czwartek, 30 stycznia 2014

Babski świat ....i nie tylko




Wkurzyłam się. Polazłam na zakupy. Kupiłam sobie parę ciuchów. Potem fryzjer i nie wiem co jeszcze.

W domu przymierzyłam.

No, no, no ...no tchu zabrakło.

O! JEJ!

środa, 29 stycznia 2014

Pierwszy podryw.






Kiedyś imprezowano na potęgę. Imieniny? Pól klatki i pół zakładu w padało z flaszką i goździkami.
Wpadali z dziećmi.
Było głośno i wesoło.
Mieszanka ludzka.

Pamiętam pewien wieczór ...
Graliśmy w chińczyka. Moja rówieśnica znudziła się grą planszową. Znudziła się, bo słabo jej szło liczenie. Opanowanie kostki do  gry chyba jednak nie wymaga zajebistego IQ. Znudzona krzyknęła:
- Chodź idziemy po przymierzać buty mam.
Poszłam.
Ona dreptała w tych szpilkach mając ubaw. No zabawnie nogi się jej wyginały. I tyle. W końcu poszłam sobie znudzona.
Jakoś włażenie w obuwie damskie i dreptanie w tym nie rajcowało mnie.
Gra planszowa dostarczała większych emocji.

I tak mi pozostało do dzisiaj. Nie nosze szpilek i nie pcham nóg, tam gdzie teren nie jest mój. A ze smrodu wszelkiego wybieram swój.

Za to modliłam się, jak się córka trafi, by nie wdała się w matkę swą. Bo ja to tak jakoś.....tyle, że zabawna bywam, hahahaha, czasami. I mam fajne cycki. :P

Młoda, któregoś dnia poprosiła o "takie coś do ust". To kupiłam jej błyszczyk dla dzieci. W końcu za oknem mróz, niech dba o siebie.
Dziecko z radochy wzniosło się prawie pod sufit. No mała kobieta, po prostu.

Rano przyszedł do nas kolega Starszego. Chłopcy mieli razem jechać do szkoły. Młoda zapytała się mnie, ciągnąc za rękaw, cichutko, wręcz konspiracyjnym tonem:
- Gdzie jest to moje do ust?
- W kurtce, w kieszeni.

Znalazła, użyła, odwróciła się do kolego Starszego i powiedziała:
- Cześć.
- Cześć - odpowiedział chłopak.

Chłopcy wyszli, a Młoda:
- Wiesz, ja go lubię.
- Aha- tylko tyle byłam w stanie wykrztusić, by nie parsknąć śmiechem.



W końcu zima :)))






Ale o babskim świecie, w który Młoda wkracza napiszę nextem.





sobota, 25 stycznia 2014

jak nabiłam guza na czole ....

Syn wpadł do domu machając czerwonym grzebieniem znalezionym w aucie.

- No Mooniek, opowiadaj o tej kobiecie co zgubiła grzebień - z uśmieszkiem zwróciłam się do męża, który wszedł do przedpokoju -no, jak to jest? Masz inną kobietę?

Na co syn wyparował:

- Tjaaaa jasne, tato ma jedną kochankę! CIEBIE!


Szafa była moja ..........czołobitnie ze śmiechu.










przeskok myślowy



Młoda z rykiem przyleciała do mnie.
- Mamo, chodź zagrać ze mną!
- A dlaczego już nie chcesz grać z tatą?
- Bo on - chlip, chlip- wyyyygrywaaa.

Super. Jeszcze raz trzeba będzie przejść przez naukę, że nie zawsze liczy się zwycięstwo tylko wspólna zabawa.
A przegrywać to przegrywam grając z  Młodą w memo.
Niezwykłe memo.
 Memo " Barbie"
Nie ogarniam tej różowości.
 Nie ogarniam i już!
Toż się w oczach pierdzieli.



I kuchni też nie ogarnęłam.

Pieczona  łopatka :)))




Ale wczorajszy dzień ogarnęłam. Pomimo rozjazdu płatów mózgowych. Rano padłam w wyro. Nie zdążyłam zasnąć. Ostatnia myśl otworzyła mi powieki:
- A zupa dla syna?!
Polazłam do kuchni, gdzie oddałam się pasji mieszania, i aby nie paść gdzieś, nie zasnąć, to w między czasie prasowałam. Fascynujące życie teraz mam. Naprawdę.
Nic dziwnego, ze drę się szczęśliwa jak udaje mi się rozwalić sudoku. Znaczy się, że nie wszystko we mnie umarło.
Hahahahaha....


A potem zaczęło się późne popołudnie.

Zawiozłam syna na zajęcia. Szybko wróciłam po Młodą i matkę. Pojechaliśmy do domu kultury. Babcia zajęła miejsca na widowni, a ja poleciałam z  Młodą do przebieralni.
Córa szybko wskoczyła w strój i poszłyśmy na scenę. Na szczęście pierwsze maluchy już tam siedziały.
- Młoda pamiętam za super występ masz wieczór bajek.
- Dobra, dobra - odparło me dziecię.
- Proszę pani - odezwała się dziewczynka- to może Młoda zatańczy, bo ona nie chce się słuchać pani.
- Hahahahaha, Młoda, ja cię proszę, bądź grzeczna. Bawcie się dobrze. Pa!

Poleciałam po syna na zajęcia. Nie chcąc spóźnić się na przedstawienie skróciłam mu zajęcia o kwadrans. Chyba niepotrzebnie, ale już mi się w tyłku paliło.
Zapisałam w głowie - zwolnij. Spóźnienia czasami nie bolą.

Widownia wypełniona była do ostatniego krzesełka. Ludzie stali pod ścianami. Dom kultury dawno nie miał takiego najazdu.
Dzieciaki występowały z okazji Dnia Babci i Dziadka.
Muzyka, tańce, wiersze.
Niektorzy mali artyści płakali, niektórzy świetni się bawili.
Publiczność klaskała. Mały człowiek na scenie zawsze zachwyca.

Młoda siedziała w pierwszym rzędzie. Pomimo, ze inna grupa tańczyła na scenie, ona tyłka na ławce nie zagrzała - tańczyła sobie, czasami machając do nas łapką. albo wystawiając język. Tak, tak, cała mamusia, hahahaha.

W końcu jej grupa wyszła na środek sceny. Młoda miała wszystko w nosie. Swędzi tyłek? No to trzeba się podrapać! :).

Nagrywałam wszystko. Dla potomności i mężusia.

Kiedy przedstawienie się skończyło szybko odebrałam Młodą i w  pędzie polecieliśmy do auta, zaś babcia na imprezkę do ratusza.
W ostatniej chwili wpadliśmy na trening.. A Młoda spała w aucie.

Zaniosłam córkę do domu. Położyłam na łóżku. Rozebrałam. A jak rozebrałam to Młoda siadła z uśmiechem.
- A gdzie moje jajko niespodzianka?!

Mistrzostwo po prostu, a przecież spała jak kamień!

Rozlałam się kanapie szczęśliwa, że czasowo wszystko się zgrało. Że to był dobry dzień.
Jeszcze tylko odebrać Starszego i wino. Kwartet ułomności domagał się znieczulenia. Moja głowa, gardło, nos i kolano.

Tyle, że zamiast wina dostałam sms.

- Odbierzesz mnie po 23? 

 Matka.
Bo u nas to nie ma taksówek...

Ale co tam. W końcu ona też jest, kiedy ją potrzebuję, a przecież mogę wynająć opiekunkę, no nie?

- Będę.


Z pracy wrócił mężulo. W jeszcze gorszym stanie był niż ja. Położył się. I faceta nie było.
W nocy się odnalazł. Zastosował terapię na złe samopoczucie. Było miło i się nawet polepszyło :P.


Odebrałam matkę. Wzięłam jej kumpele.
W sumie zajebiście się jeździ po pustych ulicach.
Jest taki klimacik.
Umarłe miasto. Nienaturalny spokój.
Wypatruj zombie.
Ale zamiast nich śmigało czasami taxi.


Są takie dni, kiedy muszę ogarniać wszystko. Kiedy cieszę się, że mam prawko i auto. Bo bez tego to ciężko byłoby.

A co będzie po artroskopii?
Kto to ogarnie?

Ja? No tak, w końcu będę miała cztery nogi, hahahaha...

Życie zostanie przewrócone. Życie matki. Ta kobieta nie ma czasu by się starzeć.

Ja z tego wyjdę, ale co mają powiedzieć ludzie, którzy ulegli wypadkowi lądując w łóżku?
To jest dopiero niesprawiedliwość! Przemiana w roślinkę....Niewyobrażalne.

Człowiek powinien żyć, powiedzmy do 80-tki czy tam 100-tki, bez chorób, wypadków. Każdy ma prawo do szczęścia. A potem z uśmiechem odejść we śnie.

Ale tak nie ma.

Człowieka dopadają choroby, nieszczęścia i różne inne historie.
Nie możną czasami spokojnie spocząć w fotelu.

Jutro kogoś może nie być.

Więc czasami pytam się siebie po co się wkurzam, kiedy to wszystko jest nieistotne?!
Choć istotne, bo to dzieje się tu i teraz.
Ile razy można za kimś wynosić kubek?
Prosić o posprzątanie klocków, bo nieoczekiwanie atakują stopy.
Nieistotne bywają rzeczy w obliczu tragedii, śmierci. Ale czy pamiętamy o ulotności zdrowia i życia?
Wyparcie czyni nas w danej chwili   nieśmiertelnymi.  Mocarze życia. I gniewu.
Więc robimy jazdy innym z powodów pierdów.
A potem niech nastąpi krach ....
Gniew prowadzi na manowce. A tam tylko pustka. Z napisem- "witaj głupcze". O ile będąc w gniewie jesteśmy to w stanie przeczytać. Przecież racja jest po naszej stronie, no nie? hehehehe....

Trzeba otworzyć serce, mózg i płynąć na fali radości, czerpiąc energię z tego co się ma.
Luz i uśmiech - to jedyny cel w moim życiu.
W końcu mam o kogo się oprzeć, o kogoś kto mnie gila, hahahha.

Ludzie czasami siebie samych  skazują na nieszczęście ścigając się na polu posiadania, awansów, kariery.
Wysiłek zakłóca wzrok. Pole widzenia zawęża się. Pierdu w bagno. I może zabraknąć ręki, która wyciągnie...
Równowaga to złoty środek na życie.

Nie warto tracić tego, co istotne.
A istotny jest człowiek. Ten co jest koło nas.

Wyciągam nogi na kanapie oddając się aromatowi kawy. Lecące płatki za oknem wywołują uśmiech.
Mam wszystko w życiu. Wszystko to co jest istotne.
I nic więcej nie chcę.
Jestem szczęśliwa.



I niech mnie szlag jasny trafi jak się wydrę bezsensu na kogoś z rodzinki.







z netu:










 Mężulo obejrzał moje nagranie z występu Młodej:
- Dość awangardowe podejście. Takie nowatorskie, ale wiesz ...- tu dostałam wykład o sztuce filmowania.
Z tego wszystkiego kolo zadzwonił do pracy, by załatwić sobie wolne na dzień, kiedy syn będzie miał egzamin z karate. No bo jak ja znowu tak nagram.....hahahaha, więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.




piątek, 24 stycznia 2014

FONTANNA



Rozwaliła mnie informacja, odnośnie imion nadawanym dzieciom, bo ktoś nazwał swoją córkę - Fontanna.

