czwartek, 6 listopada 2014

listopadowo

Jakiekolwiek święta by nie były przybierają one jeden kształt - dynamitu w tyłku. Odpalenie lontu zależne jest od rodzaju świąt.
Teraz jazdunia zaczęła się tydzień przed.
- Dziecko, ja ci nie pomogę, ja muszę okna umyć, posprzątać, ciasta zrobić, ugotować ....
Litania jak do serca Jezusowego. Długa, nudna ...i być musi.Taka tradycja - męczennictwo domowe.
Nauczona  przez przydługawe życie, swoje zdziwienie schowałam do kieszeni wiedząc, że wszelkie słowa są tylko dolewaniem oliwy do ognia.
Jest jazda, trzeba uciekać.
To zniknęłam z pola widzenia.
Z dzieciakami  kupiliśmy śmieszną dynię, wycięliśmy duchy i straszyliśmy się głupimi minami.
Cholera, a tradycja mówi inaczej- marudź i umartwiaj się i sprzątaj i narzekaj.
Zaraz zmartwię dzieciaki.
 - Auuuuuuuuuu powyrywam wam nogi z tyłków i wypiję krew!!!!
- Aaaaahahahahaha, dręcz nas!!!!



Fajnie jest usłyszeć od swoich kopii:
- Mamo jesteś czaderska
-O takiej mamusi marzyłam, wiesz ...

Wydawałoby się, że sielanka będzie trwać ....

- Czy ty zamierzasz coś kupić na grób ojca? - telefon zasadzka z samego rana podniósł mi powieki do góry.
- Taaaak, a co? - odpowiedziałam ostrożnie.
- Na co czekasz? -ten ton głosu co jeży włosy na rękach.....
- Jest piątek, ranooo, mam czas...
- Ale ja nie wiem co zamierzasz, bo wiesz, kiedy postawisz?pod wieczór 1-go?- nie wytrzymałam i rzuciwszy zepsutym mięsem, wyłączyłam telefon.
Koszmar. Będzie mi mówić co mam kupić, gdzie postawić i co jeszcze? Czy na grobie musi być stylizacja? Albo Feng shui? Powaliło kobietę na maksa......Kwiatki w jednym kolorze, znicze najlepiej też ...a gdzie w tym wszystkim pamięć? Zaduma?

Telefon ponownie zadzwonił.
- Ależ dziecko czemu ty się od razu tak denerwujesz?
- Ale co ty do mnie mówisz? Co cię to interesuje, co? Kupię to co kupię i to na co mam ochotę.I kiedy mam ochotę. Odwal się od mnie.
Wyłączyłam telefon. Dość.

Kolejny bunt zrodził się we mnie.
W tym dniu wszystkich wysłałam w pizdu. Wara ode mnie. Co mnie to, kurwa obchodzi? Ludzki problem nie jest moim problemem. A moje problemy nie są ich problemami.
Dość.
Nie ma mnie. Nie istnieję.

Za to zmaterializowałam się u teściowej na kawie. Z T. , bo sama tam nie chodzę.
- Pojedziemy jeszcze przy okazji na zakupy, Arte kurtki nie ma.
- Jak nie ma ? Przecież ma tyle kurtek, po co kupować?
Prawie spadłam z krzesła, proszę, bystra teściowa, wie co mam. Wystawione kły przytrzymały mnie w pionie.Zawarczałam.
- Po co ten komentarz, co? mieszkasz w mojej szafie czy za mnie płacisz, bo nie czaję. Powaliło cię kobieto. Ja pierdolę....
Trzasnąwszy drzwiami wyszłam.
- A to, ze majtek nie mam to też jej to powiesz? a może pożyczy mi swoje, co? po co wydawać kasę?

Po co jest rodzina?
By psychoterapeuci mieli co robić.


-  Stary, czy ja jestem dzieckiem specjalnej troski? bo mam takie wrażenie ....


Na cmentarzu zostałam powalona widokiem teściowej, która szła pomiędzy nagrobkami. Większymi od niej.
Co to jest: małe, pomarszczone, z laską?
- Patrzcie, Yoda idzie ....
Ahahahaha, zaraz jak ją wkurzę to nawet stanie się zielona, ahahaahaaha.
W moje myśli i głośny śmiech wdarł się głos matki.
- Uspokój się- matka złowieszczym tonem zaszeptała. To tylko wzmogło mój rechot. Diabelski nad grobem teścia.
Wraz z teściową pojawił się kuzyn z żoną.
- Co ty robisz, że twoja żona jest coraz piękniejsza?
- Częściej wyjeżdża - odparowałam.
- He he he - i na tyle było stać T.
Teściowa poczuła się w obowiązku wychowania Młodej, która schowała się za nią i nie chciała się przywitać.
- No wiesz, podaj rękę na przywitanie. To nauczycielka!
Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaahahahahahaha, to nauczycielka. Może klęknij i schyl czoło?
- A jakby była sprzątaczką to co? Nie musi się już witać?
Teściowa na mnie popatrzyła, matka warknęła.
- Durne gadanie. Idę sobie.
I poszłam.
Co będę się wkurwiać? W imię czego? Dobrego wychowania? Bo tak wypada? No to jestem obłąkaną palantką, trudno.

Wywaliłam wszystkich za okno. Papieros i samotność. A moje prochy niech porwie wiatr.



"A ja pragnę czegoś, ale nie wiem co to jest. Czuję chłód w sobie i chcę się ogrzać. Ale to nie jest ten rodzaj zimna, który można ogrzać zapałką. To lód, który się stopi dopiero od pożaru. Niech więc to będzie nawet katastrofa, wielki grzech, apartament w piekle wynajęty. Ale niech się wreszcie coś stanie, bo tak się nie da dalej żyć."
Anna Janko





.







10 komentarzy:

  1. Wiesz, jak czytam Twój post zakończony samotnością i fajką, to kogoś mi przypominasz. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No Arte! Zdolna dziewczynka i jaka zdyscyplinowana ;) nawet na baczności potrafi stworzyć wpis ;)
    Wiadomo, że z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu lub z grzywki ;) Ale dobrze, że masz fajka. Nikt tak nie rozumie jak dobry fajek:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rodzina, ach rodzina! Aż Gwiazdki doczekać się nie można!

    OdpowiedzUsuń
  4. Prawdziwe, jakie prawdziwe.

    "Nie żałujesz, że nie pojechałaś na Wszystkich Świętych"?
    yyyyyy o czym ona do mnie mówi?
    "Wszyscy byli"

    tia, wszyscy mieszkający niedaleko cmentarza. Naprawdę wow! Serio? No jakie poświęcenie!

    A potem jak posypały się teksty, to sama nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać. Obraziła się na mnie i jest spokój. W pi**u.
    M.


    OdpowiedzUsuń