niedziela, 2 lutego 2014

Niedzielne słowo



- Gdzie jesteś? - krzyknął mąż  szukając mnie po "salonach" naszych.
- Tato, mama siedzi w kibelku, pewnie sudoku rozwiązuje.
Ca za kabel! Już ja go dorwę!!!
 - Nie ma mnie - ryknęłam ze świętego miejsca. Cieszę się, że mogę drzwi zamykać od wc. A nie jak rok temu ...(klik, link)


Ale i tak nie dadzą spokoju. Zagubieni szukają zagubieni ostoi swej. Drzwi to za słaba barykada.
Syn stanął pod kiblem, i drąży.
- Mamo? A ty rozwiązujesz sudoku prawda? 
- A co mam tu robić? Wąchać? 
Wykorzystuję stan koncentracji i w spokoju mierzę się z liczbami. Poziom eksperta, wciąż jeden błąd, grrrr.. Opętało mnie. Głowa musi pracować - musi. Czas odjechać od kompa. Nie mówiąc o książkach zakupionych. Znowu robi się mega kolejka. A i Wiedźmin przebiera nogami - No weź Arte, przeczytaj mnie jeszcze raz ....Choć tam bezkarnie pozabijam demony.
Zima czytaniu sprzyja. Słowa niczym wino rozgrzewają zmrożoną wyobraźnię.
Ostatnio to i nawet mama zabrała mi z półek parę książek. Ale kolejka oczekujących na mnie tomów nie zmniejszyła się

Naprawdę czasami można oszaleć z rodziną na karku. Zagną na mnie parol i koniec. Nic tylko mama i mama. Włącznie z mężulem. Czasami zaczyna mnie to nudzić ...Patrzę na Nową Zelandię, na Islandię, na rozdroża Indii, a może by tak Mongolia? - globus zakręcony ponownie zaskrzypiał.
Hm, może tak uciec? Z aparatem. Bez kasy. Ludzie są dobrzy. Wyżywią. To by było coś. Jakby nie miało się nic. Choć nie mając nic to to nie byłaby sztuka. Bo sztuką jest zostawić wszystko i odejść. Czasami kiepską sztuką. Czasami niezłą.
W głowie płaty mózgowe zafalowały...czas odpływu nadszedł. I przypływu też. Tylko ta cholerna miłość ... Cholera, co mi się w głowie pierdzieli ...to przez ta nudę, stagnację, ten sam schemat dnia.

 - Maaamoooo....
Mamo i mamo.
- A taty nie ma?
- No jest...
- To poproś tatę....

I tu już różnie bywa, bo Starszy owszem poprosi ojca swego, ale Młoda wciąż ma nacisk na mnie.
- Nie lubię taty, bo kłuje ....- odpowiada z uśmieszkiem.
A ja wolę go zarośniętego, przynajmniej tego ryjka nie widać.

A ryjek spokoju też mi nie daje. Opętało go. Niech no np. zacznę myć podłogę. No nie może facet się oprzeć. I żebym chociaż sexi była. Ale gdzie tam, z kobiecości mam tylko imię...
- Dzieciaki, chcecie zagrać na telefonach?
 -TAAAAAK !!! - i dzieci już nie ma - nie widać, nie słychać.




Niech żyje technika!
Mąż to ma jednak dobre serce. I chytry plan.
Pozwala dzieciom grać, by zadbać o żonę.
Wagina jest jak dusza, wymaga pielęgnacji, by nie zarosnąć chwastem jakimś.
Taka miła przerwa w ciągu dnia.
Przecież samą kawą człowiek nie żyje.

Jak zamiera dotyk, tak i zamierają słowa. W ciszy można łatwiej odejść. Cisza staje się wytłumaczeniem na wszystko, w ciszy rodzą się karaluchy wzajemnych oskarżeń. Cisza nie jest polem walki.
Potem jak ludzie stają po dwóch stronach mostu  rodzi się jest wrzask. Za duża odległość dość często zniekształca słowa. Tragedia gotowa, bo zrodzona z przepisu nie zrozumienia. Dlatego może warto zrobić pierwszy krok.
Albo bez słowa odejść.

