sobota, 25 stycznia 2014

przeskok myślowy



Młoda z rykiem przyleciała do mnie.
- Mamo, chodź zagrać ze mną!
- A dlaczego już nie chcesz grać z tatą?
- Bo on - chlip, chlip- wyyyygrywaaa.

Super. Jeszcze raz trzeba będzie przejść przez naukę, że nie zawsze liczy się zwycięstwo tylko wspólna zabawa.
A przegrywać to przegrywam grając z  Młodą w memo.
Niezwykłe memo.
 Memo " Barbie"
Nie ogarniam tej różowości.
 Nie ogarniam i już!
Toż się w oczach pierdzieli.



I kuchni też nie ogarnęłam.

Pieczona  łopatka :)))




Ale wczorajszy dzień ogarnęłam. Pomimo rozjazdu płatów mózgowych. Rano padłam w wyro. Nie zdążyłam zasnąć. Ostatnia myśl otworzyła mi powieki:
- A zupa dla syna?!
Polazłam do kuchni, gdzie oddałam się pasji mieszania, i aby nie paść gdzieś, nie zasnąć, to w między czasie prasowałam. Fascynujące życie teraz mam. Naprawdę.
Nic dziwnego, ze drę się szczęśliwa jak udaje mi się rozwalić sudoku. Znaczy się, że nie wszystko we mnie umarło.
Hahahahaha....


A potem zaczęło się późne popołudnie.

Zawiozłam syna na zajęcia. Szybko wróciłam po Młodą i matkę. Pojechaliśmy do domu kultury. Babcia zajęła miejsca na widowni, a ja poleciałam z  Młodą do przebieralni.
Córa szybko wskoczyła w strój i poszłyśmy na scenę. Na szczęście pierwsze maluchy już tam siedziały.
- Młoda pamiętam za super występ masz wieczór bajek.
- Dobra, dobra - odparło me dziecię.
- Proszę pani - odezwała się dziewczynka- to może Młoda zatańczy, bo ona nie chce się słuchać pani.
- Hahahahaha, Młoda, ja cię proszę, bądź grzeczna. Bawcie się dobrze. Pa!

Poleciałam po syna na zajęcia. Nie chcąc spóźnić się na przedstawienie skróciłam mu zajęcia o kwadrans. Chyba niepotrzebnie, ale już mi się w tyłku paliło.
Zapisałam w głowie - zwolnij. Spóźnienia czasami nie bolą.

Widownia wypełniona była do ostatniego krzesełka. Ludzie stali pod ścianami. Dom kultury dawno nie miał takiego najazdu.
Dzieciaki występowały z okazji Dnia Babci i Dziadka.
Muzyka, tańce, wiersze.
Niektorzy mali artyści płakali, niektórzy świetni się bawili.
Publiczność klaskała. Mały człowiek na scenie zawsze zachwyca.

Młoda siedziała w pierwszym rzędzie. Pomimo, ze inna grupa tańczyła na scenie, ona tyłka na ławce nie zagrzała - tańczyła sobie, czasami machając do nas łapką. albo wystawiając język. Tak, tak, cała mamusia, hahahaha.

W końcu jej grupa wyszła na środek sceny. Młoda miała wszystko w nosie. Swędzi tyłek? No to trzeba się podrapać! :).

Nagrywałam wszystko. Dla potomności i mężusia.

Kiedy przedstawienie się skończyło szybko odebrałam Młodą i w  pędzie polecieliśmy do auta, zaś babcia na imprezkę do ratusza.
W ostatniej chwili wpadliśmy na trening.. A Młoda spała w aucie.

Zaniosłam córkę do domu. Położyłam na łóżku. Rozebrałam. A jak rozebrałam to Młoda siadła z uśmiechem.
- A gdzie moje jajko niespodzianka?!

Mistrzostwo po prostu, a przecież spała jak kamień!

Rozlałam się kanapie szczęśliwa, że czasowo wszystko się zgrało. Że to był dobry dzień.
Jeszcze tylko odebrać Starszego i wino. Kwartet ułomności domagał się znieczulenia. Moja głowa, gardło, nos i kolano.

Tyle, że zamiast wina dostałam sms.

- Odbierzesz mnie po 23? 

 Matka.
Bo u nas to nie ma taksówek...

Ale co tam. W końcu ona też jest, kiedy ją potrzebuję, a przecież mogę wynająć opiekunkę, no nie?

- Będę.


Z pracy wrócił mężulo. W jeszcze gorszym stanie był niż ja. Położył się. I faceta nie było.
W nocy się odnalazł. Zastosował terapię na złe samopoczucie. Było miło i się nawet polepszyło :P.


Odebrałam matkę. Wzięłam jej kumpele.
W sumie zajebiście się jeździ po pustych ulicach.
Jest taki klimacik.
Umarłe miasto. Nienaturalny spokój.
Wypatruj zombie.
Ale zamiast nich śmigało czasami taxi.


Są takie dni, kiedy muszę ogarniać wszystko. Kiedy cieszę się, że mam prawko i auto. Bo bez tego to ciężko byłoby.

A co będzie po artroskopii?
Kto to ogarnie?

Ja? No tak, w końcu będę miała cztery nogi, hahahaha...

Życie zostanie przewrócone. Życie matki. Ta kobieta nie ma czasu by się starzeć.

