środa, 5 lutego 2014

jeden dzień, zwykły dzień



Siła magii leży w słowach i czynach, znaczy się w rękach, co czynią. Bo jeden mały cudowny gest zamienia klimat swojski w coś niezwykłego.
Słowa bez czynów są tylko słowami. A czyny bez słów? Czynami mniej doskonałymi. Bo uszy lubią pieszczotę.

Poszłam zatem  kupić coś fajnego mężulkowi. Nie, nie jogurt z cukierkami. Ale pierdołkę - niech cieszy serce. Bo czy musi być jakaś okazja? Nie musi ...

Zresztą gotować nie umiem, więc muszę chodzić innymi drogami niż przełyk.

Ha, zawsze można  na swym tyłku napisać :kocham cię- to dopiero jest dla faceta odkrycie. Albo na stopie narysować małe serduszko. Albo karteczkę włożyć do kieszeni kurtki.

Czarować trzeba, oj trzeba.

A poza tym miłość jest jak szczenię - lubi figle i pieszczoty.

Czary mary...czary mary...

Na magię długo nie czekałam, bo magia pojawia się na wielu płaszczyznach.

Syn zaczarował. Abrakadabra- wracam do domu w kapturze. Innymi słowy zgubił czapkę i rękawiczki. Nie ma. Zostały gdzieś w szatni. Poleciał. Zamknięta. Nie chciało mi się szukać nauczycielki. Wyszliśmy ze szkoły. Jutro zapytam się. Sorki - syn będzie się pytał w moim towarzystwie o swoją zgubę.
- Ale mi przypomnisz?
-A dlaczego? Masz pamiętać.
Pewnie i tak będę musiała mu przypomnieć.

- Wymyślę ci karę. Abyś zapamiętał, że masz pamiętać o swoich rzeczach.
- Klaps?
- Klaps? Daj mi spokój. To nie kara to bicie. Już ja coś wymyślę.

Weszłam do pokoju.Syn pakował tornister na jutro, wiec strzeliłam go leciutko w tyłek mówiąc:
- Chodź na obiad.
- To była kara! 
- Co?
- To był klaps.
- Jezu, co tobie dzisiaj...
- Wiem daj mi 50 klapsów.
- Żebym się spociła? Mnie litość ...Co ty masz z tym klapsem?
- Wole klapsa niż obdarcie ze skóry.
- Co?
-To jest lżejsza kara.

Łyknęłam kawę, by ogarnąć tą przestrzeń. Co on mówi? Siadłam. Poprawiłam niesforne włosy. Właża mi do oczów, tańczą na głowie, żyją własnym życiem. Nie do wiary, że rok temu miałam boki wygolone do skóry. A teraz? Jeszcze trochę i może coś będzie. Albo się wkurzę i znowu się wygolę.Hm...
Syn wszedł do kuchni i usiadł przy stole.
Rozmowa zeszła na kary. No właśnie, kiedy syn dostał karę? Starszy nie pamięta kiedy i czy ogóle był karany. Ja też nie. Hm ...nieważne. A nie -kiedyś odsyłałam go do łóżka na dwuminutowe rozmyślania o życiu. Ale kiedy to było ...

Dzisiaj rano zastosowałam tylko szantaż. Starszy znowu chciał zjeść mleko z płatkami.
- Jak zjesz te dwie kromki to będziesz grał, a jak nie zjesz nie będziesz grał. 
 - Dobra! - odparł ucieszony i przez 20 minut męczył te kromki. Ale zjadł.
A potem był poranny bieg - toaleta, ubranie się. Bo Młoda to w ogóle nie chciała wstać. Zimno, spać, zimno. W końcu jak wstała to też chciała jeść. Boże, ratuj mnie.
Moja mantra - luz, nie wkurwiaj się, luz, spokojnie. Mówiłam do siebie jak do wściekłego psa, by nie powiedzieć suki. I nie wydarłam się. Rzekłam mocniejszym tonem - A teraz ruchy, bo spóźnimy się!!!!

Wsiedliśmy do auta. Szyby białe. Trzeba skrobać. Chyba umrę.
Otworzyłam drzwi złomu, a moja skrobaczka leżała na ziemi. Co ona tam robiła? Ile tam leżała? Nie wiem. Czary? Na pewno nie wypadła jak wsiadałam. Czasami sama siebie osłabiam, ale co tam, trudno.Szybko wzięłam się za szyby - ufff, nie przymarzło, ale łapki mi zmarzły.

- Ty jesteś ponura a ja ciekawy świata. - wyparował syn.
- Ze co? Co ty mówisz? Jak?
"Trójka, czwórka 70-tka, fuck, co za pacan wyjechał. Wyjechałeś dziadu to dawaj gazu!- ja pier....."
- Że co ty powiedziałeś? -wróciłam do rozmowy z synem.
- No bo ty nie chcesz szukać złotych jaj
- Złotych jaj? O Jezu, synu, weź, prowadzę... - no będzie mi o grze nawijał jak tu muszę uważać na swoją blachę.
No dupa jasna, kolejny pacan- najpierw stanął nieoczekiwanie w miejscu, a później włączył kierunkowskaz.
Wyhamowałam, bo nie trzymam się tyłka. Albo głupek albo liczył na stłuczkę. Grrrr.....Dupek!

