czwartek, 30 kwietnia 2015

blogowacisko - po co to wszystko?

Nie wiem jak to się stało, ale stało się tak, ze minęły dwa lata od mojego blogowania. Pewnego dnia załamana własną tragedią siadłam przed klawiaturką i nastukałam tekst. Literki pchały się jedna przez drugą krzycząc:
 - Powietrza!
Było widać, ze ewidentnie duszą się. Chuchałam dmuchałam, nie dało rady. Chciały iść na spacer. Więc poszły pobłądzić w przestrzeni internetowej. Wracały do mnie, przysiadając po lewej stronie ekranu, mówiły, że ten świat wirtualny jest niesamowicie ciekawy. Tylko jedna stronka jest wciąż smutna i taka głodna.Nie było innej opcji - karmimy ją. Tak powstał blog.
Dzięki bieganinie liter dusza poczuła, ze więzy popuściły. Rozprostowała się, poskakała na jednej nodze i mruknęła:
- Ty, Arte, ty lepiej pisz.

Zakopane





Pewnego pięknego leniwego piątku, kiedy nie wiedząc czy mam czytać Murakamiego, czy jednak zając się drapaniem po tyłku, zadzwonił telefon:
- Jedziemy jutro do Zakopca?
- Jutro jedziemy do Zakopca?
- Jedziemy?
- A mamy jechać?
- Czy ty jesteś normalna?
- A jestem?



Miałyśmy jechać. Tyle, ze nie w sobotę, a za pięć godzin. Ja miałam pociąg za pięć godzin.
- Mooniek, jest sprawa. Muszę wyjechać.
- A jedź w diabły!
Więc grzecznie spakowałam się, bo co będę dyskutować i wsiadłam w pociąg.Dziewczyny odebrały mnie na dworcu. Przepakowałyśmy bagaże do auta i jazda! Do marketu po syrop na drogę. Tradycją jest, ze tył wycieczki pije, więc inaczej być nie mogło. Tył wypił. Ale nie śpiewał, choć w duszy grało. Po dotarciu na miejsce, by kierowca nie czuł się poszkodowany, trunek został rozlany. Wieczór spłynął kroplami po szkle. A dziewczyny odniosły mnie do łóżka. Takie miłe. A same poszły uprawiać jogging po schodach: góra, dół, góra, dół.

Poranek był godzinami odkryć. Plac zabaw wyzwolił w nas niesamowite emocje. Jazda konna, wspinaczka, skoki w dal, jazda główką w dół. Radość dziecięca i kawa uruchomiły fantastyczną energię.
- Ja nazywa się twój koń?
- Hm....
Nie ma to jak poranne, inspirujące pytania.
- Pamela, A Twój?
Słowa robiły za muchy, latały tu i tam pobudzając szare komórki.
- Wiem. Konstancja.




piątek, 24 kwietnia 2015

czas na kawę :P :D




Czas na kawę :)


wciąż męczę Mistrza Rysunku ćwicząc rękę w kreskach :)




- Wiesz mamo, pani mówiła dzisiaj o wakacjach, trzeba uważać na wodę, bo życie jest bezcenne, a Henio powiedział, że cenne, bo można dostać odszkodowanie, hahahaha
- Dobre, hahaha, a pani co na to?
- Zapytała się co mu po pieniądzach w trumnie, a on powiedział, że byłoby dla rodziny.

środa, 22 kwietnia 2015

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

sny i koszmary :D






- Mamo! zrobiłem pracę z religii!
- Pokaż. 




- Przepraszam synu, czy to czerwone to ja???
- Tak - odparł rozchichotany. Zabawne doprawdy.
- Synu -mówiąc to dorysowałam sobie włosy - ołówkiem swym pozbawiłeś mnie kobiecości. Ty patrz jak masz matkę swą rysować.
Po czym wzięłam ołówek i naszkicowałam.

czwartek, 16 kwietnia 2015

Być jak Leonardo

Syn przy kolacji zaczął rozprawiać na temat Leonarda da Vinci, o którym pani opowiadała w szkole.
- Mamo to chyba był najzdolniejszy człowiek na świecie:
- To tak jak mama - wtrąciła Młoda.
- Ja? Dlaczego?  - zapytałam się starając nie chichotać .
 - Rysujesz, żonglujesz, piszesz...
- Hahaha, dzięki, to miłe... - no przynajmniej na córce robię jakieś wrażenie - I o czym usłyszałeś jeszcze w szkole? - zwróciłam się do Starszego.
- Planetarium. Pojedziemy? Wiesz,że wszechświat nie ma końca. To dziwne,... Dziwne jest życie...Mamo, a jak gwiazdy mogą żyć skoro nie jedzą?
Materia, atomy, reakcje chemiczne, mózg w piętach - atrakcje z posiadania dzieci.

Inną frajdą jest zabawa klockami. Dałam porwać się. Młodzi budowali ze swoich wizji, a mi zabrakło jak zwykle wyobraźni. Posiliłam się instrukcją. I dałam radę.Coś jednak potrafię robić.



Nawet przerysować rysunek.



