środa, 28 stycznia 2015

rozwałka


- Kształcie się - padły słowa z bajki na co Młoda, zdziwiona, krzyknęła:
- CO?! Mamy kroić się? 
- Dlaczego kroić ?- teraz to i mnie zdziwienie dopadło.
- Kształcić się znaczy się uczyć, no Młoda, uczyć się nie kroić w kształty.
- Hahahaha- ryknęłam śmiechem. W końcu załapałam tok myślenia Młodej.



- Dlaczego grasz? - zapytała się córka wpadając na moje wyrko.
- A co nie mogę?
- Ja nie mogę, Starszy też nie, więc ty też nie.
- Tak? Bo co?
- Bo jesteśmy rodziną.
Czyli obowiązują wszystkich te same zakazy, no proszę ....


Mooniek wkurzył się z leksza na syna i zaryczał:
- Bo ci odgryzę głowę!!!
- Czym? - zapytał się syn, chichocząc.
- ZĘBAMI - ryknęliśmy oboje.
My naprawdę jesteśmy "normalni".

Ostatnie wydarzenia w życiu rodzinnym pokazują, ze jednak nie jestem taka jaka myślałam, ze jestem. Nie zamieram w ciszy. Nie wchłaniam słów z książek, ale je wydalam. Znaczy to, źe mówię. Dużo mówię.
Hm...
Oglądamy film JOHN WICK...
- Ej, zabiłbyś za dwa miliony?
- Tak, ciebie.
- MNIE? jak mnie? za co?
- Za dużo gadasz.
- JA?????

Wraz z porankiem nadeszła druga scena, która zaniepokoiła mnie swoim wydźwiękiem.

W kuchni syn kłapał paszczą, tak, ze głowę zaspaną urywało, przy samym gwincie..
- Czy ty musisz tyle gadać?
- Muszę. Mam to po tobie.
- Po mnie? Wszystko masz po mnie, tylko uważaj, by ci cycki nie wyrosły, cholera ....


Radość dnia ratuje mnie przed upadkiem.

Tylko jak mając wszystko można czuć, że jednak nie ma się nic?

Rośnie moje wyobcowanie. Mur wzrasta coraz bardziej. Życie, które wydaje się być komiksem, wtłacza mnie gdzieś, gdzie zaczynam przestawać być. Jakby ktoś gumką wymazywał moją postać. Walka wewnętrzna wypala kable. Komunikacja zaczyna być przerywana. Łącza się tną. Ciemność wyciąga dłoń.Stoję czasami, tudzież siedzę na krześle i patrzę na to, co dzieje się dookoła. A potem chowam się za książką. O stulatku, który wyskoczył przez okno i zniknął. Można? Można.


Mooniek zrobił mi samochód. Sześć godzin walczył z myślą włoską techniczną, by wymienić zderzak. Udało mu się. Czuł się, jakby pokonał smoka. Na drugi dzień, pojechał ze Starszym po moją matkę, by odebrać ją z sanatorium. Przejechali przez Czechy, by kupić mi piwo.
A ja z zasmarkaną Młodą czekałam z obiadkiem.
Idealne obrazki rodzinne.
Chyba jest za dobrze, by mogło być prawdziwie. I za spokojnie, jak we śnie.
W niedzielę też zrobiłam obiadek, rodzinny. Taka jestem.

- To mężczyźni rządzą światem -ryknął syn Młodej w ucho, kiedy ta biadoliła, że chłopaki grają, a ona nie może.
"O, żesz Ty" - pomyślałam sobie. I dostał wykład. Jednozdaniowy. I miałam rację- moja matka ma większa moc od Moonka.

