piątek, 12 czerwca 2015

CYRK

Pewnego mało pięknego poranka wyciągając  przy oknie kuchennym, swoje przeterminowane kości wypatrzyłam coś. O!
- Oooooo karuzela przyjechała- ryknęłam - chodźcie zobaczyć.
Podziałało. Dzieciaki opuściły swoje legowiska i przydreptały.
- To cyrk, mamo.
- Cyrk? Skąd wiesz?
- Bo przeczytałam, tam tak pisze  Cy y ry k - odpowiedziała Młoda - Idziemy? ja chcę do cyrku, obiecywałaś mi kiedyś, no proszę....
Nietomnym wzrokiem rozejrzałam się po kuchni. Radia nie mam co włączać, bo dzieciaki tak gadają, ze własnych myśli też nie słyszę. Pla, pla, pla .....co ja chciałam?aAAa gdzie czajnik? KAWY!!!! A ja się dzieciom dziwię, ze wstawać im się nie chce. Poza tym pochmurność wielka pożarła słońce. I ... Co Młoda zrobiła? Przeczytała?
- Jak przeczytałaś? Przeczytałaś cyrk???
-  Normalnie, tak tam pisze...
- Aha, no dobra. To idziemy do cyrku.
- Huuuraaaaaa!!!!!!



Nie oglądali "Czterech pancernych i pies" ani też żadnego filmu wojennego, a wydarli się tak, jakby całe życie byli statystami w scenach bitewnych. Nie zapomniane sceny radzieckich żołnierzy, którzy tak właśnie darli gęby wypadając z okopów z kałasznikowem w ręku: HUUUURAAA!!!!!
To działa, też miałam ochotę zastrzelić. A im,dzieciakom powiedzieć: - chuchnijcie, bo co to spirytus pili czy co?
- Cicho mnie tu....Jeść i wypad.
Hm...chyba jakaś stara się robię ..Przeczytała?




Cyrk. Dzieciaki do lat 12 maja wstęp wolny. Płacę wiec tylko ja. Cena? 60 zł.  Nie lepiej od razu napisać wjazd 20 zł?  Nie, bo chwyt marketingowy musi być.
Panowie sprawdzający bilet byli mili i szarmanccy.
- Jak masz na imię?
- Młoda - odparła córka.
- O a to twój brat i starsza siostra?
- Jasne - odparłam ze śmiechem za Młodą, która zrobiła karpia. Nawet w rybie jest jej do twarzy.
Weszliśmy. Pustki. Ludzi nie wiele. W środku sprzedawane były świecące miecze, korony, różdżki, korony. I rodzice kupowali, bo w końcu trzeba poddać się atmosferze. I popcorn też był.


- Kupisz mi coś?
- Nie.
- Ale popcorn.
- Daj spokój. Co wolisz popcorn czy bilet na basen?
- Basen.
- No widzisz.
Ekspresowa nauka wartości pieniądza. Monetę mam i na co ją wydam?
- Mamo, ale świecący miecz...
- Ale chcesz do jaskini?
- Chce!
- To nie ma miecza tylko bilet do jaskini.
Twardzielka ze mnie. Ale wiem jak kończą takie zdobycze. Rzucone w kąt walają się.

Występ rozpoczął się. Pieski. Jeden ziewający. Skaczą. Zaczynam ziewać ja. Po nim klaun latający po scenie. Biegał i trąbił, zaś prowadzący zabierał mu przedmioty krzycząc:
- Tu nie wolno trąbić!
a klaun i tak z marynarki swej wyciągał kolejną piszczałę. Dzieciaki to bawiło. Zwłaszcza jak z jednej piszczały poszła woda na ludzi.
Potem akrobatyka. Piękna choć mało zaawansowana. Niektórzy ludzie w programie "Mam talent maja lepszy program artystyczny. Ale nie marudzę biję brawo. W końcu sama nie zrobiłabym tego.
Czas na występ zwierząt. Wow, kozy!


Jedna nawet weszła na drabinkę. Jak on ją tego nauczył? W swoim życiu widziałam kozę na stole, przy moim piwie, ale nie dałam jej łyka, bo nie byłyśmy aż tak blisko. A druga piła wodę z butelki po czym podeszła do sąsiedniego stolika w celach konsumpcyjnych. Po prostu i bezczelnie zaczęła wcinać sukienkę kobiecie. To było coś, a tutaj co?, no pobiegały sobie kózki. A za chwile wybiegła lama. Zrobiła kółko i znikła. Wow, co za sztuczka! A po lamie - gwóźdź programu - krowa!


