piątek, 21 marca 2014

Koniec




Przemarzłam. Zrobiło mi się mega zimno. Mega cudnie. Drżę. Jeszcze bardziej wkopałam się pod kołdrę. Coś czuję. Jednak coś czuję .....
Musiałam się rozgrzać.
To ciepło co rozgaszcza się leniwie w każdej komórce.
Cudowne uczucie.
Naprawdę.
Uwielbiam to.



Uwielbiam gorącą kawę.




Zamyślona zmywałam. W radio leciał " Torn". Zajebiste.


I'm all out of faith, 
 This is how I feel, 
 I'm cold and I am shamed, 
 Lying naked on the floor, 
 Illusion never changed, 
 Into something real, 
 I'm wide awake and I can see the perfect sky is torn, 
 You're a little late, I'm already torn,

- BAAAAAAAACH!
-AAAAAAA, kurde, synu! wystraszyłeś mnie!
- Hahahahahaha- rozległo się spod koca. Koc ma nogi? A nie, to Zielony ludek stał koło mnie. Żartowniś, ha! się znalazł, kurde...




Załapałam go za ręce. Zaczęliśmy sobie tańczyć. Ja na jednej nodze, a syn w kocu. Zaczęliśmy się śmiać. Nasz śmiech wyrwał w końcu Młodą z wyrka. Stanęła w progu i też zaczęła brechtać. I bujać się, nieśmiało.

- Mamo, a ty będziesz mogła biegać?
- Będę.
- Ale kiedy?
- Mam nadzieję, ze niedługo.
- HUUUURAAAA!!!!!!!

Wielka radość syna, łza moja, niewielka ......ze wzruszenia.

A potem dzieciaki, siedzące po przeciwnych stronach stołu chwyciły mnie za rękę tuląc do dłoni mych swe twarze. Czułam się jak anioł co rozpostarł skrzydła ...

Gdybym umiała pisać, jakoś tak pięknie pisać, napisałabym, że ich miłość jest ponad wszystkim, a to co we mnie tkwi umiera, kiedy widzę siebie w ich oczach. Ich oczy swoim śmiechem wypędzają ze mnie chęć zatracenia się. Skradam się czasami w nocy, by wtulić się w nie, by zabić swoją melancholię.
Zabić wszystko po za szaleństwem.
Zabić tą pieprzoną pustkę. I ten stan zawieszenia.





Nie rozumiem związków, które z zazdrości własnej czy z jakiś innych powodów kisza się we własnym towarzystwie.
Życie kiszonej kapuchy.
Bleh....
Nie wyobrażam sobie, bym miała pytać męża: czy mogę wyjść?, a on do mnie: możesz Albo: nie.
Groteskę owszem lubię, ale na deskach teatru.
Działa to we dwie strony -nie chcę, by mężulo żałował czegoś co mógł zrobić, a czego nie zrobił. Niech ma to co chce. Więc kupuje kolejne wzmacniacze, sprzęty. Chce to ma. Co mi tam.

Miłość to wolność. W klatce nie można wzlecieć. A co to za życie bez uniesień?!
Nie ma nic  piękniejszego od powrotu ptaka, który przecież, będąc wolny, mógł odlecieć, a jednak wrócił.

Hm, w sumie to nawet założenie smyczy dla psa, było dla mnie ciężkim doświadczeniem.
Teraz zasypiam przy smutnej muzyce wygrywanej przez Zygmunta, co gryząc druty klatki robi - tu, tu , tu, tu.....tęskniąc za wolnością. Do tej muzy mruczę słowa własnej tęsknoty za ...

I to nie to, ze my dla siebie nie istniejemy. My znaczy ja i mąż, a nie ja i Zygmunt.Wręcz przeciwnie. Nasz związek jest bardzo fajny i swobodny. Te rozmowy o wszystkim, te milczenie, reakcje, spędzanie czasu są czasami niezłą jazdą, nie mniej jednak inspiracja leży także w ludziach, w działaniu. Czy gdzieś tam...nie wiem, szukam.
Bo bycie to poszukiwanie.
Ha, i kto to mówi? Ta, co najczęściej wybierała ciszę  i samotność........

Dziwne, zmieniło się wiele, tak wiele zmieniło się w życiu - a pewne rzeczy, gdzieś na duszy dnie pozostały nie zmienne...

Tyle, ze dopiero teraz mam silę i odwagę zmierzyć się z tym. Zanurkować w poszukiwaniach na szerszą skalę, coraz szerszą ...do przekroczenia obrzeży.

Poszłabym napruć się jak mesrszmit i potańczyć. Normalnie, gdzieś tak jakoś zatracić się. Utopić i zgubić duszę. Albo wręcz przeciwnie - zaszyłabym się gdzieś w ciszy szlaku...

Ja, matka. Ja, stara kobieta. Ha! żona.

Tyle, że smutek i tęsknota  nie wybiera. Siada przy łóżku i lampi się, uwiera, gilgocze, dołuje swoim smutkiem, a kiedy chcę go złapać - ucieka.


Matką bywam do 20.00, a potem to już .......... (o ile nie skradam się czasami do łózek dzieci swych, by mieć spokojne, kolorowe sny)


- Wiesz, że jesteś nimfomanką?
- Ja? no co ty? weź, no chyba, że odnosi się do pieprzenia wszystkiego to i owszem.
- Nimfomanką słowa, pier**lisz okrutnie.

Zatracenie dla poczucia istnienia. A zatracić się można na wiele sposobów.
Zatracić się dla istnienia całą sobą. Tyle, że .. co ja chcę poczuć?!

Cisza i samotność wykręcają moje myśli w różne strony pastwiąc się przy tym okrutnie.

Ta cholerna samotność w tłumie .....



