czwartek, 21 sierpnia 2014

narka :))))



Z bratem widzimy się raz do roku. Niedawno przyjechał. Radocha była wielka.
- WUJASZEK!!!!
- Wujaszek? Synu, czyżbyś był Iwanem Groznym czy Dostojewskim?
Starszy lubi rosyjski. Ale nie ma go w szkółkach. Króluje angielski, niemiecki, a rosyjskiego brak.
I kto potem Putina zrozumie?
Bo on będzie jak Fidel Castro -nieśmiertelny.

Rozmowa z bracholkiem czasami mogłaby być prowadzona, jak dla mnie, w języku chińskim.
- Wiesz jak robi się kurczaka w sosie słodko-kwaśnym potrzebujesz oleju ryżowego ....
Udałam, ze rozumiem o co chodzi ...
- A ostatnio robiłem baraninę ....
- Brachu, nie możesz wrócić do Polski?

Jakie jest najbardziej kretyńskie pytanie?
- Zapytać się człowieka mieszkającego w innym kraju:
- Nie możesz wrócić do Polski?


Dzieciaki dopadły mojego młodszego klona i harcowały z nim równo.

 Kuzynostwo-syn był autkiem:)







 Zawody - kto ile pompek natrzaska :)



Pewien dzień....

Musiałam wyskoczyć do ortopedy. Brat przyszedł z rana, by przejąć opiekę nad dzieciakami, a ja poleciałam na pociąg.
Zostało parę minut do odjazdu, więc wyszłam na papierosa i pogawędkę z Boską. Papieros zgasł i bateria w telefonie też. Fuck. Zerwany kontakt ze światem.
Dobrze, ze wyjątkowo miałam zegarek na ręku.
Ale jak żyć bez telefonu?
To prawie jak bez mózgu.
Eksperyment: wyłączyć telefon na jeden dzień. Można nawet poczuć jakby się w stanie upojenia alkoholowego tańczyło na linie czasoprzestrzeni. Totalne zagubienie.

Pod gabinetem lekarza zaczytywałam się w Liczbach Charona, ale w końcu stwierdziłam, ze godzina czasu to wystarczający czas oczekiwania. Zresztą jeden pociąg odjechał, a drugi nie może.
Rozmowa z ludźmi w poczekalni jest jak wejście na arenę, gdzie czeka rozjuszony byk. Na szczęście udało mi się przekonać, że teraz to jest mój czas i moja pora.
Weszłam.
- Dalsza rehabilitacja, słabe mięśnie, i rzepka ....

Ups, to moja głowa pracuje jak lewe udo. Udo się albo nie udo.

Pognałam do endokrynologa. Matka ma kiepskie wyniki, a wizyta w 2015 roku. Może uda się przyspieszyć termin?

W sumie polityka państwa jest z punktu ekonomii bardzo dobra: dalekie terminy dla chorych tylko obciążą ZUS - zasiłki pogrzebowe, a NFZ za dobre wyniki i kalkulacje będzie mogło sobie przyznawać premie. I zmniejszać limity z roku na rok. Na cholerę tyle emerytów? Po co profilaktyka? Działanie na czas?
Umieranie jest cool. Marzenie wrażliwych artystów ....Czujcie się wyjątkowi.
No tak państwo dba o ludzi.


Zostało pół godziny do odjazdu pociągu, może wyrobię się w czasie..
- Mogę z panią wejść, bo chcę o coś zapytać się lekarki.
- Tak.

Tak? Wow! to takie nie spotykane. Krótkie, proste i pozytywne słowo: TAK. Pewnie dlatego mówi się, że trójka to szczęśliwa liczba. Trzy -idealny układ matematyczny.
Tak.
Przychylność człowieka powoli zaczyna być jak eksponat muzealny, zachwycającym unikatem.

- Naprawdę?  - poważnie byłam w szoku - Dziękuję.

Ale cóż po zgodzie skoro w gabinecie nadal siedziała pacjentka i to już, jak wieść w poczekalni niosła,, siedziała tam od 40 minut i jakoś nie zamierzała wychodzić. Czas, czas, czas... został kwadrans do odjazdu.

- Chyba wejdę do gabinetu, bo pociąg mi ucieknie - rzuciłam w panie siedzące na ławce.
- Niech pani wejdzie, niech pani wejdzie, może tamta szybciej wyjdzie? - nadzieja w ich w głosie ubawiła mnie serdecznie i dodała otuchy

Więc weszłam. Odwaga z mej strony była niesamowita, bo wejście do gabinetu lekarskiego, a tym bardziej kiedy siedzi pacjent to ....mówiąc krótko: lekarz nie potrzebuje batonika lion'a, by ryknąć paszczą.

-Tak? - zapytała się lekarka. O, miła ...
- Przepraszam bardzo, że tak wchodzę, ale ....

