czwartek, 16 stycznia 2014

pik, pik, pik.....




Czuję oddech na karku. Coś lezie za mną, zbliża się niespokojnie kołysząc się na boki. Idzie niezdarnym krokiem, choć pewnym. Coś..... pieprzone fatum....z zepsutym oddechem ...

Pik..pik.....pik...

- Jezu, co to jest? - aż siadłam z wrażenia w łóżku.
Pik, pik, pik ...
Oto nadciąga zombiak z rozrusznikiem serca? Kapitan Hak? Kłębisko myśli jak beton przygniotły mnie do prześcieradła.
- Nie wiem.....ciiiii ...- powiedział Mooniek. Zastygł.
Jak on zastygł to ja już się spociłam. On nigdy nie zastyga!
Zerknęłam na zegarek - 0.00. Północ, czas wyzerowania. Czas troli, duchów, strzyg .....pik, pik, pik ....
Serce oszalało.
Pik...pik...pik.......
- Czekaj, idę - mężulo poszedł w tą ciemność. Zagryzłam z niepokoju wargę ....nawet źle ogolona wagina (która zamieniał się w jeża) przestała swędzieć.

Wielka ciemna postać zaczęła się zbliżać. Cień cienia .........
-AAAAAAAAAAA!!!!!!!! -wrzasnęłam.
-Ty naprawdę jesteś stuknięta!  - rzekł mąż wchodząc do pokoju - To pika licznik w rowerze.
- To on żyje?
- Głupia to bateria! Młoda nie tak ustawiła pedały i się ocknął.
- Dwa dni mu to zajęło. Albo ktoś teraz pedałował. Tatuś? - zapytałam się mając na myśli swojego zmarłego ojca.
- Wariatka.
- Ślepiec. Ktoś musiał ruszyć pedałami, by licznik oszalał, prawda? więc kto? Młoda bawiła się dwa dni temu!
- Idź spać kobieto, nie marudź.
- W takich okolicznościach? never ....

Zaszyłam się w Infermo. Słowa koją ...
Ale słowa gubiły się w wywołanych obrazach Boscha, które nagle ożyły przede mną. Przestałam czytać ...
Hirek pochłonął mnie, pochłonął mnie od pierwszego wejrzenia. Jego dzieła są wpisane gdzieś w mą duszę ...Zresztą czego tam nie ma ...






Zasnęłam.
Z piekielnymi snami.
Budzik, który wyrwał mnie z tych czeluść okazał się zbawieniem. Nawet przez głowę nie przemknęła mi myśl o młotku...Radosna melodyjka okazała się wybawieniem.
Radosna melodyjka? Niebo? Zerwałam się. Ufff.......Jeszcze dane mi będzie wypić kawę!
Wlać smolę w ciało ....Kurde!, gdzie mleko? Trochę rozjaśnię tą wizję.

Gdy ubierałam spodnie to nagle guzik odskoczył. Potoczył się po podłodze.Znak jakiś czy co?
Znak, że czas się odchudzać, bo znowu będzie siara  chodzić  w stroju  po plaży jakiejś ...
Hm....tak się potoczył ...  fortuna kołem się toczy.

Dawno nic się nie stało .....
Poczułam mrowienie. Pod lewą łopatką. I na prawej kostce.

W końcu jest nowy rok i nowe wyzwania.

Trzynastka  oznacza podobno rebelię szatana, a robiąc przewrót to suma z 2014 równa jest 7.
Siedem jest liczbą boskiej perfekcji. Trzynastka wprawdzie minęła, ale doskonałości, i to boskiej, raczej nic nie umknie.
- Patrz Lucyfer jak to się robi!- krzyknął Bóg pozbawiając Arte życia. Perfekcyjnie.
W końcu rebelia to chaos, można się pogubić, a szatan to mało perfekcyjny stwór Boży, więc nic dziwnego, że chybił choć miał swoją szansę. Doskonały Bóg uwieńczył dzieło.




Czekaj, czekaj,  - zaczęłam sama mówić do siebie  -złe myśli pachną niesamowicie smacznie przyciągając tym swoim aromatem stada pechowych ptaków, które szponami łapiąc kawałki porywają do krainy mroku. I tam następuje uczta, piekielna uczta ...

Szybko zrobiłam to, co córka ostatnio zrobiła: stanęłam na jednej nodze i przechylając głowę na bok, postukałam się w nią. Łup, łup, łup ....