Ja z tego wyjdę, ale co mają powiedzieć ludzie, którzy ulegli wypadkowi lądując w łóżku?
To jest dopiero niesprawiedliwość! Przemiana w roślinkę....Niewyobrażalne.

Człowiek powinien żyć, powiedzmy do 80-tki czy tam 100-tki, bez chorób, wypadków. Każdy ma prawo do szczęścia. A potem z uśmiechem odejść we śnie.

Ale tak nie ma.

Człowieka dopadają choroby, nieszczęścia i różne inne historie.
Nie możną czasami spokojnie spocząć w fotelu.

Jutro kogoś może nie być.

Więc czasami pytam się siebie po co się wkurzam, kiedy to wszystko jest nieistotne?!
Choć istotne, bo to dzieje się tu i teraz.
Ile razy można za kimś wynosić kubek?
Prosić o posprzątanie klocków, bo nieoczekiwanie atakują stopy.
Nieistotne bywają rzeczy w obliczu tragedii, śmierci. Ale czy pamiętamy o ulotności zdrowia i życia?
Wyparcie czyni nas w danej chwili   nieśmiertelnymi.  Mocarze życia. I gniewu.
Więc robimy jazdy innym z powodów pierdów.
A potem niech nastąpi krach ....
Gniew prowadzi na manowce. A tam tylko pustka. Z napisem- "witaj głupcze". O ile będąc w gniewie jesteśmy to w stanie przeczytać. Przecież racja jest po naszej stronie, no nie? hehehehe....

Trzeba otworzyć serce, mózg i płynąć na fali radości, czerpiąc energię z tego co się ma.
Luz i uśmiech - to jedyny cel w moim życiu.
W końcu mam o kogo się oprzeć, o kogoś kto mnie gila, hahahha.

Ludzie czasami siebie samych  skazują na nieszczęście ścigając się na polu posiadania, awansów, kariery.
Wysiłek zakłóca wzrok. Pole widzenia zawęża się. Pierdu w bagno. I może zabraknąć ręki, która wyciągnie...
Równowaga to złoty środek na życie.

Nie warto tracić tego, co istotne.
A istotny jest człowiek. Ten co jest koło nas.

Wyciągam nogi na kanapie oddając się aromatowi kawy. Lecące płatki za oknem wywołują uśmiech.
Mam wszystko w życiu. Wszystko to co jest istotne.
I nic więcej nie chcę.
Jestem szczęśliwa.



I niech mnie szlag jasny trafi jak się wydrę bezsensu na kogoś z rodzinki.







z netu:










 Mężulo obejrzał moje nagranie z występu Młodej:
- Dość awangardowe podejście. Takie nowatorskie, ale wiesz ...- tu dostałam wykład o sztuce filmowania.
Z tego wszystkiego kolo zadzwonił do pracy, by załatwić sobie wolne na dzień, kiedy syn będzie miał egzamin z karate. No bo jak ja znowu tak nagram.....hahahaha, więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.




14 komentarzy:

  1. Ogólnie codzienność jest dość upierdliwa, więc wielką sztuką jest cieszyć się tym, co się ma :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I taką sztukę chciałabym opanować, bo skoro taniec odpada :)

      pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Arte, wybacz, jeśli coś przegapiłam, ale czy ja dobrze wnioskuję, że obecnie nie pracujesz?

    zagubiona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie pracuję - dostałam wypowiedzenie :) (likwidacja zakładu)

      Usuń
  3. Jak tu u Ciebie energicznie i wesoło:) Będę zaglądać. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. uwielbiam te momenty kiedy człowiek zdaje sobie z tego sprawę :)
    i nie lubię siebie kiedy jestem taka zołzowata i staram się - efekty różne ;)
    nie wiem czy już wspominałam ale...
    lubię to miejsce :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wspominałaś, mów do mnie tak jeszcze :)))):P

      dzieki, pozdrawiam :)))

      Usuń
  5. Podobał mi się fragment o odnalezieniu męża. Dobre są czasem takie odnalezienia.
    Podzielam Twoje zdanie i z całych sił się staram realizować postulat, że gdy brak jest większych nieszczęść to człowiek jest szczęśliwy. Przekonuję o tym siebie i dobrze czytać mi to u Ciebie (czy te zdania są logiczne? Nie bardzo chyba).
    Poradzisz sobie po zabiegu, wspaniale sobie poradzisz. Kto jak kto, ale Ty to nie ma innej opcji, tylko powtarzaj sobie czasem w myśli fragmenty tego Twojego wpisu, bo kilka zajebistych (nie zawaham się tego słowa użyć ponownie) ZAJEBISTYCH rzeczy tu napisałaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:)))
      Napisałam , by i sobie wreszcie wbić w głowę, że trzeba się cieszyć tym co jest.....:)))

      Dzięki!!:)))

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Matka to kobieta na dożywotnim etacie... A czasem na kilku etatach. Bo jest się jeszcze żoną ;) Dzieje się :) A w tym całym wariactwie musi być jeszcze miejsce dla samej siebie...

    OdpowiedzUsuń
  7. Próbuje się nauczyć tego samego, za często porywają mnie codzienne bzdury, dobrze czasem jak ktoś przypomni co jest ważne, dobrze napisane

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi nie wychodzi :) ale wciaż nie tracę nadziei :D

      Usuń