wtorek, 25 lutego 2014

Pierwszy dzień na wygnaniu...

Przetrwałam. Przeżyłam. Będzie dobrze. Bo macie moc. Dzięki za ciepłe słowa. Modlitwy * i wsparcie.

Ale po kolei ....




W poniedziałek zgłosiłam się na Izbę Przyjęć. Było gęsto od ludzi. Czekaliśmy nie wiadomo na co. Pani siedząca za okienkiem popijając kawę klepała coś na klawiaturze. Nikogo nie przyjmowała.
W końcu zgłupiałam i zapytałam się kolesia stojącego obok, czy też czeka na przyjęcie na oddział.
- Tak jak tu wszyscy,,,
- To dlaczego nikt nie przyjmuje?
Pytanie pozostało bez odpowiedzi. Stanęłam jak baran w tym stadzie i czekałam na swoją kolei. Pani zaczęła przyjmować, ale szło to jak krewa z nosa. Miałam ochotę wpaść tam, za okienko i odgryźć jej szyję. Noż kurde, jak nie klepała jednym palcem to myliła się, to wpadała w zagubienie do osłabienia mojego.
Głód tylko zaostrzał moje zmysły. Zbliżałam się do granicy szaleństwa...
- Ale ja, ja nie mam skierowania - doleciał do mnie głos starszej kobiety. Dygotała cała - to ja zostawię bagaż, zaraz mam autobus, skierowanie na pewno leży w kuchni, na stole, przyjadę, mogę tu zostawić swoje rzeczy?
Pani uspokoiła kobietę, że nic się nie stało, że zostanie przyjęta i niech spokojnie jedzie po zapomniany dokument. Starsza kobiecina wyrwała jak na miotle. Miała szczęście, że mieszkała w tym mieście.

Znowu zapadła  nuda, a ja zapadłam się w sobie..



Po półtorej godzinie stanęłam przy okienku podając skierowanie na oddział oraz swoje dane. Dostałam bransoletkę. Bransoletkę trupa. Na przegubie zawisły moje dane. Oto moja przepustka na spektakl.

Pielęgniarz pomógł mi. Zabrał moje kule oraz wodę  i poprowadził do przebieralni. Wskoczyłam w piżamkę i  wjechaliśmy windą na oddział.
- Rozumiem, że wybór koloru piżamki nie był przypadkowy? - zapytał z  uśmiechem pielęgniarz.
- Oczywiście, że nie. Pięknie pasuje do kul, prawda?
Odprowadził mnie do sekretariatu, gdzie przeszłam kolejne starcie z pytaniami. No niestety moja sytuacja nie jest taka prosta i jasna. No ale jaka mogłaby być skoro jest moja?

W końcu dostałam łóżeczko w sali trzyosobowej. Pokój miał swój prysznic i toaletę. Tyle dobrego.
Zaczęło się małe szaleństwo: badanie krwi, ciśnienia, wywiady, ekg, i rtg kolana. W między czasie rozmawiałam z pacjentką z sali. Była szczęśliwa, bo czekała na wypis.A ja byłam szczęśliwa bo wyszło na to, że będę sama na sali.
- Jejku jak ja sobie dam radę tak poruszać się o kulach...
- Pierwszy raz czeka panią ta przyjemność?
- Tak, i nie wiem jak to wytrzymam.
- Normalnie w pionie - odpowiedziałam z uśmiechem - ale niech pani pomyśli jak życie się zmieni. Nie trzeba stołka brać, by poprawić firankę, do kontaktu pani sięgnie z wersalki, bo kule mają moc.
Rozwijałam swoją gadkę opartą na doświadczeniu sprzed roku. I sprzed  dwóch lat. Pacjentka dostawała ataku śmiechu.
- I mąż , jak wkurzy to nie ucieknie przed ciosem, bo kulą można dosięgnąć mężowskiego tyłka -hahahaha, - ale gorzej z wniesieniem sobie kawy do pokoju z kuchni, choć można opanować sztukę skakania z filiżanką w ręku. Oto nowa dyscyplina na paraolimpiadę - skok z kawą.
Zaczęłyśmy się zarzucać pomysłami. Kreatywność pani w tym zakresie była niesamowita. Razem śmiałyśmy się jak opętane. W końcu to najlepszy środek na stres. Ją, jak i mnie, czekało parę tygodni poruszania się o kulach na jednaj nodze.
- A wie pani ja już myślałam, że taka tacka uwieszona do szyi przydałaby się na tą kawę i wyżerkę przed tv, 
- Ale trzeba by było umieścić masażer piersi, nagroda za trud niesienia.
- Aahahahahahahaha - pani już wyła. A ja wraz z nią.-- Tylko to trzeba rozrysować, plan zrobić.
-  Po przyjściu rozkłada pani papiery, linijki i ołówki i rysuje. Mąż pyta zdziwiony? A ty co? - A ja nic - bo w życiu plan trzeba mieć. I powstaje tacki model. Czasami trzeba być architektem swojego życia.