Skonsultowałam wyniki, nie jest najgorzej. W październiku mam zadzwonić, bo może znajdą się miejsca.
Najważniejsze jednak jest, że nie jest źle. Podziękowałam. Super!

- Dziękuję za dobrą wolę - powiedziałam paniom w poczekalni - do widzenia.

Pognałam na stację. Kupiłam bilet. Siadłam na ławce przy peronie. Książka.
Zerknęłam okiem na otoczenie
Pięć minut do odjazdu i ani na tablicy nic nie pisze ani ludzi?
Hm, machnęłam ramionami i zanurkowałam nosem w kartki.
Czekaj, nie ma nic - wdarło się w moja głowę. O co chodzi?
Wstałam. Zerknęłam wyostrzonym okiem na następny peron i co ja widzę? Tam stoi mój pociąg !!! O! w mordę!!!
Zerwałam się.  Biegłam  jakbym pracowała w Ministerstwie Głupich Kroków.. Dwie minuty przed odjazdem mój tyłek klapnął w przedziale.
A jak klapnął to przez megafon powiedzieli, że będzie odjeżdżał ....a wcześniej to nie było łaska coś mówić? A zresztą i tak nie słucham....


To byłby numer- zdążyć na godzinę odjazdu, ale popieprzyć perony i widzieć jak pociąg odjeżdża. Nawet tak potraw nie przyprawiam mocno.
Choć kiedyś bywało wesoło i o przygodach swoich z pociągami mogę napisać osobny temat.
Właściwie czasami dziwię się, że wciąż żyję ...


Wysiadłam na swojej stacji i od razu poleciałam do matki. Tam byli wszyscy. Dzieciaki, brachol i nasza rodzicielka, która zdążyła w nocy wrócić z Chorwacji.
- Mam dla ciebie prezenty. O!, a tutaj masz krzyż, mam nadzieję, ze znajdzie on miejsce w twoim domu.

Dostałam ataku śmiechu. Jej wiara po prostu wyłamuje mi nadgarstki, a nachalność mega wkurwia.

- Ale kobieto to twoja religia, przestań. Gdzie tequilla? - mówiąc to pomyślałam " Hahaha to jest moja religia".



A propos religii - szyizm stosowany

Proszę: do Diablebleu otrzymaliśmy od znajomych kolejny absynt  - dzięki! czekamy na Was :)




- Jest i rakiję też mam dla ciebie.
- To jest prezent jaki rozumiem. Dzięki.
Oczywiście doszło do wymiany zdań na tle religijnym i znowu wraz z przekleństwem wyszło ze mnie chamstwo. Ale tak grzecznie, rzuciłam ......., by nie wzniecać awantury.
Poszłam zrobić sobie kawę. Łyk. Tego mi było trzeba.
- Idziemy na basen, idziesz z nami? - zapytał się brat.
- Miałeś sam iść z dzieciakami.
- Przestań chodź.
I po kawie. Zostało parę minut do odjazdu autobusu, więc skoczyłam po strój i poleciałam na przystanek.. Wow, zaimponowałam sobie.
Godzinę temu wróciłam i znowu wyruszam. Zajebiście. I tak trzeba trzymać! Szkoda tylko, ze wcześniej mi nie powiedział, że mam jechać.


Na basenie spędziliśmy około dwie i pół godziny, bo dzieciaki nie chciały wychodzić z wody.
Zjeżdżalnia urzekła moje Stworki, więc często mnie tam ciągnęły. Starszy sam zjeżdżał, a Młoda ze mną.
I to szybko pędziłyśmy, aż córka piszczała z radochy. Ja zresztą też - a co mi tam ....



zjeżdżalnia ma tylko 64 metry a dzieciaki zjeżdżały na mnie  jak miały ok roku czasu- o łoł  - ale od wypadku z nogą wszystko zmieniło się tak naprawdę i teraz to do mnie dochodzi - więc czas przebudzenia przyszedł :)))


To niesamowite uczucie zjeżdżać rynną w dół z zamkniętymi oczami. Tunel dla dusz. I nagle buch w wodę.
I jeszcze raz. Ciekawe czy taki odlot jest po śmierci.

Niesamowitym uczuciem jest  także pływanie z tamponem. Miałam wizję, że może zaraz będę pływać niczym samolot latający podczas popisów akrobatycznych. Lot z czerwonym ogonem.
Co spojrzałam w stronę ratowników dostawałam dziwnej mimiki twarzowej. Ciekawe co by powiedzieli?
- Przepraszam, pływa pani jak ranna ryba.
Czy może...
- Hm, mam wrażenie, że za dużo pani wypiła barszczyku czerwonego i są skórne nacieki ...
Nie ma to jak bzdetami karmić głupawkę. No ale skoro lubi pić się chlor...
- Wyciągnąć pani korek?
(Nie, nie zmądrzeję nigdy)


Aby dobić potworkowe towarzystwo wróciliśmy do domu na piechotę zaliczając po drodze plac zabaw.
Spacer trwał ponad godzinę, ale dzieciakom nie rozjechało się nic- ani nogi, ani rzeczywistość. Twarde sztuki. Mi za to zaczęł się plątać języki. A ból w kolanie pulsował w głowie.

