czwartek, 27 lutego 2014

Wygnanie - środek

cd. wydarzeń sprzed tygodnia :)

Nie muszę mówić, że zaśnięcie w takim miejscu bez przytulasków i całusów dzieciaczków oraz mężula to w ogóle kosmos. Banicja na wyspę tęsknoty. Bo to jest oczywiste jak to, że w dzień świeci słońce, a w nocy, księżyc. Więc pisać o tym nie będę. Bo to smuty.






Wtorek - drugi dzień na wygnaniu



Zasnęłam. Obudziła mnie ręka z jakimś przedmiotem przy czole. Wrzasnęłam podskoczywszy na wyrku. Co to? Eter i wymiana narządów?!
- Przepraszam nie chciałam wystraszyć, mierzę temperaturę. Jest w porządku.
- Nic nie szkodzi.......dzień dobry.
Zerknęłam na telefon - 5.50. Jezu, wkopałam się z powrotem w pościel. Obok pani zaczęła już mówić. Zwiałam w sen.



Gdzieś godzinę później wpadły dwie pielęgniarki trzepiąc nam kołdrami i w ogóle robiąc zadymę, bo będzie obchód. Wow. Ściany też pomalujecie?

Zasnęłam. W rytm zasysanego żołądka znudzona oczekiwaniem na przemarsz lekarzy.

Weszli. W czwórkę. D'Artagnan i trzech muszkieterów.

- Wczorajsze zwichnięty bark. Proszę pokazać. No super. Nastawione wczoraj i dzisiaj do gipsu na trzy tygodnie.
- Jak do gipsu, kiedy mi lekarz powiedział na dole, że dobrze, że nie złamania, bo byłby gips a tak temblak - pani z z sekundy na sekundę zaczęła coraz szybciej mówić.
- Który to powiedział, co? - zapytał się ordynator.
- Ten - odrzekła pacjentka pokazując na jednego z lekarzy.
Zamarłam ze śmiechu. Nie wierzę.
- Mówiłem, że może nie będzie gipsu i że po nastawieniu zapadną decyzję - lekarz zaczął się tłumaczyć.
- Ale...
- Nie mamy czasu na ale,  - przerwał pacjentce ordynator i  podszedł do mojego łóżka - tu będzie dzisiaj artroskopia. To jest ta, co nie wiadomo gdzie łazi i nie wiadomo gdzie się leczyła.
I wyszli zostawiwszy mnie z otwartym dziobem.
Ha! Pięknie podsumował mój wypadek w pracy i błędne leczenie.


- Widzi pani to jednak nie nastawili mi barku, tylko teraz mi nastawią jak będą zakładać gips, wiedziałam,wiedziałam, bo on mi tylko puknął w ten bark,o tak o, dwa razy, a przecież jakby nastawiał to by bolało....
Ble, bla, ble ...
No zaraz rzucę w nią poduszką i zatańczę na niej z wściekłości. Ile można czasu tak smucić i pierdy opowiadać? Wciąż to samo. W kółko. Nieprzerwanie.
Teraz wiem dlaczego pacjentów nie przekarmiają, a wręcz głodzą - by nie puścili pawia na takie marudy.

- Proszę pani - wzbiłam się do granic cierpliwości- nastawili pani bark wczoraj, a nie czuła pani nic, bo miała znieczulenie, po co dali znieczulenie? by pani cycki oglądać?! Teraz zobaczyli czy wszystko jest w porządku, czy nie puchnie czy co tam i dzisiaj zakładają gips. Proste. 
- Ale po co? Jezu, tak tragedia, no co ja zrobię ? Samotna jestem. Już ruszam ręką, jest dobrze, po co mi to?
- Dlatego że pani rusza ręką może pani znowu wyskoczyć ten bark, stąd ten gips. Niech pani pomyśli. I zapyta się jeszcze raz personelu. Przepraszam, idę spać.

Nie wiem czy życie bywa aż tak wyboiste, że po drodze gubi się klepki rozsądku?
Czy tak trudno pojąć rzeczy oczywiste?

Na salę weszła salowa. Wniosła śniadanie, ale nie dla mnie. W brzuchu rozległ się protest. Korzystając z tego, ze pani zatkała się chlebem, uciekłam w sen. Zabieg miał być za 3-4 godziny, więc co miałam tak w głodzie trwać?!

- Proszę wstawać. Szykować się na zabieg. Połknąć ta tabletkę i rozebrać się z piżamy.
 - Ojejku już? A która jest godzina?
- Dziewiąta.
Wyrwana ze snu nie wiedziałam co się dzieje. Nie napisałam nawet sms, że wyjeżdżam z sali nogami do przodu. Nic. Błysnęła za to myśl ZEMSTA. Wczoraj widziałam wyleniałą fretkę to dzisiaj odwdzięczę się białym tłustym boczkiem. A co!
Ściągnęłam piżamę i błysnęłam swym zadem.