Dostałam ataku śmiechu.

Fontanna?

A jakby był syn to co? To dostałby na imię Kran? Czy nie daj , Boże, Szlauch?



Syn, jak to usłyszał, skwitował:

- Ten tato to głupek jakiś. No bo co, pójdzie do parku, a tam będzie fontanna a on będzie się wołał za córką: Fontanna! Fontanna!, a każdy pomyśli, że idiota fontanny nie widział. Prawda mamo?



Bo fantazja jest od tego, by się bawić na całego.
Tylko czemu kosztem dzieci?!











czwartek, 23 stycznia 2014

z przymrużeniem oka









Zasiedzenie spowodowało przyrost dóbr. Niestety, tłuszczowych. Nie służy mi siedzenie w domu, oj nie służy. Starzeję się szybciej. Starzeję się, bo mam czas.
Gdzie ludzie najczęściej umierają?
W domu.
Więc zaczynam spierdzielać, jak mogę.
Dość! Basta!

Z posiadaniem czasu jest jeszcze jedna niebezpieczna dziura -rozkminianie wszystkiego wokół - kto, co, dlaczego po co, etc. zamiast brać to co się ma, zamiast cieszyć się tym, co jest.
Stanęłam na jednej nodze. Włos mi się zjeżył.
Chcesz utonąć?!
Nie, no Arte, wypierdalaj z tej drogi. To droga samobójców. Tak zabija się dusze ...
Pozytywną energię bierze się z radości posiadania tego co jest.
Nie warto szukać drugiego dna.

O! pojechałam z mamą do "wielkiego sklepu". Była promocja pepsi. Mama ucieszyła się. Można? Można :)
- Widzisz, jesteś teraz europejską emerytką, pijesz pepsi, dziękujemy ci kauflandzie:)
Buhahahaha.
Choć polski emeryt ma przejebane. Połowa emerytury idzie na czynsz, a druga albo na życie albo na leki. Ale ten temat opuszczę. Więc pepsi, buhahahaha, cieszy. Zwłaszcza jak się z tej jałmużny zbiera na kolejne wyprawy :P.


 Zadzwoniłam do mężula. Pla, pla, pla
 - Jest pepsi, jest imprezka.
 - Tylko żołądkowa gorzką głupio popijać.
Uwielbiam z kolesiem gadać.
Czasami.
Kumaty gość.


Warto cieszyć się pierdami, bo z tej małej radości może powstać potop euforii.To jest proste.
Wystarczy otwierając rano oczy stwierdzić, że się żyje. I ma się dwie ręce i dwie nogi. I kubek kawy przed sobą :). I muzę, co nutą swą plecie skrzydła do odlotu.

Na świat położyłam laskę ciesząc się z tego co mam, bo i nie chcę nic, a wobec tłuszczyku wyciągnęłam banderę - będzie wojna, jak nic. Nie dam się.
Aczkolwiek każdy wie co się stało z laską Shreka ....hehehehe. Piękniejsza nie będę, ale o ciało mogę zawalczyć :P.

Zasiedziałam się jak stara pinda. Zazwyczaj pędziłam gdzieś, sama, z dziećmi. Nawet praca tchnęła niepokojem i dużą ilością zmian. Jedyne zasiedzenie było w sobotę. Albo już w piątek. Na wódce z kumpelkami. Ogarniałyśmy świat. Resetowałyśmy zło świata czerpiąc nową energię.
Się działo.

Teraz emocje we mnie wyzwala skrzynka pocztowa. Będzie tam koperta biała czy też nie?
Co niektórzy brechtają, że mi rentę przyznają w końcu. Czarne poczucie humoru.
Pewnie by tak było z 20 lat temu....
Na szczęście medycyna poszła do przodu.A pieprzony uraz nie będzie wieki trwał.
Urząd pracy czeka z otwartymi ramionami i propozycjami, hahahaha.

Czasami mam ochotę powiedzieć mężowi :
- Słuchaj ty nas utrzymuj a ja pójdę studiować astrofizykę, co?




W każdym bądź razie stwierdziwszy, że w domu dopadła mnie starość postanowiłam jak zwykle iść pod prąd. Zaczęłam ćwiczyć. Dziwne doświadczenie. Nie powiem. Dzieciaki szybko dołączyły. Syn jeszcze mnie instruował, że jeszcze trzeba tak robić, i tak, i pokazywał wymachy rąk etc. Miałam ubaw nieziemski. W końcu ległam na łopatki. Ze śmiechu.
A syn demonstrował Młodej jak ćwiczą na treningach.

- Tak ćwiczymy Młoda, wiesz?
- Tak?!
:DDDDDDDDD


Do ćwiczeń wróciłam jak dzieciaki poszły spać. A potem piwem zalałam zakwasy :). Przezornie, by rano nie mieć problemów ze wstaniem.Więc piszę wstawiona :P


Dzieci...uśmiech sam wychodzi.

Odebrałam syna ze szkoły. Poszliśmy do sklepu po drodze.
- Mama chcę tą bułkę z serem, mogę?
- Jasne.
- Ale dla Młodej też weźmiemy.
Jedno dziecko pamięta o drugim. Prawo sprawiedliwości siedzi gdzieś w genach,. Inaczej nie może być. Nie może ...I trwać musi.

Syn jedząc bułkę stwierdził:
- Wiesz, ty nas rozpieszczasz.
- Tak? Jak? 
- Kupujesz nam to co chcemy. Dzisiaj bułkę z serem, przedwczoraj pączki.
- Dzięki że to doceniasz - odparłam z uśmiechem.
Radość z minimalizmu czyni potężnym.
Uczmy się od dzieci:))))





Nawet kawałkiem zlodowaciałej kałuży można się zachwycić! :))))






Chyba zwalczę nie tylko zakwas mięśni, ale i zakwas mózgowy, buhahahaha.


W końcu zawsze wszystko miałam we wszelkim poważaniu.

Tyle, że oprócz ducha i ciało urosło.

Karamba!

Ale zawalczę ! :)













Babcia- rys. Młoda :)

















bo czasami tak jakoś jest











Padający deszcz, mżawka, a po nich mróz przygotowały niezłe niespodzianki. Szaleństwa pogody sprawiły, że auto zlodowaciało.
Nie mogłam otworzyć drzwi od strony kierowcy. Nie mogłam i już.
Wsiadłam od strony pasażera, cudem przecisnąwszy się za kierownicę wypchnęłam drzwi. Ufff, udało się.
Odpaliłam silnik i oddałam się na 20 minutowym ręcznym robótkom. Myślałam, że mnie szlag jasny trafi.
Choć było ciężko nie poddałam się. O co to to nie. Nie pokona mnie kawałek lodu na szybie.
Nic tak nie stawia na nogi jak praca. Ciężka praca. Taki mnie złapał wkurw, że i energia wróciła. Na moment.
Bo ja nie mogę spokojnie skonać w łóżku. Syna trzeba było zawieźć na karate. Ma teraz treningi przygotowujące do kolejnego egzaminu.
Niech dzieci nauczą się, że jak się podjęło wyzwania to należy się tego trzymać. Nie ma wymówek. Nie można być "miętkim".
Wieczorem dzieci były najszczęśliwsze. Nie kleiłam - więc jak wskoczyły w piżamki to mogły pooglądać bajki, pograć. W końcu grzeczne były. Syn pół dnia czytał na głos. Ja spałam a on czytał. Bo chce czytać.
- O to sam sobie poczytasz Koszmarnego Karolka czy co tam.
- Chce przeczytać waszego Kinga!
- Opętało cię? - zaczęłam się śmiać - dorośnij chłopie.
Ale dobra Oczy smoka może łyknąć, niech tylko nabierze wprawy w czytaniu (a to trochę potrwa:P) :)
Jedno jest pewne tam gdzie są książki i pasje tam rodzi się zainteresowanie.:P

Pewnego wieczoru córkę opętało.
Dorwała czekoladowego Mikołaja z którym wbiegła radośnie do kuchni.
- Mogę zjeść?!
- Nie! Bo on jest mój! - odparł syn
Młodej zrobiło się smutno.
- Nie mogę?
- Nie!
- Kurde, Starszy, weź się podziel i tak nie jesz.
- Nie! Bo jest mój.
Córka oddała mikołaja bratu i z płaczem pobiegła do dużego pokoju.
Przemknęło mi przez głowę, że poleciała szukać słodyczy, ale przecież choinki dawno nie ma ....
Rozdarcie - biec za Młodą czy Starszemu "głowę zmyć".
O! już nie płacze ...chlipie tylko spokojnie...
Z synem ucięłam dydaktyczną pogawędkę. Ale nie to nie i już. Prawo własności wygrało z sercem.
Do kuchni wbiegła Młoda. Była cała szczęśliwa a w rękach trzymała czekoladowego aniołka. Znalazła go na małej choince stojącej w przedpokoju (kurde zapominam ją schować :P)
- Mogę?!
I jak tu dziecku odmówi, pomimo, że zasada nr 4352 :P mówi, że słodycz nie jemy po kolacji  ?!
- Możesz :)
Radość dziecka jest bezcenna.
A zasady są od tego, by je łamać. Zresza trudno przy takie radości przy zasadach trwać :D


Kiedy jestem sama to są ciężki chwile. Czytanie wieczorne. Syn chce Hobbita, a Młoda - Królewnę Śnieżkę. Jedynie Puchatek ich łączy. Więc czytam najpierw Starszemu, potem Młodej. Bo Starszego szybciej ścina sen, a Młoda to najchętniej w ogóle nie kładłaby się. A rano trudno ją dobudzić.

Ciężkie są chwile, kiedy sama jestem. Położyłam się wieczorem koło córki na dobranocne gili gili
- Bo ty tylko Starszemu czytasz, dajesz buziaki i jego tylko kochasz...
-Co?!  - krzyknęłam zdumiona. Co ona mówi?! E?!
Na co syn:
- Bo ty tylko Młoda tulisz i jej czytasz i z nią się bawisz...
I to mówiąc zaczął mnie ciągnąc za nogi chcą wyciągnąć z wyrka Młodej.
Walka o mamę.
Przykryły mnie dwie ciała, jakieś rączki zacisnęły się na szyi.

Są wieczory kiedy marzy mi się klonowanie.
Staram się o równowagę.
Nic tak nie boli jak nie równe traktowanie.



środa, 22 stycznia 2014

prawdziwy facet



- Wiesz mamo kocham cię, bo fajne żarcie gotujesz.




----------------------------------------------------






Przebudził mnie kaszel. Mój kaszel. Wstałam, nałykałam się prochów i poszłam spać dalej.
Budzik.
Dzieci odprowadziłam do instytucji.

