piątek, 31 stycznia 2014

o synu mym...






Starszy - parę lat temu:)










Opętał moje serce i mój świat.



Mając 2,5 roku umiał alfabet i połowę wierszyków na pamięć (z tej książki).



Człowiek guma :DDDDDD





Tak sobie robił zadanka,
albo podchodził do kaszki :)))




Skakanie do łóżka było normą,
jak i wieszanie się na różne sposoby



Siedzenie na nocniku :)))



Można i tak zasnąć....naprawdę!!!



Szkoda, że nie lubi piłki nożnej, bo nieźle kopał :)))




A potem został bratem :)))))
;P 





I nastąpiła era dwóch szalonych istot :))))))




O Pięknej opowiem później, 

teraz jest czas Bestii. :)






A teraz co?



Teraz Starszy doprowadza mnie do szału swoimi gadkami.

- Mamo, wiesz, życie jest do dupy.
- A jak je tam zmieściłeś?!

- To jest przesada, chodzę cały czas na imprezy.
- To straszne synu, naprawdę. Weź zajmij się prasowaniem, a ja polecę za ciebie.


- Nie wychodź z pokoju, bo myję podłogi.
- Wow! Moja mama jest zuchem. 


- Ty stara babo
- Jak ty mówisz do babci?
- Ale babcia jest stara.
- Ale tak się nie mówi. O!, widzisz to jest właśnie "tajemnica poliszynela", każdy o tym wie, ale nikt o tym nie mówi. A do babci proszę tak nie mów, bo to nie ładnie, rozumiesz?
- Nooo...ale stara jest.





- Mamo patrz, tata jest misiem, a ja ufoludkiem.
- A ja?
- Hm....łosiem! hahahahaha
- A Młoda?
- Młoda siedzi w pomarańczowym statku.

I wiecie co? Coś w tym jest. :))))





- Wiesz mamo, lubię cie denerwować, jesteś wtedy taka śmieszna.
I tu następuje parodia mojej skromnej osoby: - STARSZY! COŚ TY NAROBIŁ!!!

Albo zamienia się w kabla.

- Babciu, a rodzice klną, zwłaszcza w aucie, ale ja nie mówię tak, nie powtarzam, bo to brzydko....




Ale co tam, kiedy pierś matczyna rozrywa się

Z dumy! :)




Syn zdał na kolejny poziom karate. Zdobył 9 KYU. Może mieć pierwszą belkę, niebieską belkę.

- Mamo, ale na feriach będę chodził na treningi, bo inaczej dużo stracę.

Wow! Pozytywna zmiana. W lecie będzie obóz 7-dniowy. Musze popracować nad synem, by pojechał. Na razie broni się. 

- Nie jadę, bo tam na pewno nie będzie płatków z mlekiem.

Ale pewnie użyję tej znienawidzonej przez wszystkie dzieci broni - rodzic decyduje. Taki obóz to szkoła życie. Krok milowy. A ja wiem i wierzę w to, że da radę.
Chciałabym, żeby to zamieniło się w pasje. 


Egzamin trwał 45 minut. Dzieciaki były w różnym wieku. Od 6-latków po 12-sto latków. Im starsze dziecko tym grubsze.Choć były wyjątki od tej zasady, nieliczne.

Przez te trzy kwadranse młodzi adepci sztuk walki przeszli samych siebie. Na niektórych twarzach było widać zmęczenie. Ostatnie ciosy, które szły  w powietrze zadawali już bez sił. A tu trzeba było jeszcze krzyczeć.

Normalnie Klasztor Shaolin. Tyle, że głowy nie były łyse.

Syn zaimponował nam swoją koncentracją i siłą. Naprawdę byliśmy pod wielkim wrażeniem. 
Te ćwiczenia w takiej kumulacji nie należały do lekkich.
Miałam wrażenie, że niektórzy rodzice spocili się patrząc na to co dzieciaki wyprawiają.
My zobaczyliśmy syna w innym świetle.
 Czasami trudno dostrzec przemianę.



Mali karatecy, na długość całej sali gimnastycznej skakali na jednej nodze, skakali przez skakankę i to w wielu wersjach (nogi złączone, na jednej nodze, nogi skrzyżowane), przeczołgali się pracując tylko rękami (nogi zgięte w kolanach w kącie prostym), przeskakiwali przez siebie, robili taczki. Potem były przysiady, pompki.


Starszy ma nogi do góry, dotarł jako drugi :) - pięciu widać, a gdzie reszta?! :)



Na koniec były ciosy na komendę - ciosy nogą, rękoma, bloki oraz walka bezkontaktowa.

