niedziela, 28 września 2014

.........

Rzadko mi się zdarza, ale jednak czasami przeglądam onet. Nie wiem po co, bo jałowość niektórych informacji pokazuje, że świat zmierza ....a nie wiem dokąd zmierza.
- Między Baronem a Górniak iskrzy. Iskrzący temat na pierwsza stronę.
- Baron zaliczył wiele towaru.
- To źle czy dobrze?
- Dobrze
- To czemu nie zaliczysz towaru?
- Bo nie jestem Baronem.
Nie jest Baronem za to jest znawcą płynu do demakijażu.
- Kochanie, jak używasz płyn to potrząsaj nim, bo widzę, że olejku nie ma a została ci tylko woda....
- Proszę?! O czym ty dla mnie rozmawiasz?
Byłam w takim szoku, że zamiast kawy i papierosa zjadłam śniadanie. Jednak lepszy jest mój zestaw.
Wolę przymulenie, lepsze jest na nie myślenie. Choć czasami myśleć trzeba. Niestety.

- Synu, dlaczego masz moje skarpetki na nogach?
- Twoje? Hahahahaha to dlaczego masz taka małą nogę?

Były  w jego szufladzie to ubrał. Proste. Proste jest sięganie ręka po to co jest nie zastanawiając się nad własnością. Moja szuflada, moje rzeczy. Proste myślenie jednak nie wyeliminuje błędów, jeśli sięga się w ciemno.
A ciemno zrobiło mi się od płaczu Młodej, która na wieść, że czeka ją szczepienie zaczęła wyć przez całą drogę: od przedszkola do domu zalewała się łzami i jęczeniem. Żadne sztuczki nie pomogły. Słowa też okazały się zbyt słabe, by przebić się przez pancerz rozpaczy.
W końcu syn tonem pełnym rezygnacji rzekł:
- Mamo, ja nie wytrzymam tego. Zresetuj mózg Młodej!!!.

Następnego dnia  Młoda siedziała uśmiechnięta w przychodni. Dzieci  wchodziły i wychodziły radosne, nikt nie płakał, nie było dramatów. Do czasu...
Weszłyśmy do gabinetu.
- Młoda, proszę rozbierz się do badania.
Młoda  strzeliła wielkimi oczami, które zaczęły być niebezpiecznie mokre i zrobiła parę kroków w tył.
- Nie .....nie chcę ...NIE ....
- Młoda od urodzenia nie lubi badań - poinformowała lekarka nową pielęgniarkę, która była zdziwiona zachowaniem dziecka.
I w tym momencie córa rozpłakała się na dobre. Nie dała zbadać się. Cudem połknęła dwie krople. Natomiast wbrew woli córki musiałam zdjąć jej rękaw bluzki, by otrzymała zastrzyk w ramię.
- Kurde, co za dziecko....wysiadam po prostu... -
- A ty co, lepsza byłaś?
- Hm.... a tak poza tym co ty robisz w przychodni?
- No przyjechałam do wnusi...
- Po cholerę?
Matka staje się moim cieniem. Podąża za mną. Mam wrażenie, że sprawdza czy jednak nie wybieram się w podróż bez powrotu. Tyle, że kiedy potrzebuję pomocy i proszę okupowane to jest dziwnymi słowami.
- To ja wyjadę, a ty zajmiesz się młodymi, ok?
- Jasne, jedź
Super? Genialnie. Kochana mamusia. Tylko jak zbliża się termin wyjazdu, nagle słyszę:
- To ja nie mogę wyjechać, bo muszę zajmować się twoimi dziećmi, a ty jedziesz?
Jest coś czego nie wiem? Na pewno jest coś czego nie rozumiem. Najpierw nie ma problemu, a potem, gdy zbliża się dzień wyjazdu, nagle jest. Jakby nie wierzyła, ze mówię serio. A kiedy zaczyna wierzyć to wraz z wiarą stara się mnie pacnąć. Po co mam się za bardzo cieszyć ...
Bywa, kiedy jej nie potrzebuję, a kiedy liczę na pomoc słyszę dziwne treści. Cała mamusia.
Fakt, ostatnio zajmowała się to Młodymi. Zajmowała się, kiedy załatwialiśmy pogrzeb. Kiedy pomagałam teściowej: odgruzowałam jej dom i podwórko. Zamiast dziękuję usłyszałam:
- No w końcu mogłaś zapoznać się z gospodarstwem.
- Chyba z syfem.
- No wiesz co!!!!!
- Wiem, bo napracowałam się ciężko...