Ale Młoda zagięła mnie. Oto jej dzieło.














piątek, 10 kwietnia 2015

Czesio :)




wierszem

nic
już nie chcę nic
sto żyć
jedna wielka nuda
nic
nicości
wszechogarniająca pustka
i w tle dzwon
ich
żniwiarzy
a może jednak?

nadzieja
złudna
to szkło o szkło
tłuczone
przy stole

pustka



------------------------------




Siedzę. Sama. W bezruchu tak.
niczym martwy ptak.

Wpatrzona w ścianę.
Z chropowatości chcę wyczytać,
sama nie wiem co.

Lecz w zakamarkach swych, biegam.
Szalona,
z rozłożonymi rękami.
Rozwalam wszystko.
Wrzeszczę.
Jestem
tak cholernie uchlana
własnym obłędem
Demoluję.

Siebie



------------------------




 - Nie, nie, jeszcze nie zabiję siebie. Jeszcze dzieci muszę wziąć na paralotnię. Pokazać im, że pięknie tak jest latać, i ten świat taki też jest, piękny. I poproszę, by nie byli tacy jak ja. Niech żyją, bo życie to ...też piękne jest. tyle, ze... nie dla mnie. I poproszę o przebaczenie. Ich, poproszę. Chyba przebaczą mi? ...Bo ja....ale nie, nie, najpierw wezmę ich na paralotnię.








------

- napisane w trakcie obierania ogórków na obiad, nie martwić się, to tylko tekst płynacy z mrocznej duszy mej :D

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

święta, święta i psycha pogięta

Pan zmartwychwstał, zmartwychwstała rodzina. Mąż, niczym kogut wśród kur, jest jedynym facetem przy stole, reszta samców w grobie. Chciałoby się zapytać, ciekawe ile pociągnie, ale to byłoby niestosowane. Chyba. 
Śniadanie tradycyjne. Święconka, modlitwa i żart. I teściowa. I jej opowieści. Po prostu lot w kosmos, w wszechświat bzdur. Bez ostrzeżenia, bez trzymanki, Po tym jak uraczyła nas pogawędka o o żonglowaniu 12 piłeczkami oraz gadką, że facet w domu nie jest od tego, by zmywać gary, bo to jest robota kobiet, poczułam, że mam ochotę wgryźć się w jej aortę i rozszarpać ją jak Reksio szynkę. Wary podniosły mi się lekko, zęby błysnęły. Wgryzłam się nimi tyle, ze w dupę czekoladowego zajączka, ale to nie pomogło. 
Pomyślałam, że skoro krzyż się zwolnił, to pójdę się dobić, ale na szczęście potknęłam się o flaszkę. Piłam z gwoździami, w kieszeniach, z młotkiem przy boku.
Ulga przyszła na moment. I w wc także ją poczułam. Zrobiło mi  się lżej po prostu. A potem syn zarządził popołudnie autorskie czytając nam 5 części swojej historii o smoku.  W życiu są wzruszające chwile. Taka jak ta, kiedy słuchaliśmy opowieści.  Wrażliwość i poczucie humoru Starszego są niebywałe. Nie przeszkadza mu to jednak w dręczeniu siostry. Zresztą oboje nie mogą żyć bez siebie. Normalne dzieciaki z pierwiastkiem niesamowitości. 

- Wiesz mamo, zostawiłem babci maskotkę, by nie czuła się samotna, nie dobrze być samotnym w życiu. Nawet zaproponowałem cioci by sprzedała mieszkanie i przeprowadziła się do babci, ale ciocia powiedziała ze przyzwyczaiła się do swojej samotności i z babcią mogłyby się kłócić,


Miałam już podpisać zgodę na wydanie tomika wierszy, a tu nagle  łomot taki, ze pióro wypadło z ręki. Ostre walenie w drzwi wyrwało mnie  ze snu. Ktoś dobijał się do nas nie odpuszczając ani trochę. Spojrzałam na zegarek.
- Piąta ...piąta? ...o piątej tak?  - łapałam kontakt z rzeczywistością - ej, słyszysz,  to pijak pomylił drzwi?
-Yhy...
Dzwonek wciąż upierdliwie brzęczał mieszając się z pukaniem. Twardziel się trafił, cholera ...kurwa ...o piątej tak, szlag!
- Weź wstań, facetem jesteś.... - mruknęłam, nie mając ochoty wstawać. W końcu nie dawno położyliśmy się spać ...
Mooniek zwlekł się z wyra, Otworzył.
- DYNGUS!!! - krzyknął sąsiad - zalaliście mi mieszkanie...
- Naprawdę?
- Cała kuchnia, łazienka i piwnica jest w wodzie...
Weszli do kuchni:
 - O kurwa!
Nas też zalało. Akcja wykręcanych szmat została uczczona kubkiem solidnej kawy.

Potem zalaliśmy się wodą, ale w walnej bitwie z dzieciakami. Byłam dzielna odbiłam broń. Potem ją straciłam. Było mokro i wesoło. Szkoda tylko, ze pogoda nie pozwalała na szaleństwo w terenie.

Po wojnie nastała klapa - rodzinka, jedzenie i stół. Nawet wino nie ratowało przed znudzeniem.