Wniesiono obiad. Jednak i dla mnie, wbrew wcześniejszej zapowiedzi, że nie dostanę nic, znalazł się talerz "wodzianki". Od rana nic nie jadłam. Miał to być jedyny mój posiłek w tym dniu.
- Ok, głód zaleję wodą.
- Ale tylko do 22.00 godziny - ostrzegła mnie pielęgniarka mówiąc, że jutro też nic nie dostanę, bo mam zabieg planowany w godzinach 11.00-12.00.
Mój żołądek wyraził sprzeciw głośnym burczeniem - czyżby czekał mnie posiłek dopiero w środowy poranek? Tłuszcz zafalował mówiąc coś o swoim morderstwie.

Po obiedzie pacjentka wyszła do domu, a ja wyszłam na badania. Kiedy wróciłam zastałam zwinięty kłębek w piżamie pasiastej siedzący na krześle koło mego łóżka. Zdziwiona powiedziałam dzień dobry.
- Dzień dobry - i tu zostałam zalana słowami - wie pani, ja dzisiaj szłam na dworzec po kartę seniora, bo mam rodzinę dwie godziny jazdy pociągiem, jedyną siostrę mam i szłam i wszyscy szli na skróty a ja chodnikiem i nie wiem co się stało, ale tam remonty robią, nie ostrzegli i ja poleciałam, bark wybiłam, jacyś młodzi ludzie mi pomogli, chciałam taksówką jechać , a oni, że szpital tutaj niedaleko, mój bark, wie pani dzisiaj zaczęłam go rehabilitować, i co ja sobie narobiłam? co ja sobie narobiłam, mój wyjazd, o Boże, Boże, a ja, wie pani, jestem osobą samotną, no miałam takiego partnera, ale on był zazdrosny, żyć nie dawał, po pracy czekał pod moja pracą i do domu zabierał, ja leczyłam depresję przez niego i teraz taka sama jestem,bo miałam uraz do facetów i nikt nic nie może mi przynieść....

Pięć minut wystarczyło na poznanie życiorysu tej kobiety. Zalała mnie słowami.  Współczułam jej mówiąc, że będzie dobrze.

Zasnęłam na chwilę. Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam ....wyleniałe łono pod morzem nasycenia organicznego.O raju, tak dostać po oczach podstarzałą cipą. Aż podskoczyłam nie wiedząc, co się dzieje.

Pacjentka była zabierana na zabieg. Podałam jej kawałek ręcznika papierowego, gdzie schowała sztuczne szczęki. Moje oczy podziwiały popękaną wykładzinę szpitalnej sali.

Ona pojechała, a ja próbowałam otrząsnąć się z tego widoku.

Nagle weszła pielęgniarka dając mi tabletkę.
- To czopek, proszę włożyć do tyłka, ale bez opakowania.
Zaintrygowana zapytałam się czy mieli takie wypadki. Odpowiedziała, że tak, i mało tego - niektórzy je łykali. Fantastycznie.

