sobota, 1 marca 2014

Powrót z wygnania

CZWARTEK


Znowu zapytałam, podczas wizytacji, szanowne grono co z moim kolanem, bo nie dociera to do mnie, co zostało powiedziane, a właściwie to nic nie zostało powiedziane.
- No ale co jest uszkodzone?! Chcę wiedzieć!
- Ile razy będę mówił- ordynator wykazał zniecierpliwienie - wiele rzeczy, zapomnij o sporcie. Dlaczego pacjentka nie ma szyny? Ma już ćwiczyć, a jutro wypis.

Zatkało mnie. Co? Już jutro? W końcu jutro? HURA! Wychodzę.

Szyny? Jakiej szyny?
Może szynki? No szynki to ja tutaj nie mam




JA CHCĘ DO DOMU! Tylko to się liczy!
Z nogą jakoś będzie. Dam radę. Muszę.
Choć czy to tak trudno siąść przy pacjencie na 5 minut i mu powiedzieć wszystko co jest grane?!
Już słyszę odpowiedź ordynatora - nic nie jest grane, bo szpital to nie teatr.
Nie, to szopka, cholera.

Piguły wpadły i zamocowały żelastwo na moim łóżku. Na tym żelastwie mam ćwiczyć zgięcie kolana. Do stopy przyczepiono mi trzy kilogramowy ciężarek.
Ha, może Król Julian też tak trenował, by mieć niezły wykop w tyłek Morda?


Należy przyciągnąć nogę najdalej jak się da, przytrzymać i policzyć do pięciu, puścić - seria 10 razy i tak co pół godziny, godzinę. Plus napięcie mięśni.




To ćwiczyłam. Ćwiczyłam i czytałam i grałam. A czas jakby oszalał -stanął w miejscu. Zniecierpliwienie mieszało się z radością : jutro do domu, ja nie mogę, nie wierzę. Czasie płyń!!! Zapierdalaj, ja cię proszę!!!

Ściany i brak bodźców powodują niesamowity uszczerbek na zdrowiu psychicznym. Naprawdę. Czułam się ...nie czułam się. Miotałam się wypełniona emocjami, co jak hel wznosiły mnie do góry. Trudno mi było wysiedzieć w miejscu.

Do pokoju wtoczyła się 70-letnia kobieta z rodziną. Festiwal jęków na dzień dobry. I szlag trafił mój spokój.

- O Boże, Boże co to będzie?

 Zaraz po niej weszła babka w wieku nieokreślonym, bo i mocno miała zjechaną życiem facjatę. Towarzyszyły jej córki.  Zrobił się młyn. Próbowałam zagłuszyć to żelastwem, ale jakoś nie mogłam.

Ale fuks, że jutro wychodzę. Dwa lejące ciała pod siebie to dla mnie za dużo.

Towarzystwo było masakryczne i jeszcze gulgotało gwarą. Ranking prowadzony z licytacją: a była pani na krwi? a robili już ekg? etc. A pani dali tą tabletkę? Mi też A brała pani? To weźmiemy razem. Głowę urywało. Widocznie starość, jest jak dzieciństwo lubi milion zapewnień, by osobnik uwierzył, ze tak trzeba zrobić, że robiąc tak dobrze postąpił.

A może by tak dowcip opowiedzieć, co? Nie, nie łaska. Jest choroba, jest dól, trzeba zachować powagę.

Jedna z babek nie wypełniła formularza dla anestezjologa i zamiast wcześniej to zrobić, kiedy była rodzina to nie, bo po co.
Ludzie na widok łóżka tracą rozum.
Pomogłam bo co mi tam.

- Czy jest pani w ciąży?
- Nie, nie!
- Nie? A może jednak? Niech pani się dobrze zastanowi. - zaczęłam robić sobie jaja.
Pani tak na mnie spojrzała, że myślałam, że zaraz usłyszę historię wyciętej macicy albo powikłań, ale rysy straciły ostrość i kobieta uśmiechnęła się.
Wymęczyłam ją przy tatuażu i piercingu. Z uśmiechem odpowiadała: nie, nie, nie.
A moje pytanie: dlaczego nie? zostawiła bez odpowiedzi.
Ale nuda, Jezu.

Wyszłam sobie na schody, by móc spokojnie porozmawiać z mężulem. Kiedy wróciłam okazało się, że pielęgniarka mnie szukała.

- O - zdziwiłam się - ciekawe co chciała?
- Chyba zastrzyk dać - odezwała się jedna z kobiet..
- Zastrzyk? - powtórzyłam zdziwiona. Szybko zawróciłami i wparowałam do łózka oznajmiając głośno: - jak zastrzyk to nie idę, niech mnie sama szuka.