Wróciłam. Do wyra.
Zapadłam w sen. Trzepało mną zimno.
Głupi sen został przerwany szuraniem kapci.
Mąż wrócił?
Pewnie tak ......
Zapadłam z powrotem w sen.
Jak wrócił? Nie mógł wrócić!
Znak zapytania utonął we śnie.
Tup, tup, tup zbliżało się do mojego pokoju.
Coś wskoczyło na wyro i ułożyło się w nogach.
Co to?!
Ach, to pies ...
Chciałam go pogłaskać, ale nie miałam sił się ruszyć
Zapadłam w sen.
Jaki pies?! Mój pies nie żyje od 6 lat!!!
Budzik. Zimno trzepało mną.
Brak sił na wstanie, ale syn czeka w szkole.
Poszłam.
Wróciliśmy.
Przepraszam, synku...
Zapadam w sen.


















wtorek, 21 stycznia 2014

ostatni raz



Oglądaliśmy z Moonkiem " Czekoladę". Film, który od pierwszego kadru urzeka, wciąga, pochłania, wywołuje uśmiech, a czasami złość. Bajka dla dorosłych. Opowieść o  miasteczku, które jawi się jak z pogranicza snu. Opowieść o ludziach, którzy nabierają barw dzięki  tajemniczej Vianne tryskającej niesamowitą energią i optymizmem. Normalnością :)

- To film dla Kaczyńskiego- powiedział mąż.
- PiSiory to powinny obejrzeć - wymsknęło mi się w tym samym czasie.
Zaśmialiśmy  się. Uwielbiam to, kiedy w tym samym czasie coś komentujemy. A komentujemy w jednym tonie. Uwielbiam poczucie humoru Łysego.

Nie cierpię prawicy. Naprawdę. Ich poglądy są dalekie od moich. Marksizm wpisany jest gdzieś głęboko w w mą duszę. Karol Marks był człowiekiem. Poczytajcie.

Odkryciem było dla mnie, że  nawet nasz ślub ma taką samą  datę (oczywiście bez roku :P) jak ślub Lenina z Nadieżdą. A Mooniek, jakby schudł to miałby coś z Włodka, hahahahaha....Hm, oby tylko nie syfilis.
A ja z Nadzieżdy - nijakość.


Ale wczoraj po raz pierwszy prawicy zabiłam brawo. Zabiłam brawo dla Gowina i Ziobry. Obejrzałam program"Lis na żywo" i emocjonalnie mnie rozwaliło. Sprawa dotyczyła Trynkwiecza. Patrzeć tylko, kiedy zostanie celebrytą ....

Zmiana ustroju spowodowała, że ten morderca i gwałciciel dostał bonusa - zamiast kary śmierci otrzymał 25 lat. Zmiana rządów dowiodła, że politycy chętnie myślą tylko nie o prawie. Prawo zostało zaniedbane. Teraz stworzyli ustawę, która jak co niektórzy dowodzą, jest legislacyjnym bublem uderzającym w konstytucyjne nasza prawa.
Facet wychodzi wolny, bo już swoje odsiedział.
No zapłaczę nad nim biednym.
Wychodzi psychol na wolność i nikt i nic go nie powstrzyma.
Prawo jest za nim.
Alleluja demokracji.

Tylko czy my nie mamy prawa do ochrony przed psycholami?

Poza tym śmieszy mnie mówienie o równości wobec prawa. Pokazali ta równość po Smoleńsku. Rodziny ofiar dostały niezłą kasę. Rodziny ofiar zwykłych ludzi nie dostają nawet pomocy psychologicznej. Pozostawieni są sami sobie.

Prawo....

Zastanawia mnie jakim prawem dzieci odbierane są z domów rodzinnych, gdzie tylko panuje bieda. Dlaczego warto dać kasę rodzinom zastępczym zamiast wspomóc rodzinę biedną, gdzie tylko bieda występuje.

Zresztą w tym kraju prawo woła o pomstę do nieba.

Ale dzieci w pierwszej klasie uczą się liczyć do 10-ciu. Brawo!

Więc pytam się - dokąd Polska zmierza?



Służba zdrowia?
Szkolnictwo?
Polityka rodzinna?
Prawo?


Lekarze są bezkarni.

Nauka spadła na ryja i już w mediach mówi się o lumpointeligentach.

Ryszard Kalisz zarzucił byłemu ministrowi sprawiedliwości, że „nie rozumie co to jest państwo, a państwo to też policja i system penitencjarny, których rolą jest ochrona społeczeństwa przed przestępcami..."

A jak nas chronią?!

Środki karne oraz  policja są na tyle nie skuteczni, że można już kraść bezkarnie do 400 zł, choć podobno dąży się do granicy tysiąca złotych.

Właśnie tym są, proszę pana Ryszardzie - niczym.

A więźniowie siedzą sobie w pierdlu niczym kury na grzędzie i gdakają sobie. Najedzone, w cieplutkim pomieszczeniu ...ko, ko, ko ....



Więc pytam się - dokąd Polska zmierza?


Nie ogarniam dzisiejszego prawa ani sprawiedliwości zbudowanej na tej platformie obywatelskiej.

A gdzie lewica? Po wczorajszej wypowiedzi Kalisza - powiem jedno - w dupie ciemnej.

Wygadałam się.
Na politykę nie będę wchodzić.
Wracam na rodzinne podwórko,
Nie chce tracić uśmiechu ani spokoju duszy....ani wiary w ludzi.



U hu hu, takie prawo ...



poniedziałek, 20 stycznia 2014

...bo dzieci wchodzą do łóżek dorosłych.......

Czasami czytam wiadomości. Czasami. Bo coraz częściej mam odruch wymiotny.
Ten świat jest pierdolnięty po prostu. A ludzie doszczętnie głupieją ....


Oto co przeczytałam i pewnie każdy to przeczytał.

Ks. Jerzy Bocheński na pytanie, czy dorosły człowiek może powiedzieć, że ma problem, bo dzieci go prowokują, odpowiedział:

"trzeba by porozmawiać z ludźmi, którzy w życiu tego doświadczyli". – (…) mamy i dzieci 10-letnie, trochę starsze i znam przypadki, gdzie ich życie intymne potrzebowało wcześniejszego zaspokojenia. Same dzieci "wchodziły" do łóżek dorosłych, chcąc być spełnionym. I to był wybór dziecka...."


Czy to jest normalne? Czy jak syn do mnie wchodzi do łóżka, by się przytulić to jest to zaproszenie do aktu seksualnego? A kiedy córka mówi - daj buziaka, to znaczy, że co?, że ojciec ma się z nią zabawić?!
Takie myślenie czy też ukierunkowanie zachowania dziecka jest po prostu czymś nienormalnym.
Normalny człowiek tak by nie pomyślał, ale ksiądz, a zwłaszcza pedofil, a zwłaszcza ksiądz-pedofil to owszem. Bo dziecko przyszło ....samo przyszło do łóżka, chcąc być spełnionym ....
Boże, gdzie ty jesteś?!!!!!
Tak ma wyglądać miłość?



Uważam, że niektórzy księża, właśnie tacy księża powinni trafiać do zakonu. Niech żyją za murami, daleko od społeczeństwa. Daleko od dzieci. Choć większość powinna zdjąć swą czarną sukienkę (chyba jednak nie darmo ją noszą) i stanąć przed sądem, naszym, ziemskim i zgnić w więzieniu.


Duchowni mają jeszcze  autorytet.  I co? I księżulo mówi to na łamach gazety? Usprawiedliwia pedofilstwo? Rozumie to?

Jestem w szoku......

A co na to Kuria? Jak to przeczytałam to wyplułam herbatę.

Łódzka kuria metropolitalna w specjalnym oświadczeniu wydanym w związku ze sprawą poinformowała już w listopadzie, że ks. Bochyński udzielił wywiadu bez zgody przełożonych, czym "złamał normy Konferencji Episkopatu Polski dotyczące występowania duchownych i osób zakonnych oraz przekazywania nauki chrześcijańskiej w audycjach radiowych i telewizyjnych".

Przekazywania nauki chrześcijanśkiej .........złamał zasady przekazywania nauki chrześcijańskiej......



Kuria ponadto zamilkła, choć komentarz chyba inaczej powinien wyglądać ..... Przecież te słowa Bocheńskiego to usprawiedliwienie dla pedofili. No przecież ksiądz to rozumie. To te dzieciaki są winne!!!! To one prowokują!!!

Brak słów, a klnąc nie będę.



I co dalej czytam?

Sam ks. Bochyński przeprosił za zło wyrządzone Kościołowi.
- Przepraszam za zło wyrządzone Kościołowi moim nieodpowiedzialnym zachowaniem. Proszę o wybaczenie


Kościół przeprosił!!!!! Nieodpowiedzialnym zachowaniem!!! Bo nie dał wywiadu do autoryzacji?! Bo przemówił? Jak widać Kuria ma powody, by wprowadzać duchownym zakaz rozmów z prasą ....A ilu jeszcze księży ma takie zdanie? Co Kościół jeszcze kryje pod tą swoją sutanną?!


Ks. Bocheński nie przeprosił społeczeństwa za swoją głupotę, nie przeprosił dzieci. Przeprosił  tylko Kościół i to pewnie ze strachu co by nie zleciał ze swojego piedestału.



- Takie stwierdzenia są charakterystyczne dla pedofilii. Wielokrotnie spotykałem się z podobnym sposobem myślenia podczas procesów sądowych. Jest to próba waloryzowania przemocy seksualnej wobec dzieci, która opiera się na założeniu, że winna jest ofiara, a nie sprawca - mówi prof. Zbigniew Lew Starowicz, seksuolog.



Czy ktoś zrobi wreszcie porządek z tymi czarnymi?!!!
Przecież to nie pierwszy raz, kiedy ksiądz tłumaczy pedofilii....





linki do artykułów


http://wiadomosci.onet.pl/kraj/wicemarszalek-sejmu-ksiadz-bochynski-powinien-byc-przesluchany/997sq

http://www.tvn24.pl/lodz,69/ks-bochynski-nie-pojawia-sie-na-plebanii-piotrkowianie-po-wywiadzie-w-szoku,369547.html




sobota, 18 stycznia 2014

bo ja znam przekleństwa


Wczoraj mężulo przegrywał stare taśmy ze starej kamery na kompa. Archaiczne znaleziska o bezcennym znaczeniu.  I tak zerknęłam, a jak zerknęłam to stanęłam nie mogąc się od lecących obrazów oderwać. Wzruszenie spowodowało, ze łzy same poleciały ...hahaha, a jednak jest we mnie coś ludzkiego :P.

Pierwszy kadr. Moja córa, wówczas roczny brzdąc,  budziła się. Przeciągała się strzelając minki. Jej oczka uśmiechnięte, buziak łobuzicy, wyglądała przepysznie. Kamera przesunęła się lekko. Nad łóżkiem stał jej brat, wówczas 3-letni Starszy. Po minie było widać, że ma ochotę wyciąć jakiś numer Młodej.  Te ich oczy roześmiane......Drugie ujęcie: Młoda wspina się na bujaka śpiewając: lalalalalala. Sama rozkosz. W tym czasie wbiega Starszy. Wspina się na wyrko i zaczyna wygłupiać się strzelając minki....
Ujęcie trzecie. Muzyka leci, Starszy skacze w kuchni drąc się w wniebogłosy, przepraszam śpiewając, a Młoda w zapatrzona na brata skacze siedząc  w krzesełku  machając przy tym wesoło nóżkami.  Jakie to były maluchy! Rewelacja. Obiecałam Starszemu, ze wieczorkiem będziemy zakopywać się w wyrku i oglądać płyty.