A mężulo lata za mną. Pielęgnuje.
- No weź daj buziaka....nie bądź taka ...
- Cholera, stary, weź, zimną suką chcę być....
No nie da. Przytuli. Roztopi.

A może to już kryzys wieku? Czy może jednak wciąż love? Albo przed szpitalne wzmocnienie.
Nie ważne - rozczula mnie. Bo tego właśnie mi teraz jest potrzeba. Mega przytulenia. Schowania w ramionach przed strachem. Choć tak bardzo chcę twardzielkę grać.
A strach zbliża się. Po cichu. W kapciach z Krupówek. Szuru, buru....

Więc póki jestem -trzeba wykorzystać dany nam czas.
I dobrą formę ugięć w kolanach.
Póki mogę...
Ostatnio zresztą ucieszyłam się ze swojego podeszłego wieku. Przy obiedzie rodzinnym dyskutowaliśmy o polityce prorodzinnym w naszym kraju. Kiedy doszliśmy do odpisu podatków za dzieci to mężulo stwierdził nieoczekiwanie:
- Hm, właściwie to mógłbym mieć czwórkę dzieci....
Tak jakoś na mnie popatrzył.Tak jakoś mi rosół stanął w gardle.
- Ktoś się napije wina? - zapytałam retorycznie, bo nie czekając na odpowiedź poszłam po butelkę do kuchni.

- No zrób urodziny w sobotę - zwróciłam się do mamy, by zmienić temat - Daj nam się napić, bo w niedzielę nie wypijemy.
- Nie wiadomo czy już wyjdziesz...
- Żartujesz? Weź. Myślisz, że ile tam będę, co?
- Nie wiadomo, może ponad tydzień, A jeśli wyjdziesz to będziesz zaraz po szpitalu...
- No i co?

Zaczyna się ....

Niedługo idę do szpitala. Odpocznę. Będzie reset. Wszystkiego.
Białe ściany, biała karta.

Trzeba zawsze szukać pozytywnych stron, prawda?
Choćby się w gównie było to należy cieszyć się, że pada, na choćby mały skrawek skóry, promyczek słońca. Znaleźć go i wystawić twarz. A dupę można wystawić przeznaczeniu, niech pocałuje w zadek, aczkolwiek zawsze trzeba pamiętać o ryzyku zerżnięcia, mówiąc kolokwialnie.

Mam dwa pocieszenia - tym razem to nie będzie "nasza umieralnia", no i  będzie toaleta w pokoju. Nie będę chodzić po korytarzu z "kijkiem z rurką". Nie mówiąc już o stanie toalet. Czy to tak trudno wodę spuści?!
O toaletach pięknie opowiada Albert G.




Nie znoszę szpitali. tego zapachu. Klimatu, który zamienia człowieka w roślinkę. No taka nie moc mnie ogarnia. Sparaliżowanie.

Od roku jestem w zawieszeniu. Dziwne uczucie nierealności. No siedzi to we mnie niesamowicie.
Wypadek, zabieg, rehabilitacja, mały powrót do rzeczywistości i bum! - nie da się - powtórka z rozrywki.
Znowu zabieg. Zanudzam. Wiem. Rodzina też ma dość tej historii. To wszystko jest jak zła baśń. Czuje jakbym utknęła gdzieś pomiędzy. Zawisłam nad stawem. Wisielec.
Ale to boli, bo zamiast, jak kiedyś, pędzić na łyżwach  ciągnąć dzieci na sankach, co ja mówię - zamiast stawiać ich na łyżwach to ja stoję jak sierot, jak kaleka jakaś. Nie pojadę, nie pobiegnę. Znaczy się pobiegnę, na moment. A potem zwijka. A to tylko staw.
Jeden staw, w którym utopiło się życie me.
A kiedyś było tak ....



 I tak co zimę :))))


ale szaleństwo, co?! :P


Tarzanie się w śniegu czy zjazd na mamie to normalka :)))






 Zjazd na stojąco, na tzw. jabłuszku - Młoda, patrz i ucz się :)))




Nie mówiąc już o nartach.

Chcę biegać.

 Nie chcę hodować zadka!

