środa, 22 października 2014

pomnik słowem pisany

Pewnej nocy zadziwiła mnie cisza. Cisza, która była ciszą zbyt cichą. Coś mi nie grało. Ale co?Opadające powieki zamknęły moją świadomość. Odpłynęłam, na rozstaje dróg, gdzie problemy duszy siedziały w trampkach z lekka gwiżdżąc. Schyliłam się, by rozwiązać im poplątane sznurówki....

Nieznośny sygnał budzika wdarł się we mnie. Zachłysnęłam się dźwiękiem jak tonący wodą. To dziwne  pomyślałam, ale.poranek też przyniósł ciszę.
No tak, w końcu nie mieszkałam na Alasce, by budził mnie Chris o Poranku. A szkoda ...Już słyszę jak swoim odlotowym głosem mówi:

Po mojej przygodzie z utratą głosu podzielę się z wami przemyśleniami na temat mowy. Nie lekceważcie jej. Jeśli muzyka to klucz do serca jak mawiał Wolter, mowa jest kluczem do ludzi.

Ale nie mówił, nikt nic nie mówił i nic nie wydawało dźwięku. Panowała cisza,
To niemożliwe ....to niemożliwe chwyciło mnie za serce, rozum i powiodło do .....

Leżał w pozycji embrionalnej, jakby chciał siebie otulić....

NIE!!!!!!! NIEEE!!!! NIEEE!!!! TO NIEMOŻLIWE!!!!

Łza spłynęła mi po policzku, a smutek zalał serce...Wstrząsnęło mną okrutnie.Nie mogłam się ruszyć.

Nasz Zygmunt nie żył.





I jak teraz powiem dzieciom, ze nasz chomiś nie żyję?





Obudziłam Maluchy. Brak mojego śmiechu trochę ich zaniepokoił.
- Co się stało?
- Mamo?
Nie lubię kłamać. Nie umiem kłamać. Powiedziałam prawdę.

Ciałem córki wstrząsnął szloch. Tak potężny, tak pełen żalu ...Przytuliłam mocno Młodą.

Syn starał się ją pocieszyć:

- Wiesz to jak z dziadkiem, stary był i dobrze, że umarł, już nie cierpi, wiesz?

- Ale, ale ....ja ...- spod strumienia łez wyrywały się słowa - ja ....chcę ...do ...chomika .....do chomika...ja ...chcę ....

- Kochanie ....- zaczęłam córce tłumaczyć, ale nie chciała słuchać, Chciała Zygmunta.





- Wie pani - zwróciła się do mnie przedszkolanka, kiedy odbierałam dziecko z sali - Młoda miała dzisiaj smutny dzień. Trzykrotnie wybuchła płaczem za chomikiem. Nawet podczas próby...
- Cała Młoda, bardzo to przeżyła. Mogłam nie mówić rano, ale nie sądziłam, że tak zareaguje ...
- Jest bardzo uczuciowa...
- Wiem.



W trójkę, niczym kondukt pogrzebowy, poszliśmy do ogródka teściowej. W rękach trzymałam pudełko z ciałem Zygmunta. Pudełko owinięte białym papierem. Córka płakała nie pozwalając na pochówek. Wraz z synem próbowaliśmy ukoić żal Młodej. Bezskutecznie.
- Nie, nie ...chcę chomika ....chcę chomika ...chcę chomika, ....mojego kochanego chomika ....
Ta rozpacz niczym pieśń pogrzebowa towarzyszyła nam w ostatniej drodze Zygmunta.
Chomik został pochowany koło mojego psa.
Pod jabłonką jest nasz "cmętarz zwieżąt".













10 komentarzy:

  1. Ale mnie nastraszyłaś tym postem. Szkoda Zygmunta, ale tak to się dzieje, dzieci też muszą się oswajać z trudnym tematem śmierci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. był efekt? :)

      naprawdę było nam smutno, Młoda wczoraj przyniosła rysunki z przedszkola, dla chomika

      Dokładnie, też tak uważam, że śmierć nie może być tabu - to ciężki temat, ale nie należy jego unikać

      Usuń
  2. Wcięło mi komentarz-znowu! Protest składam :)

    śmierć jest naturalnym cyklem życia.
    Rodzimy się, kochamy, umieramy.
    Młoda boleśnie się o tym przekonała ale mimo wszystko dobrze, zrobiłaś że nie zataiłaś tego przed nią i że jesteś z nią i rozumiesz.
    Nikt w chwili straty nie powinien być sam.

    A w dziecięcym serduszku na długo pozostaje wyrwa...

    Do dziś pamiętam mojego ukochanego psa. Kota. Potem bałam się pokochać bo zwierzęta za szybko odchodzą.
    \
    zresztą ludzie też.
    Choć jeżeli kochamy to nigdy nie odchodzimy, nie zpaominamy. na zawsze pozostajemy w sercach.
    I Zygmunt zawsze będzie już z wami ...

    OdpowiedzUsuń
  3. ojej! TEN Zygmunt???? A taki przystojniak z niego był!
    to może nowy...? Albo szynszyl? Bo ja się w tym zwierzątku zakochałam :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze, że Młoda ma takiego brata, co pocieszy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba życia i śmierci człowiek uczy się na psach i chomikach, ewentualnie kotach... Okrutna jesteś Arte, w tych swoich prowokacjach ;).

    OdpowiedzUsuń
  6. Wpis dopasowany do atmosfery jaka panuje od kilku dni..

    OdpowiedzUsuń
  7. Zwierzaki zawsze są tymi pierwszymi (a przynajmniej najczęściej właśnie tak jest) za którymi dzieci płaczą. Smutne to. Ale chyba lepiej jednak przyzwyczaić dzieci i dać im się nauczyć z myślą, że nasi bliscy odchodzą...

    A z drugiej strony ja ostatnio mam takie wrażenie, że wokół mnie tylko taka atmosfera... W mediach, w prywatnym otoczeniu, ech...

    OdpowiedzUsuń