Kobiety roześmiały się, a w tym czasie do pokoju weszła piguła.

- A tu panią mam!
- No właśnie do pani szłam, ale po tych kulach chciałam odpocząć.
Tamte zachichotały.
- Proszę o brzuch.
Cholera, jak ja tego nie cierpię!

- A korzystając z okazji, czy mogę poprosić o zaparzenie kawy?
- Oczywiście. A to nie za późno? Nie będzie mogła pani spać.
- To poproszę o tabletkę na sen  Dziękuję! 

Podałam pigule kubek. Pielęgniarki były tutaj fantastyczne. Uśmiech, żart i niesamowita pomoc. I cierpliwość. No kurde, normalnie, mega szok.

W między czasie do pokoju wparował ordynator. Podszedł do starszej kobiety.
- Proszę pokazać nogę.
Kobiet wysunęła kończynę z pościeli. Lekarz chwycił za kolano a ta tak zawyła, że uszy same zrolowały się.
- O, Haniu, jaki ty masz piękny głos operowy - zażartował lekarz.
Potem zbadał drugą pacjentkę. Tym razem bez uwertury.
- Jutro obie panie macie zabieg, do widzenia .
Zanim jednak wyparował to stanął i popatrzył na mnie:
-  A ty , Arte, ćwicz!
I poszedł sobie.
A co ja robię? chciałam zanim krzyknąć, ale no co tak będę się drzeć?

Kawa, boski napój. Wznoszę łyk za wyjście. Chłopaki mają wpaść z mega dużą bułką słodką. I czekoladą.
Przez ten szpital, jak tylko zamykałam oczy, zaczynało mi się śnić jedzenie.  Żadne bara bara tylko góra z
żarełka. A mamusia dla córeczki już pichciła dobry obiadek. Żyć nie umierać.

Z tego wszystkiego dostałam kompletnie zajembiaszczego humoru i byłam milusia jak rzadko kiedy.

I nie mogłam zasnąć. Nie tylko z powodu żelastwa między nogami.
Brzuch przemawiał, ręce grały, serce tęskniło, kolano bolało, a w mózgu odgrywana była pieśń zwycięstwa. Tak, tak, wagina też mruczała szczęśliwa....
Wychodzę na wolność, na słońce, na wiatr, na wyżerkę.




PIĄTEK

Znowu był poranny nalot. Obchód rzecz święta.
-Te pacjentki dzisiaj mają zabieg.
Stwierdził ordynator po czym  odszedł od kobiet i podszedł do mnie. Złapał za kolano. Zawyłam. Jak ściekły wilk. Pociągnął  nogę na tej maszynerii tak do tyłu, ze żelastwo wbiło mi się w udo. Ponowiłam wycie.

- Cholera, nie ćwiczysz. Do jutra zostajesz
- Jak do jutra ? Ćwiczę! To bolało!!Te żelastwo wbiło mi się w udo!
- Ty to jesteś filozofka i gówno ćwiczysz. Jutro wypis.

I poszedł. Reszta lekarzy dostała głupie uśmieszki pod nosem i tak sobie wyszli z nim

Niesprawiedliwość świata spadła mi na głowę.

Jak to jutro? Ku**wa!!! Jak to jutro?! Fuck, fuck, fuuuuck!!!

I w ogóle co on mówi? Co to za tekst?

Otarłam oczy, zacisnęłam szczęki.

Iść przetrzepać mu skórę kulami czy jednak odpuścić?

- Chyba panią szlag trafił co? - zapytała się kobieta leząca obok
- Mało powiedziane....

Ja mało ćwiczę? JAK? Mam normalne zgięcie kolana. Powoli, spokojnie i jest przepiękne zgięcie. Nie chcę mieć zrostów i problemów, jak rok temu. Rok temu mogłam ledwo co mogłam oderwać kolano  od powierzchni. Teraz jest coś niesamowitego.
Cholera jasna!

Pacjentki, jedna po drugiej wyjechały na blok operacyjny, a ja ....a ja poszłam poprosić o zalanie kubka kawy.
Nie ma co drzeć szat, Arte, widocznie za gruba jesteś i masz dzień odchudzania gratis. A zresztą - widocznie tak musiało być. Ubezpieczenie zapłaci o stówę więcej i już. Ha! - tłumaczyłam sobie na wszelkie sposoby. No bo jak jest przesrane to srać sobie bardziej nie będę. A wręcz odwrotnie.

Przyszła rehabilitantka przysłana przez ordynatora.
- No niech pani spojrzy, jak to jest małe zgięcie to ja już nie wiem o co chodzi.
- No pięknie wypracowała pani ta nogę.
- To proszę to powiedzieć szefowi.
- -Widocznie miał zły humor.
- To niech ma, ale nie kosztem mojego dnia wolności!
- No to ja panią pochwalę. CUDOWNIE!
- Niech pani tak do mnie mówi.


