niedziela, 16 lutego 2014

taki czas...

Córka w płacz. Wpadamy z synem do pokoju. Co się stało? Młoda walczy ze skarpetką - no złośliwy materiał na nóżkę wejść nie może.
- Nie mogę ..........buuuuuuuuu
- Jedną ręką wkładasz? Jedną ręką to się po tyłku możesz podrapać.
Nie ma to jak wsparcie faceta.
- Nagadałeś się?, to może teraz pomożesz siostrze?
Popatrzył na mnie jak na kosmitkę i prychnął. Rozumiem ten gest - kiepski żart.
Pomogłam Młodej założyć skarpetkę na stopę. Otarła łzy, trzepnęła włosem i już był uśmiech. Niesamowicie szybko przechodzi z jednego stanu w drugi. Rasowa kobieta. Jazda bez trzymanki.
A ja mam alergię na płacz. I otwiera się we mnie klapka i całe zło świata paruje mi uszami.
Płacz zamiast działania. Płacz z byle powodu...Wiem, ze to jest dziecko, ale ona nie jest ciapą, to bystra i fajna dziewczyna i takie zachowanie jest po prostu czymś ....absurdalnym i bezpodstawnym. Ech......no ale jest babą.
Naprawdę zacznę przyjmować dożylnie melisę. Albo nie wiem co.
Bo potem sama na siebie wściekam się, ze wściekłam się. Bo co?
Bo baba.

- Mamo nie oddawaj tej książki.
- Śnieżki?
- Tak, bardzo ją lubię.
- -Ale ją czytałaś dużo razy. To głupie czytać cały czas jedną książkę. -syn zjawił się znikąd, zawsze musi być przy rozmowie.
- Ale ja ją lubię.

A ja już nie mogę jej czytać.

Zła Królowa zapytała się lusterka:
- Lustereczko, powiedz przecie gdzie są moje pierogi, bo zaraz wystawię rogi!

Przerabiam ostatnio jak mogę.

Śnieżka i Królewicz żyli długo i szczęśliwie. I mieli dwoje dzieci: Starszego i Młoda.

Dzieciaki śmieją się niesamowicie i sami zaczynają wykazywać się twórczością.

Pewnego dnia, gdy śnieżka czerpała wodę ze studni, na cembrowinie przysiadło stadko gołębi. O dziwo Śnieżka zrozumiała ich mowę. A gołąbki gruchały:
- A znasz dowcip o słoniu i mrówce? Dżdżownica nam opowiedziała .......


Bo syn oczywiście przylatuje i słucha. Choć co za głupia historia.

- Nie  do końca synu...

I zaczyna się rozmowa o sztuce miłości i sile serca.


U Starszego natomiast na topie jest Władca pierścieni. Szkoda, ze sam jeszcze nie umie czytać, bo czytanie tego na głos bywa nie lada wyzwaniem. Można usnąć. Choć osobiście uwielbiam tą trylogię to jednak czytanie tego dziecku powala na podłogę.
Kurcze, chciałabym pojechać do Nowej Zelandii i zobaczyć to wszystko. Właściwie to żałuje, ze tępa dzida ze mnie , bo gdyby język był opanowany - to ciach - oto moje nowe miejsce na ziemi. Albo Islandia. Polecieć na wariackich papierach i spróbować się odnaleźć. A nie - utkwienie w bloku w mieście zapomnianym, w państwie bez przyszłości.

Z bibliotecznych łowów to jeszcze jedna, oprócz Królewny Śnieżki, zaległa nam książka. Książka o potwornych potworach, co atakują w każdym wieku.




Moje dzieciaki zostały zaatakowane przez potwory niejadki. Zbuntowały się mówiąc, że tej zupy nie zjedzą. Jarzynowy koszmar. Zbuntowałam się i ja :
 - Będziecie siedzieć w kuchni dopóki nie zjecie.
Niech poznają siłę i zło matki, a co! Więc zasiedli sobie przy stole zabijając czas nie mlaskaniem, a zagadkami.
- Co to jest rano ryczy i marudzi i zadaje głupie pytania?
- Ja! - krzyczy zadowolona Młoda.
I rechoczą.
Zaczynają między sobą rozmawiać. To piękne. Lepsze od pustego talerza.
W miarę upływu czasu trochę jednak zjadły, więc odpuściłam. Aż taką zołzą nie jestem.
Mało tego, włączyłam się w zabawę.
- Zgadnijcie jakie stworzenie mam na myśli poprzez zadawanie mi ukierunkowanych pytań. Wiecie jak w grze A kto to. Podpowiem,jest to stworzenie, które spotyka się w domu i jest ohydne.
- Mysz? - strzelił syn.
- Nie.
- Ja wiem- krzyknęłam Młoda - to Starszy!
i znowu rechot. Brat się nie obraził. Za to wymyślił zagadkę na Młodą.


 Zapytałam się matki kolegi syna, czy jej pociecha jedzie na obóz sportowy.
- Nie!, boję się, wiesz mam go jednego.
Zatkało mnie.
- Eeeeee... niew wiem, mam dwójkę dzieci, ale to nie znaczy, ze się nie boję....
I machnąwszy ręką poszłam.
Choć powinnam zapytać się czy jak będzie miała drugie dziecko to jest to równoznaczne z położeniem lagi na pierwsze.Ale to nie moja brocha. Każdy żyje po swojemu. Oceniać nie będę.
Widocznie jestem wyrodna.
No ale blaszka połamana też się boję, ale nie można przez uczucie strachu trzymać dziecko w klatce. Bo albo dziecko się uwiąże albo samo zerwie się  z matczynego łańcucha tak, że ...dopiero strach myśleć jak tacy ludzie potrafią zachłysnąć się wolnością.
W każdym bądź razie wpłaciłam zaliczkę na obóz. Ćwiczy to musi jechać. W między czasie okazało się, ze jest to 10-dniowy pobyt. Byczo. Myślałam, ze to 7 dni, mąż, że 5 dni, ale co tam -będzie dobrze. Potem syna oświecimy.

