sobota, 8 listopada 2014

takie dni ...

- Jestem ze spółdzielni. Przyszedłem wymienić liczniki na wodę.
- Nic na ten temat nie wiem.
 - Ale ja wiem
- Aha, to niech pan wejdzie.
- Pani ma licznika na zimna wodę i ciepłą w łazience i wc czy w kuchni też?
- Eeeee.....nie wiem.
- To zobaczę.
- A patrz pan.



Facet wylukał co gdzie jest, a ja wylukałam faceta. Niczego sobie. Mój obłędny mózg włączył zajawkę: szybki numerek z nieznajomym. Z fantazji wyrwało mnie głośne stuknięcie. Gościu rozłożył w przedpokoju wielką torbę w której zanurkował po liczniki. Zerknął znad torby.
- A na tym rowerze to pani jeździ?
- No ja. A co nie wyglądam - niech żyje babska próżność.
- Nie, nie, wygląda pani, wygląda. Wie pani tak się pytam, bo wielu kolegów kupiło dla swoich dziewczyn, tak bardzo chciały, a jak dostały to raz , dwa razy pokręciły i tak stoją jak ozdoba, albo wieszak.
- No jak widzi pan, mój rower za wieszak nie robi.
- Ale jak pani będzie tak jeździć to pani za wieszak będzie robić.
Facet chyba ma wielu kolegów a ci koledzy maja wiele koleżanek. Wie jak gadać.
Aż normalnie kawę mu zrobiłam. Pół na pół z mlekiem i dwiema łyżeczkami cukru.


Domofon wyrwał mnie z magii muzy.
- Proszę?
- To ja monter, zapomniałem czegoś. Mogę?
- Psze.
Zapomniał czegoś? Hmmmm, ciekawe czego? przelecieć mnie? Hahaha.... Nie, no ja mam robala w mózgu. Z głupim chichotem otworzyłam mu drzwi.
- Wie pani, karteczki zostawiłem z adresami.
- Tak? To proszę, niech pan zobaczy.
Facet wpadł do łazienki z której wyszedł ucieszony.
- Mam. Dzięki raz jeszcze i za kawę. Pyszna była.
- Proszę. Miłego dnia.

Popędziłam na rehabilitację. Matka chwaliła się, że dzięki niej wymienili zasłonki.
- Ale jak dzięki tobie?
- Chciałam się oprzeć o parawan i zanim pomyślałam to poleciałam na niego i hahaha wszystkie parawany upadły. Okazało się, ze jest niezły syf. Nie ma co sprzątać, trzeba wymieniać.
 - Hhahahaha a mi mówisz, ze łajza jestem. Po kimś to mam, hahahaha
Faktycznie, pomiędzy łóżkami zabiegowymi wisiały nowe zasłonki. Śmieszne w koguciki jakieś. Skojarzenie jedno: pasztet.
Podałam fizjoterapeutce gazy. O!, nic nie powiedziała. Dziwne. Zawsze zwracała uwagę jak materiał jest złożony wyrażając swoją dezaprobatę. Powinni normalnie zrobić kurs składania gaz przed rozpoczęciem zabiegów, co by pacjent nie miał stresu.
Podłączono mnie pod aparaturę, ale nie zdążyłam zasnąć.
- Proszę państwa- stanowczy głos pracownicy wyrwał mnie z nad brzegu morza- ja proszę uprzejmie starannie i równiutko, powtarzam równiutko składać gazy. Po każdym zabiegu powinny być wypłukane w wodzie, wysuszone i wyprasowane, a raz w tygodniu wygotowane w samej wodzie. Zrozumiano?
- Tak jest!!! - ryknęłam wraz z jakiś facetem i wtórowało nam:
- TAAAK!!!!
Gdyby nie podłączenie kablami pewnie wylecielibyśmy ze swoich miejsc, by stanąć przed nią na baczność i zasalutować.
Po elektrostymulacji przeszłam na ultradźwięki. Zabieg ma trwać 5 minut a ja czekam dziesięć i nic. Wyszłam.
- Przepraszam, ale ja wciąż czekam na panią.
- Myślałam, ze pani sama sobie włączy.
- Wie, pani, aparaturę to ja umiem wyłączyć, głowicą zrobić sobie zabieg też potrafię, ale jak to się włącza to tego nie nauczyliście mnie.
I nauczono mnie.
Jeszcze trochę pochodzę to może dostanę swoją szafkę na kawę?

