czwartek, 27 listopada 2014

taki weekend był :)







(z tej oto książeczki pochodzą cytaty dot formacji muzycznych)






Pewnego pięknego dnia wybyliśmy na zaprawę muzycznobrowarową. Właściwie mówiąc to ja wybyłam na piwo, a mężu z kumplem na muzę. Czekało nas parę dziwnych tworów, ale cel był jeden: Borghesia.
Ich cel, bo moim było oderwanie się od reala. Wybycie w świat szeroki. Złapanie innych atomów powietrza. 

Koncerty odbywały się we wnętrzu Starego Klasztoru, który swoimi cegłami nadawał niezły klimat, a stoliki rozmieszczone w kameralnym tonie zawierały niezwykłą aurą. 

 


wtorek, 18 listopada 2014

wdech, wydech....

Od świata już nic nie chcę. Kiedyś chciałam. Ale ten czas minął bezpowrotnie. Wraz z końcem młodości skończył się termin ważności na chcenie. Więc teraz niczego nie spodziewam się. I niczego już nie chcę.
Jedynie co mogę od siebie wymagać to trudu oddychania. W dzień w dzień machać nozdrzami. Ich praca przypomina mi skrzydła motyla. Szkoda tylko, że są za małe, by unieść resztę ciała.
Niech proces oddychania będzie jedynym wysiłkiem. Na resztę nie mam sił. Ani ochoty.
Zresztą czy czegoś chcę? Już nic nie chcę. Nie chcę już nic.Czas umierać.Przejść przez bramę metamorfozy.
I narodzić się na nowo.
Jako część nozdrzy.
Wdech, wydech, wdech, wydech, wdech, wydech ...
W końcu to wystarczy, by żyć. Więc nie potrzebuję już nic. Ani, by istnieć. Będę oddechem. Ulotnością. Skostniałym mechanizmem w codzienności. Może czasami potknę się o zagubione zaskoczenie lezące gdzieś przy murku chodnika. Może nawet kichnę. I zawiążę sznurówkę podciągając skarpetkę.

sobota, 8 listopada 2014

takie dni ...

- Jestem ze spółdzielni. Przyszedłem wymienić liczniki na wodę.
- Nic na ten temat nie wiem.
 - Ale ja wiem
- Aha, to niech pan wejdzie.
- Pani ma licznika na zimna wodę i ciepłą w łazience i wc czy w kuchni też?
- Eeeee.....nie wiem.
- To zobaczę.
- A patrz pan.

czwartek, 6 listopada 2014

listopadowo

Jakiekolwiek święta by nie były przybierają one jeden kształt - dynamitu w tyłku. Odpalenie lontu zależne jest od rodzaju świąt.
Teraz jazdunia zaczęła się tydzień przed.
- Dziecko, ja ci nie pomogę, ja muszę okna umyć, posprzątać, ciasta zrobić, ugotować ....
Litania jak do serca Jezusowego. Długa, nudna ...i być musi.Taka tradycja - męczennictwo domowe.
Nauczona  przez przydługawe życie, swoje zdziwienie schowałam do kieszeni wiedząc, że wszelkie słowa są tylko dolewaniem oliwy do ognia.
Jest jazda, trzeba uciekać.
To zniknęłam z pola widzenia.
Z dzieciakami  kupiliśmy śmieszną dynię, wycięliśmy duchy i straszyliśmy się głupimi minami.
Cholera, a tradycja mówi inaczej- marudź i umartwiaj się i sprzątaj i narzekaj.
Zaraz zmartwię dzieciaki.
 - Auuuuuuuuuu powyrywam wam nogi z tyłków i wypiję krew!!!!
- Aaaaahahahahaha, dręcz nas!!!!