Kobiety w godzinnych odstępach czasu zjechały na wpół żywe z zabiegów. Nie umiały dzwonić to odpalałam swoje dwie czerwone rakiety i pędziłam do pielęgniarek
A to basen, a to kroplówka, a to tabletki przeciwbólowe.
Połaziłam zamiast dzwonić, bo i tak widziałam jak biedne latają,a ja się nudzę.

- Dlaczego jej nie ma - zaczęła niecierpliwić się starsza kobieta- o jej jak boli boli, boli
- Niech pani będzie cierpliwa. Tu są też inne sale z pacjentami.

Druga nie mogła spokojnie uleżeć. Co chwilę podnosiła się zaglądając na nogę. Krew z  jej kolana leciała jak lawa z wulkanu. Upierdzieliła się tym wszystkim, że aż miło.

- Niech pani tego nie rusza tylko dzwoni. Przewiesiłam wam dzwonek

Totalna rozpierducha była z nimi. To kroplówka za wolno leciała, to trzymały mocz na ostatnią chwilę i był pisk:
- Ja nie mogę!!!
to ból taki że: - Aj, aj aj ..... i znowu potok krwi. A potem przebieranie pościeli.

Cholera jasna miałam dzisiaj wyjść, a tak co? Gówno. Patrzę na ten cyrk. Czy są normalni pacjenci?

Wieczorem przyszedł lekarz. Był jakiś dziwny, bo rozmawiał.

I dowiedziałam się wszystkiego. Nie jest źle. Dobrze też nie, bo jednak uraz był. Ale, ale, ale ...za miesiąc tu wracam na preparat płytkowy z mojej krwi, potem zastrzyki. Przez cały czas ćwiczenia i rower i powinno być kolano do użytku. I to sportowego. Póki co otrzymałam zakaz obciążania nogi na parę tygodni.

- Kocham pana, pan przywrócił mi życie. A w przychodni pan przyjmuje?
- Tak. - odpowiedział rozbawiony lekarz.
- No to ja idę do pana. Ale ja jutro na pewno wyjdę? Czy znowu dostanę strzał znikąd znaczy od ordynatora?
- Wyjdzie pani, wyjdzie. Już ja tego dopilnuję

No i jak nie kochać takiego człowieka?

Okazało się, że artroskopia była potrzebna. Oczyścili i połatali moje kolano. Miałam rację mówiąc, że mój ruch coś zatrzymuje. Błąd poprzedniej artroskopii. Niewiarygodne. Rok męczenia się, bo żaden konował nie chciał słuchać. A ja od początku mówiłam - nie mogę zginać, nie mogę, bo coś tam jest. A teraz tego nie ma. Wycięte!

- Kochanie, jak jutro będzie fajna pogoda to zabieraj dzieci i jedziemy do zoo.
- Będziesz o tych kulach tak iść?
- Po tych ścianach i tutejszym pobycie to i na K2 wlezę, uwierz mi.

Z radości nie mogłam spać. Wiem, że kolano  jest zdrowo stuknięte i takie tam, ale wszystko to jednak nie jest, aż tak fatalne. Będę biegać! BĘDĘ!!!! Rozpierała mnie niesamowita energia.

O mało co udami nie zgniotłam żelastwa co leżało mi pomiędzy nogami. Myśli uciekły mi: mechaniczna miłość ....



SOBOTA

Mężulo zadzwonił, ze jedzie windą i zapytał się o pokój. Wyleciałam z sali, pędząc po korytarzu. Nagle kule rozjechały mi się. Straciłam równowagę. Trochę, by nie rypnąć, podparłam się swoją chorą nogą. Ryknęłam. Lekko. Popędziłam dalej.

Z windy wysiadły dzieciaki i mąż. 

Tego nie da się opisać. 

One po prostu stanęły jak wryte.

Zgłupiałam - kolano mi zrobili czy operację plastyczną?

W końcu z siłą huraganu wpadły do moich ramion. 

To są piękne chwile. Cudowne uczucie. Moje szkraby ...

Weszliśmy do sali po rzeczy. Pożegnałam się z kobietami, które wyraziły żal, że idę, bo miały ze mną fajnie. Pewnie. Otworzyć okno, zamknąć, zgasić światło, zapalić, pomóc, etc.

- Ty, co im zrobiłaś?
- Nic. Odwaliło mi i byłam miła.
-  Ty?!