Zatrzymać czasu się nie da, ale te obrazy wskrzesiły falę wspomnień ...warto nagrywać, warto zapisywać. Naprawdę! Zdjęcia to jednak nie wszystko.

Za parę miesięcy jedno dziecię skończy osiem lat, drugie pięć, a my ......szkoda gadać. Na taśmach został zatrzymany czas ....aż się łza kręci w oku...



Cześć siora :)

---------------------------------------------------------

Piątkowo

Wczoraj byłam taksówką dla syna.
Zwiozłam go na robotykę. Odebrałam.
Zawiozłam na karate. Odebrałam.
Córka w tym czasie zostawała sama w domu, przy bajkach. Nie boi się  - bajka jest, dziecka nie ma. Ja drżę, ale wyjścia nie miałam. .
Syn, zanim pojechał na zajęcia, sam z siebie odrobił zadania domowe, mówiąc, że potem nie będzie pamiętał. Więc on odrabiał zadania, a ja w tym czasie poszłam po Młodą do przedszkola.

 - W co mam Młodą ubrać na występ?
- W białe rajtuzki, a stroje będą nasze. Aha, i obuwie zmienne. Bo w kozakach nóżki przegrzeją się.
- A jak było na próbach?
- Młoda, jako jedyna z grupy, zawstydziła się i nie chciała powiedzieć wierszyka. Ale rok temu też tak było a potem dała piękny popis.
- O tak, hahahaha, znajomi mieli niezły ubaw z niej - zawładnęła sceną, hahahhaha

Tego niestety nie nakręciliśmy, ale w tym roku, ucząc się na błędach - biorę kamerę.

Rok temu dzieciaki wystawiały "jasełka" na deskach sceny domu kultury i Młoda po prostu rządziła. Była zabawna. Ustawiała dzieciaki robiąc sobie miejsce. I ten jej uśmiech ...i miny. Publiczność chichotała.
Jak będzie w rym roku? Zobaczę za tydzień.
Hahahahaha, genialne dzieci, naprawdę.
Tylko szkoda, że czasami im odbija.
Ale jak to mówią na wiosce - nobody is perfect.




--------------------------------------------------------------



Sobotowo




Weekend to cudny czas. Mimo, że nie pracuję to jednak mnie cieszy. Mogę czasami dłużej pospać niż do 6.20.
Ale gdzie tam...
Starszy wstał dzisiaj rano o godzinie siódmej.
- Nie o siódmej mamo tylko o szóstej pięćdziesiąt dziewięć - poprawił mnie syn.
Dobrze, obudził mnie minutę przed siódmą.
- Dziecko, czy ty nie masz ojca?! - zapytałam się przewrotnie.
- Ciebie kocham! 
Tulanko i walki rozbudziły mnie do końca.

- Wiesz mamo jednak kupię Lorda Vadera, jest lepszy niż zły Imperator ....
Bla, bla, bla o angry birds, star wars. Normalnie, zagadałby człowieka na śmierć.

 - Dobra, wstaję, idziesz ze mną na zakupy?
Syn wyrwał z wyra, ubrał się  i poszedł ze mną. Jejku jak fajnie, że znowu jest sobą.

Młody dzisiaj znowu miał zajęcia. Tym razem były z dziedziny chemii i geografii.

- Mamo coś wlaliśmy do mleka i ono zrobiło się fioletowe. Poszukiwaliśmy białek....

Nie pamięta co wlali, ale mówił, ze zajęcia były fajne. Pracowali w zespołach trzyosobowych. Było śmiesznie. Za miesiąc kolejne ćwiczenia. Chce iść na wszystko co jest.
-Ale i tak karate jest lepsze - tak to skwitował. Ku mojemu zdziwieniu.


Kiedy gotowałam obiad. Młoda rozwiązywała swoje zadania.  Starszy sam z siebie zaczął jej pomagać. Czytał polecenia.
" Po licz  i le jest  ba lo ni ków. Po ma luj  je".

- Policz to.
- Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, tak? sześć, siedem,dobrze?, osiem, dziewięć i ...
- Dziesięć.
- Dziesięć.
- A teraz policz to-  powiedział syn zakrywając połowę baloników.
- Raz, dwa, trzy, cztery, pięć
- A teraz to. - wskazał na odsłonięta część.
- Raz, dwa, trzy, cztery, pięć.
- Pięć dodać pięć to 10. Policz wszystko.
Młoda powtórzyła:
 - Pięć i pięć to 10.
- Dobrze. No to policz wszystko.
- Raz, dwa trzy, cztery, pięć, sześć, tak? siedem, osiem, dziewięć
Cisza.
- Dziesięć - powiedział Starszy - powtórz.
- Ale ja już nie chcę! Mamo!
 Hm, chyba tylko będzie jeden pasjonat matematyki. Syn w jej wieku liczył po rosyjsku  do 11. Ale przeszło. Tzn teraz liczy do 40, ale jakoś nie chce za nic w świecie iść na żadne zajęcia. Nauka języka, jakiegokolwiek, ograniczała się do liczb.

Przy obiedzie wśród dyskusji wielu wyłonił się taki dialog:
- To będę mówił kurde mać
- Mówi się kurde mol i lepiej w ogóle tak nie mów.
- A wiecie, że znam tyle przekleństw, chyba z dwa tysiące, są tak ohydne, byście się normalnie zrzygali do tych swoich talerzy...
- Wiesz co, to nie mów brzydko, za to ładnie jedz....
- A i tak bym nie powiedział bo wy od razu byście zaczęli się drzeć- w tym momencie syn zaczął gestykulować zmieniając ton głosu - " Starszy, nieładnie się zachowujesz, masz już po tablecie i to na miesiąc!"
- To może mi powiedz na ucho - odezwała się babcia.
- Ehe, a ty zaraz powiesz to moim rodzicom i znowu będzie krzyk. " Starszy, jak ty mówisz. Masz miesiąc bez bajek!!!"
Hahahaha, tematu przekleństw nie drążyliśmy, bo i po co. Chodzi do szkoły ,więc ma zapewne niezłą edukację na przerwach :P

- Chcę grać na twoim telefonie - córka rzekła do swego ojca.
- Chcesz grać? - zaczął się z nią przekomarzać ojciec -Wiesz w co może zagrać?
Córka popatrzyła na tego ojca swego i z uśmieszkiem wypaliła:
- W pici polo?



Udane egzemplarze.I tak naprawdę nigdy nie sprawiały większych kłopotów. Czekają z tym pewnie na inny okres -hahahaha.
:P


czwartek, 16 stycznia 2014

pik, pik, pik.....




Czuję oddech na karku. Coś lezie za mną, zbliża się niespokojnie kołysząc się na boki. Idzie niezdarnym krokiem, choć pewnym. Coś..... pieprzone fatum....z zepsutym oddechem ...

Pik..pik.....pik...

- Jezu, co to jest? - aż siadłam z wrażenia w łóżku.
Pik, pik, pik ...
Oto nadciąga zombiak z rozrusznikiem serca? Kapitan Hak? Kłębisko myśli jak beton przygniotły mnie do prześcieradła.
- Nie wiem.....ciiiii ...- powiedział Mooniek. Zastygł.
Jak on zastygł to ja już się spociłam. On nigdy nie zastyga!
Zerknęłam na zegarek - 0.00. Północ, czas wyzerowania. Czas troli, duchów, strzyg .....pik, pik, pik ....
Serce oszalało.
Pik...pik...pik.......
- Czekaj, idę - mężulo poszedł w tą ciemność. Zagryzłam z niepokoju wargę ....nawet źle ogolona wagina (która zamieniał się w jeża) przestała swędzieć.

Wielka ciemna postać zaczęła się zbliżać. Cień cienia .........
-AAAAAAAAAAA!!!!!!!! -wrzasnęłam.
-Ty naprawdę jesteś stuknięta!  - rzekł mąż wchodząc do pokoju - To pika licznik w rowerze.
- To on żyje?
- Głupia to bateria! Młoda nie tak ustawiła pedały i się ocknął.
- Dwa dni mu to zajęło. Albo ktoś teraz pedałował. Tatuś? - zapytałam się mając na myśli swojego zmarłego ojca.
- Wariatka.
- Ślepiec. Ktoś musiał ruszyć pedałami, by licznik oszalał, prawda? więc kto? Młoda bawiła się dwa dni temu!
- Idź spać kobieto, nie marudź.
- W takich okolicznościach? never ....

Zaszyłam się w Infermo. Słowa koją ...
Ale słowa gubiły się w wywołanych obrazach Boscha, które nagle ożyły przede mną. Przestałam czytać ...
Hirek pochłonął mnie, pochłonął mnie od pierwszego wejrzenia. Jego dzieła są wpisane gdzieś w mą duszę ...Zresztą czego tam nie ma ...






Zasnęłam.
Z piekielnymi snami.
Budzik, który wyrwał mnie z tych czeluść okazał się zbawieniem. Nawet przez głowę nie przemknęła mi myśl o młotku...Radosna melodyjka okazała się wybawieniem.
Radosna melodyjka? Niebo? Zerwałam się. Ufff.......Jeszcze dane mi będzie wypić kawę!
Wlać smolę w ciało ....Kurde!, gdzie mleko? Trochę rozjaśnię tą wizję.

Gdy ubierałam spodnie to nagle guzik odskoczył. Potoczył się po podłodze.Znak jakiś czy co?
Znak, że czas się odchudzać, bo znowu będzie siara  chodzić  w stroju  po plaży jakiejś ...
Hm....tak się potoczył ...  fortuna kołem się toczy.

Dawno nic się nie stało .....
Poczułam mrowienie. Pod lewą łopatką. I na prawej kostce.

W końcu jest nowy rok i nowe wyzwania.

Trzynastka  oznacza podobno rebelię szatana, a robiąc przewrót to suma z 2014 równa jest 7.
Siedem jest liczbą boskiej perfekcji. Trzynastka wprawdzie minęła, ale doskonałości, i to boskiej, raczej nic nie umknie.
- Patrz Lucyfer jak to się robi!- krzyknął Bóg pozbawiając Arte życia. Perfekcyjnie.
W końcu rebelia to chaos, można się pogubić, a szatan to mało perfekcyjny stwór Boży, więc nic dziwnego, że chybił choć miał swoją szansę. Doskonały Bóg uwieńczył dzieło.




Czekaj, czekaj,  - zaczęłam sama mówić do siebie  -złe myśli pachną niesamowicie smacznie przyciągając tym swoim aromatem stada pechowych ptaków, które szponami łapiąc kawałki porywają do krainy mroku. I tam następuje uczta, piekielna uczta ...