Wszyscy zdali.
Choć nie wszyscy podołali do końca z ćwiczeniami. Grunt, że starali się pomimo wszystko. Niech żyje duch walki. Ale teraz, co stopień będzie coraz trudniej i tak łatwo już się nie upiecze. Kondycja i wytrzymałość muszą być.

- Wiesz, powiedziałam synowi, żeby oszukiwał jak nie będzie miał już sił - powiedziała do mnie jedna z matek.
Włos mi się zjeżył. Spojrzałam dziwnie.
- No wiesz, te ćwiczenia naprawdę są ciężkie. Ale syn mi powiedział, że oszukiwać nie będzie. 
- I słusznie. Ucz się od niego. Przecież właśnie o to chodzi, by ćwiczyli i wyrabiali w sobie siłę.


Karate kształtuje charakter. Uczy walczyć przede wszystkim ze swoim słabościami.
Chodzi o to by móc, a nie udawać, że można.

Ale rodzice bywają dziwnymi tworami. Uczyć oszukiwać?! Hm, może potem dziecku będzie łatwiej.

Ale chyba lepiej uczciwie życie przeżyć niż w oszustwie tkwić. Bo oszustwo jest jak chwast, po jednym wyrasta drugi, potem trzeci, czwarty i tak oto dusza zarasta chwastem. Robi się nieużytek.
A na takiej duszy nic już pięknego nie zakwitnie. Więc trzeba chwasta rwać, póki jest czas.

Chociaż w dzisiejszych czasach, mam takie  wrażenie, pewne wartości są pełne pleśni. Albo rdzewieją.



W szkole chłopaki rozrabiają. Biegają, spóźniają się na lekcje, zaczepiają siebie nawzajem, najchętniej co pięć minut wychodziliby do toalety. Albo maniakalnie strugali kredki.

 - A pani mówi, że chyba będzie musiała brać coś na uspokojenie. Bo chłopaki wyzywają się od planet pełnych gówien. Przeszkadzają na lekcji.

Jak się okazuje stawiane uwagi nie działają na niektórych osobników. A gdzie są rodzice?!
Bo uwagi są po to, by uwagę zwrócić dziecku, porozmawiać.
Choć teraz takie są czasy, że strach cokolwiek powiedzieć.
Bo przecież głupia nauczycielka czepia się dziecka, a dziecko musi wyprostować kości, pogadać, bo to taki kochany i energiczny urwisek, a że komuś oko podbił? Na pewno został sprowokowany.
Albo to nie on.
Można siebie oszukiwać, i tego dziecka nauczyć, prawda?!


- Mamo, a na przyszłych zajęciach będziemy poznawać liczbę 9 i 0 .

Fantastycznie.

Tyle, że syn zaczął już dzielić.

Bo mnożenie już opanował.

-9x9? 
- 81 bo 9x10 to 90 i trzeba odjąć jedną 9.


Proste, prawda? Moja biedna głowa ...




jeden błąd strzałką zaznaczony, poprawiony  :)))

Starszy lubi takie zadania -sam robi,
 ja tylko sprawdzam :)






- Nudzę się.
- To sobie poczytaj. Chętnie posłucham.




- Mamo, a róże pisze się : ry u zamknięte, zet z kropką, e.


Opętany liczbami i słowami.

I zakręceniem.

Nigdy nie wie co gdzie jest i zabija się o własne sznurówki.

- Jezu synu, ja nie wytrzymam, co ty taki jesteś zakręcony?
- Bo mam swój świat. A ty znowu zostawiłaś kawę w łazience....




Synu, zadziwiasz mnie, CHAPEAU BAS!



Tutaj Starszy popełnił tylko jeden błąd (liczył w pamięci) 
 - gdzie? :)



:)))))))








7 komentarzy:

  1. Niezły akrobata z Twojego syncia. A tak jak pisałaś o opętaniu liczbami, to przypomniała mi się książka "Samotność liczb pierwszych". Czytałaś?

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlatego chciałam, by jednak jakiś sport uprawiał, a skoro piłki nożnej nie lubi :)))
    Nie czytałam, ale przeczytałam recenzję - zabrzmiało nieźle :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ale ten Twój syn wygimnastykowany :D
    fajnie jak dziecko ma jakąś pasję, jak ma jakieś zajęcia pozaszkolne..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stąd pomysł z karate, skoro wygina śmiało ciało :))))

      Usuń
  4. Fajny dzieciak. Ciekawe po kim taki zakręcony? ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakie ma teksty!!!:) Po mamusi zapewne ;) Widzę, że fajne masz dzieciaki i mądrze je wychowujecie :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń