wtorek, 9 września 2014

się zaczyna ...



Syn przy obiedzie strzelał fochami. Jak nie jedzenie to coś.....
- Zupa jest za gorąca!
- I super. Wygotuję wszystkie robale z przewodu pokarmowego - zaczynam żartować, by syna nie udusić, bo co jak co, ale  marudzenie uruchamia we mnie zapadkę: cierpliwość znika w otchłani złych emocji.
- Co? Jakimi robalami?Żartujesz?
- Ja? Ja nigdy nie żartuję. Każdy ma robale w sobie. Posłuchaj jak piszczą gdy wrzątek ich w tyłek parzy - przełknęłam łyżkę zupy i zaczęłam piszczeć wewnętrznym głosem.
- To ty!
- Jak ja? Przecież mam zamknięte usta.
Żart na trochę poprawił humor synowi. Ale jakaś chmura gradowa nadal wisiała nad jego głową.
- Ale i tak nie zjem
- I nie jedz ....
Wyszedł z kuchni i zaczął krążyć między pokojami.
Oho! Coś się stało...
W końcu przyszedł, ze łzami.
- Bo ja nie wiem jak ci to powiedzieć.....
- Ale co synku? - przytuliłam Starszego sadzając go na swych kolanach.
- Bo ....bo ...bo ... - chlipał.
- Powiedz prosto.
- Ale to nie to, ze ktoś mi zrobił krzywdę - syn wciąż popłakiwał - tylko, ze pani powiedziała, że mamy być pod klasą po drugim dzwonku, bo mieliśmy iść na plac zabaw a my z kolegami byliśmy na podwórku, więc - chlip, chlip, chlip - nie poszliśmy, bo po co mieliśmy iść skoro zaraz wychodziliśmy .....
- I co pani na to?
- I pani wyszła na podwórko i nie krzyczała. Powtórzyła co mówiła, wiesz o tym drugim dzwonku i ....powiedziała, że za to, ze nie słuchamy mamy obniżona ocenę z zachowania ....
Porozmawialiśmy na ten temat. Chłopcy logicznie myśleli, jednak polecenie było inne - proszę czekać pod klasą
- A wiesz nie miałem odwagi ci to powiedzieć...
- Dlaczego?
- Bo bałem się, ze dostanę manto.
- A kiedy dostałeś?
- Nie wiem
- To nie mów tak.
- I nie będę mieć kary?
- Nie. Przyznałeś się, porozmawialiśmy, jaka kara? za co? za rozmowę? Ale wiesz co masz robić?
- Tak słuchać się pani.
- I nie bać się mówić jak coś zbroisz.
Wtulił się we mnie mówiąc przepraszam.

Cholera, skąd wziął to lanie? Nie wiem ...

W przedszkolu wychowawczyni poinformowała mnie, ze córka nie chciała pracować. Wszystkie dzieci rysowały, a Młoda powiedziała:
- Nie!
i nie wzięła kredki do ręki. Panie zachęcały, pomagały, a córka wyła rycząc:
- NIE CHCEĘĘĘĘ.........NIE!!!!!!!!

Po drodze porozmawiałam z Młodą.
- Bo nie umiem, rozumiesz to czy nie rozumiesz....

Młoda po dłuższej rozmowie ze mną zrozumiała, ze jednak pewne rzeczy umie. W domu zaś znowu dopadła ją wielka niechęć.
- Nie umiem
- Chodź, pokażę ci - wtrącił się Starszy - zaufaj mi, dasz radę, potrafisz.
- Ale ty mnie nie kochasz....- wyła Młoda.
- Kocham nie kocham, ty dalej swoje, chodź rysować, bo mama ci bajek nie puści...
To był argument nad argumenty.
Młoda wytarła oczka  i pod czujnym okiem brata rysowała przejście dla pieszych, sygnalizator świetlny...
- Popatrz- rzekł Starszy to łatwe  i narysował Młodej światła.
Młoda wpadła w wir pracy
- Świetnie ci idzie - brat co rusz chwalił swoją siostrę.

Taki brat to niezła matka. Czy tam ojciec.

Młoda jutro ma zanieść pracę do przedszkola.
- I wiesz co masz zrobić?
- Przeprosić?
- Dokładnie.
- I nie chcę słyszeć, że nie pracujesz, rozumiesz?
- Noooo tak...

- Mamo, a kochasz mnie?
- Kocham cię.
- Nie tak, powiedz tak jak mówisz: Noooo pewnieee...
- Noooo pewnieee...
- Ja ciebie też.











6 komentarzy:

  1. Już Ci mówiłam, że syna msz MEGA :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No, zaczyna się. Ech, jak ja sobie pomyślę, że mój syn za rok do szkoły, to aż ciarki mam. Ale co zrobić, trzeba jakoś się przygotować. Chociaż z drugiej strony, wydaje mi się, że jednak i tak nie można nigdy być w pełni przygotowanym, bo zawsze pojawi się coś, co nas zaskoczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście - i reakcja dziecka potrafi zaskoczyć :)
      i na to liczę, bo Młoda też za rok idzie do szkoły, choć na dzień dzisiejszy ręce mi opadają hahaha

      Usuń
    2. Będzie się działo. :)
      M.

      Usuń
    3. oj będzie :) - ha! tornister nawet Jej kupiliśmy, przymierzała przed lustrem ;:)

      Usuń