Szybko zrobiłam to, co córka ostatnio zrobiła: stanęłam na jednej nodze i przechylając głowę na bok, postukałam się w nią. Łup, łup, łup ....

Kiedy Młoda łupiła swoją głowę zapytałam się zdziwiona:
- Co robisz?
- Nie chcę by rybki pływały w mojej głowie.

A ja nie chcę negatywnych myśli. Łup, łup, łup .....Wypadajcie uchem, sio.....


Dzieciaki zostały odstawione do instytucji. Wolność! Miałam chatę dla siebie. Mogłam gotować, prasować, mogłam bez żadnych przeszkód zaszaleć. Smolik wtaczał nuty w ciało me.

Tyle, że podczas prasowania żelazko zdechło.
Przestało grzać.
Stało się zimne.
Umarło.
Chyba z litości nade mną.
Nie tylko bowiem prasowałam, ale i gotowałam i robiłam pranie i do netu lukałam. Za dużo tego było, za dużo. Więc odeszło. Niech śpi w spokoju. Do powrotu męża. Mam nadzieję, że pogłaskanie po wnętrzach dokona cudu i żelazko stanie na stopkę.
A jak nie, to znowu czeka nas wydatek. Miesiąc bez nieoczekiwanych zakupów miesiącem straconym.

Poczułam zmęczenie. Jak na starą babę przystało. Zadzwoniłam do matki. Ha! strzał w 10-tkę:, chodziła po mieście.
- Odbierzesz Starszego ?
- Jasne.
- Dzięki.
Zasnęłam. Obudził mnie ból brzucha. Znowu ....ech, ta starość.

Pojechaliśmy na karate. Syn ćwiczył uderzenia nogami i rękoma, zaś córka ćwiczyła kciuka grając na komórce. Nie chciała się przejść. A ja nie miałam sił na walkę. Trudno. Chwila na grze w końcu nie zryje jej psychiki, prawda? A zresztą, niech nauczy się zabijać świnie. To warto opanować w życiu.


Zapakowałam dzieciaki do auta. Zapięłam Młodej pasy i obchodząc samochód stanęłam jak wryta. Facet wycofywał z miejsca parkingowego z naprzeciwka jadąc prosto na mój samochód. Kurde, taką małą puchą nie umie wycofać? Zamiast skręcić to jedzie prosto na wstecznym?! Na mnie? Co to jest?Co za koleś! Nie mogę. On stanął, a ja zaczęłam się śmiać. Ale przestałam, gdy koleś ruszył uderzając swoim tyłem w moje auto. Nie wierzyłam, że można być takim idiotą, myślałam, że wyhamuje i pojedzie w swoją drogę.  Wyhamował, tyle, że zamiast jedynki wrzucił wsteczny.....bum.
Zamurowało mnie.Stanęłam przy bagażniku oglądając blachę. Myślałam, że zajarzył, ze poczuł uderzenie, że mu się coś pomyliło, ale gdzie tam.
Nigdy nie wolno myśleć, że głupek umie myśleć.NIGDY!
On nie wysiadł, on podjechał trochę do przodu, i.......  i znowu  zaczął jechać do tyłu!!! Uskoczyłam, dzięki temu  przywalił w bagażnik,  a nie we mnie. Skoczyłam do jego bocznej szyby waląc w nią.
- Co robisz?!?!?!?!
Wyszedł wielki, spocony, stary, nieogarnięty.
- Odbiło panu? Co pan robi?  
- Ale nic się nie stało? Nie widziałem, przepraszam- był zaskoczony - jest ciemno.
- Kurde, człowieku, uważaj, na to co robisz.
 - Ale pani chyba przed chwila przyjechała.
- Od godziny tutaj stoję. Dobrze, że nic się nie stało, ale niech pan uważa. W aucie były dzieci, to nie są żarty.





Ech, niedawno sama wycofując auto wpadłam na inne auto, które nie wiadomo skąd się wzięło. Ale poczułam, ze w coś uderzyłam pomimo tego, ze to  było lekkie  uderzenie. Wyszłam, przeprosiłam. Wiem, ze takie rzeczy się zdarzają. Ale tak wycofywać? Albo facet nie ma wprawy, albo wyobraźni, albo, teraz mi przyszło na myśl, był "na gazie". Ten jego wygląd ...Oby nikogo nie zabił.

Jadę do domu. Ciemno jak przystało w Ciemnogrodzie.Warunki takie sobie. Noga sama schodzi z gazu, by nie walnąć jełopa. Jełop to przechodzień bez wyobraźni.
I jasna cholera! Wiedziałam!
Nagle na pasach znalazł się facet. W ciemnym ubraniu. Wyskoczył sobie, jak sarna z lasu. W końcu przejście jest dla pieszych.
- By cię szlag- warknęłam.

Choć miałam ochotę krzyknąć:
Człowieku masz mózg? To zacznij go używać!Czy to takie trudne?! Myślenie, kurwa, nie boli!!!!!!!!

Dlaczego ludzie są popieprzeni? Bo nie mają wyobraźni. Nie wiedzą, że jednak pole widzenia kierowcy nie jest takie jak przechodnia. Olewają to. Włażą na paski, bo to ich prawo. Nie rozejrzą się, albo się rozejrzą mając to i tak w dupie. Niech hamuje ...pewnie, a co tam.

Naprawdę - ciemnej postaci stojącej z boku nie zauważa się tak szybko.
Chyba, że ta postać jest w przedpokoju ...



Zaszyłam się w kuchni. Sos pieczarkowy. Wyzwanie mega. Ale byłam dzielna. Tylko raz zadzwoniłam do matki, gdy zwisłam podczas duszenia. Upewniłam się także, że jednak muszę iść do sklepu.

Poleciałam zostawiając dzieciaki same.  Sklep był jeszcze otwarty, produkt dostępny, a na oblicze wkradł się uśmiech satysfakcji. Sos będzie uratowany.

Ledwo otworzyłam drzwi mieszkania jak syn wpadł do przedpokoju:
- Mamo, a  Młoda powiedziała do mnie - " i co młotku?"
- Wcale, że nie!!!! - krzyknęła córka
- Słyszałem i jeszcze robiła miny, że niby to nie do mnie, a jej warga uśmiechała się ...o tak, patrz -  Starszy próbował przyjąć hultajski wyraz twarzy Młodej.
- Mówiłam do ściany! Nie do ciebie! -  powiedziała Młoda, ale w oczach kryła się iskierka łobuziary.
-Młoda, nie świruj, przeproś brata. Oboje macie wybór albo szaleństwo albo Pingwiny - przygwoździłam ich szantażem.
Przy kreskówce nadeszła chwila wytchnienia. Uwielbiam słuchać ich rechotu.

Odzyskałam spokój.......tyle, że nie duszy.Choć dusząc pieczarki chciałam udusić wszystko co złe.


Póki co wyginam śmiało ciało nie tylko przy garnkach, ale  i na myśl o duchach, pająkach i  przy z skrzynce z listami.
Biała koperta zabiera mi oddech. I porusza jelita.

Trwam w oczekiwaniu.

Pik...pik. ...pik..........

Czuję oddech na karku. Coś lezie za mną, zbliża się niespokojnie kołysząc się na boki. Idzie niezdarnym krokiem, choć pewnym. Coś..... pieprzone fatum....z zepsutym oddechem ...














wtorek, 14 stycznia 2014

sukces

Sukces?
Aby osiągnąć sukces trzeba ciezko pracować.
Pracować ciezko jak i cierpliwie.
Osiągnęłam sukces!!!
Maz po trzech latach posprzątał piwnice.

 

udko droidów





Syn wraz z klasą był na spektaklu teatralnym. 
Sztuka porwała klasę do sztuki plastycznej.
Zaczęli tworzyć.




- Patrzcie co zrobiłem  - syn pochwalił się swoim dziełem.






 Cudownie! :)



Rozbawiła mnie nie tylko pisownia Starszego.

Łudko?
A może  udko?
 Udko droidów brzmi pysznie, nieprawdaż?

Zabiła mnie ortografia,  a kula pirata zmiotła mnie z ziemi.

Dostałam ataku śmiechu na widok tej kuli.

Od kiedy piraci mają taki sprzęt?!

Widzieliście taką kulę?!!!!

A ja taką kulę widziałam.
Czerwoną kulę.


Więc teraz zadradzę sekret. To ja jestem  piratką! I to wielką! Mam taką kulę.
Ba!, nawet dwie.
Czekają na mnie w pokoju. Pod łóżkiem lezą ja wierne psy.

Powiem więcej. Od dwóch zimowych sezonów piratuję. Bo skoro nie mogę szusować na nartach.

Dwa lata temu złamałam pietę. Kule.
Rok temu poszło kolano. Kule.
W tym roku powtórka z kolana. Kule czekają.

Życie pirackie jak cholera, hahahahaha

Pirackie kule


Ha, ha, ha, niedługo nadejdzie ten czas, czas wypłynięcia na szerokie wody. Po skarb i przygodę :P


Mam nawet swoją piracką apaszkę, która na szyi powiewa niczym bandera.






Syn wpadł w piractwo na całego. Powiększył swoją armadę o parę statków, ale ten był najlepszy:)




A potem biedny siedział kując pisemnie słowo: łódka, łódka, łódka.
z matką na karku, która jak papuga powtarzała: łódka, łódka ....łódka re-be-lia-ntów...
Mam nadzieję, że dopłynie do brzegów poprawnej ortografii.





poniedziałek, 13 stycznia 2014

:PPP

Młoda wstała z fochem, a właściwie wstawać nie chciała troskliwie pielęgnując focha.
- Dobra, to powyciągaj się jeszcze, a ja będzie gotowe śniadanie to cię zawołam.......
- Yyyyyhyyyy....

Zrobiłam śniadanie. Parówkę. Bo co córa mogłaby zjeść innego?
Aha, jajecznicę z parówką.

Młodą, jak niemowlaka, musiałam zanieść do kuchni. No pieszczoch mega. A do tego foszek związał nóżki.

- Z ketchupem chcesz?
- Tak.

Otworzyłam butelkę, polałam.

Młoda w brecht.

-Hahahahaa, taki sam uśmiech jak twój, hahahahaa.......

Śmiech przegonił focha - odzyskałam dziecko.



Czasami tak niewiele potrzeba, by wzbudzić czyiś uśmiech. A zwłaszcza dziecka.





I Wam niekontrolowanego skurczu przepony życzę :)









niedziela, 12 stycznia 2014

kadry




 -Może zapiszę cię na kurs tańca? - zapytałam się Młodej.

- NIE! to jest głupie. I tam są same dziewczyny. I one się całują. Fuuuj..




- Starszy, patrz, będę mamę całować - powiedziała Młoda- no weź mamo, przekręć głowę. o tak...
- Kurde, ty nie mnie całuj tylko jakiegoś Karola upoluj, czy innego chłopaka, no weź...
- A my mamy Karola w przedszkolu - odrzekła Młoda, by po chwili dodać smutnym głosem - ale on jest przedszkolakiem ...dzieckiem małym.



