poniedziałek, 29 czerwca 2015

Czas Wakacji


 Młoda ma moc :D



Ja w wykonaniu Modej









przez parę dni gościiśmy myszoskoczki :D





coś mnie ugryzo!!!:D no to takie oczy zrobiam :D




rolki i maki- maki :D




i czas nie tyko roek ae i rowerów




selfie po 8 piwach :p :DD



Syn odebrał świadectwo. Znowu było super. Pod każdym względem. Dwa lata nauki są za nim i to bez ani jednego dobrego. Nie jest to mój syn, bo ja dwójki łapałam i to nawet z prac plastycznych. Raz miałam wzorowego ucznia, ale było to w pierwszej klasie. Potem naszywkę zdarto ze mne za próbę ucieczki....ale to nie moja historia.
Po rozdaniu świadectw poszliśmy do przedszkola, by rodzeństwo jeszcze raz pożegnało się. Młoda chciała tuli tuli, a syn wzbraniał się, choć po jej głowie robił czochru, czochru. Kumple Młodej zagladali ukradkiem, za nią (Gdzie Młoda?!) i wow! "ona ma starszego brata".
 - No to papapapa.
Wpadliśmy do domku. Ostatnie przygotowania przed wyjazdem. W międzyczasie wpadła babcia, bo jakże miałoby być inaczej. W trójke udaliśmy sie na punkt zbiórki, bo oczywiście jakże mogłoby być inaczej.
- A podpisałaś walizkę?
- Bo co? Syn idiota nie wie jaką ma?
- Nie o to chodzi. Może być podobna. Jak wracaliśmy z nad morze ludzie wzieli nie swoje walizki.
- Hehehehe a jednak z wiekiem mózgu ubywa, a co trudno było zajrzeć do środka- moja czy nie moja? przecież widać kto co ma jak się czeka na autobus.
Urzekajace paplanie matki przybierało na marudzeniu i truciu no i rozwiało moją radość. Na cholerę mi ten człowiek? Naprawdę mam dość...
- No i co mateczki, panikujecie? - zwróciłam sie do matek kumpli syna.
- No cwaniara, w tamtym roku to przeżyłaś!
- Żartujesz? W nosie to miałam. Popatrzcie na to ze strony optymistycznej. To czas wolności, kochane. Zero gadania, męczenia, luz. Hahahaha...
- No wlaśnie - poparł mnie jeden z ojców, a drugi rzucił ze śmiechem:
- Nie pasujesz Arte tutaj, my jesteśmy kółkiem lamentów.
- Hahahaha, zobaczycie, ze nie poznacie synów. Bedzie super. Nasze chłopaki to twardziele.
Autobus nadjechał. Chłopaki wpadli do środka. A ja za nimi. W końcu gdzie ten buziak dla mamy?
- No to chłopaki, bawcie się dobrze. Piąteczka.
Przybiłam z nimi łapki. Ucałowałam syna.
Staliśmy jeszcze chwilę pod autobusem. Nagle jedna z matek otworzyła bagażnik i przekopała się przez torbę. W międzyczasie przyszedł jej syn.
- Masz, przebierz się w te spodenki i sandałki.
- Ale ja nie chcęęęę....
- Ale bedzie ci za gorąco!
- Nie chcęęęęę - dziecko rozpłakało się.
- Prosze go zostawić. Nie to nie - sen sei zwrócił się do kobiety- on jedzie na wakacje, niech się cieszy, a nie od płaczu zaczyna wakacje..
- Zaraz nigdzie nie pojedzie, jak się nie posłucha.
- Ale to pani pieniadze przepadną - wtrąciła się moja matka.
- I co z tego. Skoro mówię, ze ma się przebrać to ma to zrobić.
Nie ma to jak naruszenie autrytetu matczynego po przez posiadanie własnego zdania. Ech.. Chłopiec pobiegł do autobusu, a matka, z letnimi rzeczami w ręku, poleciała za nim. Sen sei popatrzył i nic nie powiedział, bo co tu mówić? Lecz się kobieto? Matka wyszła z autobusu. Sama. Pojazd ruszył.
Rodzice zaczęli machać, tyle że nie wiem komu, bo dzieciaki spuściły zasłonki chroniąc się przed słońcem.
- To co? jutro spotykamy się na autostradzie i lecimy do chłopaków? - zażartowałam.
- Hahahaha...
- To do zobaczenia za 10 dni!!!
Matka wróciła ze mna do domku.
- Wiesz, zapomniałam Starszemu powiedzieć, by rozwieszał ręcznik po myciu się.
Popatrzyłam na matke wzrokiem zabójcy. No nic, tylko dziękować losowi, że mój syn ma babcię, bo ta jego matka jakaś jest do dupy.
- Wiesz, wyobraź ssobie kobieto, ze Starszy ma matkę, a matka wie co powiedzieć synkowi.
Ja wiem, że nie ma to jak babcina troska, ale są jakieś granice. Czasami mam wrażenie, że lepiej by było, gdybym poszła sobie w Polskę, a ona nniech przejmujr opiekę nad dziećmi. Oto super babcia - niezastąpiona, wszechwiedząca sprawiedliwość kochająca. Nie to co ja.
Niestety, tak to jest, gdy martka ma ma za dużo wolnego czasu. Zwłaszcza wtedy, kiedy nie trzeba.
- A ty też musisz wyjężdząc? Nic tylko jeździsz. Do pracy wzięłabyś się, a nie. Ten twój chłop to swięty jest. On pracuje, a ty szlajasz się.
No prosze. A jak pracowałam to był leniem. I takie tam.
- Jak mozesz z nim wytrzymać. Szlag by mnie trafił, jakbym miała tyle czasu prosić o naprawę kranu...
- Twój mężuś nie był lepszy, więc wara od mojego.
A teraz, zmiana opcji: jako niepracująca kobieta powinnam siedzieć cicho. No no no. Oto jak zmienia się puknt patrzenia. Bez pracy moje ja zostało sprowadzone do parteru, a kochany, biedny, mądry zięciunio musi mnie utrzymywać i ze mną na dodatek wytrzymywać.
- Słuchaj, nie denerwuj mnie, mamo.
Poszła, lekko obrażona, ale posza na balkon, pozbierać mi pościel, bo przecież znając mnie, pranie będzie  wisiało przez trzy dni. A potem podlała kaktusy. No takim jestem niedorozwojem. Przperaszam, dziękuję ci mamo za pomoc.
Zawarczałam pod nosem, a potem puściłam muzę na full. Nic tak nie poprawia nastroju jak brzmienie gitar. Wyniosło mnie poza granice domu. W krainę marzeń i wolności. Czas spakować Młodą i siebie.
Młodą czekała Noc Inddiańska w przedszkolu, a mnie weekend w górkach.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz