wtorek, 15 kwietnia 2014

Płacz....




Córa niedługo skończy pięć lat i w związku z tym chyba rozkleiła się na dobre. Płacze z każdego powodu i o wszystko. Rozdrażnienie egzystencjalne. A mnie szlag trafia. Melisa dożylnie to za mało. No niestety. Na boazerii zębami wydrapane szaleństwo. By nie zabić. Choć kusi, oj kusi ...



Wychodzę na ławkę, zapalam papierosa, a potem dzwonie domofonem, by dzieciaki zeszły i idziemy na plac zabaw. Więc stoję na dole klatki czekając, aż dzieciaki zejdą i co? Ledwo trzasnęły drzwi,  Młoda stoi na górze i wyje. Gonie wiec jak szalona na ta górę.
- Co jest? 
- Bo ja piłki zapomniałam - wydobywa się spod łez.
- Dziecko nie osłabiaj mnie. Stoisz pod drzwiami domu! Otwórz drzwi, wejdź do mieszkania i piłkę weź! No ja pierdzielę, baaaabooo!
Moja córka prawdziwą kobietą jest. Cokolwiek to znaczy.

Ranek? Darcie się. Ja już nie wiem o co. Bo wszystko jest nie tak. No podły, podły świat.
Ubieranie. Młoda nie płacze, ale widzę że chce, walczy z sobą dzielnie.
- A teraz co ci jest?
- Bo majtki mnie cisną.
- Zdejmij je, weź nowe i problemie. Czy to tak trudno? -warczę, by nie krzyknąć.
Prawdziwa kobieta z niej - wszędzie widzi problemy.

Nie wiem jaki w niej demon zamieszkał. A wiem. Demon wyjca. Nigdy nie płakała to teraz odrabia stracone lata. A ja nie mogę, ja wysiadam.
Nie dość, że krew mnie zalewa, to jeszcze nie mogę się nawalić jak człowiek, tak po ludzku. A ta wyje ...to ja powinnam wyć.
Grrr.....wyzwala się we mnie demoniczna natura.
Matka w końcu też jest stworzeniem ułomnym.


- Dziecko drogie ty płacz, kiedy coś boli, kiedy jesteś smutna albo z radości, a nie z powodu kręćka w głowie, no ludzie, ty mów a nie drzyj się bo nie wytrzymam i palnę!
- Mamo, ja przepraszam...
- Ja też..ale następnym razem zeżre cię i koniec.

Wpadła mama moja:
- To co robimy na święta?
- A kiedy są? - genialny mój mąż, jak i ja.
- Następny powalony - mówiąc to spojrzała na mnie wymownie, no tak mi też tłumaczyła kiedy są -  Za tydzień!
- Jak to co robimy? Flaszkę robimy! - odrzekł wesoło mężuś.

Uzgodniliśmy harmonogram działań. Znaczy się mama robi świąteczne śniadanko i obiad, a potem rodzinka przychodzi do mnie na świąteczny wieczór.
Mąż poczęstował swoją teściową spaghetti, które sam przyrządził. Podał kawę. Taki dobry z niego facet jest. Pogadał, bo ja sobie poszłam. Chyba opadam już z sił...i wyciągnęłam się na wyrku marząc o masażu pleców. Hm...myśli niepokorne ...i od razu lepiej zrobiło się na duszy.



Polecieliśmy do kina naszego małego miejskiego. Miał być Pinokio. Dzieciaki lubią historię tego urwisa, więc miały zaciesz.
- A popcorn? 
- No Młoda daj se na luz. 

Tłum kłębił się pod drzwiami. Bilety za piątaka były wabikiem. Zresztą mieszkając na pustyni kulturalnej leci się na to co jest.
W końcu ktoś otworzył salę, tłum zasiadł. Tłum zaczął częstować swoje dzieci. Banany, ciacha, picia, paluszki.
Poczuliśmy się jak wyrodni rodzice, bo nic nie wzięliśmy oprócz chusteczek do nosa.
Czekamy, czekamy.
Ekran został w końcu opuszczony. No taki klimat. Pan wychodzi. Wita się miło. I co mówi?
- Przepraszamy Pinokio do nas nie dotarł. Przepraszamy  i zapraszamy na Podróżników.
Zaczęło się. Jakość jak z you tuba. napis: nadaje się do prezentowania na filmach katechetycznych. Bosko po prostu.
- Mamo a dlaczego to jest a nie Pinokio. To jest głupie. Chcę Pinokia.
- No widzisz Młoda taki z Pinokia łobuz, uciekł i do nas nie dotarł.

Mieszkamy w mieście cudów normalnie -  co tam woda zamieniona w wino, sztuką wyższą jest zamienić Pinokia  w Odyseusza.

Starszemu podobało się, bo jest na etapie potwór baśniowych wiec cyklop i inne stwory były dla niego ciekawe, za to Młoda dostawała korby, ale siedziała w miarę spokojnie. Niektóre dzieci jednak miały umilacza - trzaskały krzesełkami.

Wieczorem nawiązała się dyskusja między ojcem a synem. Pla, pla, pla i co słyszę:
- Z tobą to się ciężko rozmawia tato, wiesz?
Pla, pla, pla i następny tekst syna dotarł do mnie:
- Nie zdziwiło cię to w twarz? 

Porwałam Młodą do łózka.
- Ty ale weź mi powiedz co się tak drzesz co?
- Nie wiem, przepraszam
- Ja też. Ale jak nie wiesz? Po co tyle płaczesz?
- Mamo, a pamiętasz jak rano powiedziałaś, że jesteś ze mnie dumna bo nie płakałam i powiedziałam: mamo a mnie majtki cisną.
- Pamiętam. I jestem  i będę z ciebie dumna jak będzie mówić  co jest grane i co jest, ok? I  nie płacz, bo tak jak cię kocham to ...tak zaduszę normalnie.

Porozmawiałyśmy o występie przedszkolnym Młoda ma robić za kurczaka i powiedzieć parę słów.
Wybiłam jej z głowy żart, Znaczy się na koniec występów chciała wszystkim pokazać zadek.

Wieczór. Cisza. I film. Regeneracja sił przed następnym wrzaskiem.



8 komentarzy:

  1. Rośnie Ci mała, foszasta kobietka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Księżniczka :), ale trafiła na wiedźmę, więc..bajka nie będzie długo trwać :)

      ...mam nadzieję ...:)

      Usuń
  2. Twoja ma 5 lat, więc płacz zrozumiały. A co powiesz na płaczliwą 18-latkę, która chodzi, stęka i co chwilę ryczy, bo jest chora. Normalnie nawet prośby, by cierpiała w milczeniu nie pomagają. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze to masz większy ból :), bo nawet za duża jest, by wsadzić w pralkę ;) :D

      no baby, baby jakich mało....ech.. :)

      Usuń
  3. Znam ten ból z majtkami. I od własnej strony i od strony jęczenia Młodego. Bardzo to lubię. Brdzo. BRDZO. Zwłaszcza, gdy jesteśmy w połowie drogi.

    Nie zdziwiło cię to w twarz.... Jakie ty masz mądre dziecko! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha, dzieciaki mają przebłyski, rózne :)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. tak? ja tam nie wiem, ale to odkrywam :)));P

      Usuń