Moja matka od Sylwestra wraz ze swoją siostrunią mówiły dzieciom, jak to one zabiorą je na ferie. O, wow. Będą dzieciaki uczyć jeździć na łyżwach, pozjeżdżają na sankach na pobliskiej górce. Będzie hiper zajebiście.  Boskie kobiety, prawda? Dzieci cieszyły się jak głupie. Będą same z nimi, niech matka, ja znaczy się, złapię oddech. No to sobie pomyślałam, ze w tym czasie zobaczę morze w zimie. Nie widziałam jeszcze tych opuszczonych plaży, zmarzniętych mew, i fal gnanych mrozem. Zresztą dość mam siedzenia w domku i gotowania, prania, sprzątania, tych samych krajobrazów pozmywanych naczyń.
Matka wróciła z sanatorium i  pewnego poranka wstając z łózka, chyba lewą nogą, zapytała się, dlaczego ja z nimi nie zostanę, bo jako matka ja powinnam ich uczyć jeździć na łyżwach. Bo ja jako matka..czyli kto?
- Ale ustaliłyście, ze robicie dzieciakom ferie, więc o co chodzi? bo nie rozumiem...
Powiedziała, że nie jedzie z nimi, potem, że jedzie. Nie zważała na to, że wnukom coś obiecała. A dzieciaki krzyczały:
 - Chcemy! 
Ale to nie było istotne, istotne, było to, że chcę wyjechać. Wyciągnęła po prostu armatę kretyńskich tekstów, którymi próbowała mnie zabić.
- Albo zostajesz z dziećmi, albo nie. Proste.
Proste to to nie było. Absurd rozpierdolił mnie od środka. Jestem super, bo siedzę w domu. Jak chce dla siebie wyjechać jestem złem wcielonym.
Posłusznie założyłam sobie obroże na szyję i zaczęłam szczekać. Pokazałam kły i niech matka nie zbliża się do mnie. Dość. Nie chciałam, by czuła się samotnie, ale tym samym dałam jej prawo zaistnieć w moim życiu. Wszystko fajnie, ale bramy mojej przestrzeni zostały przekroczone. A to duży błąd.
W tym momencie, de facto, poczułam się jak matka samotnie wychowującą dzieci. Daje to do myślenia, prawda?
Babcia miesza tylko dzieciakom w głowie, ale także w moim życiu. Miesza, bo daję jej takie prawo. Ten absurd rozwalił mnie totalnie. Jak błąd w gierce. Ja nie mogę pojechać? JA?
Hau, hau ......
Dość matki. Sama strzelę sobie w łeb, dla dobra dzieci
A Mooniek? Mooniek i tak ma wszystko w dupie. Mieliśmy pojechać na narty i w ogóle. Ale facet biega, męczy się, tyle że grając w Gothica, Przecież ja jestem, więc wszystko może mieć w dupie. Nie ma to jak rozpierdolić się na kanapie i puszczać bąki, prawda? Najfajniejszy relaks.
- I co jeszcze wymyślisz?
- Ja? Nic.
Mój błąd że chce się żyć.

Życie jest jak poker. Trzeba umieć blefować. Trzymać emocje na dystans. Niech kipi w środku, ale na zewnątrz niech nie drgnie ani powieka. Czasami człowiek mówi coś, by być zrozumianym. Jednak prawdę można obracać jak monetę w palcach. Każdy widzi to, co jest po jego stronie. Warto iść do swojego celu po cichu. Krokami mówiącymi cicho sza, ze będzie dobrze, a nie, że po drodze są kamyki, co uwierają. Bo te kamyki stają się w końcu głazami, co przygniatają. A tak nie jest. 
W słowach jest moc. A w milczeniu – sukces.



Drugi rok skreślony. Zostało mi osiem.


- Wiesz jadę na parę dni do Polanicy. Coś ta moja koleżanka jest załamana, mówi, żebym przyjechała.
- A jak będę ciebie potrzebować to co - hahahaha ja to potrafię odwrócić kota ogonem i przypierdolić -  koleżanka jest dla ciebie ważniejsza od córki?!   - niech nie ma poczucia, ze jest wolna, ma w końcu rodzinę, dla której musi być 24 godziny na dobę.


Ja pierdolę. Zabawne to jest. Doprawdy.

I nie dorosnę .

Bo rodzina jest czymś, dzięki czemu powinno się wzbijać, a nie walić głową w mur. Jak więzień.






 - Nie jedna jest zima- rzekł Mooniek
- Tak, ale jedno jest życie .





7 komentarzy:

  1. Pierdol wszystko.
    Rusz przed siebie, dla siebie.

    Rodzina to jedno. Ale nie można totalnie poświęcać siebie.

    A morze zimą jest przepiękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie.
      i pojadę :)

      może spotkamy sie na cykaniu zdjeć ?:)

      Usuń
  2. NIENAWIDZĘ, kiedy ktoś coś obiecuje a potem nie dotrzymuje słowa. NIENAWIDZĘ. ZAWSZE musze przemyśleć, czy to co obiecam będę w stanie spełnić. Cokolwiek, każdą pieprzoną pierdołę. To coś chyba mówi o człowieku, nie? Ja bym chyba tak została doprowadzona do furii przez Twoją rodzinkę, że wzięłabym bachorki i sama z nimi gdziekolwiek pojechała na choćby weekend. Wiem, że odpoczynek do dupy, ale coś może dałoby to innym do myślenia.
    Twój Mooniek chociaz Ci auto naprawił ;) nie skreślałabym Go za to ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie, ja tego też nienawidzę
      i sama słowa nie dotrzymałam i czuję się z tym kiepsko, bo nie lubię rzucać słów na wiatr, a tym bardziej kłamać, ale cóz ...

      Wiesz, czasami człowiek musi zmienić klimat, by odetchnąć, zatęsknić, przewietrzyć się. Ja zaczynam się dusić w tym wszystkim.

      Usuń
    2. Wiem, że się dusisz. Ja też takich wyjazdów potrzebuję choćby raz na 3 miesiące, żeby złapać oddech.

      Usuń
  3. Oj, uroczo :/. Fajnie jest coś obiecać, a potem się na to wypiąć, heh... Niewesoło. Ja bym chyba strzelił takiego focha, że...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie to moja wina bo po raz kolejny zaufałam matce, a to był po raz kolejny wycięty jej numer, czasami, nawet jak z T chcemy gdzieś wyjść, robi nam łachę mega...poczułam się zmęczona tym wszystkim
      i nie focha strzeliłam a flaszkę -

      Usuń