czwartek, 23 stycznia 2014

bo czasami tak jakoś jest











Padający deszcz, mżawka, a po nich mróz przygotowały niezłe niespodzianki. Szaleństwa pogody sprawiły, że auto zlodowaciało.
Nie mogłam otworzyć drzwi od strony kierowcy. Nie mogłam i już.
Wsiadłam od strony pasażera, cudem przecisnąwszy się za kierownicę wypchnęłam drzwi. Ufff, udało się.
Odpaliłam silnik i oddałam się na 20 minutowym ręcznym robótkom. Myślałam, że mnie szlag jasny trafi.
Choć było ciężko nie poddałam się. O co to to nie. Nie pokona mnie kawałek lodu na szybie.
Nic tak nie stawia na nogi jak praca. Ciężka praca. Taki mnie złapał wkurw, że i energia wróciła. Na moment.
Bo ja nie mogę spokojnie skonać w łóżku. Syna trzeba było zawieźć na karate. Ma teraz treningi przygotowujące do kolejnego egzaminu.
Niech dzieci nauczą się, że jak się podjęło wyzwania to należy się tego trzymać. Nie ma wymówek. Nie można być "miętkim".
Wieczorem dzieci były najszczęśliwsze. Nie kleiłam - więc jak wskoczyły w piżamki to mogły pooglądać bajki, pograć. W końcu grzeczne były. Syn pół dnia czytał na głos. Ja spałam a on czytał. Bo chce czytać.
- O to sam sobie poczytasz Koszmarnego Karolka czy co tam.
- Chce przeczytać waszego Kinga!
- Opętało cię? - zaczęłam się śmiać - dorośnij chłopie.
Ale dobra Oczy smoka może łyknąć, niech tylko nabierze wprawy w czytaniu (a to trochę potrwa:P) :)
Jedno jest pewne tam gdzie są książki i pasje tam rodzi się zainteresowanie.:P

Pewnego wieczoru córkę opętało.
Dorwała czekoladowego Mikołaja z którym wbiegła radośnie do kuchni.
- Mogę zjeść?!
- Nie! Bo on jest mój! - odparł syn
Młodej zrobiło się smutno.
- Nie mogę?
- Nie!
- Kurde, Starszy, weź się podziel i tak nie jesz.
- Nie! Bo jest mój.
Córka oddała mikołaja bratu i z płaczem pobiegła do dużego pokoju.
Przemknęło mi przez głowę, że poleciała szukać słodyczy, ale przecież choinki dawno nie ma ....
Rozdarcie - biec za Młodą czy Starszemu "głowę zmyć".
O! już nie płacze ...chlipie tylko spokojnie...
Z synem ucięłam dydaktyczną pogawędkę. Ale nie to nie i już. Prawo własności wygrało z sercem.
Do kuchni wbiegła Młoda. Była cała szczęśliwa a w rękach trzymała czekoladowego aniołka. Znalazła go na małej choince stojącej w przedpokoju (kurde zapominam ją schować :P)
- Mogę?!
I jak tu dziecku odmówi, pomimo, że zasada nr 4352 :P mówi, że słodycz nie jemy po kolacji  ?!
- Możesz :)
Radość dziecka jest bezcenna.
A zasady są od tego, by je łamać. Zresza trudno przy takie radości przy zasadach trwać :D


Kiedy jestem sama to są ciężki chwile. Czytanie wieczorne. Syn chce Hobbita, a Młoda - Królewnę Śnieżkę. Jedynie Puchatek ich łączy. Więc czytam najpierw Starszemu, potem Młodej. Bo Starszego szybciej ścina sen, a Młoda to najchętniej w ogóle nie kładłaby się. A rano trudno ją dobudzić.

Ciężkie są chwile, kiedy sama jestem. Położyłam się wieczorem koło córki na dobranocne gili gili
- Bo ty tylko Starszemu czytasz, dajesz buziaki i jego tylko kochasz...
-Co?!  - krzyknęłam zdumiona. Co ona mówi?! E?!
Na co syn:
- Bo ty tylko Młoda tulisz i jej czytasz i z nią się bawisz...
I to mówiąc zaczął mnie ciągnąc za nogi chcą wyciągnąć z wyrka Młodej.
Walka o mamę.
Przykryły mnie dwie ciała, jakieś rączki zacisnęły się na szyi.

Są wieczory kiedy marzy mi się klonowanie.
Staram się o równowagę.
Nic tak nie boli jak nie równe traktowanie.



14 komentarzy:

  1. Ojj tak radość dziecka jest bezcenna, jak się dziecko cieszy,to i rodzic jest zadowolony :)
    A co do tego klonowania, to z tego co czytam świetnie dajesz sobie radę :) choć zdaję sobie sprawę, że czasami bywa ciężko.
    Bardzo fajnie, że czytasz dzieciom książki, że spędzasz z nimi czas - to takie ważne. Pozdrawiam i życzę udanego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki, życzę udanego wieczoru :)

      ps. dzisiaj ćwiczyłam z dzieciakami, tzn. ja ćwiczyłam a one dołączył, było śmiesznie :)

      Usuń
  2. Skąd ja to znam :) najlepszy sposób na popełnienie samobójstwa, to zapytać"kto przytuli mamę?" po chwili małe potwory zaduszą na śmierć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ej, u Ciebie zjada moje komentarze. Już drugi raz. Wspinam się na szczyty intelektu, a tu zonk. Zżera. ;) Oddawaj mój komentarz :P

    OdpowiedzUsuń
  4. No, to jesteś tak samo konsekwentna jak ja ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kto nie miał rodzeństwa nigdy nie zrozumie tej dziwnej miłości. Podziwiam Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem z autopsji jak to jest.:)

      A poza tym- dzięki :) Miło mi:)

      Usuń
  6. A mi się spodobała końcówka.
    Bo jest cholernie mądra
    nic nie boli tak jak nierówne traktowanie.
    Dlatego większość rzeczy robię albo sama albo z dwójką pomocników.
    wieczorne gilgotki to też razem. nawet pacierze mówią razem żeby nie było.
    jedyne co by mi się przydało sklonować to uszy.
    dwie małe gaduły potrafią dać popalić
    a buzie im się nie zamykają..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałam razem lekcje odrabiać. Nie da się :)

      Usuń
    2. Łe, tylko końcówka?! :PPPPP

      Wżne jest by traktować po równo. Dzieci mają na to wystawione radary, choć nam się wydaje, że tak nie jest :)


      No odrabianie lekcji to już wyższe loty :)

      Usuń