- I co synu? Wymoczyłeś jajka? - zapytałam się z brechtem.
- Dlaczego tak do mnie mówisz? - syn z powagą zwrócił się do mnie.
 -  Yyyyy - aż mnie zatkało -przepraszam, nie chciałam ciebie urazić.

Starszy przytulił się do mojego brata.
- Dziękujemy ci wujku za basen. Fajnie było.
Młoda też przybiegła. Podziękowała. Rozbroili mnie tym, ze sami z siebie docenili gest wujka. Super.
Przecież nie musiał ich brać.

A ja dorwałam się do ładowarki i podłączyłam tela. Odzyskałam mózg i serce. Smsy jak tlen. Jak można żyć bez telefonu.
Można jeśli świat skurczyłby się do jednej wioski. Świat jednak w tej kwestii jest odporny, za to virtual to jedna wielka wiocha. Klik, niczym przejście przez przecznicę, i wszystkich można złapać.

- Myślałam, ze wpadłaś pod pociąg, bo tak nagle urwało naszą rozmowę... - no tak, a co można pomyśleć, kiedy rozmowa kończy się nagle, dodzwonić się nie można a rozmówca stał na peronie?
- Nie, tym razem jeszcze nie to, to tylko bateria....proza ...
Fajnie uczucie jak ktoś się o nas martwi. Dzięki. To miłe.
A baterii będę pilnować jak papieru toaletowego na wyjazdach.



Zadzwoniła kuzynka.
- Dlaczego was nie ma w tym roku?
Hm...dobre pytanie

Mieliśmy jechać pod namiot w Beskidy, ale skoro pogoda staje się coraz gorsza zatem wyruszamy w Tatry.
Z mamuśką. Ktoś musi prowadzić rodzinną konwersację.
- Znowu mam się pakować? Jeszcze nie rozpakowałam się.
- To tak powiesz jak znajdziesz się w niebie, hehehe.
Spojrzenie spod byka znaczyło - o czym znowu ona pieprzy?
- No co, jak ci Piotr pomyłkowo otworzy niebiańską bramę I powie; wypad! to rzekniesz: ledwo weszłam, a mam wyjść?
- Ale ty jesteś walnięta ...

Nie wiem jak spędzimy czas i na ile pogoda nam pozwoli powłóczyć się. Nogę swoja mam gdzieś i tak boli.
Brachol też tam dojedzie. By się działo ...czy tam przelewało  .... w rzece wodę, ale....
SMS : Brachol, zmiana planów, też będziemy pod Taterkami, ale u ....
SMS: To wam się udało. Bawcie się dobrze

....ale bratowa to zapora. Co jest gorszego od teściowej? Bratowa.

To nic, ze nasze dzieciaki bawią się świetnie, to nic, że my się dogadujemy świetnie -najważniejsza rzecz to nienawiść. No to niech sobie tego kwiatka hoduje. Jej ogródek. Zresztą i tak nie łapie żartów....




Taterki, wciąż czuję wewnętrzny zew: Orla Perć - może tym razem wyciągnę mężulka na trasę przeżyć?


fotki z internetu- google,grafika






Cudny szlak ....przepiękny.


Przeszłyśmy go z kumpelą w wieku 17 lat, i tak mnie urzekł, że później wracałam na niego.
Moc przeżyć - adrenalina, widoki, kozice ...oderwanie od skały wraz z łańcuchem...
Kiedyś opowiem te dziwne historie włóczęgi mojej ...i braku rozwagi.
Ale rozważni przygód nie mają. Za to głupcy mają szczęście. Oto idealny system równowagi, by fajnie życie przeżyć. Zatem odwagi!
(hm....idealna para - rozwaga i głupek :D )




Za rok chyba poszukam chętnych na Orlą Perć - weekend z Arte w Zakopcu :))) -bo T. odmówił mówiąc;
- Oszalałaś?!
 - Sztywniak!
Także towarzystwo szaleńców będzie mile widziane.
I jeszcze mamusia przed chwilą zadzwoniła;
- Co mam zapakować?
- Jutro swój tyłek w auto.



------------------------------------------------------------------------------------------------------------



kolekcja syna.














ps odrobię zaległości jak wrócę, a póki co -wybaczcie  - pozdro;D


wtorek, 19 sierpnia 2014

myśli zczesane









Porwałam dzieciaki na stadion. Zrobiliśmy wycieczkę rowerową w stronę sportu. Młoda wyrobiła na podwórku krzepę i nieźle pedałuje, wiec mogła w końcu z nami pojechać.
Jeszcze trochę, a będę mogła z młodymi śmigać po polach i okolicy. Cudnie! Wreszcie będę miała z kim pojeździć. Reszta niech siedzi w domu i marudzi na pojebane życie.
Bo tak łatwiej.
Mi też.
Więc chce wzbić się na sztukę maksymalnego sportu.
Zmęczone mięśnie nie pozwalając głowie myśleć, dają radochę. A nawet satysfakcję. Choćby z wyrabianych łydek.


Nad nami były dziwne chmury. Wiał wiatr, który pachniał usychającymi liśćmi. Drzewa mruczały pieśń krasnoludów. Jesiennie się zrobiło. Dzieciaki grały, a ja leżałam w trawie. Wpatrzona w niebo. Moje myśli, gdyby zmaterializowały się, byłyby jednak wesołymi balonikami. Pewnie każdy uśmiechałby się widząc tak kolorowe zjawisko.
Czasami niewiele potrzeba, by jednak poczuć radość.
Ale lepiej marudzić.



Leżąc na trawie czułam tą chwilę. Chwilę radości i wyciągnięcia. Spełnienia. Tylko tą chwilę co właśnie trwa. Ten wiatr. To niebo. Ten błogi spokój. Ten moment życia. Reszta była poza mną.
Zieleń, błękit...właściwie mogłabym być owcą ...właściwie to mam coś z owcy, i bynajmniej nie jest to futerko.

Tyle, że owca nie dostałaby z rana takiej niespodzianki. No chyba, że byłabym kozą,to koza mogłaby dostać, ale do zjedzenia, bo one wcinają wszystko. A ja dostałam z rana porcję lovewstrząsów.
Dzieciaki wpadły do łóżka i budząc mnie dostarczyły pocztę. A oto co było w kopercie.



Syn sam zrobił kopertę,
a rysunki wykonali razem.


Jestem królową- jakby ktoś nie wiedział :))) (rys. Starszy)



 Ten rysunek powieszę na szafce, gdzie są czekolady, a kopie na lodówce - 
bo mam coś z misia - jesień zwiększa mi się apetyt, na wszystko, o łoł :D - a tu psze, dobry wymiar 
 (rys. Starszy)
-


A tutaj wyprowadzam kota i psa. (rys. Młoda)


Interesujące są chmurki w wykonaniu Młodej. Bo one własnie takie są. Płaskie od strony ziemi. 







Starszy znowu dał się zrobić w bambuko. Do mężula przyszedł sms - ding dong.
- Starszy otwórz drzwi. -krzyknął T mrugając do mnie.
Syn poleciał.
Ups, znowu żart.
Przyszedł do nas
- Znowu dałem zrobić się w konia.
Lecz tym razem zamiast nosa na kwintę, był uśmiech od ucha do ucha.
- No cóż, następnym razem może z nas zażartujesz? 




  • Przez życie trzeba przejść z godnym przymrużeniem oka, dając tym samym świadectwo nieznanemu stwórcy, że poznaliśmy się na kapitalnym żarcie, jaki uczynił, powołując nas na ten świat
  •  Stanisław Jerzy Lec










niedziela, 17 sierpnia 2014

no tak



Rano, czyli koło 14.00 wpadła kumpela:
- Chodź na fajkę.
Gadka na ławce w uroczych porywach wiatru, które gubiły promienie słoneczne.
- No by nie było, ze nie pamiętam o tobie, bo ...
- Co blog? świnia jestem, co?
- Mało powiedziane.
Ehe, aa kosz i siata czeka ....

Sms.
- Cześć. jedziemy jutro do ....?
- Sorki, jutro dzień futryn. Nextem luz.

Wow! to ja Wam teraz będę dupy obsmarowywać......

Córa dostała kasę i poleciała do osiedlowego sklepu po loda. Jak poleciała tak ją wcięło. Patrzę z balkonu i widzę swoją latorośl siedząca na ławce wśród dzieci. W krótkim rękawku, choć wiało nieprzyjemnie. Jak tradycja każe, wydarłam ryja:
- MŁODAAA!!!!!
Jak tradycja każe Młoda także wydarła ryja:
- COOOO?
- CHOOODŻŻŻ!
Dzieciątko podbiegło pod balkon i w trochę cichszej tonacji została przeprowadzona rozmowa:
- Dlaczego nie wróciłaś do domu?
- Bo koleżanki...
- Zimno jest, chodź się ubrać. I gdzie masz kasę?
- Dałam koleżance.
- Idź po kasę i do domu!!!!
Dziecko pobiegło. Po czym siadło na ławce i dalej prowadziło konwersację z towarzystwem.
T. nie zdzierżył i poszedł po Młodą.
Młoda w  domu wpadła w czarną rozpacz. No bo jak- fajnie się bawi, a rodzice ....
O my potwory jedne....ogony nam już rosną i zębiska ...a kawa w krew się zamienia ...
- I przemyśl swoje zachowanie... - niczym amen na końcu pacierza, a litania była krótka acz treściwa.

Dostała zakaz wyjścia z domu. Wpadłaby pewnie w pierwszą depresję, ale do domu przyszli chłopcy: Starszy z kolegą. Zapomniała o płaczu, poprawiła włosy i pobiegła do nich.

Ale około 20.00 Młoda przypomniała sobie:
- Mamo, przemyślałam, mogę iść na podwórko?
- O tej porze?!!! Za późno, teraz możesz iść się myć i spać.
- Buuuuuu
Znowu ze mnie potwór wyszedł ...potwór zakazów. Straszny zwierz.

Kolega Starszego stwierdził:
- Jutro przyjdę do was.
- Ale po dwunastej, wcześniej nawet mnie nie budź, rozumiesz? - zwróciłam się do chłopaka, mając dość dzwonków o 9.00.
- Ale minuty wcześniej, ani później.
- Dokładnie. Punkt 12.00 jesteś u nas!
- I będę do 20.00 siedział. Osiem godzin zabawy czujesz to Stary?
- No będziemy rysować flagi.

- Mamo, ale obiecaj, że nie będziesz latać w piżamie ...
- Luz synek, ty się nie stresuj, do dwunastej może dam radę .....



T poszedł do kumpla, który zadzwonił mówiąc:
- Przyjdź, coś wypijemy, mam wolną chatę.
To poszedł. Z czteropakiem. I tyle wypili, co sam przyniósł.
Tak się robi imprezy.
Teraz my to wiemy.


- Mogłeś z nami zostać.
- Gdybym wiedział to na pewno wybrałabym was.
\
\A ja z kumpelą winko i rozmów czar. Dokładnie tak - trzeba życie za rogi brać i jak kiedyś spontanicznie wyjeżdżać na weekendy. Po prostu bez szukania wymówek- plecak i bilet.
Bo co zabierzemy stąd?










sobota, 16 sierpnia 2014

urodzinowo



-Love o poranku -


aż przypomina się nuta stara:))))






Młoda dmuchnęła świeczkę na torcie. Pięć lat minęło jak jeden dzień.
Założyła wrotki.
Zaliczyła glebę.
- Głupie są wrotki .....!!!! Buuuuu.......
Rzuciła nimi.
Zjadła coś.
Popatrzyła na wrotki.
Założyła je sama na nogi i podreptała.
Przez całą imprezkę chodziła w nich.
Nie poddała się.
Znalazła radość.
- Ale dostałam super prezent!!!

Wszystko potrafi być git, jeśli ma się nastawienie pozytywne.





Wracając do domu, oczywiście na wrotkach,  spotkała koleżanki.
- Wiecie co dostałam na urodziny?
- Wrotki!
- A skąd wiecie?

Przy okazji dostała instruktaż obsługi od starszych koleżanek.
Bo starszyzna wiecznie ma coś do powiedzenia i wie lepiej.

W domu wraz z bratem szaleli przy zestawie kreatywnym Activity Bag. -świetny prezent.
Zestaw zawiera różne rzeczy z których można tworzyć różne rzeczy.


Wycinali, kleili, tworzyli co chcieli. Wspólnie bawili się i bawią świetnie.










czwartek, 14 sierpnia 2014

pif-paf



Przestrzenią ducha, gdzie może on rozwinąć skrzydła, jest cisza. 










Mózg rozmiękł mi od powszechności. Kruszeją nie wyprowadzane kości. 
Wycofałam się z życia.
Chociaż ostatnio kumpel wpadł:
- Dawaj mi swój numer telefonu, bo ostatnio chciałem cię wyciągnąć na piwo, i miałem tylko stary numer tela.
Reszta znajomych zjawia się jak dostaje ode mnie sms- "impra?". Więc w dupie mam.
Wszystko w dupie mam.
Przestaję scalać towarzystwo- bywajcie.
Teraz zajawka na samotność kontrolowaną: książki, rower, foto i kosz. I internet. A jak.
Moja izolacja najwyższą troską o duszę. 
I radochą.

wzięłam siebie na celnik - nie będzie dobrze,oj nie





Jeśli doprowadzisz do porządku własne wnętrze, 
to, co na zewnątrz samo ułoży się we właściwy sposób.

Eckhart Tolle










---------------------






Dzieciaki - 


teraz zaczyna się nowy etap jazd, na szczęście rowerowej :D




Młodą jeszcze trapią łzy. Płacze, jak tylko jest coś nie po jej myśli.
Wyje, zalewa się własnym żalem jąkając, że nikt jej nie kocha.
Zaczyna to być nudne. Może powinnam wywieźć Młoda w Tatry jak wieje halny - wywieje z niej marudę?
- To nie marudność tylko trening kobiecego focha.

A  kobietka z niej jest niezła....

- A co ty tak ładnie się uśmiechasz? Do mnie tak? - zapytał się Człowiek Widmo (pan od szaf) Młodej, a Młoda mu na to:
- Do pana, ładną ma pan wiertarkę ......