Powieźli mnie na blok operacyjny. Rozmowa. Strzał "w kręgosłup" Ciepło rozlało się po moich nogach. Podłączanie pod aparaturę. Odłączanie. Wjazd na salę operacyjną. Założyli zasłonkę. Uprzejme z ich strony. Nie chcę widzieć jak oblizują te noże.

Zobaczyłam swoją nogę w górze. Hm, to ma być operacja czy wietrzenie złącza?!
Lekarz malował odnóże na żółty kolor.
Squaw idzie na wojenną ścieżkę?
 Kankan?
Chciałam coś zażartować,ale język zamienił się w zeschniętą, opuchniętą dżdżownicę. Jakiś ciężar opadł na mnie ...

Kiedy otworzyłam oczy było już po wszystkim
- Czy dobrze się pani czuje?
- Nie ...
- Jaka pani blada...
- Mam odruch wymiotny...słabo mi ....
Podali mi rynienkę i podłączyli pod aparaturę. Zasnęłam.

Obudziłam się jak biedne piguły walczyły z mym bezwładnym ciałem chcąc je przerzucić na łózko. Udało się. Podłączyły kroplówkę. Zawiesiły bliżej guzik, by wzywać w razie potrzeby.

Jakoś tak resztą sił napisałam sms, ze jest po zabiegu, co było błędem taktycznym, bo rozdzwonił się telefon. Nie miałam sił, więc rozmowy były krótkie.
 Pani obok tokowała dalej zalewając mnie słowami. Gdzieś do mnie dotarło, że dzisiaj ona mi pomoże, bo wczoraj ja byłam aniołem dla niej. Naprawdę ludzie tracą klepki ...przecież wystarczyłoby by się zamknela.

Zasnęłam. Kiedy się obudziłam na sali pojawiła się nowa pacjentka. Wesoła, wygadana, przyjęła na swoje barki rozmowę z maruderką.

- Dziewczyny a wy nie jesteście głodne? Co to była za kolacja Widziałam ulotkę pizzerii, lecę po nią.

Pacjentki zamówiły pizze. Odmówiłam tłumacząc się kuwetą. A niech mnie przeczyści i co? Trochę siara.

- Hahahaha, no w sumie fakt, ale nie będzie pani przeszkadzało?
- Nie. Poproszę o dodatkową porcję przeciwbólowych, przymulę się i jakoś przeżyję. Smacznego.

M jak miłość musiało  być. Nie wiedziałam, że ten serial wzbudza TAKIE emocje. Pani od barku krzyknęła w pewnym momencie
- AAAA!!!!!  On ją zamorduje!
- Eee tam, to po co dawał jej serce swojej córki.

To można ten serial tak przeżywać? Nie wierzę ...

Noga rwała, sen też, zwłaszcza po tabletce.
Przez cały dzień nie przyszedł lekarz. A może był, a ja spałam? Nie wiem. Nie wiem co z moją nogą.
Zasypiam szybko, by jutro obudzić się ....




ŚRODA


Czas ciągnął się niemiłosiernie. Miałam dość. Chciałam wyjść. Odłączyli mnie od kroplówki. Wyciągnęli dren z kolana. Odzyskałam władze w nogach. Mogłam już korzystać z toalety. Mogłam chodzić. O kulach. Na jednej nodze.
 Nowa era życia rozpoczęła się.
Dwa miecze świetlne w dłoni!
Jestem less, mam dwie laski i to czerwone, przy boku.
Nie będę sama. Mówcie mi po chińsku : zaciśnięta dłoń!

Pierwsz myśl -odświeżyć się. Głowę przy umywalce umyłam. Stojąc jak bocian co poluje na żabę. Na jednej nodze. Taki początek survivalu.
Tylko, ku**wa, jak ogolić nogi?!!!!
Hm. taboret. Ale jak go wnieść?

Będzie, będzie zabawa!
Będzie się działo!




Ordynator oświadczył, że mam dużo uszkodzeń i mogę zapomnieć o sporcie. Chyba, że chcę endoprotezę.
Chciałam zapytać się czy ocipiał.

- Pan żartuje? Ale co jest z moim kolanem? Jak?
- Mówiłem, ma pani bardzo dużo uszkodzeń i ubytków, teraz proszę zastanowić się nad zastrzykami, jedne są po 500 zl drugie za 750 zł....
- Ok., nie ma problemu, ale jak to ? na nartach nie pojeżdżę?!
- Nie! Teraz czeka panią leczenie długotrwałe, a nie sport.
I wyszedł zostawiając ulotkę. Cena za trzy zastrzyki. Na chrząstkę. Kolano. Odbudowę.