Kiedy Młoda łupiła swoją głowę zapytałam się zdziwiona:
- Co robisz?
- Nie chcę by rybki pływały w mojej głowie.

A ja nie chcę negatywnych myśli. Łup, łup, łup .....Wypadajcie uchem, sio.....


Dzieciaki zostały odstawione do instytucji. Wolność! Miałam chatę dla siebie. Mogłam gotować, prasować, mogłam bez żadnych przeszkód zaszaleć. Smolik wtaczał nuty w ciało me.

Tyle, że podczas prasowania żelazko zdechło.
Przestało grzać.
Stało się zimne.
Umarło.
Chyba z litości nade mną.
Nie tylko bowiem prasowałam, ale i gotowałam i robiłam pranie i do netu lukałam. Za dużo tego było, za dużo. Więc odeszło. Niech śpi w spokoju. Do powrotu męża. Mam nadzieję, że pogłaskanie po wnętrzach dokona cudu i żelazko stanie na stopkę.
A jak nie, to znowu czeka nas wydatek. Miesiąc bez nieoczekiwanych zakupów miesiącem straconym.

Poczułam zmęczenie. Jak na starą babę przystało. Zadzwoniłam do matki. Ha! strzał w 10-tkę:, chodziła po mieście.
- Odbierzesz Starszego ?
- Jasne.
- Dzięki.
Zasnęłam. Obudził mnie ból brzucha. Znowu ....ech, ta starość.

Pojechaliśmy na karate. Syn ćwiczył uderzenia nogami i rękoma, zaś córka ćwiczyła kciuka grając na komórce. Nie chciała się przejść. A ja nie miałam sił na walkę. Trudno. Chwila na grze w końcu nie zryje jej psychiki, prawda? A zresztą, niech nauczy się zabijać świnie. To warto opanować w życiu.


Zapakowałam dzieciaki do auta. Zapięłam Młodej pasy i obchodząc samochód stanęłam jak wryta. Facet wycofywał z miejsca parkingowego z naprzeciwka jadąc prosto na mój samochód. Kurde, taką małą puchą nie umie wycofać? Zamiast skręcić to jedzie prosto na wstecznym?! Na mnie? Co to jest?Co za koleś! Nie mogę. On stanął, a ja zaczęłam się śmiać. Ale przestałam, gdy koleś ruszył uderzając swoim tyłem w moje auto. Nie wierzyłam, że można być takim idiotą, myślałam, że wyhamuje i pojedzie w swoją drogę.  Wyhamował, tyle, że zamiast jedynki wrzucił wsteczny.....bum.
Zamurowało mnie.Stanęłam przy bagażniku oglądając blachę. Myślałam, że zajarzył, ze poczuł uderzenie, że mu się coś pomyliło, ale gdzie tam.
Nigdy nie wolno myśleć, że głupek umie myśleć.NIGDY!
On nie wysiadł, on podjechał trochę do przodu, i.......  i znowu  zaczął jechać do tyłu!!! Uskoczyłam, dzięki temu  przywalił w bagażnik,  a nie we mnie. Skoczyłam do jego bocznej szyby waląc w nią.
- Co robisz?!?!?!?!
Wyszedł wielki, spocony, stary, nieogarnięty.
- Odbiło panu? Co pan robi?  
- Ale nic się nie stało? Nie widziałem, przepraszam- był zaskoczony - jest ciemno.
- Kurde, człowieku, uważaj, na to co robisz.
 - Ale pani chyba przed chwila przyjechała.
- Od godziny tutaj stoję. Dobrze, że nic się nie stało, ale niech pan uważa. W aucie były dzieci, to nie są żarty.





Ech, niedawno sama wycofując auto wpadłam na inne auto, które nie wiadomo skąd się wzięło. Ale poczułam, ze w coś uderzyłam pomimo tego, ze to  było lekkie  uderzenie. Wyszłam, przeprosiłam. Wiem, ze takie rzeczy się zdarzają. Ale tak wycofywać? Albo facet nie ma wprawy, albo wyobraźni, albo, teraz mi przyszło na myśl, był "na gazie". Ten jego wygląd ...Oby nikogo nie zabił.

