piątek, 7 lutego 2014

chipsy to gówno




Rano Młoda powitała dzień kaszlem. Aha! A jednak. Wczoraj jak przebierałam ją w przedszkolu to zastanawiałam się gdzie jestem. Kaszel dzieci wskazywał raczej na poczekalnię przychodni lekarskiej niż na przedszkole. I proszę, długo nie musiałam czekać.
Szlag trafił moje plany. Dobrze, że do ostatecznego terminu jest parę dni. A zresztą nadgorliwość jest gorsza od komunizmu. Ostateczne chwile bywają cenniejszymi. Może jeszcze coś mi się przypomni? No właśnie i luz. Zdążę.

Miałam też zająć się swoimi nogami. W końcu  położą mnie na stół, więc gdzie do ludzi z takimi piętami?
Jejku, i znowu dostanę strzał w kręgosłup. To mnie najbardziej mrozi, by nie zostać tym procentem wypadków nieszczęśliwych. A ja, po tych trzech razach, wciąż czuję, gdzie były ukłucia ...bleh. Teraz czwarty, a ja tak nie cierpię igieł! Wyrzucam z pamięci - jeszcze parę dni, nie myślę, nie, nie, nie ...

Zostawiłam Młodą samą w domu:
- Proszę, spij kochanie, zaraz będę.
- Dobrze.
i odwiozłam Starszego do szkoły.
Ochroniarz szkolny znowu sobie zażartował.  Tym razem zapytał się mnie, ile mam dzisiaj lekcji. Powiedziałam mu, że trzy, bo mam w planach wagary.
- Idzie pan ze mną?!
 Żart za żart.

Przypomniałam Starszemu o co ma się zapytać wychowawczyni.
- Ale nie zapytam się, bo zapomnę.
- Nie zapomnisz.
- Ja ....nie będę się pytał, bo nie.
Odnotowałam w głowie: opór wobec kontaktu z ciałem pedagogicznym. Dziedziczne.
Nie to nie. Rozumiem.

Wpadłam na ochroniarza, który pojawił się na korytarzu.
- O, a może pan mi pomoże? Syn zostawił czapkę i rękawice na korekcyjnej i nie za bardzo wiem gdzie się udać na poszukiwanie zgub.
- Wczoraj to było? To będzie u sprzątaczek, Proszę za mną.
Poszliśmy. W pokoju była skrzynka pełna różnych części garderoby. Czapka i rękawiczki zgubione wczoraj przez syna też były.
Podziękowałam za pomoc.

Wróciłam do domu, a Młoda zamiast smacznie chrapać w łóżeczku w sypialni to czaiła się przy pilotach w salonie.
- Co robisz?
- Śpię
Dostałam ataku śmiechu. Cwaniara, no nie mogę ....Śpię, hahahahaha.
- Młoda, pytam się jeszcze raz - co robisz?
 Cisza. Tok myślenia włączony.
- Szukałam kapci. Patrz! -  i podbiegła do mnie pokazując na stopy.
- Młoda, weź nie ściemniaj mi tu matki, tylko mów- bajkę chciałaś sobie puścić, co?
- A puścisz mi?
- No nie, masz się położyć. Potem zobaczymy.
Młoda rozpłakała się przez łzy dukając, że mama jej nie kocha.
Utuliłam, wytłumaczyłam,..
- Ale ty śpisz ze mną ...
i położyłyśmy się spać.Dobrze, że budzik nastawiłam, bo ścięło mnie szybciej niż córkę.
A potem kuchnia - moje piekło, ale obiad trzeba było zrobić.
Muza, plątanina na zmniejszenie bóli. Bo muza ma w sobie siłę. I to słońce za oknem. Wiosna idzie ...Młoda wstała i pląsała ze mną. Mam niezłą kumpelę do wygłupów.


- Dobra puszczam wam film, zostawiam telefon do grania, będę za godzinę. Jakby co Starszy lecisz do sąsiadów albo drzesz się na klatce ok?
- Okej.
Wyszłam na wywiadówkę zostawiając dzieci same w domu.
Nie miałam wyjścia.
Ale kiedyś trzeba przełamać strach. Zaufać, ze dadzą radę. Wyjść.

Na wywiadówce poruszono wiele kwestii. Jedną z nich był sklepik szkolny. Dzieci biegają do niego spóźniając się na lekcje, jedzą chipsy na potęgę, żują gumy i oblepiają się tatuażami. Niektórzy rodzice mówili, ze dzieci przychodzą do domu i wręcz żądają pieniędzy, bo inne dzieci mają, więc nie chcą się czuć jako gorsi, biedniejsi.
Zdziwiłam się. Starszy nigdy nie chciał kasy. Czasami nawet pytałam się, czy nie chce piątaka na picie. Nie chciał.

Chipsy - kurde, jak można jeść to paskudztwo? Jak można kupować to dziecku? Bo gdzieś się dziecko nauczyło to jeść. Nie mówiąc już o obrazkach z ulicy - maluch w wózku zapycha się chipsami. 
Badania mówią jedno - niezdrowe, źle wpływające na cały organizm, tuczące, i podobno obniżają inteligencję. Można poczytać na ten temat. Warto poczytać. Serce, nerki - wszystko obciążone. Nie mówiąc już o zagrożeniu otyłością. I nowotworami....


Wróciłam do domu. Dumna z syna. Wyniki -znakomicie i w normie. Znaczy się daje radę. Zachowanie super. Bardzo cichy i spokojny. Kulturalny wobec rówieśników. Przestrzega zasady, dba o własność swoją i rówieśników. No tak, pani coś musiała napisać. W każdym bądź razie syna nie ma na arenie klasy. Nie wrzeszczy, nie gada, nie piszczy.  Jak dla mnie zrównoważony facet z wycofaniem. Nie istnieje w klasie, choć istnieje dla rówieśników: w końcu często zapraszają go na urodzinkowe imprezy ...

Kultura ...ha!, a w domu bywają i takie dni ...
- Starszy to ty to zbudowałeś? - Młoda trzymając w rękach budowlę z klocków ponawia pytanie do brata.
- Noooooooodwal się.
Nooooo, kulturalna odpowiedź. Bardzo fajna taka.
- Synu!
- No bo odrabiam lekcje a ona mi przeszkadza.
- Nie ona tylko Młoda. Przeproś siostrę. Zawsze możesz powiedzieć,  proszę nie przeszkadzaj mi bo odrabiam lekcję, później pobawimy się, prawda? Przeproś siostrę.
- Przepraszam - padło, ale z niechęcią. Trudno. Niech myśli. A jak nie pomyśli to i tak do tego wrócę.

W końcu co innego obce środowisko a co innego dom. Dom daje bezpieczeństwo, więc można rogi wystawić. A tu gucio - nie można. Zresztą zawsze może być gorzej.  Ale póki co, jak do tej pory, nie było między nimi żadnych walk ręcznych. Aż dziwne ...
Ja swojego braciszka dręczyłam, oj, tłukliśmy się niesamowicie. Moja ulubiona zabawka.

- Synu, a dlaczego nie chcesz pieniędzy do szkoły? 
- Nie. A po co? 
- No do sklepiku.
- Tam gówno jest. Szkoda kasy.
Inni to inni, a on to on.Nie ma w sobie owcy.
A to do tego dobrze mówi.

Pochwaliłam syna za wyniki, za pracę. Powiedziałam, że jestem dumna. Super. Dzięki!
Nie ma co oszczędzać na dobrych słowach zwłaszcza wobec kogoś, kto na to zasługuje. Zresztą miłe słowo nieźle mobilizuje.

Początek niezły, a jak będzie dalej czas pokaże. Byle do przodu, ot co.

Teraz biorę azymut na Młodą - rysowanie, szlaczkowanie, wszystko dla wyrobienia ręki. Choć z nią to jest inna para kaloszy....Aż się uśmiechnęłam. Nie będzie tak lekko. Ale i ze mnie jest uparty osioł.