Ale jak to się skończy to sobie pobiegam.

Pobiegam po urzędzie pracy, po zakładach, po ulicach.

Za pracą, zdrowiem i szczęściem.

Znajomi wierzą, że dam radę.
I ja im wierzę.
 Bo to jest jedyna ma wiara.
Wiara w siebie.
Wiara przegania strach.
A jeśli nawet polegnę to z uśmiechem.

Wiecie co by powiedziało moje ja parę lat temu?

- Pierdol to wszystko. Zapal fajkę i spójrz w gwiazdy. Tam to dopiero jest kosmos.











jak było rok temu? zapraszam - wtedy to miałam jeszcze poczucie humoru i sama brechtam się z siebie - polecam:))):

http://arte1973.blogspot.com/2013/01/dzisiaj-nie-miaam-ochoty-wstawac.html

http://arte1973.blogspot.com/2013/01/nie-doscpizamka-spakowana.html

http://arte1973.blogspot.com/2013/01/byam-w-szpitalu.html

http://arte1973.blogspot.com/2013/01/szpital-niech-pozostanie-wspomnieniem.html

http://arte1973.blogspot.com/2013/01/sciagnelam-sobie-plaster.html

http://arte1973.blogspot.com/2013/01/noc.html


a w sumie to wciąż to samo jest :)

http://arte1973.blogspot.com/2013/04/sniadanko.html#links









W konkursie Blog Roku 2013, póki co, doczłapałam się na 168 miejsce 
(o ile matematycznie nie potknęłam się :P, i wciąż spadam, hahahaha w dół)
- dzięki za głosy, to miłe zaskoczenie, naprawdę,
a przede wszystkim dzieki za to, ze jesteście - to dodaje skrzydeł , pozdro :))))))





15 komentarzy:

  1. Nie no jeśli WC to niemal zawsze z małym brzdącem :P Kąpanie, sranie i masa innych rzeczy... Tata? Jaki tata? Tata mało zabawny jak się denerwuje a mama to poemat przecież....
    A w szpitalu to raczej nie odpoczniesz, a zatęsknisz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tęsknotę owinę snem - by obudzić się w dniu wyjścia :)
      nie cierpię szpitali...

      Usuń
  2. Oj, bo czasem to rzeczywiście aż się chce spojrzeć w niebo i mieć to wszystko w d...pie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, ja tak często spoglądam, by nie oszaleć :)


      Usuń
  3. Też bym chciała mieć wszystko w d... Dasz radę dziecino. 17 tak? Będę trzymać kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak,
      ale stół będzie później ...o jeden dzień?

      Usuń
  4. powodzenia, trzymam kciuki aby było dobrze :) dużo słońca życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też w Ciebie wierzę. Będzie dobrze. Zdrowiej szybko i wracaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)

      Pomacham jak będę szła, prosząc o ciepła myśl :)

      Usuń
  6. - Mamooo! Gdzie jest kubek?
    - Mamo! Gdzie jest moja bluzka?
    - Mamo! Gdzie jest szczotka?
    - Mamo! Gdzie jest mój plecak?

    - Tatooo! Gdzie jest MAMA???

    To taki skrót tego, co się dzieje w domu i zapotrzebowania na mamę i tatę;)
    Zdrowia życzę i odpoczynku! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo matki to czaderskie są i nie zastapione :P
      Jezu jak ja z tym walczę to słów brak. Nie mówiąc o samym ojcu, który pyta się - a co to? mnie nie ma? Rodzina czyni z facetów niewidzialnych, hahahahahaha

      Dziękuję- przyda się za naście dni :)

      Usuń
    2. Matki to tacy SuperBohaterowie :) Tylko latać nie potrafią (jeszcze, bo nie wiadomo co to ewolucja z matką zrobi;)).
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Artuś Kochana.. zdrówka, trzymaj się będzie dobrze.. i daj czasami znak..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak umrę to i nawet z zaświatów dam znak - na pewnej stronce nabazgrzę coś :P :DDDD

      A seryjnie - jak będę szła -pomacham łapka prosząc o wsparcie, a ja wrócę -przywitam się :-

      dzięki :)))))

      Usuń