Dzień robi się coraz dłuższy.Zauważyłam to dzisiaj jadąc na trening. No moje postrzeganie świata jest trochę takie.....takie ....takie artrowskie. Dociera, ale z mega opóźnieniem.
Młoda z nami wybrała się i to sama z siebie. Przedtem nie chciała jeździć, bo było ciemno.
Ledwo ruszyłam z parkingu córka rozpłakała się tak jakby krokodyl odgryzł jej rękę.
- Co się stało? - zatrzymałam auto. Tylko spokojnie, tylko spokojnie, oddychaj, to twoje kochane dziecię...
- Moooojaaaa  laaaalkaaaa.......ja chcęeeeeee lalkęęęęę.
Zagryzłam zęby. Nie powiedziałam nic poza- Nie płacz. Pójdę. Poszłam do domu.
- Dziękuję mamo.
- Proszę, dla ciebie wszystko.
Pojechaliśmy. Syn wleciał na salę, a my poszłyśmy do parku i odwiedziliśmy bibliotekę. Piotruś Pan, Mikołajek i Kubuś Puchatek wleciały nam do plecaka.

- Mamo, mamo tam jeszcze jest lód. Zrobię sałatkę z lodu.


- Mamo a co to znaczy szwankować? - zapytał się Starszy.
- Szwankować? To znaczy, że coś się psuje, działa tak jak nie trzeba, jest po psute. A co?
- Mamo ty szwankujesz! - odparł syn i zaśmiał się.
No śmieszne, dziękuję.
Nie ma to jak strzał znikąd.

Nie odgryzłam głowy, bo przyszła paczka. Wypakowałam. Każda sztuka złowiona za 9,90 zł.
Jak przepadnę to wiadomo gdzie. Zaczęłam wertować,wąchać...wpadłam na całego,


a z tej przepaści wyrwał mnie krzyk.
- Mamo pająk!!!
- Nie dam się nabrać!
- No ale jest tam, patrz.
Wstałam. Weszłam do pokoju. Był w rogu. Wielki wstrętny obrzydliwy. Ale się wypasł.
- Zabiję go - powiedziałam dzielnie. Hm tylko czym? Kapciem nie tknę, bo spadnie na mnie, na gardło się rzuci...
- Nie wolno zabijać - odparł syn.
Zawarczałam.
- Nie wolno, ale chcesz by wszedł ci pod kołdrę?
Tralalalala....
- Mamo zabij go!
- Szybko zmieniasz zdanie. Wciągnę go odkurzaczem. Ha!
Dzieci dostały ataku śmiechu. Sadyściątka. Po matce. Ale żaden pająk nie będzie mnie w nocy żarł. Bo pająki mnie gryzą.
Jeden problem znikł, to pojawił się drugi.
Jutro jest wywiadówka. Trzeba pójść, a nie mam z kim dzieciaków zostawić.

- Młodej puścisz bajki, mi dasz swój telefon i damy radę. Nie musisz się martwić.

Genialne wyjście. Przecież to takie proste.Synu, jesteś wielki.

A co najgorsze to chyba będę musiała tak zrobić ....
Kiedyś osiwieję, może jednak ogolę się na łyso?






14 komentarzy:

  1. Nie szwankujesz, działasz doskonale, na swój wyjątkowy sposób! ;) Miłego czytania książeczek!

    OdpowiedzUsuń
  2. hahaha, daj spokój, ledwo dycham :)

    dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja na razie osiwiałem. Lekko. Z czasem stan się pogłębia. Ale jak na faceta, wolę być posiwiały, niż łysy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szpakowatość dodaje czaru la etylko u facetów :):P

      Usuń
  4. Bystry młody jest.... Kurczaczek moja już pomału tak samo... No tyle, że siwe włosy mam już - znalazłam trzy! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahah, patrz, a ni znaleziono jeden.na resztę wyłaczyłam słuch

      oj, powiem Ci, że babeczki małe potrafią ......miażdżą :)

      Usuń
  5. To z Ciebie tez mol książkowy jest?:) "Czysta jak łza" czytałam:)

    zagubiona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. okrutny :)

      Literatura wychowała mnie :P
      i muza, i malarstwo i film, hahahahah :PPPP (żartobliwie mówiąc :D)

      Usuń
  6. To była dzień, dobry dzień. I oby takich więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Spokojnie, nie osiwiejesz! Jeszcze nie! Poczekaj trochę, w końcu takie dni to norma przy małych dzieciach i przy tych starszych też. A jak już rzeczywiście będziesz siwa, a Twoje dzieci dorosłe, będziesz wspominać z sentymentem te niby zwariowane dni...
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Dlatego zapisuję, bo na siwej głowie, ino siwy włos zostaje :)

      Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  8. Ojeju ile książek i jeszcze pewnie pachną nowością? :D
    Ale Ty masz wesoło z dziećmi :D a te dialogi - mistrzowskie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tylko tyle, choć wahałam się nad Kołakowskim, ale co tam .... a zapach książek to najpiękniejszy zapach :)))

      Usuń