piątek, 13 lutego 2015

o drzewie i życiu

"A czasem tak chciałbym do kogoś mówić naprawdę – jak małe dziecko. A przecież, kiedy mam mówić, zmieniam wszystko w żart, i nic nie mówię. Słów mi brakuje – tylko ciągła niepewność, żeby się nie obnażyć zanadto, żeby nie zdradzić, co się myśli naprawdę."
- Rafal Wojaczek




Nagle uświadomiłam sobie, że latami milczałam. Nagle uświadomiłam sobie, ze to dobre było. Żyć bez analizy siebie i otoczenia. Brać co jest i albo cieszyć się tym albo płakać. Płacz nie jest zły. Wypłukuje emocje, można dalej żyć, bez sił na walkę. 
Byłam niczym niedźwiedź ospały w gawrze. Może podniosłam powiekę, może nawet coś zobaczyłam, ale łatwiej było zamknąć oko i spać dalej.


- Mama nie myśli, ona robi swoje - powiedział Starszy do siostry swojej patrząc jak gram na kompie.
- Wiesz synu, to chyba najlepsza jest puenta. Tak własnie robię.

W końcu w życiu jak w wodzie - nie ma co się szarpać, bo utonąć można.






pozbierałam uczucia
porozrzucane po całym pokoju
o jeszcze cierpliwość wisząca na lampie
spakowałam wszystko do walizki
tej niebieskiej
z marketu
i poszłam
na most
rwąca rzeka wołała
nakarmiłam ją
póki co
walizką




Poszłam z dzieciakami na zajęciach w bibliotece. Młoda szła parę metrów za nami. Szła to dużo powiedziane. Człapała oglądając świat albo smarki z nosa własnego. Bunt wyrażający się w każdym kroku i geście.
- Synu zobaczysz będzie temat budowlany.
- Jaki?
 - No budowlany. Walę tynki. Czaisz nie?
- Walentynki? O bleeee, nie lubię.
Starszy jest w wieku alergicznym na miłość i cokolwiek zna związane powoduje sprzeciw. A całus to już nim zamiata. No chyba, że jest od mamy. Na to jeszcze jest łasy, jak i na przytulanie. Korzystam z tego ile wlezie, bo pewnie niedługo wejdzie w wiek alergii na matkę.

Na zajęciach okazało się, ze, ha!,  będą robić kartki walentynkowe.
- I komu dacie?
- Sobie - wyparował syn.
I tak synu masz rację, miłość do siebie jest jedną z trudniejszych sztuk kochania.


Wracaliśmy z biblioteki. Na piechotę. W końcu wieczory stały się znośne i można pospacerować. Gwiazdy nas prowadziły a rozmowa o nich zabijała czas wędrówki.Na niebie widoczny jest jasny obiekt. Jowisz? Hm....
Weszliśmy na osiedle i przed nami ukazała się wierzba. Wycięta na maksa. Pozbawiona swojego smutku raziła swoją nagością. I z róży robi się uschnięty badyl.
- Mamo to wygląda tak jakby ktoś wyciągał ręce do nieba.
- Aha, faktycznie.
Stanęliśmy pod drzewem rozmawiając o swoich wizjach.
- Wiesz synu, może to jakiś zły człowiek odrodził się jako drzewo. Patrz, wsadzony głową do ziemi, bo skoro nie widział piękna świata to po co ma oglądać. Tylko nogi sterczą do góry. I niech drzewem będzie i dwutlenek węgla w tlen nam zamienia. Zło zamienione w dobro.
Do dyskusji dołączyła się znajoma.
- Chodźcie na trawnik to zobaczycie jeszcze lepszy numer. Patrzcie widać twarz Jezusa, o tutaj głowa i ma ręce wyciągnięte. Ta głowa to jak spod scyzoryka bieszczadzkiego. A ręce tak, patrzcie, patrzcie tak w górę wyciągnięte, w końcu na tym krzyżu to rożnie wieszano Chrystusa -mówiąc to zaczęła demonstrować rożne pozycje zwisów rąk. .Nie mogłam oderwać oczów od sąsiadki, która zaprezentowała mały warsztat teatralny, natomiast dzieciaki lampiły się na drzewo.
- Aha -krzyknął syn zaaferowany - patrz mamo, to widać. Jezus, naprawdę to Jezus
- Dawno objawień nie było to  w końcu coś się pojawiło - zaczęłam się śmiać przypominając sobie artykuły z gazet o tym, że Matka  Boska pojawiła się na bloku, no taki zaciek był na ścianie, a to na szybie coś itd. Hm, może by tak do Fatów zadzwonić?
Nie tyko nasze osiedlowe drzewko ma coś w sobie, proszę :

http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/605525,matka-boska-objawila-sie-w-lesie-pod-klobuckiem-objawienie-w-klobucku-zdjecia,id,t.html?cookie=1







Rozmowa rozwijała się w dziwnych kierunkach. Cięcie drzew. No tak, jak z sosny można zrobić kształtne owalne drzewko, albo przyciąć innego iglaka.
- Ale wie pani- sąsiadka konspiracyjnie szepnęła mi na ucho wskazując na wierzbę - to było porządne , profesjonalne rżniecie.
- Tak, tak i  takie chrześcijańskie.

 Jednym słowem kosmologia. 

- A ja tam mogę się w kosmos wystrzelić -rzekłam rozmarzonym głosem patrząc na niebo.
- A to jak pani to zrobi, to ja chętnie zajmę pani miejsce. Dzieci jak widzę są ułożone, mąż przesympatyczny. Wprawdzie nie w moim typie, ale tak dobrze mu z oczu patrzy. Właściwie to wolę blondynów.
- Ok, to zostawię perukę i będzie blond. James Blond.

Nie ma to jak rozmowy pod drzewem.Doprawdy.
Nie ma to jak rozmowy z drugim człowiekiem. Doprawdy.
Nie ma to jak spojrzeć na chmury, drzewa, cienie.
Na siebie.


I dzisiaj poszłam do lekarza:
- Nie wiem co pan zrobi, ale noga mnie boli i w głowie mi się pierd... - hm, wyluzuj słownictwo, pomyślałam, to nie bar -... dzieli.



9 komentarzy:

  1. Podoba mi się. Z życiem faktycznie nie ma co się szarpać.

    OdpowiedzUsuń
  2. I myśleć, analizować też nie ma co zbyt wiele, bo jak ma się zobaczyć Pana Jezusa w drzewie to i tak go zobaczy się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale za dnia tez widać- a ja lubię figurki Jezusa Frasobliwego- takie maja prawdę w sobie i moc

      Usuń
  3. Ale to że jak? sąsiadka chętna na Twego Moonka? Niech bierze. Po tygodniu pewnie zwróci ;)
    I właśnie masz rację- nie ma co się szarpać z tym naszym życiem. Choć pewnie dobrze by było przytulić jakieś dobre emocje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobre emocje .........absynt?:)

      Usuń
    2. ej, no nie możemy ciagle opierać się na czymś sztucznym ;P

      Usuń
  4. Motyw walentynkowy Droga Pani.
    Mój motyw...
    https://www.youtube.com/watch?v=YVbwuRAJCAI

    Ale się już nie szarpię..


    kartkę Ci wyślę!

    Melodia ulotna odleciała...


    OdpowiedzUsuń