Ledwo weszliśmy na mszę jak Młoda rozdarła japę:
- Po co mamy się modlić w tym głupim kościele . Ja nie chcę! Ja chcę jeść i pić ......
Udało się spacyfikować czorta. Stoimy. Nagle mężulo mnie szturcha szepcząc:
- Patrz, ale wysoki ministrant, albo diakon, co on ma na plecach?
- Nie wiem ...
- Eeee, chyba ministrant, oni wszyscy to mają.
Dojrzałam, faktycznie z tyłu mieli takie sznureczki jak czasami bywają przy dzwonkach.
Dzwonkach?
Zaczęłam chichotać.
- To jest po to by ksiądz mógł ich przyciągnąć na swoją klatę .....hahahaha
- Wiedziałem, że to powiesz - i oboje rechotaliśmy śmiechem zduszonym.
Uwielbiam chodzić na msze. Zawsze coś odkryję. Buhahahaha.........Miłość jakąś . Hahahahaha.




Dostałam ataku śmiechu jak syn zademonstrował goryla. Co za poza, hahahaha. Ta mina, te pięści, to wygięcie kręgosłupa, i tyłka......no po prostu padałam z brechtu. I pół dnia latałam za synem.
- Proszę, zrób goryla!
Robił. Buhahahahahahaha, zajebisty kolo. No wymiata! :)




ygh...




- A jaki kod choroby? -pielęgniarka zapytała się lekarza.
- No jaki kod choroby? - powtórzył lekarz ewidentnie pytając mnie.
Zbaraniałam.
- Ee.....to ja mam wiedzieć? -zapytałam zdziwiona.
- No powinnaś, oj Arte ......... - szybko przeszedł na ty, hm...ciekawe czy ja też mogę?! :)
- Nie wiem, skąd mam wiedzieć? 
Zaczęła się debata na temat klasyfikacji jednostki chorobowej. I poszukiwanie poprzedniego zwolnienia w książeczce. Wymamrotałam jeden symbol, ale lekarz orzekł, że na to składa się zbyt wiele rzeczy, więc to nie jest to.
- To by się zgadzało - odparłam.
- Nie, no Arte, pomyśl ... -  i lekarz zrobił mi mini wykład podczas, którego olśniło mnie i wyciągnęłam skierowanie do szpitala. Był tam symbol, który podałam.
Ale ze mnie jest przypadek złożony.

Jednak co do czego przyszło to  kod nie został wpisany. Odkryłam to będąc już w domu. Oddałam zwolnienie bez niego. Nie chciało mi się wracać. Po prostu opadłam. Złożyło mnie w niechęć.
Niewiarygodne.
Czy ja nie mogę trafić na normalność? Nie mówiąc już o profesjonalizmie.

Pewnie dostanę zwrotkę zwolnienia z nakazem uzupełnienia. Oby. Oby tylko na tym się skończyło.

Biała koperta w skrzynce znowu przyprawi mnie o odruch wymiotny, tak jak dzwonek do drzwi i :
- Mam do pani polecony .......
Nie mogę posiedzieć spokojnie w domu. Taki komfort psychiczny mi się marzy - nicość, nie a spraw, a jedyny dylemat to ten co na obiad zrobić.
Że też zawsze coś musi być na rzeczy. A to dopiero początek.
Zmulona jestem rokiem poprzednim, tak zamulona, ze teraz po prostu wysiadam .....

 I tak się zastanawiam, czy w tym zamotaniu  zamotany lekarz nie obetnie mi nogi? I to tej zdrowej. Bo i tak bywa.
W końcu nastał 2014 - czas na nowe przygody.

Zamykam więc oczy mając nadzieję, że jak je otworzę to znajdę się w 2015, ale nic się nie dzieje, czas ciągnie się jak guma do żucia.
Czas oczekiwania wydłuża minuty. Jeszcze ponad 30 dni zawieszenia.


17-ty to taka data, czarna data w mej rodzinie. Na 17-tego mam wyznaczony zabieg.

17-go umarł mój dziadek. Po 17 latach siedemnastego umarł mój ojciec.
Czyżby była kolej na mnie? To by było. Matematyczny zgon według szatańskiej arytmetyki.

- Cześc tato! Kurde, ale czadersko wyglądasz, no no no .... Opowiadaj gdzie, co i jak?

I znowu stanie się moim przewodnikiem życiowym.

Ale póki co poszłam na cmentarz zapalić znicz przemawiając do granitowej płyty.
- Tato, wszystkiego naj z okazji urodzin! :) Bywaj szczęśliwy w tych zaświatach! :)

Fajny z niego facet był, ale ja to czasami bywa, a nawet dość często, że za fajni ludzie zbyt długo nie żyją. Nie wiem czy to jest boskie zapotrzebowanie na miłe towarzystwo? Hm...widocznie anioły bielą przytłaczają. ....





winnie :)




- No i jak tam córeczko?

- Do dupy!

Matka wie co dziecku w danym momencie potrzeba.
Wie i już.

Wypiliśmy wino z Włoch, Grecji, Francji, Hiszpani i Kany Galilejskiej.

Ta bateria  czekała na tą chwilę obsuwy życiowej.

Barek został opróżniony.

Nie pozostało nic innego jak znowu zacząć przecierać chodniki europejskie.

Mamo, bywaj :)



piątek, 10 stycznia 2014

odmiana


-  No odejdziesz od tego durnego kompa? Mieliśmy naleśniki robić!

-  Już, już ....momencik!


Syn rozpędził się do obsługi robota, przesiewania mąki i takich tam. Pod moim okiem oczywiście.

Fajnie coś razem robić. No fajnie i już. Ale o tym każdy wie, a ja się cieszę tym zawsze. Jak dziecko.

 A jak się nauczy gotować to może zdejmie ze mnie to brzemię?! To by było super! Hm....dobry plan.

Ale skąd ten zapał? Obsmarowałam ich wcześniej i proszę - dzieje się cud?! Cud przemiany.
Jezus był mistrzem wina, a ja sobie będę mistrzem słowa, buhahahahahahaha
Zaraz po winie.:P

Pomiędzy smażeniem i konsumpcją naleśników toczyliśmy sobie dziwne nasze rozmowy. Uwielbiam z tym kolesiem gadać, jak wydobywa z siebie coś więcej niż mruczenie.

- To kim zostaniesz jak będziesz dorosłym skoro wszystko jest takie.... takie....takie  nie fajne?
- Łapaczem much.


-Wiesz, czasami myślę sobie, że takie fajne dzieciaki mogły trafić na lepszą matkę....
Syn popatrzył, zamilkł
- Wiesz jesteś jaka jesteś ...co robić...
- Co?
Śmiech syna rozwalił mi nadgarstki.
Łobuz jeden, a gdzie te komplementy?! :P

- Tęsknię za tatą. Kocham go.
- Super, a ja to co?
- Nic- i chcichra
- Buuuuu- udaję płacz.
- Weź bekso, kocham cię....kto by ciebie nie kochał?

Hahahahahaha....no, no, no ...hashahaha




W ramach odrabiania zadań, Starszy narysował nasz portret rodzinny

Cudowna rodzinka, co?! :P


- Mamo, a wiesz, miałem trzy dni na odrobienie zadań, ale po co? Lepiej teraz, w tym samym dniu odrobić lekcje, bo się nie zapomni.

Wiem, wiem z wiekiem przejdzie zapał ...

Ale jak zabrał mi szmatkę, mówiąc:
- ja pościeram kurze,
a potem, poproszony,  wyciągnął odkurzacz i zaczął odkurzać (powiedzmy :D:P) to padłam.
A gdzie - nudzę się?!
Ten dzień nie był inny od innych dni.

Chyba, że to była rekompensata za dywanik ....
A może to magia słowa pisanego? Obsmarować, a słowa zostaną w bryle tekstu?!
Hm....może w końcu dobiorę się do rządu??!!!! :DDDDD


Wieczorem podziękowałam synowi za tak miłą odmianę.
- Wygrałeś czekoladę!
- Nie chcę, jest za późno. Wybieram tableta.
- Lajt, masz godzinę.

A Młoda? A Młoda po przedszkolu zasnęła. Wstała przed 18.00. I w bajkach zatonęła. z nastawieniem aspołecznym. Lepiej nie drażnić lwa. Więc niech ma, niech ogląda.




PUZZLOMANIA 

  zrodzona z nudy :)







A ponadto nasz cudowna choinka




dokonała żywotu



pozostawiając ducha świąt :P



gdzieś tam, bo wywiało wszystko.




:))))






bo i o co chodzi?! :p




Czasami jak słyszę:
- Mamo ..
jestem w szoku, ze to do mnie ktoś coś mówi i to w ten sposób.
Naprawdę.
Oglądam się.
Nie, no przestań wariatko, to do ciebie.
Wciąż nie mogę uwierzyć.
To się dzieje naprawdę. I choć syn stojąc koło mnie sięga już swoją głową do ....ojej, kiedy on urósł?...szok ... to jednak, pomimo upływu lat  nie dociera to do mnie.
Czas mija, a zdziwienie tkwi.
Tkwi, bo wryło się zmarszczkami na twarzy i w dołkach siedząc z wyciągniętymi nogami zaciera ręce.

Te dwie sztuki są moje?
Ze mnie wyszły?
A jednak ...
To nie sen. To dzieje się. Naprawdę dzieje się
Syn powoli przerasta moje cycki, a córa go goni.
Jeszcze trochę i znowu będę kurduplem rodzinnym.
Z elfa spadnę do rangi krasnala, co za życie ...

Dzieci zamiast kota, meżulo zamiast samotności, love zamiast pustki.
No niewiarygodne.....

Czasami boję się, że to tylko sen, że nagle przebudzę się w innej rzeczywistości.
Choć czasami  wydaje mi się, ze to właśnie ta rzeczywistość jest nie realna.
Jakby ktoś mną się bawił jak kotkiem.
Klik, klak - gdzie ja jestem? Klik, klak...
- Mamo?
Mamo sprowadza mnie na ziemię.

Na ziemię obiecaną?
Na ziemię psychozy?


Więc gdy wstaję, otwieram oczy, i słyszę:
- Mamo.......
mruczę sobie, że jeśli to jest sen to niech trwa, a jeśli to real to git, choć też mi w trudno w to uwierzyć.
Trudno jest uwierzyć w szczęście. Choć obejmuje mnie ramionami męża.

W szczęście, które samo przyszło i o którym  nie marzyłam.
Taki dar. Od losu.
Za co?
Za zawsze wyczyszczone buty?!



Może w końcu uwierzę w swoją szczęśliwą gwiazdę i przestanę panikować, gdy los plącze mi nogi.
Po prostu przysiądę i poczekam. Podłubie w zębie.






Życie płynie nieubłaganie gdzieś do przodu czy jakiegoś raczej końca.
Staram się zatrzymać czas w tych chwilach wspólnej zabawy. Wspólnych chwil. Coraz bardziej doceniam ten czas. Nabrał wartości. Tak jak przy hamowaniu odczuwamy, że prędkość była jednak mega.

Z wiekiem odkrywa się coraz więcej smaków. I apetyt rośnie. Krok spowalnia się. W mijającym czasie jest wiele zakamarków, gdzie warto utkwić. Zaszyć się.
Nie trzeba biec.
To co ma być samo do nas dobiegnie.