Jadę do domu. Ciemno jak przystało w Ciemnogrodzie.Warunki takie sobie. Noga sama schodzi z gazu, by nie walnąć jełopa. Jełop to przechodzień bez wyobraźni.
I jasna cholera! Wiedziałam!
Nagle na pasach znalazł się facet. W ciemnym ubraniu. Wyskoczył sobie, jak sarna z lasu. W końcu przejście jest dla pieszych.
- By cię szlag- warknęłam.

Choć miałam ochotę krzyknąć:
Człowieku masz mózg? To zacznij go używać!Czy to takie trudne?! Myślenie, kurwa, nie boli!!!!!!!!

Dlaczego ludzie są popieprzeni? Bo nie mają wyobraźni. Nie wiedzą, że jednak pole widzenia kierowcy nie jest takie jak przechodnia. Olewają to. Włażą na paski, bo to ich prawo. Nie rozejrzą się, albo się rozejrzą mając to i tak w dupie. Niech hamuje ...pewnie, a co tam.

Naprawdę - ciemnej postaci stojącej z boku nie zauważa się tak szybko.
Chyba, że ta postać jest w przedpokoju ...



Zaszyłam się w kuchni. Sos pieczarkowy. Wyzwanie mega. Ale byłam dzielna. Tylko raz zadzwoniłam do matki, gdy zwisłam podczas duszenia. Upewniłam się także, że jednak muszę iść do sklepu.

Poleciałam zostawiając dzieciaki same.  Sklep był jeszcze otwarty, produkt dostępny, a na oblicze wkradł się uśmiech satysfakcji. Sos będzie uratowany.

Ledwo otworzyłam drzwi mieszkania jak syn wpadł do przedpokoju:
- Mamo, a  Młoda powiedziała do mnie - " i co młotku?"
- Wcale, że nie!!!! - krzyknęła córka
- Słyszałem i jeszcze robiła miny, że niby to nie do mnie, a jej warga uśmiechała się ...o tak, patrz -  Starszy próbował przyjąć hultajski wyraz twarzy Młodej.
- Mówiłam do ściany! Nie do ciebie! -  powiedziała Młoda, ale w oczach kryła się iskierka łobuziary.
-Młoda, nie świruj, przeproś brata. Oboje macie wybór albo szaleństwo albo Pingwiny - przygwoździłam ich szantażem.
Przy kreskówce nadeszła chwila wytchnienia. Uwielbiam słuchać ich rechotu.

Odzyskałam spokój.......tyle, że nie duszy.Choć dusząc pieczarki chciałam udusić wszystko co złe.


Póki co wyginam śmiało ciało nie tylko przy garnkach, ale  i na myśl o duchach, pająkach i  przy z skrzynce z listami.
Biała koperta zabiera mi oddech. I porusza jelita.

Trwam w oczekiwaniu.

Pik...pik. ...pik..........

Czuję oddech na karku. Coś lezie za mną, zbliża się niespokojnie kołysząc się na boki. Idzie niezdarnym krokiem, choć pewnym. Coś..... pieprzone fatum....z zepsutym oddechem ...














10 komentarzy:

  1. Godzina duchów to 3 nad ranem :P I Moonio ?
    Na mojego tate mówią Moniek :P

    ZNALAZŁ INNĄ RODZINĘ?! :P

    OdpowiedzUsuń
  2. U Ciebie straszy!!! Ja bym z domu uciekła!:)

    zagubiona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zwłaszcza straszy Zygmunt - jak biega w swoim kółku :)

      Usuń
  3. Dobrze, że nie czytam tego przed snem. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No i przeczytałam ten Twój link o duchach na onecie i dorzuciłam sobie jeszcze pik-pik... dobrze że Pan Mąż wrócił ze szkolenia, bo tak w całym domu światła bym świeciła i srała ze strachu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahahaha......czas oczyszczenia :D

      :))))
      wiesz co dla mnie jestem szczytem bezczelności?
      Jak mąż mówi:- chodź, obejrzymy horror. Idę na to dla męża. I co? On zasypia, a ja krzyczę ze strachu .....nigdy więcej :)

      Usuń
  5. Ja się bardzo boję duchów strachów.. nie mogę się przyzwyczaić pomimo moich doświadczeń. byle film, opowiastka są mnie w stanie tak wystraszyć.. że masakra:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mam, ale idę zaraz nakarmić swoje strachy. Tym bardziej, ze gra Craig :)

      Usuń