Syn za to stał się rekinem finansjery i ograł mnie w Biznesie po polsku. Zagrałam w prawdziwy biznes po polsku, zostałam puszczona w skarpetach.




majątek syna




mój majątek - 20 zł i wszystkie firmy oddane pod zastaw!!!! - po prostu Biznes po polsku :P








A poza tym, przysięgam, jeszcze raz przeczytam Koziołka Matołka, a czytam rano i wieczorem - sama wyruszam do Pacanowa ......







Twórczość ma jednak różne oblicza ;ddd


prawie jak Salvador Dali :)


A syn słowa piosenki napisał, pt "Wszyscy zabici" ......tekst niestety przepadł.





A poza tym zakończyłam, póki co rehabilitację, i nie muszę już wisieć.




lepiej uprząż na nodze, niż na głowie ;d

z widokiem na takie gażdżety ;0



Bajka na dzień dobry, bajka na dobranoc

Pewien człowiek chciał zobaczyć, jak jest w zaświatach. I pozwolono mu zajrzeć tam na chwilę. Zobaczył, wielki, wielki, wielki kocioł z bardzo pyszną potrawą. A wokół tego kotła siedzieli bardzo smutni ludzie. Byli okropnie głodni i wychudzeni, bo mieli łyżki o tak długich trzonkach, że chociaż mogli nimi zaczerpnąć z kotła - nie mogli ich włożyć do ust. Zaraz potem wpuszczono tego człowieka do pokoju obok. Był taki sam wielki kocioł z tą samą pyszną potrawą i tak samo długie były trzonki łyżek. Ale ludzie siedzący naokoło kotła byli weseli i zadowoleni. Po prostu - wpadli na to, żeby podawać sobie nawzajem jedzenie na tych długich łyżkach. Każdy karmił drugiego, nie siebie. I wszyscy się najedli. 
I okazało się, że to właśnie było Niebo. 
Przypiski Kaziemierza Wójtowicza

środa, 13 sierpnia 2014

nie ufam ci


Siedzę na balkonie. Wpadła Młoda.
- Mogę zobaczyć czy są moje koleżanki?
-Pewnie.
Młoda podeszła do balustrady i patrzy, patrzy i  w krzyk:
- O jest Miłosz. To on mnie kopnął w cipkę! Mogę iść na podwórko?
Na te słowa wpadł Starszy na balkon:
- Nie ma twoich koleżanek i po co będziesz szła? Żeby cię znowu kopnął?
- Ale on już przemyślał swoje zachowanie.
- Ale nie widać twoich koleżanek!
- Ale one są.....może tam w krzakach siedzą!Mamo, mogę iść na podwórko?
- Możesz, ale później, bo zaraz obiad będzie.
- Młoda! nie idź! mówiłaś, ze będziesz ze mną książki oglądać i co? Kłamałaś. Nie ufam ci już.



Porozmawiałam sobie z córeczką na temat kopnięć. Słów. Pobycie na podwórku.
Ale przecież ja sobie mogę mówić.
- Wiem, wiem, mogę iść?



Tej nocy miały spadać Perseidy. Nie widziałam żadnego. Ale za to widziałam jedną gwiazdę. Upadłą. Na białe ucho, gdzie zasnęła.
Ech...







poniedziałek, 11 sierpnia 2014

NIEZŁY KAWAŁEK EWOLUCJI




sprzed nastu , 15 lat temu napisany.......