Sms: " Dziękuję ci kochanie za anal, czopek wszedł błyskawicznie. Aż się ze szczęścia posrałam.
Sms - Głupek

Ledwo wyszłam z toalety, gdy znowu przyszła piguła zabierając mnie na rozmowę z anestezjologiem. Zajebiście. Praca mózgu połączona z pracą mięśni. Istny sadyzm normalnie. Nie mogła przed czopkiem być ta rozmowa?
- Denerwuje się pani?
- Nie, dali mi czopek i ja już nie mogę. Przepraszam.
Wyleciałam. Fajnie mieć dwie nogi sprawne. Naprawdę. O ile mogę mówić o sprawności drugiej, ale chodziłam i to było piękne uczucie. Chciałam się tym napawać wiedząc, że od jutra czeka mnie przeorganizowanie życia.

Pacjentka wróciła z zabiegu. Nastawili jej bark. Ona spała, a ja korzystając z ciszy  czytałam. Jeffrey Eugenides uwiódł mnie Middleseks'em, więc z chęcią sięgnęłam po Intrygę małżeńską.

Pacjentka obudziła się i zaczęło się.
- Oni mi nie nastawili barku, lekarz podszedł i dwa razy puknął mnie w ramię.....
Potok słów. Przemówienie na miarę Gomułki, normalnie. Aż mnie się lewy kącik ust podniósł z wkurwienia.
- Proszę pani proszę zapytać się pielęgniarki, zażądać lekarza. Gdyby nie mieli pani nastawiać barku to po co pani dawaliby znieczulenie? A znieczulenie spowodowało, że pani nie poczuła bólu tylko puknięcie. Rozumie pani?!

Ta rozmowa pochłonęła mnie. Nie miałam szans na ucieczkę. Bo i gdzie? I nie chciałam być nie miała. Niepewność, samotność i starość potrzebowały nieustannych zapewnień, że jest w porządku. Zresztą nagłe wylądowanie w szpitalu to jednak szokujące wydarzenie. Wydarzenie, które potrzebuje słów na opanowanie tego, co wokół się stało i dzieje.

- I po co ja tamtędy szłam? Mogłam z nim, ze studentami iść po trawie, na skróty a nie chodnikiem, wie pani, no kto by pomyślał...
- No widzi pani, może czasami warto chodzić na skróty?
- Może ...A ja miałam jechać do Niemiec, zarobić sobie na piecyk i wakacje. A teraz co?  Musze zadzwonić, odmówić.
- Niech pani poczeka z tym na opinie lekarza, może nie jest tak źle?
- Może? 
W trakcie rozmowy stwierdziłam, że może lepiej mieć zwichnięty bark niż trafić na opiekę nad jakąś zramolałą Niemrę, która marudząc robi na złość czepiając się o wszystko. Pani popatrzyła na to z tej strony stwierdzając, że może. I uśmiechnęła się. Przestała gadać. Wrzuciłam kasę do tv i obejrzałyśmy skoki.
Huuuuraaaa! Chłopaki mają czwarte miejsce, choć mogło być lepiej, ale....brawo!

Sen .....jutro zabieg ....radość, że w końcu może skończy się moja historia sprzed roku zagasiła lęk przed znieczuleniem i operacją.. Niech to w końcu mam za sobą. Niech w końcu dowiem się co z moim kolanem. Niech w końcu odzyskam swoja sprawność.... chrrrrrrrr

Nastał wtorek .....cdn :P


30 komentarzy:

