środa, 31 grudnia 2014

Migawka and Happy New Year :D

Jestem pogubiona i zrezygnowana. To co miało mnie wzmacniać osłabia. To co mnie osłabia wzmacnia. Karuzela życia trwa. Kręciołek do porzygania. A do tego kuchenna zagadka: dodaj 15 dkg margaryny, a kostka ma 250 gram. Amerykanin  przybiłby czołem w szafkę, po czym poszedłby do McDonaldsa na kawałek sernika. A ja siedzę i obliczam. I dlaczego .......właściwie już nie wiem o co mam pytać. Nawet nie chce mi się rozmawiać z sobą. Nuda. I tak się właśnie komplikuje swoje życie. A przecież mógłby to być amerykański sen....250 gram..... eee ....to będzie 25 dkg ....no brawo, jesteś prawie jak Albert E. no genialne obliczenie!, fuck, a kiedyś mózg obejmował logarytmy, macierze, różniczki ....Przybiłam czołem w szafkę ...

- Sernik robisz? -matka weszła do kuchni - mogłam zrobić...
- Wiem, ale niech choć tyle zrobię...
Matka zerknęła do piekarnika.
- Temperaturę  chyba źle nastawiłaś....
- Chyba wszystko pierdolę, nieprawdaż?
Wyszła.

Stanęłam przy oknie z rękami w kieszeniach. Poza wzgardy. Dolna warga lekko wydęta. Kurwa przełknięta ze śliną. Monotonia mijających dni wzmaga moje poczucie wyobcowania. Coraz bardziej odlatuję od ziemi, która nie jest moją Ziemią. Intelektualnie i emocjonalnie nie ogarniam świata. Jestem żyjątkiem i czuję się jak owad w słoiku. Tłukę się sama z sobą, z myślami...powinnam opaść na dno i zdechnąć. Niestety bezsilność nie zabiera powietrza, więc wciąż oddycham. Niestety zbyt słabo oddycham, by wzlecieć do góry, i zbyt mocno, by przestać myśleć. Czartowsko-anielskie głosy płynące z góry czy tam z dołu, mówią, że takiej gnidy to się nawet młotkiem nie dobije ...
- To może motem pneumatycznym???
Cisza. To sobie pogadałam. Nie ma co mówić.

Do kuchni wszedł mężulo. Podszedł do lodówki i wyciągnął z niej prawie wszystko. Będzie celebrował jedzenie. Oto leżą porozkładane na stole:  wędliny, kiełbasy, sery i nie wiem co jeszcze. O, musztarda, ketchup, ogórki. Majonez? A mówił, że się odchudza. Zje pół bochenka chleba, beknie i wyjdzie. Facet. A ja mając napięcie lewego półdupka rzucę w jego plecy chujem niczym tasakiem:
- Do chuja pana, a myślisz, ze to ja posprzątam?
A on wiedząc, że mam napięcie lewego półdupka ryknie:
- To nie myśl tylko posprzątaj!
Więc ja znowu tym chujem, niczym tasakiem,  rzucę tym razem celując między oczy:
- A chuja!
Domowej awantury nie będzie. Trzasnąwszy drzwiami.........

.....drzwi trzasnęły. Starszy przybiegł z podwórka pytając się czy już idziemy na Wigilię.
 -Nie, no co ty, za wcześnie
- Aha.
Syn wyrwał mnie z myśli niepozbieranych. O czym ja w ogóle myślę? Myślę? Dobry żart. Pieprzyć to wszystko. Nigdy niczego nie napiszę, a zresztą zaraz opłatek, moc życzeń i buziak teściowej. Teściowa. Gdzie jest wino? Lampka na nie czucie. Małe szkiełko. Hmmmm, dobre, wyborne wręcz. Nie słodkie, z aromacikiem. Dolewka. Malutka kapka. Mniam, mniam. Dolewka, bo te posmaczek jakby w sobie coś krył. Tajemnice do rozgryzienia. Wypicia znaczy się. I z piersi wyrwało się: Przybieeeeżeeeelii do Betlleeeejem paaaastrzeeerzeeeeee........
- Nie wiesz gdzie jest mój krawat? - pytanie brutalnie przerwało mój występ artystyczny.
- A wiesz gdzie są moje majtki?
- Ale co mnie obchodzą twoje majtki?
- A co mnie obchodzi twój krawat?
Czy ja wyglądam jak plan mieszkania? Informacja jakaś? Tak, tak, wystarczy spojrzeć w oczy żony i facet wie jak dojechać do szczoteczki do zębów czy tam zatrzymać się na stacjach pośrednich.
Stacje pośrednie w życiu bywają jedynymi fascynującymi przystankami. Tak, tak, seks.
-Wiesz w pewnym sklepie widziałam interesującą rzecz. Pierścień dla facetów. Nakładasz taki pierścień na penisa, a on ma wypustki, które podobno fajnie działają na łechtaczkę.
- Kurwa! oplułem koszulę!
- Dlaczego? Jeszcze tego nie kupiłam, a ty się już jarasz.