 Młoda :))))












20 komentarzy:

  1. No tak. I potem człowiek patrzy na taki wpis jak Twój, mysli sobie, że u niego czasem bywa podobnie, potem sobie myśli, że przecież jak to, że wczoraj był poniedziałek ledwie, a dzisiaj już piątek. Że czas tak szybko leci na tych działaniach takich codziennych. Cholera, chyba też pójdę na wagary. Dla bezpieczeństwa, jutro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami warto zawagarować, a w sobotę to mus :)

      Usuń
  2. Jak to dobrze, że syn nie chce kasy. Jak moją córcię zapytam, czy chce, to nigdy nie odmawia. Fakt, że kiedyś też nie chciała, ale teraz... Masakra. Każda ilość się przyda, bo kosmetyki takie drogie. ;) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, w końcu kobieta :)

      A Starszy jeszcze do kasy dojrzeje, i zapłacze za tym, kiedy nie chciał :)

      Chyba, że na skąpca wyrośnie-hm...drugie zagrożenie :)

      Usuń
  3. No chipsy to gówno to się wie i dobrze że on to wie! Mądre dzieci masz i zdolne i takie... kochane, bo dbają o Twoją adrenalinę - nie nudzisz się!

    OdpowiedzUsuń
  4. wiesz ...
    fajne masz te dzieciaki :*
    no ale to ponoć geny ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzisz czasami trzeba dzieciom zaufac i je same zostawić....
    M ój póki co też nie chce kasy. je to co mu daję :)
    Zz mamą te dzieciaki takie.. wygadane i fajne :d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostawiam, ale to był rekord - ponad godzina:)

      oj tam,z mamą, po ciotce wujka babci dziadka :)

      Usuń
    2. hahahahahha jasne :P
      w mamę sie wrodziły gaduły małe :D

      ja też zostawiam.. no ale na więcej niż godzinę nie

      Usuń
    3. a widzisz a moja pamięć jest idealna, idealnie krótka znaczy się - zostawiałam dzieciaki same jak leciałam na rehabilitację - spały spokojnie, bo miałam na rano i zostawiałam je , a w kuchni czekało na nich mleko w talerzach i płatki obok, na wszelki wypadek :)

      Usuń
  6. Hehehe, a ja lubię czipsy. Są pyszne. :)
    Gratuluję synusia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystko jest dla ludzi, chipsy też, wszystko zależy ile się tego zjada. Ja też czasami schrupię trochę, najlepiej smakują do piwa, a że piwkuję rzadko, to i rzadko sięgam po chipsy, nawet rzadziej niż po piwo. Ale przyznaję, ze czasem się skuszę. Niestety niektórzy tylko tak się odżywiają: chipsy, batoniki i zupki chińskie. Patrzę na to z przerażeniem. I co tu się dziwić, że tyle chorób i nowotworów. A dzieci żywione tym świństwem od najmłodszych lat będą chorować wcześniej, niż się to komukolwiek wydaje. W sklepikach szkolnych tego "dobra" nie brakuje!
    Toteż moje dzieci dostawały do szkoły kanapki i owoce, a nie pieniądze.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że wszystko jest dla ludzi.. Ale wpychanie codziennie dziecku tego to "lekka" przesada.
      Ja też się skuszę. I na orzeszki. Do piwka- idealnie.
      Kiedyś na wyjeździe wakacyjnym widzieliśmy jak matka karmiła zupką chińską swojego dzieciaka, ok 2-letniego. Niedaleko były knajpy i restaurację z tzw. domowym jedzeniem. Ale widocznie wolała wydać zeta niż piątaka. O ile zdrowie dziecka można przełożyć na kasę.

      Wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Syn jest boski! :D Jakbym miała 20 lat mniej, to byłby moim klasowym chłopakiem ;)

    OdpowiedzUsuń