Myśli zostały zakłócone wejściem salowej, która wniosła śniadanie.Widok dwóch kromek mnie rozczulił. Wyschnięte pieczywo dało mi moc doznań. Jadłam powoli, jak rzadko kiedy.

 Dżem mnie oświecił, Znalazłam wyjście.W domu mam ortezę i ch..j- założę ją i będę śmigać. Ha! Nie dam się. Chce żyć, a nie być trupem za życia. O nie! Ketonal stanie się moim bogiem!

Pacjentki rozmawiały , a ja zaszyłam się w książce. Myśli jednak uciekały - jak to tak? aż tak źle? nie! nie wierze....

Przyszła rehabilitantka. Pokazała ćwiczenia. Wyszłyśmy na korytarz. Nauka chodzenia na kulach.
- E, no pani nieźle śmiga.
- Bo to mój trzeci sezon przy laskach.
Poszłyśmy na schody. Teraz będę chodzić jak cipa.

Zejście. Kule na schodek poniżej. Hop. Nogi doszły. Kule na schody niżej. Hop. Nogi doszły.
 Na chorej nodze nie mogę stanąć. Zakaz obciążania.
Wejście. Kule na górny schodek. Hop. I nogi doszły. Kule na górny schodek . Hop. I nogi doszły.

Ja, która jak wleciała na schody to z impetem je pokonywała po dwa, trzy ...pomimo wieku. Bo wciąż w pędzie. Z deficytem czasu.
A teraz świat znowu stanął w miejscu....


Obiad. Wow. Pożarłam wodziankę i tyle. Jajka w sosie jakimś tam nie byłam w stanie strawić.
Wakacje odchudzające gratis. Super. Brzuch zapłakał smutno - blbl ybl ybllll....

Pacjentki wyszły do domu, a ja zostałam sama na sali. I czad. Cisza. Jak w kosmosie. Przede mna otworzył się Wszechświat. Wszechświat strachu i niepewności.

Samotnie leżałam w łóżku.  Samotność w wieku nienasycenia nie jest dobra. Co mogłam robić? Atak paniki ulega degradacji pod wpływem rozczesywania fretki. Więc zajęłam się unicestwianiem paniki. Głaszcząc futro mówiłam:
-  Ciiiii...jeszcze nadejdą dobre dni ....
Nagle głos zakłócił wszystko:
- Czy ktoś chce przyjąć komunię?
- Ja  - krzyknęła moja wagina. Ale usta ją zagłuszyły - Nie, dziękuję.
Porzucenie podwójne. Ksidąz wzruszył ramionami i wyszedł.
Zajęłam się grą na telu. 15 mln punktów. Zadziwię syna, nie ma mocnych.

Sen nie nadchodził. Jak mam zrezygnować ze sportu? To niemożliwe ....pomylił coś, kogoś ...nie może być tak źle ....nie może, bo zawsze mam fuksa! Musi być dobrze!







cd tzn. ostatni część pobytu mego w szpitalu wkrótce nastąpi :))))))



8 komentarzy:

  1. W szpitalu można nieźle schudnąć, to racja, ale ja się tam pchać z tego powodu nie zamierzam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie? :DDD mówię Ci zimna kasza gryczana z sosem i kawałkami tłustego mięsa, albo to jajko w sosie przy brei ziemniaków ...palce lizać! :P :DDD
      szpitale powinny otworzyć oddziały - odchudzanie :)

      Usuń
  2. Ha, ha :) Arte, końcówka mnie powaliła. :) Będziesz się smażyć w piekle. Wyjścia nie ma. :) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha, to wina tych ścian ! :) Zero bodźców, psychoza .....:D

      Usuń
  3. Kładziesz na łopatki swym niesamowitym poczuciem humoru:) Wszyscy widzą w szpitalu samo zło, a Ty Obśmiewasz tą ponurą rzeczywistość w fantastyczny sposób:) Chce się Ciebie czytać:) Dzięki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz poczucie humoru pozwala przetrwać, Jest jak kijek do balansowania nad przepaścią szaleństwa :)

      Dziękuję, miło słyszeć takie słowa. Zatem zapraszam :)

      Usuń
  4. Nigdy nie jadłam szpitalnego jedzenia.
    pomyje to nie na moje nerwy.
    wolę być głodna.

    Arte nie martw się-wiesz jak mówią lekarze.
    nigdy nie będzie pani ćwiczyć.
    a jak dojdziesz do siebie i będziesz to powiedzą "to moja zasługa"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. te szpitalne obiadki zabierają apetyt...bleh.....

      a w ogóle pobyt w szpitalu jest obłędem - choć już tak nie pachnie, jak kiedyś...

      Usuń