NIEZŁY KAWAŁEK EWOLUCJI





Byłam. Istniałam. Przebłyski, błyski i zapaść w czeluść. Traciłam zmysły. Lot w przepaść bez dna. Kostniałam. Na chwilę, moment, wieczność. Aby nieoczekiwanie powrócić z niebytu. Ból, szepty budziły mnie. Nie wiem kim byłam. Ale byłam. Istniałam.
Niewątpliwie.
Zagubiona próbowałam wniknąć w świat. Na moment. Znów poniosło mnie. Gdzieś, w inny kąt. Nieśmiała chowałam się w cienie. Tam było tak ciepło, przytulnie i bezpiecznie. Przechodziły mnie dreszcze i niespokojne sny. Ale ta myśl ... spocona budziłam się krzycząc.
Marzenia – takie wątłe, kruche, przejrzyste. Coś się we mnie tliło. Coś ... ulotnego. Chciałam dotknąć tego, jednakże niemoc wymieszana ze strachem chowała moje dłonie pod poduchę. Zaciśnięte pięści do krwi, moje łzy ... brakowało mi słów. Tkwiła we mnie jakaś prawda, nienamacalna prawda.
Byłam przerażona. Byłam podniecona. Byłam, byłam, byłam .... Przecież wciąż jestem ....
Jestem? Kim?
Nieśmiało słuchałam szeptów, rozpoznawałam barwy. Czułam jakieś istnienia, zaprzeczenia własnej samotności. Chciałam zaklaskać z radości, ale .... nie mogłam. Zesztywniała, tkwiłam w głębinach. Nie miałam sił, aby się wyrwać. A tak chciałam przestać tkwić, a zaistnieć. ...
Jakoś inaczej ....
Nie wiem jak. A może jednak wiedziałam?
Błysk myśli wystarczył, aby mnie speszyć. A wówczas zaczynałam śpiewać. By zagłuszyć to ... co czułam przez skórę, to ... przed czym uciekałam, to ... co przeczuwałam, to ...
Kiedyś było życie ...
A teraz? Co?
Żyłam w zamknięciu. Będąc nie byłam, tkwiłam w czymś ... Znów straciłam przytomność.
Czas jest poza mną. Jak i zapomniana tajemnica życia.
Czasami budziły mnie krzyki, tęsknoty, rozmowy, ból. Mieszanka dziwnych energii, nie moich. Może to one były treścią mych snów? Splatały się w moje istnienie, narzucały rytm.
Czy ja coś mam? Nie rozróżniam barw, nie rozumiem słów, ale ... chcę poznać, chcę się wyrwać ... ale ...
Dokąd? Gdzie? Po co?
Przerażona, czasami obojętniałam. Pogodzona z losem nie walczyłam. Bo ... i o co?
Zamykałam się we własnym wnętrzu, skulona drżałam ... bałam się. Prawdy której nie znałam, a która tkwiła uparcie za mną. Bałam się własnego cienia ... nie chciałam się oglądać.
Dość!!!!, zamykam oczy i ....
Zasypiam. Z mantrą na ustach: „ Och, Boże, jakbym chciała zaistnieć!”
Zasnęłam.
Śnię.
Śpię.

Obudził mnie ból. Złapałam głęboki oddech i .... zapach postawił mnie na nogi, otworzyłam oczy i ... to niemożliwe ... co ja widzę? . . kolory i obcy świat. Zagubiona, szczęśliwa ... zemdlałam.
Na chwilę, by znów obudzić się, by stanąć ... czyżbym do tej pory żyła w świecie iluzji, własnych kompleksów, urojeń, depresji, w zniewoleniu???!!!
Stanęłam. Stanęłam? Stanęłam !!! Stoję. Odrętwiała prostuję się. Wymachy rąk, wymachy nóg, radość, że mogę . . . ja biegam!!!!!! I oddycham. I mam głowę, myśli szalone Ja żyję!, naprawdę żyję!!! Czuję się tak jak nowo narodzony człowiek. Rozglądam się dookoła, nie wierzę, szczypię się, słońce skórę mi grzeje, nie boję się. Po raz pierwszy wiem, kim jestem – człowiekiem, niezależną jednostką. Silną, niezniszczalną osobowością. Poczułam życie, własny dotyk, puls, byłam .... nie wiem co się stało, ale zaczęłam istnieć tak, jak nigdy dotąd. Urosłam w siłę.
Oszołomiona pełnią barw, otoczeniem, mamroczę:
  • To jest raj.
  • Cześć!
Obróciłam się. Zobaczyłam to spojrzenie, usłyszałam ten głos, znajomy głos, poczułam ten dotyk dłoni ... Zmroziło mnie, dreszcz, po raz pierwszy przyjemny. Poczułam się .... poczułam się ... Tak, jestem kobietą. Urosłam w siłę.

- Witaj, Adamie. 






niedziela, 10 sierpnia 2014

tak sobie myślę ...





Tak Charles, rozumiem, też to miałam.
Chciałam się zapaść w sobie i nie istnieć bądź istnieć na przestrzeniach knajpianych ław. Zatracać siebie do nie istnienia. Życie wydawało mi się schematyczne i absurdalne. A mdłości, jakie mnie chwyciły, nie pozwoliły odejść. A chciałam iść z plecakiem w świat. Nie znalazłam jednak w sobie dość sił ...
Los jednak miał wobec mnie inne plany. Przysiadłam zatem na dupie. Grzecznie. Czy jakoś tak...


Patrzę na swoje dzieciaki, słucham je i mam ubaw. Naprawdę. Czasami zastanawiam się na kogo wyrosną, ale nie jest to moim zmartwieniem. Chcę, by nauczyły się dystansu wobec siebie, świata i znajdowania powodów do uśmiechu. I tego, ze człowiek ma prawo do błędów.

Są jednak matki dla których macierzyństwo to poświęcenie, trauma, zmęczenie codzienną bieganiną.