  1. Weź ty kobieto uprzedź na początku, że to nie jest wpis dla właśnie zszytych na brzuchu, nie wiem wyrostek, cesarka czy co tam, bo ich drugi raz będą zszywać :DDDD
    HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA :) Rozpieprzyłas mnie tymi tekstami w drobny mak :D
    (dobrze, że ja nie po analu, jak mi kiedyś lewatywę zrobili ;) babka pyta: no i jak? - co jak? no strach puścić bąka i tyle ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha, lewatywka ma większą moc - może to było jedyne pozytywne odkrycie w czasie stosowania tortur? :):P

      cieszę się, że Cię rozpieprzyłam :) :P hahahaha
      oohahahaha

      Usuń
  2. Jesteś zdrowo kopnięta, wiesz? Co nie zmienia fakty, że Ciebie uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i nie wiem co podpowiedzieć :P, no Diabełku :P - dzięki wielkie :)))

      Usuń
  3. Przyłączam się do komentarzy. Zdrowo porąbana jesteś, ale jak Ciebie nie uwielbiać, jak można tylko uwielbiać?!!!
    Czekam na ciąg dalszy z niecierpliwością. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahahaha zmówiłyście się czy co? terapia słowem ?! :P

      Aniu, to na dalszy ciąg proszę o odrobinę cierpliwości :)

      Usuń
  4. Ja również się zgadzam, ze jesteś nieźle stuknięta, ale wiesz co? Przydałabyś mi się, bo wszystko by się chyba jakieś łatwiejsze wydawało i humor byś poprawiała :) Cieszę się, że wracasz do siebie i czekam na wieści o kolanie.


    zagubiona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha, stuknięta w kolano i to nieźle, bo historia wciąż trwa :P

      Na razie powiem Ci, że jest lepiej niż rok temu :)

      Usuń
    2. To super, oby tak dalej :) Zdrówka życzę :)

      zagubiona

      Usuń
    3. dzięki :))))

      i dzięki za doping od początku :)

      Usuń
  5. Wiesz co? Już byś przestała latać po tych szpitalach. ;) Nie wyczerpałaś już jakiegoś limitu? A obłaskawienia gadającej pani gratuluję. Trzym się i zdrowiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co? A Ty limit sms wyczerpałaś ?! :PPPPPP
      (żartuję !!!:DDDDDD)
      Szpitale są czaderskie - kuracja odchudzająca i śmiechem :)
      Pani ....jeszcze będzie bohaterką następnej notki :)

      Usuń
    2. Jeszcze trochę i limit neta też wyczerpię.
      Jak wszystko ogarnę, to się poprawię.
      Na Panią czekam z utęsknieniem. :)

      Usuń
    3. To weź się ogarnij, no kurde .......:)

      Usuń
  6. Już środa, gdzie ten ciąg dalszy?
    Ściskam Cię Ziuta :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, AŁA!!! nie tak mocno! :):P Ale masz power'a! :D
      Jutro będzie, bo czwartek ;)

      Usuń
  7. Niby wizyta w szpitalu, a ja się kurcze pouśmiechałem ;). Zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  8. hahahahahahahaha

    Arte, Arte....

    nie mogę się pozbierać. :D
    Dzięki Kobieto :*

    Iw sumie to zdrówka :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie, że już wróciłaś :D :D Witamy w naszych skromnych, blogowych progach :D hehe
    Widzę, że dużo się działo przez ten czas, ale mimo wszystko humor Cię nie opuszczał ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o jak miło - witaj, witaj :DDDD
      hahahah, nie, jakieś wadliwe geny mam, cholera :)

      Usuń
  10. Jesteś wariatką! :D

    Brakowało mi tego ...:D

    OdpowiedzUsuń
  11. Niby smutna sprawa z tym szpitalem i Twoim zdrowiem, ale Potrafisz obśmiać temat fantastycznie:) Super wpis:) Dużo zdrowia:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak to cudnie, że humor Cię nie opuszcza :-) :-) A klimaty szpitalne... Jedzenie chyba bardzo życie uprzykrza ;-) Czasem bardziej, niż ból pooperacyjny.
    Pozdrawiam! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zagłodzili mnie!Dobrze, że byłam przygotowana ii przed czasem obrosłam w tłuszczyk! :D:P
      no ten humor, to błąd genetyczny - :P
      Pozdro )

      Usuń