A za chwilę dostaję totalnej głupawki. Rumak radości zajechał i na grzbiet porwał do krainy szaleństwa.

- Jesteś nie poważna!
- Poważnie?

- Uspokój się!
- Dlaczego?

Bo w szaleństwie jest metoda. Sposób na równowagę. Niekontrolowany zaciesz ze wszystkiego.
Zjawisko wyglądają osoby idące z takim uśmiechem, który aż każe obrócić się.
Hahahaha, albo ma się urodę albo poczucie humoru.

Taniec i śpiew, i śmiech jest lekiem na całe zło. I butelka wódki też.
 Bo jak się żartuje to już nic nie jest takie straszne. Jest takie śmieszne. Zabawne.

Wzlatuję na skrzydłach absurdalnego poczucia humoru - w tym locie tkwi lekkość bytu.

I tego zamierzam trzymać się.

A świat i tak przekopię w poszukiwaniu tego, czego nie mam, by dowiedzieć się czego brakuje mi.
I nawet gdy zaboli to jest to lepsze uczucie od niewiedzy. A ja przestałam czuć strach...chyba ...

I niech w posadach drży świat, zaczynam brechtać się. Tak nieśmiało jeszcze chichoczę, ale, ale, ale ...zaczynam gilgotać się. Hahahahaha.......


Podobno, tak mówią, nie wiadomo kiedy mówię serio, a kiedy żartuję.

Ja też nie wiem.


I kiedy mówię: kiedyś siebie zabiję, to nikt w to nie wierzy.

Bo kocham życie, wolność, zabawę i śmiech.

Nie można brać mnie na serio.

Choć można mnie brać, hahahahaha


Nawet nie pytam się mężula za co mnie kocha. Wiadomka. Jestem zajebista, buhahahahaha.

Zwłaszcza z tym cycem co urósł do rozmiaru E.

Powaga.

A to było tak....

Siedziałam na ławce żując gumę i prowokująco patrząc w niebo. Bóg zalukał  spod chmurki co przypominała swoim wyglądem wielkiego...eeee... powiedzmy banana  i zapytał się:
- Co jest? Chcesz zobaczyć coś nie możliwego?
- Nooooo, dawaj.

I fuck, patrzę a ja duże cycki mam! Myślałam, że większych nie mogę mieć.

Ty już lepiej nie myśl - rzucił drwiąco Wielki i znikł.

Ale ja już nie mam odwagi myśleć. Nie mam.

Uwierzcie mi....



I niech życie niesie mnie ...

taniec i śpiew ......


i śmiech.


I spalenie na stosie - za szczęście.

Czy jakoś tak....

Nie wiem.

Nic nie wiem.





22 komentarze:

  1. ooo E??
    zazdrościć mam? :P

    Arte, Arte.... przytulam Ciebie i Twoje humorki i Twoje dwa miecze swietlne i..
    Jesteś boska.
    a ja uwielbiam Te Twoje skoki myślowe bo zmuszasz NAS do myślenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powiem - wielkie dzięki :))))))

      naprawdę...a zazdrościć nie ma co :P - bo to E trzeba nosić :)

      Usuń
  2. Nie wiem dlaczego ale po przeczytaniu Twojego wpisu przypomniała mi się piosenka : Hey - "zazdrość" wrrr ;] a propos tego trzymania kogoś w klatce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo właśnie takich klatek powinno się unikać :)

      a Hey - genialny jest :)

      Usuń
  3. Niech Cię niesie to życie, niech niesie! :) Tylko jak już będziesz tam wysoko, to na kominy uważaj ;)
    Może jakiś spacer sobie zafunduj rodzinny? te wróbelki sobie pooglądasz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba na szczyty gór, jak lecieć to wiesz, gdzięs w pizdu, a nie ponad miastem :)

      Usuń
  4. Cycek w rozmiarze E? Weź się podziel :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiedząc czemu najbardziej w pamięci po przeczytaniu Twoje posta utknęło mi jedno zdanie: Miłość to wolność. Święta racja! Przecież nie można nikogo zamknąć w klatce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, mi też. Ale dodałabym "odpowiedzialna wolność"
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. dokładnie :)

      bo zawsze powinna nam towarzyszyć odpowiedzialność :)

      Usuń
  6. No Arte, w końcu jakaś moc w Tobie. Leć na tych skrzydłach absurdu, leć kobieto! ;) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha tylko kurde, oby to nie był lot Ikara :P :D

      Usuń
  7. A ja też lubię kawę... Ale przestałem pić. Nie mogę... I walczę, ze sobą, by nie wypić. Jak na razie wygrywam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twardziel! :)
      Ale jak nie można to nie można :)
      Wypiję za Ciebie :P

      Usuń
  8. Miłego dnia i szybkiego powrotu do sił ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten tekst. Co to k... ma być...Zatkało mnie i zamiast napisać jakiś ładny i gładki komentarz siedzę w szoku.
    Wciska w fotel, mózg się lasuje ...rewelacyjnie napisane...
    Zawsze działało na mnie słowo pisane...ależ emocje tu pokazałaś i przekazałaś. Jesteś popierdzielona... tak niesamowicie fajnie popierdzielona, że podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właściwie to chciałam napisać, że czuję jakbym sobie sama napisała komentarz będąc w stanie nieważkości - wciska fotel, mózg lasuje, kto mi zabiera teksty moje ?!:DDD

      Usuń
    2. No jasne, wszak wyszedłem z lustra Twojej wyobraźni. Świat się na chwilę zatrzymał, umysł przenicował a za chwilę wszystko było jak dawniej...jak dawniej? Jak?

      Usuń
    3. Jak dawniej? Dawniej to było? Jak? Jak było?

      Usuń