Ponieważ wiało i ogólnie aura była mało zachęcająca pojechaliśmy do kina na film dla dzieci.
Weszliśmy do galerii. 
Przed nami pojawiły się schody ruchome. Mężulo nie wiele myśląc wskoczył na nie z synem. Ja zostałam z córką.
- Młoda nie wchodź!
Krzyknęłam, ale było już za późno, bo Młoda poleciała za chłopakami. I na pierwszym stopniu straciła równowagę. Rozjechała się i upadła. Przestraszona zaczęła płakać. To był moment. Straszny moment.
Jakaś babka pobiegła do córki, ale w międzyczasie dupek zatrybił i zbiegł na dół, przejmując dziecko.
A ja stałam wkurwiona swoją niemocą. Nie mogłam swojemu dziecku pomóc! Nie mogłam....Pieprzone kule, cholerna noga. Nie mogłam ...teraz nic nie mogę ....Te zderzenie z rzeczywistością rozwaliło mnie na drobne.

- Czy do końca cie pojebało? - ryknęłam na męża zdenerwowana jak milion nerwusów - Co ty odwalasz, co?
- Zapomniałem, ze masz kule, no co.
- Gówno! Zacznij myśleć.

 Film podobał się synowi. Córce nie. Więc poszliśmy jeszcze na galeryjny plac zabaw, gdzie córa zdecydowanie poprawiła sobie nastrój.

Zjeżdżaliśmy schodami w dól. Mężulo tym razem pomyślał o córce, ale zapominał o mnie.

Ledwo weszłam na schodek, gdy zakręciło mi się w głowie. Normalnie straciłam równowagę. Machając rękoma, które automatycznie odrzuciły kule, uratowałam siebie przed upadkiem w dół. Za to poleciałam do tyłu. I znowu gdzieś się lekko oparłam nogą! FUCK!
Pozbierałam się jeszcze szybciej.
Cholera, dobrze, że mam refleks, bo do szpitala mogłam wrócić szybciej niż wyszłam..

Rzeczywistość pozbawiła mnie złudzeń. Zresztą poruszanie się na kulach jest sportem dość wysiłkowym.

Więc teraz siedzę grzecznie na dupie ćwicząc nogę.

Parę dni później do drzwi zastukał ZUS.

Zastali łajzę w piżamie z dwiema laskami obok.












----------------------------------------








:)))))))))))))))))))))))))

12 komentarzy:

  1. Oj, Arte, Arte... To Twoje pióro....
    Opisujesz to wszystko tak sugestywnie, że mi ciary latają... Dużo zdrówka, Kochanie, bo humor to Ty już Masz:) Pięknie, bo ja też, kiedy czytam Twoje posty:) Pięknego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się bardzo i dziękuję :)))
      Pozdrawiam życząc miłego dnia :)

      Usuń
  2. Artroskopia - Arte .,.... hmm co za zbieżność ;)

    Jak ja cie czytam to mi sie tak normalnie robi, w glowie dużo się układa. Nawet jak czytam o twoim wypisie czy marzeniach sennych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha, zabawne :P :DDD

      A to dobrze czy źle ?! :D :P

      Usuń
  3. Kochana kiedy wydasz książkę będę pierwsza która ją kupi :* i weź się już nie wygłupiaj i nie stłucz sobie jeszcze do kompletu dupci OK? 3maj się :* :* :* dobrze że już jesteś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mów tak do mnie jeszcze :)
      Dziękuję za miłe słowa :)
      Książka to mi nie mój level, brak talentu, ale cieszę się, ze mam Was :)

      pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Czasem trafi się na dobrego lekarza. na dobrego i z sercem. Szkoda, że ich niewielu. A Ty Arte uważaj na SIEBIE! Nie łaź po schodach i nie drzyj się na męża, bo jeszcze Ci się przyda i może jak będziesz dobra dziewczynką to Ci kawusie zrobi :-) A ci z ZUSU, to się ubawiłam :-D Ale przychodzą parami, czy w pojedynkę?? Jak to wygląda???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wszystko przez te anioły co mi się pchają aż pod nogi :D :P

      Zus jak policjantki, chodzą parami :))) Weszły - spojrzały, podpisałam protokół zastania mnie w domu i wyszły - to wszystko. Zero pokazania wypisu, ani nic, a chciałam brzuszkiem zaświecić :D - caly w siniak od kłucia :) A one uciekły :/ :( :DDDD

      Właściwie to zrobiłam sobie małą siarę, ale tego nie napiszę, i to za Chiny Ludowe :D - zorientowałam się jak wyszły, ech...... :))))

      Usuń
  5. Hahaha, no teraz to mnie ciekawość zżera- czyżbyś gołym tyłkiem przez przypadek im zaświeciła? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aj Arte tak myślałam. Będzie dobrze :*
    tylko nie wariuj proszę.. i uważaj trochę na siebie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja zawsze uważam, tylko......ach te anioły co plączą się pod nogami :) :P

      Usuń