Co zrobiła? Pokręciła się wokół siebie i ukłoniła. Niesamowite, prawda?
Ale zdziwienie nie mogło opaść. Adrenalina została zwiększona przez pokaz żonglerki. Aż trzema piłkami. Robi wrażenie, prawda? By zaskoczenie wciąż nieustająco trwało artysta zaczął przerzucać czterema kapeluszami. Takie rzeczy tylko w cyrku, bo do programu telewizyjnego za słabo.
I znowu klaun. tym razem puszczał straszne bąki przy próbie dźwignięcia ciężaru. Ale dzieciaki to bawiło. W końcu bąki nie były prostym lotem tylko dość zaawansowanym dźwiękiem.
A po nim - akrobatyka. Wiszenie na linie i kołowanie. Zakręciło mi się w głowie. Od nudy.
- Nudzi mi się ...
- Ciii Młoda, patrz, ciekawe czy babce zakręci się w głowie. A Ty chciałabyś tak?


I tak sobie ten cyrk trwał i trwał, a  im dłużej trwał, to tak jakoś ludzie wychodzili ze znudzonymi dzieciakami. Podczas przerwy pojawił się prowadzący program. Chyba postanowił mnie rozweselić.
- Fajny aparat. Ja też robię zdjęcia i zapraszam po odbiór do mojego wozu.
- Dzięki.
- Ale pani naprawdę mi się podoba.
- Jak każdemu ......

Zaczął się smiać.

A podczas przerwy można było zrobić sobie zdjęcia z szopem praczem. na koniku i z wężem. Cena fotki - 20zł. Drożej niż na Gubałówce. Przemiał był, a pani fotograf podobno niezbyt miłym tonem poganiała, no ale w końcu czas to pieniądz.

Koniec przerwy. Akrobatyka i nie wiem co jeszcze. A klaun i bańki na koniec. ale puszczane tym w loży. Co będę mówić dzieciakom biegniecie, baniek nie tłukli czy co?

Wychodząc zaczepił mnie prowadzący.
- I jak powiedziała pani rodzinie, ze na noc zostaje pani ze mną.
To chyba był najlepszy żart w tym cyrku.

Bo patrząc na bilet


to jakiś cud się dokonał pod namiotem cyrkowym. Słoń zamienił się w krowę, a zebra w kozę.
Na afiszu zaś ryczał lew. Tak spotkałam go. Tyle, ze był to lew salonowy. Przepraszam alkowy.


- I co? Co wam podobało ?
- Klaun - odrzekli oboje. Bo tak to nuda była ...
- To już nie pójdziemy do cyrku, no nie? - zapytałam się cała szczęśliwa, że Młoda wyleczy się z tego.
- Pójdziemy - odpowiedziała córcia - ale do innego!
- Yhy, jak namówicie tatę ...


6 komentarzy:

  1. Młoda to mój Idol! Uwielbiam Twoją Córę - ona jeszcze własną Matkę przegada - koniecznie chcę adres jej bloga gdy takowego założy!

    Arte, błagam - zdobądź ten adres!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahahaha, ok :))))

      nie chce nić mówić, ale Młoda rozwija się w strasznym tempie :D

      Usuń
  2. Hahahahahahaha nie mogę po prostu nie mogę. Jak masz na imię? Młoda!
    I co przekazałaś rodzinie propozycje czy nie? :D
    Chciałabym być przy tym jak będą namawiać Twojego męża :)
    A Tak poza tym popieram koleżankę wyżej.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Młodacje, ze hej, to Młoda. :D O tak, poleciałam na propozycję, że hej :D Po prostu jak cyrk to cyrk :D

      pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Nigdy nie cierpiałam cyrku. A jak moje dziecię było małe, to niestety, trzeba było pokazać, co to cyrk. Po wejściu od razu chciała wszystkie te świecące bzdety, kiedy dostała coś do ręki, można było wracać do domu, bo przecież "nuda".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokałdnie jest tak jak piszesz i tak własnie było- tyle, ze nie kupiłam badziewia :D razy dwa to wypad na basen i pizze :D

      Usuń