piątek, 14 lutego 2014

Śnięty Falenty


Dobrze, że w końcu nastał ten dzień. Dzień Śniętego Falentego. Ostatnio bowiem Młoda była tak zaaferowana Balem Walentynkowym, że każdy dzień witała jednym pytaniem:
- Czy dzisiaj jest bal?
 - Nie, kochanie, to nie dzisiaj.
Odpowiedź negatywna powodowała płacz.
Zresztą teraz weszła w taki okres, że o wszystko płacze. Ma być teraz, już, natychmiast.

W przedszkolu też pokazuje różki. Cała grupa szła na podwórko a Młoda postanowiła zostać w sali. Kiedy panie wyszły z dzieciakami do szatni to Młoda wyrwała za nimi i ubrała się bardzo szybko. Po prostu trzeba czasami ją zostawić z jej własnymi myślami. Im bardziej nalegamy tym bardziej wychodzi jej to bokiem.
Nie wiem kiedy jej to minie, ale czasami odpadam jak kafelek z PRLowskiej łazienki.
A że nerwus i raptus ze mnie okrutny to i zębami trąc poruszam mury bloku.
- Zamknij twarz - wyrywa mi się
A dziecko łkając:
- Mamo mówi się mów ciszej.
- Przepraszam, masz rację, ale nie wyj już proszę.

Nadszedł ten dzień, dzisiejszy dzień, więc wczoraj przymierzyłyśmy strój: sukienkę, skrzydełka. Młoda zażyczyła sobie, o zgrozo!, pomalowania pazurków. No cóż w końcu to bal. Wypięła pierś dumnie i poleciała do chłopaków.
- Patrzcie! Fajnie?
- Ale śmierdzi to!
Ach, ci faceci ....
Jednak Młoda mając twardy charakter pozostała niewzruszona. Odgarnęła włosy tym swoim ruchem:
- Gram z wami, dobrze?
Szalona trójka roznosiła mieszkanie od śmiechu. Gormity wróciły do łask.


Dzisiejszy poranek ...Myślałam, ze chociaż dzisiaj córka zerwie się z łózka, ale gdzie tam. Bal? Poczeka. Mało tego zjadła kromkę z nutellą po czym swoją buzię wytarła w swoją bluzkę. Bluzkę przygotowaną na bal. Opadłam. Kolejny poranek na wariackich papierach. Walentynkowo wydarłam ryja. I znowu płacz ....Nie tak miało być, cholera. Nie miałam czasu, by zrobić kucyki.
Buziaków sto zniwelowało napięcie.
Zdążyliśmy...uffff.....oby reszta dnia była dobra.



Teraz ogarnę mieszkanko. Jedno i drugie.
Kupię winko. Coś na sałatkę.
Małe drobiazgi mam już dla wszystkich.
Niech mnie dobrze zapamiętają, swojego czuba, hahaha.





Życzę Wam  by ten dzień był pięknym dniem. Dajcie się ponieść :)))).










A jednak gdzieś na przekór coś ha ! :P








12 komentarzy:

  1. Ha, ha :) :) Niezłe te rysunki "na przekór". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no kurcze, teraz każdy wie, że w końcu nadejdzie ten słodki dzień :)

      Usuń
  2. Coś mi się zdaje, że i Ty i Twoja Córcia macie mocne charakterki! Codziennego wariactwa w Walentynki i Walentynkowego szaleństwa na cały rok!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z Kobietą Diabelską ;) Córa, to chyba cała mama :)?

    zagubiona

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam deżawu. Znaczy oprócz godzinnego usypiania, nasze dzieci łączy bal i to oczekiwanie : dzisiaj? już? Takkk dzisiaj! Jedziemy już, już jedziemy, a kiedy, za ile godzin, czyli już?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślałam, ze niecierpliwość jest domeną starości, ale okazuje się, że jest to również cecha dzieciństwa
      choć w sumie jak popatrzeć na te dwa okresy życia człowieka to dzieciństwo od starości nie wiele się różni :D

      Usuń
  5. Coś na przekór to ja miałem przez wiele lat. Nieważne. Walentynki, śmieszne, zabawne święto totalnie komercyjne i... nie wiem, czy potrzebne, ale na pewno dość zabawne. Czy potrzebne? Pewnie w jakimś tam stopniu tak, chociaż zdaję sobie sprawę, ilu osobom to święto tylko przeszkadza, z takich czy innych powodów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba każdy kiedyś miała albo ma na przekór z różnych przyczyn ... mój bunt też był - bo hamerykańskie,:)

      Usuń
  6. A bal się chociaż udał? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ba! Młoda mówiła, że tańczyła dopóki nie puścili takiej głupiej piosenki, ale nie doszłam co to było :)))

      Usuń