Takich świąt nie lubię. Zatłuszczony brzuch.Gdzie jest ten wolny krzyż ???




.




piątek, 3 kwietnia 2015

z jajem





Poleję troszeczkę ...




Menszunio twierdząc, że  nie jest koniem, by pić wodę, co rusz kupuje dziwne napoje nie omieszkując mnie przy tym E- gównem częstować.
- Tfu, co to jest?  - oddałam mu szklankę z zielonym bełtem - Smakuje jak mieszanka domestosu z elmexem!
- Hm.....ale powiedz, nie czujesz leciutkiej nuty pronto?


Rano nie wiedząc jak dzieciaki ubrać, czy lżej czy cieplej, pytam się Moonka, jak człowieka, grzecznie tak pytam się:
- Ile jest stopni?
- Po dziewięć na każdym piętrze..



 Jechałam samochodem, jak zwykle spieszyło mi się. Skręciłam w bramę i zonk, Za przeproszeniem,  pizdeczka młoda idzie nie idzie, normalnie tańczy mi przed maską.  I tak oto  ona stoi niezdecydowana w tym co robi, podczas gdy mój grat stoi na ulicy wstrzymując ruch. Niewiele myśląc, co mam ostatnio w zwyczaju, rzuciłam magicznym zaklęciem : 
- Spierd*laj!! 
Dziewczę ruszyło biegiem jak młoda łania, a syn, o którym zapomniałam, dostał ataku śmiechu , aż w końcu wykrztusił z siebie: 
- To działa!!!To działa!!! Wiesz mamo, wszyscy się ciebie boja tylko nie ja! 
Nie muszę dodawać jakim wzrokiem na niego spojrzałam, wzrokiem przy którym wszyscy odpadają.  I było kabum: odpadł syn i kafelki w Tokio.



A propos przekleństw: dzieciaki niestety uwielbiają takie chwile uniesień
Przy kolacji niesfornie wdarł mi się kawałek muzyczny z "soczystym mięsem".Starszy z Młodą wpadli w śmiech, krzycząc na przemian, że to kochają i mam im puszczać. 

- Przepraszam za niewstrzelenie się w nutę. Ale tego nie będziecie słuchać, po moim trupie!
Za entuzjazm wobec hip hopu karnie puściłam im Mozarta, co córa skwitowała: 
-To jest nuda. Kompletna nuda! 


Syn zaczął pisać swoją książkę.



                                      





W późniejszych kwestiach, tak w skrócie,  smok umiera i otacza go ciemność. Ale bogowie go wskrzeszają, bo mieli ubaw z niego. Smok znowu,wali łbem gdzie popadnie, W tych chwilach pada deszcz, Są to łzy śmiechu Zeusa. Potem smok walczy z Feniksem.
A matka zastanawia się co też uczyniła synowi swemu ...



Pewnej niedzieli o siódmej rano obudziła mnie córka. Nie dość, że wstała tak wcześnie to na dodatek była już ubrana w ciuchy. Byłam w szoku, a ta, mnie w tym stanie oszołomienia, wyciąga  z wyrka, mówiąc:
- Gramy w szachy?
Gdy ja przecierałam oczy,  ona ustawiała figury na szachownicy.


To nie był sen .....To była faza wysokiego napięcia! :)




Instruktaż obsługi drzwi, czyli jak przeszłam szkolenie ekspresowe.

Dzwonię do biura domofonem:
-  Trrrrrr,
 - Piiiiiii......
A ja co? A ja nico. Stoję wpatrzona w drzwi zastanawiając się dlaczego nie otwierają się. Zepsuły się czy co?
Nagle drzwi się uchyliły.A! Super! Głowa która się pojawiła, rzekła:
- Wie pani, trzeba popchać drzwi, gdy jest sygnał ...
- Tak? Yyyyy No tak, zapomniałam, dziękuje.
:
Qrfa .



Pewnego wieczoru Młoda, pewnie przez to, ze za dużo zjadła płatków z mlekiem,  zbuntowała się.
- Nie chce spać w łóżku. Będę spać w trumnie ...
Jak powiedziała tak uczyniła po czym weszła do pojemnika ikeowskiego na pościel.


Rano pokazałam zdjęcia synowi,
- Patrz co twoja siora wyprawia!  
- Hahaha, nieźle! Młoda! Poszłaś spać w kokonie, a obudziłaś się jako motyl.
A potem i mnie uskrzydlił słowem.
- Mamo, kto by cię nie lubił ...


Syn podczas śniadania.
- Przepraszam, że muszę odejść od stołu, ale i po idę skarpetki....
Po posiłku, jak zwykle, naczynia wstawił do zlewu, zalał wodą, przy czym pouczył Młodą, ze tez ma tak robić a nie, ze mama będzie wiecznie sprzątać.

Dzisiejszego poranka byłam psem Młodej. Warczałam, szczekałam, dałam się drapać za uszkami.
- Ale mam fajnego pieska. Żartobliwy jesteś piesku, wiesz?
- Hau, hau....
A potem byłam kotkiem. 
To lepsza fucha niż być osłem wśród ludzi.