Kawę, poranną kawę, wypiłam u matki.
- Wiesz, może pojechałybyśmy na grób dziadków?
A tu cię mam!!!!
- Pewnie. A nie będziesz się bać?
- Nie, nie -  zabrzmiało jakoś mało przekonywająco.
Jechałyśmy przez las. Magia  tańcząco wirujących liści, które wirowały przed samochodem, urzekała swoją niezwykłością. Balet kolorów zapraszał do pląsów. Hm...w takiej scenerii pierdyknąć w drzewo ...
- Teraz musi być w górach pięknie....pojechałabym...
- To dlaczego nie pojedziesz?
- No właśnie nie wiem..
Straciłam kontrolę nad swoim życiem. Rezygnuję wciąż z siebie. W imię czego? Naprawdę ten wypadek zrobił ze mnie kalekę ....Żyję pod dyktando lekarzy, orzeczników i rehabilitacji.
O i sądów. Na ostatniej rozprawie sędzina, która odrzuciła wniosek o biegłego psychiatrę, po wysłuchaniu mnie zmieniła swoje zdanie i zarządziła badanie. Staję się czubkiem.
O i mężusia.
- Nie, nie, bo muszę  w sobotę matce pomóc i w niedzielę zawieźć ją do kościoła.
- To może z nią zamieszkaj co?
Jak teściu żył msza w telewizorni wystarczyła. A teraz bez kościoła nie żyje. Chociaż jakbym miała taki wredny charakter to na jej miejscu w ogóle nie wychodziłabym z kościoła.
- A ty wiesz co z ciebie będzie za paskudne babsko?
- Będzie? Chyba już jest...
- No jest!
- To co się głupio pytasz. ja popełnię samobójstwo więc luz, się martwisz.
- Ty naprawdę jesteś głupia...
- No to tym bardziej...


Wróciłyśmy z rodzinnych grobów.
- Masz na coś ochotę? - zapytałam się mamy.
- Na śledzia.
- Psze
- O! myślałam, że cię zaskoczę.
- To nie myśl.
- Wiesz, że śledź lubi pływać?
Wyciągnęłam kieliszki i polałam. Trzy strzały w samo południe. Na lepsze krążenie.






20 komentarzy:

  1. Arte! Ty Ladacznico! Jak facetowi kawę zrobiłaś pół na pół, to musiał być naprawdę CIACHOWATY! :D
    Z tym psychiatrą to serio...?
    Jakoś za tydzień wybieram się na 3 dni do Zakopca. Może odwiedzisz góry??? ;) Piwo byśmy strzeliły :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha, bo by niezły, hm....aż się chciało sprawdzić co miał pod ....koszulką :P:D:)
      z psychiatrą serio- czekam na badanie przez biegłego
      Zakopiec świetna myśl, ale trochę do niego mam :), ale za to rozważam piwo w Krakowie w sobotę :D:P

      Usuń
    2. W sobotę to ja dopiero w trasę ruszam. Ale cały pon. jestem w Krakowie! Lub ewentualnie kawałek niedzieli????

      Usuń
    3. ale ja o ile będę będę tylko w sobotę, a w nocy wracam na swoją "wiochę" buuuuuuu

      Usuń
  2. U mnie niestety ostatnio rower robi za wieszak ;] Przyznaje szczerze ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha ale jest używany :)

      Usuń
    2. o właśnie - trafna uwaga :D
      najważniejsze, że się przydaje hehe

      Usuń
  3. Arte, Ty to masz kosmate myśli. Może pan to wyczuł, dlatego wrócił. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. och bardzo kosmate myśli, więc nawet nie rozwijałam tego tematu :):P

      Usuń
  4. Arte, no cóż mam napisać? Gościu musiał być naprawdę niczego sobie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo był niczego sobie - :)
      fajny uśmiech, miły głos, fajna facjata i reszta ....mraauuuu :)

      Usuń
  5. To ja też poproszę... na lepsze krążenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wizyta montera i Twoje myśli w związku z nim, haha... :D.

    OdpowiedzUsuń