Stół pięknie ustrojony  Z dwunastoma potrawami. Rodzina zgodnie zasiadła do uroczystej kolacji. Po czym wstała do modlitwy. Oprócz Młodej, która rozłożywszy się na wersalce mruknęła:
- Ale to jest głupie ... - i nie zamierzała wcale wstać, pomimo próśb i gróźb.
Pewnie gdyby była nastolatkiem warknęłaby:
- Pocałujcie mnie w pompkę,
ale ponieważ jest 5-cio i pół letnia dziewczynką rozpłakała się jęcząc:
- Nie chcę ....
A potem dostała kolejnego ataku płaczu, bo każdy próbował zajumać jej opłatek.
Rodzina poskładała sobie życzenia po czym zasiadła do stołu.
- A kiedy będą prezenty? - Starszy wlazł pod choinkę - Mogę?
- Proszę, wróć na miejsce. Po kolacji zobaczymy co nam Gwiazdka przyniosła.
- Jaka Gwiazdka? Tato przyniósł w reklamówce. Hahahaha, widziałem.

Młoda oszalała na punkcie Furby'ego. Na pięć minut.
- A gdzie jest piesek, któremu kość się rzuca?
Syn zaległ w książkach. Cztery tomy do serii o bogach olimpijskich i...
- Dzieci z Bullebryn? To książka dla dzieci. Nie będę tego czytał!
Wesołych Świąt!
Niech magia trwa.
Tyle, że człowiek się obżarł i cała magia zakończyła żywot w toalecie.
- Aaaaaaaaa......
- Co ci jest?
- Chyba mam skręt kiszek!
- MAMO!, ale idziemy o północy na pasterkę?
- Synu, nie wiem czy przeżyję .........

Przeżyłam. Poszliśmy. Ksiądz tak mówił, że już zgłupiałam czy to Pasterka czy Rezurekcja, tym bardziej, ze deszcz podkręcił klimat przygnębienia.

- Idź spać synu.
- Nie, idę się myć, by nie śmierdzieć.
Też poszłam pod prysznic. Co będę śmierdzieć.

Pierwszy dzień świąt swój urok stracił wraz z godziną dwunastą.
- Ja jadę do kościoła i przyjadę z mamusią na obiad.
Wyskoczyłam z wyra. W przedpokoju wpadłam na nieszczęśliwe lustro. Jak byk 5 miesiąc ciąży. Warknęłam:
- Szlag, wyglądam jakbym była w 5-tym miesiącu ciąży!
- Mamo, ale ja chcę mieć braciszka.
- To przecież masz.
 -Ale takiego małego dzidziusia.
- To se zrób, ale pamiętaj po skończonych studiach z podpisana umową o pracę.
Córka na mnie dziwnie popatrzyło i poszła pogadać z Furbym. Wybrała mądrzejsze towarzystwo.

Obiad, po obiedzie nalot pozostałej rodzinki. Śledzie i wódka. I skype.
- Wszystkiego najlepszego braciszku z okazji rocznicy ślubu.
- Wszystkiego najlepszego syneczku i kolejnych wspólnych rocznic.
- Wszystkiego najlepszego chrześniaku, oby ta miłość wasza wiecznie trwała.
- Wszystkiego najlepszego, obyś chłopie dalej wytrzymał.
Brachol, który jest o rok ode mnie młodszy, w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia, dwadzieścia lat temu mając lat dwadzieścia wziął ślub. Big love po prostu.
- Ale tobie to tak sypianie z tą jedną kobietą to to ci się nie znudziło?
- Ale ty siora głupia jesteś.
- Ale o co ci chodzi? Dwadzieścia lat to 1/5 wieku.
Z moim bratem o bzykaniu nie pogada się. Ale za to przypomniało mi się, bo zmieniłam temat, że zaraz po jego weselu wyjechałam z grupą znajomych, w ramach spotkań wspólnoty taize, do Paryża. Nocowaliśmy u zakonników, a szampana noworocznego piliśmy na Polu Elizejskim. A tak w ogóle  to ostatnio czytałam o katakumbach i muszę wrócić nad Sekwanę. Ale pewnie nie w tym życiu.


Drugi dzień świąt też jakoś minął. Do dupy z takimi świętami. Stół i te same twarze. Niekończąca się niedziela z obiadem.
No, ale obyśmy się spotkali za rok w tym samym gronie.

 - Jutro idziecie na wesele. Masz przygotowaną kreację? - ze snu wyrwało mnie pytanie. O zasnęłam? Mam mistrza, tyle, ze dlaczego mistrzowi nie dadzą pospać?
- Kreatura nie potrzebuje kreacji. Poza tym to jest przyjecie, więc mam to gdzieś.
- Ale powinnaś jakoś wyglądać!
- Ale czy ja złe wyglądam?
Kobiety obsiadły mnie niczym wrony kawałek chleba i męczyły czczymi słowami.
W końcu zirytowana warknęłam na ciotkę i matkę, by dały mi święty spokój.
 - No ale o co ci chodzi? powinnaś kupić sobie małą czarną....
- Chyba wielką czarną i to dziurę. Dajcie mi spokój.
W ogóle nie rozumiem dlaczego rodzina ze mną rozmawia. Czy oni nie mają z kim rozmawiać czy co?