Póki co to ja opuszczam dom. Na ile? Nie wiem. Jutro mężulo mnie wywozi na atrakcje: strzał w kręgosłup i kuweta. Omdlewam. Pal licho ze szpitalnym jedzeniem - zimne i niedobre, ale siusianie w blaszaną miskę tak jakoś mnie mrozi. A nie daj Boże, tak kupę walnąć.
Tej nocy miałam sen.
Mooniek mnie odwiózł do szpitala i zostawił. Pojechał sobie choć mówiłam, że to nie ten szpital, ale on tylko wzruszył ramionami mamrocąc coś o braku czasu i tyle go widziałam. Siadłam w poczekalni przed izbą przyjęć. Siedziałam jak osowiała cipa patrząc na ten absurd jaki był wokół mnie. Plątanina ciał, kłótnie przy okienku. Na podłodze walające się buty. Co to jest? Popatrzyłam na zegarek. Była 9.30. Stwierdziłam, że mam jeszcze pół godziny, by dotrzeć do swojego szpitala. Podniosłam torbę. Była lekka. Otworzyłam ją i zobaczyłam, ze jest tam tylko piżama. Cholera! Chciałam wyjść jak najszybciej, by zrobić jeszcze zakupy, ale nie miałam butów na nogach. Zaczęłam kręcić się na czworakach szukając swojego obuwia wdając się w dyskusję z kimś obok na temat koloru moich trepów. Ubrałam by le co, bo było do pary i wyrwałam stamtąd. Biegłam i przeskakiwałam płotki wpadając na jakąś burdę na ulicy. Nie wytrzymałam tego i .........obudziłam się.
Ledwo otworzywszy oko wysłuchałam porad mężula na temat mycia i pielęgnowania patelni. Nie miałam sił , by cisnąć w niego poduszką. Ale za chwilę podał mi do łózka omlet z nutellą, więc w niego zęby wbiłam.

Mam nadzieję, że artroskopia zakończy się sukcesem. Mam nadzieję, że za rok stok będzie mój. Na razie straszyli mnie kilkoma miesiącami rehabilitacji. A jak będzie- wkrótce okaże się. W końcu zejdzie ze mnie niepokój...

Od jutra odcinam się od neta. Zanurkuję w kołderkę i w książki. Samotnie będę tkwić w obcym mieście. Mężulo w pracy, a matka z dziećmi.
I znowu powtórka, jak sprzed roku...

Psze, się módlcie, trzymajcie kciuki, za co z góry mówię - DZIĘKI! :)







Wyginam płetwę rekina
wyginam płetwę rekina
wyginam płetwę rekina 
a rekin?
mnie wcina!


Pieśń ojca i syna (są autorami słów :D)






16 komentarzy:

  1. 3maj się Kochana dzielnie...
    poczekamy tu na Ciebie a Ty wracaj do zdrowia i nie rób sobie więcej "kuku" wystarczy już :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech, Władca Pierścieni... Dla mnie ten film - właśnie najpierw film, potem dopiero książka, w tej kolejności, otworzyły przede mną świat fantastyki. I tak sobie od tamtego czasu co jakiś czas sięgam właśnie po fantastykę ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, ja wpadłam w sidła fantasy - a Wiedźmina to kocham na zabój :)

      Usuń
    2. O tak, "Wiedźmina" przeczytałem. A potem jeszcze trafiłem na cykl z Mordimerem Madderdinem - też świetna seria :).

      Usuń
  3. Dzięki :))) Atrakcji mi nie brakuje - Młoda puściła nieoczekiwanie całą zawartość swojego boskiego pęcherza do łóżka , więc nie dość, ze władowała się nam do łóżka i gadała sobie to jeszcze miałam pranie na głowie. Lajt, wyśpię się w szpitalu.:)))) Pa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie dobre dziecko :) dba o mamy psychikę, wszak zajęta praniem, sików wysuszaniem, nie miała czasu na myślenie o krojeniu, czy tam innym samotnym w szpitalu leżeniem. Buziak wielki! Wspieram jak mogę :)

      Usuń
  4. Myślami jestem z Tobą! Będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymam kciuki! Wracaj szybko do zdrowia.

    zagubiona

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię ten Twój styl pisania :D
    Trzymaj się i wracaj do nas szybko :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymam mocno kciuki za Ciebie...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten strzał w kręgosłup nie brzmi fajnie... Będzie git :) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  9. Trzymam kciuki. Myślami jestem z Tobą. I nie zajmuj szpitalnego łóżka za długo, wracaj do nas najszybciej jak się da. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kciuki trzymam, ale nie odcinaj się tak kompletnie od Nas! Jak to tak!?!

    PS. Twoje dzieci to jakieś śmieszni kosmici :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Arte nie daj się!
    trzymam kciuki, zaciskam poślady..
    będzie dobrze :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeszcze raz wielkie dzięki za te wszystkie słowa, :)*

    OdpowiedzUsuń