sobota, 11 października 2014

Ratowanie klapka cz1 wakacji :D



Zajechaliśmy do rodzimych stron dziadka mego, co góralem był. Prawdziwym. Nie mniej jednak wojna namieszała i z górala ceper zrobi się, więc mój ojciec na nizinach rodzonych stracił góralską krew. Za to w jego córce zagulgotało coś w żyłach, znaczy w moich. To jest ta kraina, gdzie czuję się jak ryba w wodzie. Mogłabym tu żyć, a że nie żyję, za to bywam. Niestety coraz rzadziej.






Widok Tatr jest tym widokiem, który nie znudzi się. To tak jak patrzeć w oczy osobie kochanej. Miłość od pierwszego wejrzenia co trwa.... Chcesz patrzeć, bywać, dotykać....i trwać na zawsze.







Wybraliśmy się na cmentarz. Zapalić wujkowi co był zwykłym, dobrym człowiekiem oraz praciotce, co mając prawie lat 100 żwawym krokiem przemierzała wieś i nie gardząc kieliszkiem zawsze miała dobry humor.

- Ciotka, a wiesz, że tu straszy?
- A co straszy?
- W nocy straszy, zombie mają tutaj spotkanie. W tych okienkach w nocy widać świecące czerwone oczy...
- To straszne.






Stare cmentarze mają w sobie pewną zadumę, niepokój, piękno. Lubię chodzić po nekropoliach wsłuchując się w ciszę. Jest w nich jeszcze jakaś tajemnica. Niedopowiedziane historie ...

Na nowych cmentarzach czuję już tylko interes na śmierci.








Podeszliśmy do obiektu w którym zatracone duszy imprezują. To była kiedyś kaplica. Teraz zamieniła się w zapuszczoną ruinę. Stos krzyży ułożonych wzdłuż ściany budynku robił wrażenie. Zajrzeliśmy odważnie w okna po czym wystraszyłam dzieciarnię wielkim krzykiem. Maluchy potrafią biegać i to szybko. Płuca też mają zdrowe...
- Noooo maaamoooo...!!!!
- Ciotka....!!!


- Ale co przyjdziemy tu w nocy?
- TAAAAAKKKKK
- Hahahaha już to widzę ....


Wzdłuż drogi biegła rzeczka. Poskakaliśmy na moście, a dzieciaki zeszły w dół po schodach.




- Jak woda?
- Fajna!
- Idziemy nad rzekę?
- TAAAK!!!!


No to poszliśmy. Krowa i snopki przypomniały mi wakacje na wsi. To były czasy....


Oto obraz, który coraz bardziej znika z polskiej rzeczywistości i pól mijanych autem.

I proszę - jest i wychodek jak malowany. No nie malowany, ale za to z serduszkiem.


Człowiekowi nie potrzeba wiele, by zachwycił się tym co jest. A jest pięknie, jeśli to piękno dostrzeże się.



.


Biały Dunajec płynął tutaj w miarę spokojnym nurtem. Więc nie było mocnych, by nóg w nim nie zamoczyć. Chodzenie po zimnej wodzie daje nie tylko radochę, ale i moc na cały rok.
Zatem jak jest się gdziekolwiek w górach giry trzeba umoczyć zacnie w potoku, by być zdrowym do następnego roku.




















Bieganie po wodzie, rzucanie, chlapanie - cala moc zabawy.



















Nie ma to jak chodzenie po rzece. Nogi szybko stają się opalone. A przy okazji ma się za free krioterapię.





Chciałam pogłaskać krowę, ale była jakaś dziwna. Mruknęła, nie żadne tam  "Muuuuu" tylko:
- sio
Serio.
Zgłupiałam i odeszłam.


Za to owce to były baraniaste. I można było je poczochrać dowoli. Po krowie dzieciaki nie wierzyły, więc  pokazałam im jak to się robi.




- Wiecie, że jak owcy poszepcze się do uszka to spełni się marzenie.
- Hahahahaha
- To nie śmieszne, tam mieszka wróżka, nie wiecie?
- Ciotka bajdurzy....
- A wcale, ze nie. Ja tam swoje marzenie wyszeptam.



Dzieciaki nie uwierzyły psując mi cały dowcip.
Za to chętnie karmiły zwierzaki trawą.




Wróciliśmy do domku. Na obiad i przebranie. Ledwo kawy łyknęłam, gdy dzieciarnia ponownie krzyknęła:
- Mamo, ciotka chodź z nami nad rzekę.
Nie trzeba było mi tego dwa razy powtarzać.
Poszliśmy tym razem na inny brzeg rzeki.





Na tym brzegu rzeka płynęła nurtem niespokojnym. Porwała klapka Mlodej. Uratowałam.
Porwała klapka Starszego. Uratowałam.






- Mooniek, paczaj jaką ryyyybę złowiłam!!!!! Normalnie na surowo można zjeść!!!!





















Dzieciaki miały swoją zajawkę, a ja swoją. Chcąc dalej pochodzić po wodzie postanowiłam zdjąć spodnie i to był błąd. Porwało mojego klapka! Mojego!
A ja nie lubię tracić to co moje. Oj nie.