Kadr - gra. Kadr na zabawę. Na czytanie. Rozmowę. Wygłupy. Bycie razem.
- Mamo, a podręczysz mnie?
Niech to będzie film jak najfajniejszy- nasz wspólny, rodzinny, ciepły.
Nie, ze każdy zajęty swoim życiem biegnie w swoim torze. Nie - razem trzeba coś robić albo być. Być razem to wiele. To sztuka. Klaps. Kolejny kadr.

Zachorowałam na zachłanność. Wirus przemijalności mnie dopadł.
Ha! czas najwyższy ....
Rozlałam się po mieszkaniu, wsiąkłam w panele - nigdzie już nie bywam.
Pewnie do wiosny....hahahaha.


Nikt nie jest idealny, a dzieciaki mając na głowie poznawanie świata muszą jakoś odreagować ten ciężar bodźców jakich na nie spada.

Ale ...

Ale dzieciakom, choć zimy  nie ma, zamroziło mózgi. I to totalnie.
Zahibernowało zwoje.
Do lodowych ludków dociera dopiero stukniecie młotkiem. Znaczy się głośnym słowem.


Patrzę, słucham i nie poznaję -to moje dzieciaki?!
Nie, teraz to dzieci mojego męża, hahahaha.

Bunt przemieszany z plemiennymi walkami.
Do tego dochodzi dziki wrzask i tekst "nudzi mi się".

Zachowują się tak, jakby się zapętliły w jakiejś przestrzeni dupkowatości nieskończonej.
Hm, albo przez ten brak zimy jakieś zarazki się odmroziły i zaatakowały układ nerwowy dzieciaków ....

Nie wiem, co się dzieje.

Pierdolec ich dopadł i tyle.
Już słyszę jak mężulo mówi: - Po mamusi, po mamusi...

- Maaamooo! - drze się Młoda - a Starszy nazwał mnie dzidziusiem!
- Bo jesteś - drze się Starszy.
Sceny jak z Koszmarnego Karolka.
Straszne, no nie?
Jak oni tak mogą?

Wiem, wiem, nie jest źle, bo zawsze może być gorzej.  W końcu Karolek Damianka nazywał larwą.

- Synu, weź wyluzuj, bo przejdziesz na stronę złej mocy. Jak Anakin. Twoja złość niszczy twoją dobrą stronę, słyszysz ten swój oddech? Yyyygh, yyyygh... -zaczynam charczeć (cholera, gdzie mój czarny nocnik?)
No ryję mózg synowi z brechtem, bo jak normalnie proszę i mówię:
-  Synku nie wolno tak, nie ładnie, bądź grzeczny...
etc, no ładnie proszę i mówię, mówię  o zranionych uczuciach i  tłumaczę to wylewka. Betonowa wylewka.
- No, mamo, no weź przestań tak gadać!
- A ty przestań dokuczać swojej siostrze, dobrze?!..............yghhhhrhhh, yyyyghhhyyyrr !
- MAMOOO......


Ale bywa i tak, ze syn kwituje wszystko jednym wyrażeniem:
- Bo ona mnie wkurwia!

Oddech się rwie.Co?! Wkurwia?!
Chciałoby się krzyknąć-Synu kto cię nauczył tak mówić?noż kurwa, ja pierdolę! nie wiesz, że nie wolno przeklinać? że to nie ładnie?
Ale ten słowny żart, kiepski żart, zostawiam sobie.
Wiec pozostaje wytrzeszcz oczny i tekst:
- Proszę, nie mów tak, to za ciężki kaliber na taki kręgosłup.
- Co?
- Synku za młody jesteś, denerwuje to lepsze słowo. Powtórz: denerwuje.






Ale ja czasami nie denerwuję się. Ja czasami wkurwiam się.

Wyprałam dywanik z łazienki, bo znowu był przystrojony pastą do zębów.Wyprany, czyściutki położyłam na kafelkach ciesząc się jego nieskalaną jasnością. Tylko przez wieczór....
Nadszedł poranek. syn wkroczył do łazienki. Rano minuty zamieniają się w sekundy. Robi się coraz później, a ten tam utkwił. Zęby powinno się szorować przez 2 minuty, a minęło chyba z pięć ...Młoda w tym czasie zaczęła skakać w butach, gotowa do wyjścia .....czas, czas, czas ....
- Mamo, znowu ubrudziłem dywanik pastą......
- A umyłeś chociaż zęby?
- Nie
I wtedy we mnie coś pęka i wycieka ZŁO. W takich chwilach rodzi się we mnie zło.
- Kurwa, synu, ty miałeś umyć swoje zęby, swoje, rozumiesz, nie zęby dywanika....... ja przepraszam, ja nie mogę ...chcesz niebieski dywanik? to powiedz ....
- Przepraszam.....
- Ja też, za przekleństwo, ale po prostu no nie mogę, nie mogę, ogarnij się, proszę...


Poranek, poranki - najcięższa chwila dnia ....





Matka to nie terminator, robocop,  matka to istota, co swój system nerwowy ma. Ale trudno czasami uzbroić się w cierpliwość, zwłaszcza jeśli w tej dziedzinie są wyraźne niedobory.
Branie potasu, magnezu i melisy nie pomaga. A czekolada tylko tuczy i tak tłustawy tyłek.
Zimowa porażka po prostu.

Dzień bez dzikich wrzasków dniem straconym. One wydobywają się przez szczelinę zajęć np. wspólny posiłek okazuje się niezłym polem do popisu.
Bo on coś powiedział, bo ona jakoś tam spojrzała, bo .......zawsze też można się wydrzeć:
- Za gorące, nie jem!
- Ona zawsze chce to co ja!
- A on mnie przedrzeźnia!
Akcja musi być.

Chciałoby się w takich chwilach wskrzesić słowa Felicjana
"A niech was wszyscy diabli"
ale to jeszcze nie ta chwila na takie działo :P
Zresztą, hola, hola  jakich was? MNIE!, mnie niech diabli wezmą!

Młoda wpadła nie tylko w okres buntu, ale i rozdrażnienia. Wyje o wszystko.
A przepraszam, ostatnio wyła słusznie, bo sok z mandarynki, którą obierała, zaatakował jej oko. Aż byłam mile zdziwiona, że jednak powód wycia był dobrym powodem do krzykopłaczu, a nie wyimaginowaną walką o wymyślone pierdy.
A jak nie wyje to śpi od 17.00 do ..... . I wieczorem zamiast spać bawi się w najlepsze.
I znowu zaczyna wyć, bo musi iść spać, a nie chce. No kto chodzi o 23.00 spać?!

Tja, oto z black dusz narodził się Wampirek, hehehehe. Emocjonalny. Zasysa dobry humor ryjkiem wyjącym.

Ostatnio w akcie desperacji puściłam córce kabaret. Zaglądam - nie śpi.
- I co córeczko?
- Leci druga część kabaretu - odpowiedziało moje dziecię. Rozumne nawet o tak późnej porze. El dupa znaczy się ze spaniem będzie skoro mózg trawi otoczenie. Grrrr......
- Aha - odparłam i naiwnie, aczkolwiek z pewną nadzieją zapytałam się - to może pójdziesz spać? Wiesz, jest 23.00.... Naprawdę jest już późno ...
- Nie chce mi się ......
Wiedziałam .....

Czytanie mnie uśpiło. Obudziłam się w środku nocy. Córka spała koło mnie. W porzo. Będę miała kolorowe sny. Zawsze takie mam, kiedy śpię z Młodą. Zasypiam w błogości ....

A potem nastąpi poranek. Upływające minuty poranka zakłócają obraz - to nie dzieci, słodkie dzieci, to potwory małe.....

Młoda wchodzi w okres buntu. Może to wycie jest jak trąba? Obwieszcza nadejście nowej ery? Buuuuuu równoznaczne z przesłaniem: I'm coming ?!
Młoda  ma w nosie to co pani mówi w przedszkolu. Robi to na co ma ochotę i tyle. Znaczy się nie będzie się ubierała ani rozbierała jeśli jej się nie chce. Nie będzie samodzielnie jadła. Nie da sobie włosów przejrzeć. Od towarzystwa woli układać puzzle. Zabawy wspólne? Phi tam, Młoda idzie do stolika i tam organizuje sobie czas.
Nie i koniec. Niezależny byt.
I nie ma dla świata zmiłowania żadnego.

W przedszkolu przeglądane są włosy ze względu na wszawicę. brrr....
Tłumaczę córce:
- Kochanie daj pani przejrzeć pani włoski, bo to jest ważne. Wiesz ja nawet nie wiem jak wszy wyglądają.
- A ja wiem
- Tak? Jak?
- To takie pomarańczowe. Małe. I mają skrzydła.
- To chyba małe smoki, a nie wszy? - chichoczę.
Mam nadzieję, że nie złapie, bo ....ble, nie myślę.
Oj, fuj .....robactwo mnie przerasta.

Siła argumentacji?

- Młoda, jak dzisiaj nie będziesz grzeczna w przedszkolu to zapomnij o Pingwinach. Masz jeść sama i się ubierać, rozumiesz?

Poskutkowało.
Okazało się, że Młoda potrafi założyć buty i kurtkę i rozebrać się i zjeść i to ładnie. Pani była zdziwiona taką miłą odmianą. A raczej powrotem do normalności. I do zabawy.
Na jak długo?
No cóż, kto wie.
Młoda jak się uprze to koniec. Nie to nie i basta.

Przy tym wszystkim bywa taka słodka i rozkoszna. Ten jej śmiech. Teksty. Śpiewy. I skoki.I ręce zarzucone na szyję.
Złożona istota. No po prostu rasowa baba.
Każda minuta niesie niepewność - z czym zaraz Młoda wyskoczy?! 

Uf, buziak...sweet .....


- Mamusiu, jesteś najlepszą i najukochańszą mamusią pod słońcem- ostatnio codziennie słyszę ten tekst od córy. Aż mi dusza puchnie. Fajowo. Oby tylko nie odlecieć za bardzo.
Syn podłapał klimat dodając:
- Jesteś cudowną mamą, bo nie chodzi o to, ze spełniasz  wszystkie nasze zachcianki, ale jesteś miła i fajna i najukochańsza....kocham cię.

Taki odlot, że parę włosów zostawiłam na suficie.

E? Spełniam ich zachcianki? No zrobiłam dzisiaj pomidorową i tyle. Hm ....

- Synu jaką jutro zjesz zupę?
- Krupnik.
- A ja nie chcę chrupniku! - drze się Młoda. I prawie płacze......- ja chcę rosołek.

Chrupnik? Jakie chrup chrup? Kasza jest podobno super gumowata. Wg słowa syna mego.



Zajęta prasowaniem, wyłączyłam parę w żelazku jak i myślenie i co dotarło do moich uszów?

- Mama jest diabłem tasmańskim, bo tak się wścieka, hahahaha
- A wcale, że nie, mama jest kochana.

Ach te córki, słodkie córeczki. Zawsze są za mamusią. Do pewnego wieku.