Przyszła sobota. O godzinie dziesiątej idealnie wyciąga się w łóżku. Człowiek jest wyspany, a nie zaspany.
- To na którą jest ślub w kościele? - zadałam niewinne pytanie mężusiowi.
- Nie wiem.
- Interesujące.

Zadzwonił. W końcu znowu świadkował. I znowu było jedzenie i picie, tyle, ze w otoczeniu nowych twarzy.A potem było morze wódki, morze przypływów i odpływów. Był przypływ dobrego humoru i odpływ dnia następnego, bo niedziela została zabrana z życiorysu.
- Szlag moja głowa ....
Monotonia dnia. Jak jazda dziecięcą kolejką.  Tutu , tu tu, dookoła, wciąż dookoła. Nic fascynującego. Jedynie dzieci rosną. Skoro wszystko przeżyłam to po co mam tu tkwić?
By usłyszeć - fajnie, że jesteś?
No to fajnie, fajnie to słyszeć.
Więc mówię i ja- fajnie, że jesteście, dzięki.
i przy okazji życzę Wam, 
by Nowy Rok przyniósł Wam 
wiele inspirujących zdarzeń, kapitalnych ludzi, 
którzy wniosą w Wasze życie magię i moc pozytywnych wibracji. 
Aby ten Nowy Rok był wolny od wszelkiego złego, a zwłaszcza chorób, wypadków i innych popierdzielonych przypadków. 
Cieszcie się sobą, rodziną, przyjaciółmi i miłością 
i własnymi talentami. 
Podróżujcie, kochajcie, i radujcie się życiem

Wszelkiej pomyślności!

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!!


Niech zimny szampan rozgrzeje serca Wasze :D






A ja szykuję się na Sylwestra. Jedziemy na wiejską imprezkę, gdzie grać będzie kapela i niech dzieje się bosko :)













ps.  Zaniepokojonych informuje, przepraszam :P:D ze pojechałam sobie z tekstem :PPP.



8 komentarzy:

  1. Najbardziej mnie zadziwiło, Arte, kilka spraw. Po pierwsze pójście na pasterkę, wspólnota taize i Twoje mieszkanie u zakonników. Hmm... Absolutnie bym tego przy Tobie nie obstawiła. :) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, aa jednak potrafię zaskoczyć, choć maało pozytywnie hahahaha. Na Pasterkę uparł się syn, bo chciał zobaczyć, więc dla dzieciaka wszystko. A wypad do Paryża na Sylwestra, kto by się oparł? nawet gdyby to był wyjazd w ramach wspólnoty modlitewnej:DDD A zakonnicy oczami przewracali mając dość imprez. Tak twierdziła kumpela we wspominkach mówiąc, że sprzątała po nas butelki i kiepy, by nie było tak kiepsko jak było. I chwała Jej za to :)

      Usuń
  2. Laska, a czemu długa spódnica???? Bucik fajowy, to by i miniówa jakaś się przydała ;)
    Co do tego sernika, to jakbym patrzyła na siebie w kuchni... Ale ja na sernika jeszcze się nie zdecydowałam :D Brak mi odwagi i CIERPLIWOSCI ;P
    Laska, no to czego Ci na ten Nowy Rok życzyć...? Może tej Sekwany...? Bo marzenia przecież trzeba spełniać- inaczej się zdycha... Radochy Arte :) I sobie zyczeę- żebym mogła Ciebie tu czytać :) :) :) BUZIAK Kochana! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha nogi kiepskie na krótką, ale czasami zaszaleć muszę więc stawiam na bezpieczną długość :)

      A wiesz możesz mi życzyć i tej Sekwany i gejzerów islandzkich i dzięki wielkie z góry :)))

      Na sernik mam przepis taki, że nie napracujesz się a wychodzi, tzn teraz llekko go spieprzyłam, ale mam winnego: mamusię, która mnie zestresowała swoimi uwagami, no taka ze mnie delikatna dusza :PPPPP:DDDDD

      i Tobie życzę, ale nie czytania, a pisania :)))

      Cmok :D


      Usuń
  3. Takie nogi i tak zasłonięte? Mam nadzieję, że dobrze się bawiliście?
    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, nogi kiepskie, więc długość ratuje :)
      Bawiliśmy się na parkiecie do 4.00 rano :) Było dicho jak się patrzy. Zabawa po całości:) Od dawna się tak nie wybawiłam.
      Potem umierałam z bólu nogi i głowy, ale co tam.:DDD

      Wszystkiego najleszego w Nowym Roku, trzymam kciuki :)))

      Usuń
  4. Najbanalniej - zdrowia w Nowym Roku Arte!
    Ja piekę tylko to co ma łatwy przepis na opakowaniu (oczywiście tylko półprodukty wchodzą w grę).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki,:) Zdrowie to jedna z najważniejszych rzeczy :)

      Oj to muszę rozpropagować przepis na sernik :) Jest pyszniutkii i jest to jedyna rzecz jaka robię :)

      A Tobie - wiadomka, wszystkiego najlepszego, no i trzymam kciuki !:)

      Usuń