
- To dlaczego idziemy żółtym?
- A nie ma niebieskiego? Przecież był z zółtym.
- Oszczędzają na farbie. Teraz namalowali jeden.
- Chyba zgubiliśmy się. 
- Czy to ważne gdzie idziemy? Mamy czas.
- Ważne, ważne, by dojśc do wyznaczonego celu.
- Ale moze przez przypadek odkryjemy coś nowego? lepszego? 
Po pół godzinie włażenia do góry zdecydowaliśmy, że jednak wracamy. Ogródd bajek widzieliśmy, a dalsza droga wiodła....
- Przepraszamy, ale wiedzą państwo gdzie jest niebieski szlak? - kumpela zapytała mijająca nas parę ludzi.
- Musicie zejśc do mostka i skręcić w lewo.
- No tak to wasza wina, zaczęłyście sie wygłupić na mostku.
- A wy robić zdjęcia!







 ten mostek nas zwiódł, bo jak nie przejść przez niego?
 no to przeszliśmy zostawiajac nasz szlak po prawej stronie :D








moje trampolki kochane spisały sie genialnie :D




 - Szlag, nóg nie ogoliłam...
- Ale jak mówisz to teraz wszyscy zobaczą, ahahaha...
- Dlatego jak kogoś coś swędzi polecam swoje łydki, mój zarost ukoi bół swędzenia. Kogo poczochrać po pleckach?
- Wariatka....








Przekomarzając się weszliśmy na niebieski szlak. Wiódł on lekko pod górkę przez las. Cień drzew przynosił orzeźwienie. Masaż stóp na kamieniach, przyroda ciesząca oko- to był raj. Dalej wiedliśmy rozmowy bez cięzaru słowa. Oderwani od życia codziennego czuliśmy błogość.Dzieciaki biegały nie męcząc nas swoim towarzystwem. Nic tylko życie spędzać na szlaku. Górskim szlaku. Zresztą, przecież wciąż gdzieś idziemy. Wędrówką jest życie człowieka. Tyle, ze wybrana droga nie zawsze tak cieszy. Mozna skręcić, ale dokąd? Można iść dalej, bo cel jest tego warty. Można wiele, ale wciąż człowiek musi iść. 
Nas jednak nie dopadało znużenie,. Niczym dzieci, odkrywaliśmy owady, kwiaty, zarzucaliśmy słowem zaczepnym. Poczucie innego wymiaru rzeczywstości przepełniało nasze serca. Było rewelacyjnie/










rozkrok drzewa- drzewo na dwóch nóżkach - kobieta :D








- Mamo, ja nie chcę iść. Bolą mnie nóżki. Do domku chcę iść. Tak gdzie spać będziemy. Chcę się bawić.
Ekipa pognała do przoddu, a ja z motywacyjną gadką zostałam z Młodą z tyłu.

- Patrz, jaki fajny kwiatek. Szkoda, ze nie wiem jak nazywa się. Pachnie?







kwiaty, diamenty traw




Młoda na szlaku

















pająka nie ma a ofiara czeka :)
coś jak w kościele ?:P
























to jest miejsce by zalec z kocykiem, książką, kawą i nie ruszać się nigdzie, nawet na siku :P















droga wśród traw pełnych życia - zdumiewający mały świat a jednak tak wielki





i ten jeden zabłąkany obłok 





gili gili




osadnik megera











czasami jak się wyjdzie to pomimo ewidentnch znaków nie wiadomo gdzie iść :P :D











i w takiej chatce zamieszkać, gdzieś na górze, na poboczu drogi 






polskie drogi :P






leżeć  w trawie cały dziń i nic nie robić nic, tak po prostu położyć się i patrzeć
i poczuć, że zyje się






najlepsze paliwo na szlaku - jagody







kumpel jak przyczajiny dzik - zbieranie jagód






w oddali zbieranina anten, znaczy się Czarna Góra blisko





i taki świat jest piękny, własnie taki






Misio w jagodach -tankuje :P :D  -trudno od nich sie oderwać






niebo......to jest właśnie niebo





mamy nadzieję, że miłość do gór uda nam się zaszczepić w dzieciakach na zawsze







morda tygrysa z trąbą - korzenie mają moc :)








kurka czy kogut? :)








i wciąż niebo, wciąż ten raj - przepięknego błekitu wyłaniającego się spomiędzy drzew :)








gadający korzeń - ma japę :P








 a zuczek zapier...la
:P:D









droga dla rowerów - można pojeżdić i każdy rowerzysta,
a było ich rzech, pytał się
 - Tędy do Sienny?
- Dokąd?