- Mama to gapa.
- Mama jest śmieszna.


- Dziecko nie śmieszna, tylko zabawna!
- ha! śmieszna .....też coś ....może śmiesznie chodzę, może śmiesznie się ubieram, może śmiesznie mówię, ale NIE JESTEM ŚMIESZNA! HA! Zabawna też nie, ale to niech sami odkryją ...na śmieszność się nie zgadzam, a co!

 Swoją drogą albo niczyją to fajny obraz w oczach dzieci.

Gapa ...No tak, tak ...

Ostatnio wychodząc z kuchni wpadłam na suszarkę, która stała w przedpokoju.
Grrr......

- I co znowu coś się czaiło za zakrętem?! - mąż lejąc ze mnie odwiecznie też nie zostawia na mnie suchej nitki.



Poszłam kapać Młodą, a Starszy co?
- Nudzi mi się....
- To pozmywaj - rzuciłam i poszłam do łazienki. Nudzi mi sie ....jeszcze raz to usłyszę to ....no nie wiem co....

Wycieram ręcznikiem córkę jak wpada syn ubrechtany.
- Jestem mokry od tego zmywania, hahahaha
- Zmywałeś?!
- Noooo, ale woda mi się rozlała...
 - Aha - skwitowałam bojąc się wnikać gdzie, co, jak i ile.

Zajrzałam do kuchni z pewną nieśmiałością. Zamiast oczekiwanego na podłodze  oceanu zastałam  połowę naczyń pozmywanych.
Co za koleś, hahahahaha.
Naprawdę mu odbija. Dobrze, ze czasami pozytywnie, hahaha.

Czasami dziecko musi się ponudzić, bo nic tak nie wyzwala kreatywności jak nuda. Ale to facet więc jęczy....
- Nudzi mi się ...
- Nudzi mi się .....
- Nudzi mi się .....

Tak często to ostatnio słyszę, że mam wrażenie, że kiedy urodził się to ze słowami:
- nUUUUda
To nie był płacz: uuuuuuuuuuu
tylko

nUUUUUda.

Wczorajszej nocy wstałam o godzinie 2.34. Wstałam, bo męczył mnie kaszel. Przy okazji zajrzałam do pokoju dzieciaków. Syn wstał z łózka i przytulił się do mnie mówiąc:
- Mamo, nudzi się ....
po czym wparował do naszego wyra i zasnął.
A ja stałam jak walnięta rechocząc niesamowicie, aż do kolejnego ataku kaszlu.
Nudzi mi się? ahahahahahaha....
Nawet przez sen. Co za koleś, hahahaha.

No cały mój syn. Cały mój. Niewiarygodne. Zresztą córa też.
Efekt modlitw: - oby tylko do teściowej nie były podobne, oby tylko do teściowej nie były podobne

Ale na podobieństwo moje są i mam niezły orzech do zgryzienia.
A do zagryzienia jeden krok ...

Chciałam tylko powiedzieć, że strasznie je kocham i nie wiem czemu się tak wkurwiam.

Ten dywanik jest taki przykładowy.

Jednak diabeł tkwi w szczegółach.

Szczegóły składają się na całość. I niech teraz każdy element będzie upierdzielony.

Obraz.

Surrealizm.

Życie.











czwartek, 9 stycznia 2014

ZAPINAJCIE PASY! Dość tragedii.......







 



Dasz radę utrzymać na rękach słonia? Taka masę będzie miało Twoje dziecko w chwili zderzenia. Twoje ramiona go nie ochronią.

Nie zapięty z tyłu kumpel siedzący za Tobą, w chwili zderzenia przełamie nie tylko oparcie Twojego fotela. Zmiażdży Cię.

Naprawdę masz siłę zmierzyć się z masą uderzeniową 3750 kg? To tylko 50km/h i 75 kg wagi pasażera.




ZAPNIJ PASY!!!!!!!!!!!!!!!!!!






Kiedyś pasów nie zapinałam.
Obowiązek?
A niech mnie w dupę pocałują ....se wymyślili, phiiii


Zrobiłam prawo jazdy i szanując swoją kasę zaczęłam pasy zapinać, by nie było.
Zapinałam, by nie płacić mandatów. Nie z przekonania, że chronią życie.


HISTORIA PIERWSZA

Pewnego dnia pas się zaciął. Powiesiłam się na tym cholerstwie a dziad nie drgnął. Wsiadłam do auta i pojechałam bez zapiętego pasa. Nie miałam wyjścia.
Auto, które za mną jechało też nie miało wyjścia - przypierdzieliło mi w bagażnik. Kierowca,  kiedy zauważył, że stoję, nie zdążył wyhamować.

BUUUUMMMMM

Prędkość?!
Prędkość gówniana, bo ok. 20-30 km na godzinę.

BBUUUUMMMMMMMM!!!!

Poleciałam jak bezwiedna marionetka do przodu. Poleciałam, tak po prostu......fiuuuuuuu, bach głową o kierownicę....

Szok!

Nie wiedziałam co się dzieje i dlaczego zatrzymałam się na kierownicy.

Mój kark... moje czoło ...moje ciało......AŁA!!!!!

Co to było?!

Byłam w szoku. Gdybym umarła nie wiedziałabym, że nie żyję. Jedno sekundowe przejście na drugą stronę.

Byłam  w szoku jak człowiek w jednej sekundzie zamienia się w wielką bezwolna masę.




Jezu- pomyślałam sobie - to co się dzieję z człowiekiem, kiedy dochodzi do wypadku przy
prędkościach 60 km/h?
a przy 140km/h?



Przeraziło mnie to.

Nie przeraziło mnie to, że auto wpadło na moje auto, ,że mam wgięty tył, nie, to mnie nie przeraziło.

Przeraziło mnie to co się dzieje, kiedy nie ma się pasów zapiętych!

Szok, naprawdę szok.

Człowiek w jednej sekundzie staję się bezwiedną masą pędzącą do przodu. Siła uderzenia przejmuje władzę nad ciałem. Ciało staje się pędzącą masą ...to straszne uczucie.....

W domu zorientowałam się, że nie mam okularów. Leżały koło pedałów samochodowych.
Spadły mi z nosa przy uderzeniu.





HISTORIA DRUGA

Mój syn siedział z przodu samochodu. Gdy wyjeżdżaliśmy z bocznej uliczki musiałam nagle zahamować, bo nieoczekiwanie  za zakrętu wyjechało pędzące auto.

Pisk hamulca.....

BUUUUMMMM!

Syn wyskoczył z fotelika zatrzymując się na szybie. Uderzył głową w przednia szybę i to zdrowo. Zabrakło mi oddechu. Uderzył i się przykleił do niej.

Serce mi zamarło. Jezu, przecież mogłam Go zabić!!!! Zabić mojego mojego syna!!!!

Brak pasów uczynił z niego tylko glonojada.

Gdyby prędkość była większa brak pasów uczyniłby go trupem.

Nie zapiął pasów, bo zapominał, a ja zapomniałam mu przypomnieć....

Od tamtej pory syn pamięta o pasach, co więcej - sprawdza, czy siostra jego ma także zapięte pasy.

Otrzymaliśmy lekcje życia.

Uratowała nas mała prędkość.
Przy większej prędkości bylibyśmy już w Krainie Wiecznych Łowów.







Zapinajcie pasy, ludzie, naprawdę.





W necie można czytać takie słowa:

Samochód jadący z prędkością 50 kilometrów na godzinę w razie stłuczki powoduje dla nieodpowiednio zabezpieczonego dziecka skutki porównywalne z upadkiem z trzeciego piętra.



Pamiętajmy jednak, iż największą karą za brak odpowiedniego zabezpieczenia może być nie mandat, ale kalectwo lub śmierć  na skutek odniesionych obrażeń.



Można i czytać :

Pasy bezpieczeństwa są najbardziej efektywnym urządzeniem chroniącym pasażera podczas wypadku. Niestety okazuje się, że aż 60% osób siedzących z tyłu nadal nie zapina pasów. Tacy pasażerowie poza narażaniem własnego życia, stwarzają śmiertelne niebezpieczeństwo dla kierowcy. W sytuacji wypadku ciało uderza w fotel z siłą miażdżącą prowadzącego samochód.

http://superauto24.se.pl/auto-porady/pasazerowie-bez-pasow-smiertelnym-zagrozeniem-dla-kierowcy_350968.html



lub oglądać:

oto jak dziecko wypada z auta, kiedy jedzie bez fotelika, kiedy nie ma zapiętych pasów




Niezapięte pasy w aucie - crash test ADAC - zobaczcie jak kierowca i pasażer potrafią polecieć nie mając zapiętych pasów i to przy prędkości 30 km/h.





Bezmyślność kierowców obrazuje kolejny spot::





można wiele rzeczy czytać

i oglądać

ale na pewno warto zapamiętać

ZAPNIJ PASY!!!

dzięki nim, pasom bezpieczeństwa
można ocalić swoje życie lub najbliższych

wy wybierzcie bezpieczeństwo 

ZAPINAJCIE PASY!!!!!

dość tragedii.......





Inicjatorzy Akcji "Zapnij Pasy": Anka- Calm DownVan Furio
Projekt i wykonanie logo akcji: Van Furio




Poczytajcie, proszę:

http://calm-down.blog.pl/2014/01/08/przypnij-dusze-do-ciala/

http://kuradomowa.blogujaca.pl/2014/01/08/zapnij-pasy/

http://matkaagrafka.blog.pl/?p=1247

http://stampowo.blogspot.com/2014/01/pasy-gupcze.html?zx=175f37b8593dc8ab

http://ulicaidom.blogspot.com/2014/01/smierc-jezdzi-bez-pasow.html

http://koszmarnarodzinka.blog.pl/2014/01/09/smierc-jezdzi-bez-pasow/

http://tataszymona.blogujacy.pl/2014/01/09/przypnij-dusze-do-ciala/

http://niezdecydowanie-zdecydowana.blog.pl/2014/01/09/blogerzy-apeluja-zapnij-pasy/

http://furiacki.piszecomysle.pl/2014/01/09/smierc-jezdzi-bez-pasow-blogerzy-apeluja/

http://abstrakcyjny.blog.onet.pl/






Przyłączysz się?!

Uratujmy wspólnie czyjeś życie.

Albo swoje i najbliższych.





ZAPINAJMY PASY!!!!!!!!!!!!!








Zapięte pasy bezpieczeństwa podczas wypadku to bardzo często jedyna szansa na przeżycie.



W Polsce około 30% kierowców i blisko 53% pasażerów nie zapina pasów bezpieczeństwa. Wielu pasażerów tylnej kanapy podróżuje bez pasów, a wiele matek i ojców wozi swoje pociechy bez odpowiedniego fotelika.
Wielu z nas wierzy w opowieści o cudownych zdarzeniach, gdy niezapięty pas bezpieczeństwa uratował komuś życie lub pozwolił opuścić pojazd.

http://darek.jogger.pl/2012/10/21/pasy-bezpieczenstwa-naruszaja-godnosc-obywatela-i-powoduja-w/





ZMIEŃMY TO!!!!!