Chciałam wyjechać. Skoro nie góry to może morze? Wypocząć w doskonałym towarzystwie. Zapomnieć o tych cholernych realiach. Po prostu poczuć radość życia...
Podobno chcieć to móc. Ale plany szlag trafił. Kolejna wyższa siła nieoczekiwanie wydymała mnie na cacy. Moja dusza rozpierdzieliła się na milion kawałków .... znowu niewypał, znowu coś ...
- Nie dramatyzuj ...
Boska stawiała mnie na nogi. A mi się chciało....łzy same leciały  ....Za dużo tego....
Nie tak miało wszystko być.
Lekkość bytu skamieniała i rozkruszyła się w drobny piach.
Dawno nie czułam takiej słabości, braku wiary, rezygnacji....zamieniłam się w mięczaka, aż wstyd.

Tym razem zamiast śmierci wyskoczyła historia z kolanem, która przyjmuje coraz bardziej absurdalny kierunek. Ignorancja instytucji i lekarzy wywala mi korki bezpieczeństwa.
- Zobaczy pan, panie doktorze jak nie zeświruję to palnę sobie w łeb ...
Niektórzy mówią: odpuść, olej ZUS, znajdź pracę i zacznij żyć, a z kolanem idź lepiej prywatnie na konsultację do kliniki, na rehabilitację.
Ilu ludzi tak zrobiło?
Wielu, zbyt wielu i instytucje czuja się coraz bardziej bezkarne.
Ale przecież płacę składki właśnie po to, by uzyskać pomoc, kiedy jej potrzebuję.

Orzecznika ZUSowka  zignorowała mój stan mówiąc, że  ból jest to subiektywne odczuwanie i o niczym nie świadczy. Hm, tylko dlaczego czując ból, własnie wtedy, kiedy nas coś boli, zgłaszamy się do lekarza?
Pewną młodą dziewczynę nasi ortopedzi ignorowali. Ból? Można z tym żyć. Co może boleć młodego człowieka? Tyle, ze po roku okazało się, że owy ból był związany z rakiem kości. Obecnie prowadzona jest akcja zbierania pieniędzy na leczenie. Oby udało jej się uniknąć amputacji nogi. A przede wszystkim pokonać szpiczaka. A ortopedom gratuluję poważnego podejścia do problemu pacjenta.
Wcześniejsza diagnoza pozwala na szybsze wyjście z choroby, ale z drugiej strony jak pacjent rozchoruje się to w 100% wiadomo co mu dolega i nie ma tu miejsca na mylną diagnozę, prawda?

Orzecznik podczas badania zamiast zając się stanem mojego zdrowia miała inny problem: jak śmiałam założyć sprawę przeciw ZUSowi i to moja wina, ze tak późno mnie wzywają na komisję. No tak moja wina ...Śmiałam zaskarżyć decyzję nieomylnych,  więc teraz czas na wyrównanie rachunków.
.
Wezwano mnie na komisję pięć miesięcy po złożeniu wniosku. Po czym, chyba w ramach zemsty, orzecznik przyznała mi świadczenie do pierwszego września. To nic, ze była już połowa miesiąca. Absurd? Absurd, bo nie miałam zakończonego leczenia. Ale co tam ....

Uznaję zatem nowy system wartości. Po Bogu nie są księża tylko orzecznicy. Potem lekarze. A potem księża. I politycy. Oto świta nietykalnych, którzy mogą zrobić z drugim człowiekiem wszystko. I to bezkarnie.

A te dwa tygodnie różnicy to co? Nie ważne, że rehabilitacja wciąż trwała, nieważne, ze odczuwam bóle, nieważne jest nic....
- Nie interesuje mnie co pani ma do powiedzenia ...
Proste? Proste.

A wystarczyła ludzka życzliwość: przyznanie świadczenia na określony termin i wysłanie do sanatorium na rehabilitację. Może to wystarczyłoby? Może.
Tak niestety nie stało się.

Lekarz prowadzący, ku mojemu rozczarowaniu, też pokazał swoją władzę i brak zrozumienia dla całej sytuacji, która stała się wyjątkowa  Nie przyjął mnie nie wiem czy z braku chęci czy czasu, każąc przyjechać na badanie w innym terminie. Co mu tam.
- ZUS nie śpieszył się, więc ja teraz mam się śpieszyć?
- Ale tu chodzi o mnie, proszę pana i o moja sytuację, proszę...
Nic z tego, Nie ubłagane NIE.
- Proszę przyjechać w ..... zrobimy badanie i zobaczymy.
. Kiedy pojawiłam się w wyznaczonym czasie uznał, ze nie ma czasu i skierował do innego ortopedy.
- Ale dlaczego pani nie przyjął? Nie chciało mu się pewnie....Pani nie jest moja pacjentką..
- Ale proszę mi pomóc wyjść z tej sytuacji, której jestem...bo nie wiem co robić.....
Jego ignorancja była kolejnym ciosem.
Pani w ZUS jak zobaczyła jakie wystawił mi zaświadczenie o dalszą rehabilitację sama z siebie wyciągnęła wniosek o przyznanie sanatorium.
- Lekarz rodzinny to pani wypełni.
Lekarz rodzinny przyjął mnie bez słowa i rejestracji.
- Wie pan, poczułam się w tych trybikach jak śmieć ...a kolano, ono ..
- Piszemy skargę do rzecznika praw pacjenta i do Warszawy. A ja pani wypisze nowe wnioski ...

Co z tego wyniknie? Nie wiem.

Niedługo miną dwa lata od wypadku, a ja wciąż słyszę';
- Nic pani takiego nie stało się ...to żadne uszkodzenie ...
tyle, ze jakoś nie odzyskałam swojej sprawności. A biegły sadowy uznał, ze trudno jest napisać jednoznacznie jakich doznałam uszkodzeń, ponieważ z każdego dokumentu wynikają inne ubytki.
No ale przecież to jest mój problem.
Ból? Ból to nie istotny czynnik, z którym można żyć.



z opinii biegłego sądowego:


Orzecznik na podstawie tej samej dokumentacji stwierdzila, ze nic mi nie jest, tylko staw mi przeplukano.....














12 komentarzy:

  1. Straszne, że dla urzędasów jesteśmy tylko takimi trybikami. W dodatku nic nieznaczącymi. I szkoda, że nie przyjedziesz. Liczyłam na to, że w końcu Cię uściskam w realu. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też miałam nadzieję na poczochranie Twej roozczochranej, na spotkanie z D zT, z Boska .....i co? Czuję sie jak w pułapce......

      Ech.....

      Usuń
  2. Rzadko przeglądasz Onet?! Ja 100 razy dziennie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Arte ;)
    mam 'pomysła' na Twój przyjazd nad morze ;)
    Mam przyjaciółkę/prawie siostrę ortopedę-traumatologa w Gdańsku /uratowała rękę mojemu mężowi/ załatwimy wizytę, dowiesz się co z nogą, a spotkanie z Tobą i Kurą będzie dla mnie wielką przyjemnością i prezentem od losu.;)
    pozdrawiam Dorcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z chęcią skorzystam z propozycji konsultacji :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Jedź, jedź! A potem jeszcze proponuję dobrego prawnika i WALCZ. Dziewczyno, tacy jak Ty dostawali czasem odszkodowanie nawet w wysokości 100.000zł. Że też nie mam znajomości w ortopedach i prawnikach :/ Trzymam kciuki i wierzę, że jeszcze zaszalejsz z radości :D

      Usuń
    3. oj mam kancelarię, i s prawy sądowe na karku- po co mam się nudzić? :)

      Usuń
  4. Kurcze, a ja... przyznam się szczerze, że nigdy nie wiem, jak skomentować Twoje posty :D. Są... takie świetnie rozpisane, zawsze piszesz o tylu tematach, ujmując je w tak trafny sposób... No i potem tak to wygląda, że tylko czytam i... jestem w kropce. Jak zawsze, heh. Ale nie zmieniaj nic, pisz. Bo zawsze tutaj będąc, uśmiecham się :).

    OdpowiedzUsuń
  5. Mała noga jak dla mnie wygrała :D

    OdpowiedzUsuń