Żyjcie póki nie macie dzieci, bo potem nie ma jak żyć. Ani czasu, ani pieniędzy....
Ehe, i ani serca, i ani rozumu ...
Jest poświęcenie.
To straszne.
Straszne jest to to. Chyba powiem dzieciakom, to przez was nie jeżdżę na koncerty, w góry, nie stać mnie na Nową Zelandię, nawet na glany trudno mi uzbierać  ...
- Glany?! Ty zacznij się ubierać stosowanie do wieku! - rzekł T - no wiesz, złote szpilki, białe kozaczki.
.....a jeszcze z fajką muszę chować się po kątach, bo nie chcę przy was palić. 
- Ciesz się, ze stać cię na papierosy....
- No tak, no tak, te dzieci tyle kosztują ...

No kosztują, ale czy mówiąc o macierzyństwie poruszamy aspekt finansowy czy emocjonalny?

Utrzymanie psa też kosztuje, a jednak właściciele czworonogów będą mówić o wierności i przyjaźni zwierzaków, a nie, ze cena karmy wzrosła.

Słowa z ust niektórych ludzi są jak kupa przyklejona do buta.




To na cholerę chciałam dziecko?! Bo tak wypada?  Ofiara na ołtarzu poświęcenia? Dla nadania sensu pustego życia? Dla zatrzymania partnera? Czy jednak z miłości dla miłości?

Czyż dzieci nie są życiem?
Fascynacją?
Studnią emocji?
Nauczycielem opanowania i wzbudzania dążeń do bycia lepszym człowiekiem?

Wystarczy tylko za dzieckiem podążać i jego emocjami chłonąć świat. Bawić się. Pewnie, ze czasami człowiek rozjeżdża się, ale czasami nie może być stałą. Mamy prawo do słabości.

Dzieciaki szybko dorastają, i przechodzą na swoje życie. Wszystko mija, więc warto doceniać każdą chwilę. Żyć nią - tu i teraz.

Warto cieszyć się własnym towarzystwem właśnie w tej chwili. Nie myśleć co będzie, nie kalkulować. Strach wiąże ręce.
Jest i liczy się teraz. A jakie ma być teraz? No zajembiaszcze. Wystarczy tylko być i chłonąć ten moment całym swoim istnieniem. Dać z siebie wszystko.

Chwila zamienia się w życie. I życie staje się piękne. Tylko trzeba żyć tą chwilą. Żyć bez poświęceń. Z radością. A jeśli jej brak to wskrzeszać ją dobrym nastawieniem, bo ono, owe nastawienie, budzi dobre emocje.

By nie było ...




Szkoda, ze czasami mnie wynosi, ale marny ze mnie człowiek, momentami nawet wręcz nerwowe bydlę. Więc ponownie zaczynam wdrażać filozofię analną. Zaczynam mieć wszystko w dupie.

-  Dlaczego tak to ułożyłaś w szafie? Powinno być grzbietem, tak ładnie - matka i jej dobre rady.
-  Bo tak i co z tego? Muszę mieć idealnie? Nic nie muszę.
-  No tak, przecież ty masz wszystko w dupie.
-  Dokładnie, mamo, dokładnie tak! I to sobie zapamiętaj.


Tylko jeszcze okiełznam w sobie nerwowego mustanga i popędzę po preriach olewki. Przestrzeń czyni człowieka wolnym. I będę rozpalać ogniska radości. Jak zwykle.








środa, 6 sierpnia 2014

dni...

Córka rozwinęła skrzydła towarzyskości. Jak pognała na podwórko tak znikła na parę godzin. Żyła radosną zabawą, które lepsze było niż obiad, picie.
Zastałam ją gdzieś pod blokiem w brudnych, rozdartych leginsach. No proszę, taka to się bawi. A Starszy pierwsze spodnie rozdarł parę miesięcy temu. Taki ułożony.
- Widzę, że bawisz się znakomicie. Młoda, chodź na obiad.
- Nie, nie jestem głodna.
I czmychnęła ubawiona do koleżanek.
Machnęłam ręką. Zresztą męczył mnie kac oprawca, po piątkowym oblewaniu GPSów, więc wolałam opanować tego "germańskiego najeźdźcę"niż walczyć ze zbuntowaną 5-latką.




niedziela, 3 sierpnia 2014

To był piątek!

Wstałam o szóstej. Znowu o szóstej. Powieki nagminnie opadały w dół, wiec na wpół ślepa wczłapałam do łazienki. Prysznic, mycie ząbków, dezodorant, dezodorant mi spadł, podniosłam go, znowu spadł, podniosłam go, znowu spadł, wkurwiona wrzuciłam go do szafki. Gag jak z kina niemego. Na żarty trzeba mieć kręgosłup. Zdrowy kręgosłup.

Wsiadłam na rower i pojechałam. W deszczu. Mocno padało. Też nie miało kiedy.
Weszłam na salę.
- Dzień dobry.
- Cześć Arte -w pierwszej części kumpel miał naświetlanie na rękę.
- Cześć, patrz zamiast w knajpie to spotykamy się na rehabilitacji . Taki już nasz wiek, co? - zbrechtałam i poszłam sobie. Przecież tu każda minuta jest na wagę złota. Jak pacjent dla NFZ.