Rzuciłam się w pogoni za odpływającym klapkiem. Niestety stopa pozbawiona obuwia słabo radzi sobie w brodzeniu po kamienistym dnie. Bardzo słabo sobie radzi. Powiem więcej: cholernie cierpi.
Nie mniej jednak nie poddawałam się, dopóki dopóty nurt rzeki nie podciął mi nóg . Wpadłam do wody cała. Zachłysnęłam się. Machnęłam łapkami i na kolanach wypełzam na brzeg.
- Miss mokrego podkoszulka?
- Nie, topielica. Cholera, mogam utopić się ...
- To po co lazaś?
- Po klapka!!!! Ty bądź rycerzem i ratuj mego klapka!
- Dawno płynie daleko!
- Wcale, że nie.
- Ciotka!!! mamo!!!, jest klapek jest, o tam....
- O widzisz!!!  Idź! Ciebie nurt wody z nóg nie zwali.



I poszedł.



 I wrócił.
- Pogięło cię, ze wlazłaś do tego nurtu. Ledwo co ustałem. Daj spokój.
- Nie, ja chcę swojego klapka!

I poszliśmy przed siebie.



Ja w jednym klapku dreptałam chcąc nie chcąc.

- Ciotka, ale ty jesteś uparta.
-Wiesz w życiu trzeba walczyć o swoje.
- Ale czasami nie warto i trzeba odpuścić.
- Pewnie masz rację, ale ja hahaha nie odpuszczam i walczę.



- Krucafuks! most jest! Ja pierdykam, idziemy na drugą stronę i tam złapiemy klapka!
- Pogięło cię doszczętnie!
- Mooniek, więcej wiary, ja cię proszę....



I przeszliśmy na drugi brzeg rzeki.




 I zeszliśmy w dół.






Weszłam do rzeki. To nie było miłe, bo po tej stronie było dużo mułu na dnie. Wstrętne uczucie zapadania się w breję przypomniało wszelkie horrory.  A jak mnie coś capnie i wciągnie?
Klapek- myśl klapek.
To nie wiarygodne, ale znalazłam swojego klapka. Był uczepiony do gałęzi.
Górska rzeka, nurt, a mój klapek nie jest w Krakowie tylko w moich rękach! HURA!!!




- Głupki mają szczęście....
- Mądrala się znalazł, patrzcie....







W drodze powrotnej towarzyszyła nam kompletna korba. Zrobiliśmy sobie sesję fotograficzną.





Piękno przyrody też ponownie nas uwiodło.






















- Co to jest?!!!!
Nie ma to jak to stary sprzet rolniczny. Zachwycający mechanizm pełen tajemniczości. Dzieciaki popatrzyły błagalnymi oczami.
- Dobra , ale uważajcie na siebie.
Sprzęt został zdobyty.



A potem dzieciaki pobiegły przed siebie. Do domu.




Jak wpadły do domu to przekrzykując się nawzajem opowiedziały jak ciotka topiła się ratując klapka.
To było wydarzenie.

Ciotka przejęła się, że jestem cała mokra i postawiła na ratunek pół litra cytrynówki.

- Ciocia a kiedy będzie obiecana przez ciebie noc duchów?
- Co ty dzieciom obiecujesz?
- Fajną zabawę. Będzie, będzie, 
- Ciotka choć poganiać.
- Dajcie mi spokój, litości, sio na kompa i bajki!


Znowu wróciliśmy na górę, do pokoju,  wężowym krokiem.






14 komentarzy:

  1. Normalnie pozazdrościć widoków. Mieliśmy w październiku jechać w Tatry, ale nie wyszło. :( A co do klapka, to szacun. Uparta z Ciebie osóbka. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no cos z osła mam,
      widoki dopiero wrzucę :)

      szkoda, ze Wam nie wyszło, ale rozumiem, że plany zostały przesunięte w czasie? :)

      Usuń
  2. Arte! :D Ale wiesz co? Ja też bym ratowała tego klapka- za wszelką cenę :D I proszę- wpadła Arte do rzeki i biust mogłam obejrzeć ;D szkoda tylko że zdjęcia Ci się nie do końca załadowały... Czekam na resztę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahahaha.....
    Jak nie zaladowaly? Nawet na telu je widzę:)

    A jutro zapro na Kasprowy Wierch:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Arte Arte..
    Ty sie niczego nie boisz co?

    OdpowiedzUsuń
  5. zgadzam się, że widok Tatr nigdy się nudzi :)
    mam nadzieję, że w przyszłym roku znowu tam pojedziemy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tatry maja moc :)

      oby Wam się udało
      a może zimą narty?:)

      Usuń
  6. Znów poczułam wakacje.. ;) dzięki Tobie :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Poproszę o zdjęcie w obu klapkach... no nie wierze że się znalazł ;)
    https://www.youtube.com/watch?v=-5sidtm8P2k

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a znalazł się znalazł :)
      dorzucę fotkę, bo mam jak cieszę batona więc muszę coś z ryjkiem zrobić :D

      Usuń