w oczekiwaniu na tatę i siostrę :)








pryczajony tygrys :P







korzenie mają moc i widok ich rozśmiesza,
 choć to zależy, kto ma jakie skojarzenia :)




być kosodrzewiną .......:P:D













zdjęcia i tak nie oddają uroku tego miejsca :)








na skały musieli poleżć- za mamusią, ech....te cholerne geny :P











Czarna Góra - wieża widokowa






ojciec i córka- najpękniejszy widok











Czarna Góra - rzut trzecch potworów na mnie




papu







jak palce, jak resztki włosów na łysiejącej głowie





kapliczka św. Huberta





ołtarz, nie stól przed obiadem :P:D







i wśród traw taki mały skarb :)





dzieci są niesamowite, ile by nie przeszły i tak pobiegną :)






- Arte, pstrykaj, tego nie masz!
- Już mam :D




 - Mamo, mam owada!






Krajobrazy, które swoją prostotą zniewalają








a tak :)









- Gdzie jest szlak?
 - Nie ważne, jest łąką, pędzimy, to lepsze niż iść przez las :D







- "Jest krzyż, jest cywilizacja, nie zabłądzimy" - kultowy tekst tego wypadu :D








krzyż i ogórd bajek- zabawne zestawienie :P






widok z okna- urzekające otoczenie- zieleń, gdzie można wyciągnąć nogi po dniu wędrówki




Zeszliśmy z gór po paru godzinach wędrówki,  Dzieciaki w drodze powrotnej zreaktywowały swoje siły i zaczęły ganiać się po trawniku. My, jak na wiek przystało, zasiedliśmy na ławce. Ja niestety nie na długo.
- Berek!
Pognałam za nimi. Za mną zaś pognały dwie  obce dziewczynki rozbawione zabawą naszych dzieciaków. Goniłam tych parę potworów do ostatniego tchnienia. A potem one goniąc mnie próbubowały mnie złapać. Dobiłam siebie, zaś dzieciaki rozkręciły sie jeszcze bardziej.
Wieczór zakońcczył sie biesiadą przy pizzy w barze, który powalał swoją prostotą. Można było posłuchać fajnej muzy, która nie zagłusza rozmowy i popatrzeć na zabawne grafitti. 
- A jutro co? Jutro pobudka o 7.00.
Nie popiliśmy piwa. Wyjatkowo.

A po poworcie do ośrodka było odkrycie ...

Światło w toalecie gasło dosłownie co 5 sekund, wieć by mieć jasny obraz sytuacji trzeba było machać łapkami. Muppet show normalnie. Kurde, jak Kermit na tym kiblu.
Potem okazało sie, ze pod prysznicem nie lepiej. Ledwo tyłek wypięłam goląc swoje futro i PSTRYK! ciemność. Wyprostowałam się, Pstyk! jasność. Zgiełam się, jedno pociągnięcie żyletką i psrtyk - ciemno.
- Fuck, gimnastyka pieprzona!

Wróćiłam do pokoju powyciągana. Chciałam wpakować się do łózka swojego, ale Mooniek nie pozwolił.
- Spac razem po tylu latach? Zboczony jesteś! - zbrechtałam.
- Wystarczy, ze śpię, bez ciebie, jak jestem w pracy. 

Po tylu latach wciąż,,,,,,jakby jeechał na dopalaczu :P:D





2 komentarze:

  1. Ech..., tych gór to normalnie zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo te góry to są ........jadę w Bieszczady by si eodnależć, odbudować.....znależć zycia sens

      Usuń