sobota, 18 października 2014

Rabk vol. 3 wakacyjne foto :)



R A B K O L A N D 

Zabawa trwała w najlepsze. Dla dzieciaków jest to istny raj.
Karuzele, zjeżdżalnie, pozytywki na alejkach uwodziły na każdym kroku.









 Polecieliśmy z synem na huśtawkę. To jest to co oboje kochamy.
A Młoda przebiera nogami, by do nas dołączyć.
W zeszłym roku namówiłam syna na nią. Pomimo strachu wszedł ze mną.
A wyszedł tak ubawiony, ze krzyczał: Jeszcze, jeszcze!!!!!
Więc teraz oboje z radochą polecieliśmy...







Podniesienie rąk do góry daje niesamowite uczucie wyzwolenia się z grawitacji,
Bawiliśmy się bosko.




































Autka to ulubiona zabawa Młodej. O dziwo Starszy też się dał skusić.
















Dom Strachów robił niesamowite wrażenie. W środku jednak było mniej strasznie
















Ostatnia przejażdżka.








Pamiętaj, że kiedy kogoś spotykasz, jest to święte spotkanie.
Tak bowiem, jak ujrzysz drugiego człowieka, będziesz widział samego siebie, jak go potraktujesz, potraktujesz siebie, jak o nim pomyślisz, pomyślisz o sobie.
Nigdy o tym nie zapominaj, bo właśnie w nim znajdziesz albo utracisz samego siebie.
"Mała księga cudów"






Wieczorem, tradycją swą rodzinną, góralską zasiedliśmy do flaszki. Cytrynówka polała się. Gwara swoim niesamowitym brzmieniem porywała co rusz do śmiechu. Do ciotki wpadła sąsiadka. Dialog pomiędzy góralkami niestety nie jest do otworzenia, ale żywy język i bezpośredniość przekazu zabijały. Nie mogliśmy przestać się śmiać.
Proste zasady i poczucie humoru powalały, ale i też dawały wiele do myślenia.
Jednak przede wszystkim czuło się, że życie jest piękne i warto żyć.
Dawno taki spokój w moim sercu nie zamieszkał.
W pewnym momencie złapałam się na myśli, że właśnie tutaj mogłabym zamieszkać.
Oto moje miejsce na ziemi....

Wieczór trwał w najlepsze...

Kuzynka, trochę starsza ode mnie, chwiejnym krokiem wyszła z kuchni nie mówiąc żadnego słowa. Przez okno widziałam, że do domu nie poszła, więc wyszłam za nią. Siedziała na ziemi opierając się plecami o wrota byłej stodoły. Paliła. Poleciałam do góry po piwo. Coś lekko rzuciło mnie o sciaanę. Oho, to te złośliwe cienie ...
- Dobijemy się? -zapytałam siadając koło niej.Podałam piwo.
- Pewnie.
I tak siedziałyśmy na bruku  w ciszy, wlewając w siebie chmielowy napój. Deszcz lekko padał, a panująca dookoła ciemność jakby schroniła nas przed światem. 
W kuzynce coś pękło, zaczęła mówić....
To nie była fajna historia.
Pomimo wszystko starałam się ją rozbawić.
- Ty to jesteś popiepsona, ale Arte jak ja  cię  za to kocham....wariatko ty moja...
- Och, ja ciebie też -i że śmiechem stuknęłyśmy się butelkami wypijając piwo do dna.
Paląc fajki dmuchałyśmy w puste butelki. Niech statek smutku odpłynie w dal. Uuuuuuu......
- A tu jesteście? - T. zaskoczył nas. Nie słyszałyśmy kiedy wyszedł.
- Yhy, i mamy puste szkło ...
- To zaraz będzie mieć pełne.
Siedzieliśmy w trójkę zalewając robaka i rechocząc przy tym niemiłosiernie.
Czasami w życiu zdarzają się niezapomniane chwile....chwile, które wypełnione zwyczajną, szczerą rozmowa po przez słowo stają się magiczne.

Bawiliśmy się tak kapitalnie, ze kolejne wieczory były niemniej barwne.
Zresztą jak można być w górach i nie wypić ?
Moja dusza została postawiona do pionu.















4 komentarze: