poniedziałek, 23 grudnia 2013

Radosnych Świąt !!! :))))


Niech magiczna noc Wigilijnego Wieczoru

Przyniesie Wam spokój i przyjemność.

Niech każda chwila Świąt Bożego Narodzenia

Żyje własnym pięknem,

 A Nowy Rok obdaruje Was

Pomyślnością i szczęściem.

Najpiękniejszych Świąt Bożego Narodzenia

Niech spełniają się wszelkie Wasze marzenia.





















niedziela, 22 grudnia 2013

Chłopaki - dziękuję : :)))




Dostałam dwie nominację. Chłopaki, dzięki. :)) Fajny prezent na święta. :))) I to jeszcze od TAKICH KOLESI!!! - WOW!!!!
Poprzednio nominował mnie też super kolo - Ulica :PPPP :D.

A jednak ktoś czasami tutaj zagląda - to miłe :)))))) To niezły kop, dzięki :)
A ja Wam polecam ich blogi, nie są tak mulaste jak mój :)))






Van Furio - odpowiadam na Twoje pytania :))) 

1. Moim niedoścignionym wzorem jest (uzasadnij !) ….
Myślę i myślę i myślę, ze chyba jednak nie mam wzorów :)

 2. O czym marzysz od zawsze, wiedząc że nigdy tego nie zdobędziesz?
O seksie grupowym :PPPP
A tak na serio -poleciałabym w kosmos, chciałabym to przeżyć, zobaczyć, poczuć.

 3. Za 72 godziny świat ulegnie całkowitej zagładzie. Co zrobisz przez ten czas?
Tankuję auto i robię jazdę po Polsce, by spotkać ludzi z blogów i fb :D:P.
Zabieram rodzinkę w góry - w ukochanych górach mych z mymi misiaczkami ....piękna smierć :)P

 4. Wygrywasz 8.000.0000 w totolotka. Co zrobisz z taką forsą?
Podróżuję z rodzinką, inwestuję i wpłacam na cele charytatywne, fajnie jest pomagać. Kurczę i kupiłabym sobie motor :)))

5. Najbardziej ekstremalnym przeżyciem w Twoim życiu było…
Jednym z wielu np. wieszanie mokrego pokrowca z materaca, gdzie o mało nie wyleciałam przez balkon. Ponad to uścisk i całus od Teściowej. Albo jak zjeżdżam  na dupie złażąc z Rysów i cholerny czekan nie chciał się w bić w śnieg. Albo jak auto przestało mnie słuchać i po lodowej ulicy jechało wprost na inne. Albo jak wpadłam do kanału, - całe moje życie to takie ekstremalne przeżycie. Jest w czym wybierać, hahahaha.
Jak przestanie się dzaić, znaczy się, że trupem jestem :)

6. Oddałabym/oddałbym wszystko by przeżyć to jeszcze raz lub choć raz…
Nie, już nic nie chcę przeżywać - dobrze jest jak jest :)

7. Twoje 3 żelazne zasady, których nigdy nie złamiesz….
Nie zdradzić swoich zasad.
 8. Ulubiony film, który mogę oglądać milion razy to…
Za dużo tego by wymieniać :) Uwielbiam Tarantino, Luca Bessona, Woody Alena filmy z Shirley MacLaine, Woody Harrelsonem, Jackiem Nicholsonem, o jejku no też długo by wymieniać :)

 9. Wolność to dla Ciebie…
Brak granic we wszelkich przestrzeniach.

10. Co wywołuje w Tobie największy lęk?
Życie? Taniec cieni w nocy? Głupota ludzka chyba jednak najbardziej.
  1. Uwalniasz dżina z butelki, masz jedno życzenie. Jakie?                                                                              By wszyscy ludzie byli zdrowi i szczęśliwi.
Czego Wam wszystkim życzę :)))))

Garibaldi - odpowiadam :)))

1. Dlaczego prowadzisz bloga?
Bo jak umrę to choć słowo zostanie hahahaha.

2. Kim chciałabyś być gdybyś nie był/była sobą?
Nie wyobrażam sobie by być kimś innym :)

3. Twoje największe marzenie?
Himalaje - wejść na jeden ze szczytów:)

4. Miłość, Pieniądze, czy Siła?
Siła, bo trzeba mieć siłę by kochać i robić kasę :D

5. Masz pistolet z jednym nabojem. Przed tobą typowy Gimbus i „lalka Barbie” – Kogo wybierasz?
Siebie :P)

6. Lubisz Krzysia Ibisza? (Zastanów się, on prowadzi galę!)
Zdecydowanie nie :) (i dobrze, że mu nie zapłaciłeś :P)

7. Czy ktoś z rodziny/przyjaciół wie, że prowadzisz bloga?
Tak. 

8. Nie ma prądu przez tydzień. Co zrobisz?
Przy świeczce gram w "tysiąca" :P

9. Skarpetki z Sandałami. Hot or Not?
Zależy od temperatury, ahahahaha

10. Jaki styl wolisz – Nieśmiałego faceta, czy Klubowego Macho? A do panów : Nieśmiała Dziewczyna, czy „Otwarta Bezpośrednia” ?
Ani jednego ani drugiego - facet to ma być facet :)
  1. Jesteś w toalecie. Nie masz papieru. Co robisz?                                                                      Dzwonię do przyjaciela (znaczy się męża:P ) :D


Przepraszam Nieanielica., że choć przyjęłam zabawę to ona gdzieś zawisła. Miałam wymienić 7 rzeczy o których nie pisałam na blogu. Hahahaah, nie napiszę o nich, bo o tym nie piszę. :)))))




A poza tym dziękuję Wam wszystkim za to, że jesteście.

:)))))))))))))))))))









czwartek, 19 grudnia 2013

luzowanie gumek od majt :)



Poszliśmy po Młoda do przedszkola. Pani powiedziała, że Młoda nie chce się sama rozbierać ani ubierać ani jeść. Siedzi w tym swoim uporze i palcem nie ruszy. Młoda posłała pani uśmiech mega, który mówił jedno    " no i co?". Dla niej to ubaw.
W szatni pytam się tej córy mojej o co chodzi. Władzę w rączkach straciła czy co?
- Bo nie!
"Bo nie" to odpowiedź na wszystko. "Bo nie" i koniec. I odmówiła ubrania się.
- Ty mnie ubierz.
Ubrałam, bo nie miałam czasu ani ochoty na przepychanki. Córka mając ubrać rękawiczki rzuciła je na środek korytarza.
- Ale tobie to co? Mózg się przegrzał? Rękawiczki to nie piłka. 
Dziecię na mnie popatrzyło. Zobaczyłam w jej oczach to coś, oj miotały maleństwem sprzeczne emocje. Od zmęczenia po złość, po nie wiadomo co, bo kto wie co tak naprawdę gra w duszy czterolatka. Oho ho ho - pomyślałam - będzie ciężko.
Młoda podniosła rękawiczki mówiąc:
- Ale nie ubiorę!
- Trudno, jak w łapki zarzniesz to może zmienisz zdanie .....
Wyszliśmy. Dzieciaki zaczęły się przedrzeźniać. Co Młoda powiedziała to Starszy powtarzał. Córa zaczęła fuczeć, a syn wpadał w obłąkańczy śmiech. Zaczynało się robić małe piekiełko. I darcie się na całą ulicę.
W końcu Młoda zamilkła i stanęła. Nie będzie szła, bo będzie zakładać rękawiczki.
-Czekajcie na mnie!
No to czekamy. Pięć minut ......i nic nie zmienia się. Młoda stoi i lampi się w rękawiczki trzymane w dłoniach.
- Zakładasz czy idziemy?
- Zakładam - warknęła Młoda po czym znowu rzuciła rękawiczkami na chodnik mówiąc, że są głupie.
Dobrze, że był lekki mrozik, który zmroził mi neurony, bo nawet mały obłoczek pary uchem mi nie poszedł.
- Słuchaj Młoda, bierz rękawiczki, tyłek w troki i idziemy. 
- Nie! Ty mi załóż!
- Przesadzasz Maleńka, oj ...
Pomogłam córce założyć rękawiczki, Młodej humor poprawił się i zaczęła biec. A nawet śmiać się. Brat jej towarzyszył i nie było kwachu. Uf, będzie dzień do przeżycia. Chyba ...Bo to wiadomo co dziecku w główce się porobi?!

Po drodze wpadliśmy nad stawik. Walka z lodem zainspirowała młodych do niezłych zabaw. Ostrożnie próbowali wejść na tafle lodową, ale lód łamał się, wiec dorwali gałęzie i oddali się potężnej sile niszczenia pokrywy lodowej.

Dom. Dzieciaki rozsiadły się w kuchni i zaczęły jeść pączki kupione po drodze. Takie z dziurką oblane czekolada. Po prostu pycha. Dali mi po gryzie to wiem. Fajne są te moje szkraby.
Nagle Młodej zaszkliły się oczka. O jej pomyślałam, ale musi jej smakować.
- Prosiaczka zostawiałam w przedszkolu. A ja ....go chcę!!!
I rozpłakała się na całego. Buuuuuuuuuuuuuuu.........
- Kochanie, nie płacz, Prosiaczek niech pobawi się w przedszkolu, a jutro go zabierzmy, co?
- NIE! Bo ja go kocham i tęsknię! Buuuuuu......
Taki żal i taki płacz, ze nie miałam innego wyjścia jak pojechać do przedszkola po zgubę.

Włączyłam dzieciakom bajki. Bajka to lek na wszystko. Prawie na wszystko. Mloda wprawdzie przestała płakać, ale za to chlipała z tęsknoty. No to pojechałam do przedszkola. Odnalazłam różowego pluszaka i pognałam z powrotem do domu. Radość córki była wielka.
- Dziękuję mamusiu.
Czy trzeba czegoś więcej?! Prosiaczek wywiał wszelkie muchy z nosa córki. Stała się słodka, a rączki odzyskały władzę.



Zresztą sama ucieszyłam się ze znalezionej zguby. Wieczorem padłam do wyra. Padłam z bólem brzucha. Jakby mi było mało wrażeń to jeszcze kichy zbuntowały się. Leżałam złożona jak leżak, gdy nagle poczułam ukłucie. Ukłucie jednego kolczyka w głowę mą. Jednego? Ręką zaczęła szperać po drugim uchu. NIE MA !!! nie ma .........buuuuuuuu......nie ma .....Chciałam się ubierać i w tą noc z latarką gnać, ale nie miałam sił, by machnąć nogą. Ani wyprostować się.
Mój kloczyk ....buuuu. To naprawdę był fajny komplet. Pewnie zgubiłam gdzieś na ulicy jak niosłam śpiącą córę. Ech.....Buuuuuu....... Zasnęłam smutna z wizją, że a nuż może koło ławki przed klatką leży?!
Rano kiedy ścieliłam dzieciakom łóżka  wlazłam na coś lewą nogą. Pieprzone lego - pomyślałam. Schyliłam się i........nie wierzyłam swemu szczęściu. To był kolczyk! Mój kochany kolczyk! Życie cudem jest.


 Tak więc z całej radochy Zygmunt dostał swoją choinkę. A co tam. Idą święta - magiczny czas, więc niech magia trwa.

Choinkę przystroił syn -sam!:)


A poza tym nie mogłam się oprzeć i kupiłam w dronce świecące cosiki :) 

 Na półkach wyglądają radośnie i barwę zmieniają :)))


I bałwanka mam i gwiazdkę i totalnego pozytywnego zajoba. Aż micha mi sie cieszy.

A atmosferę podgrzewa fakt, że zamówiliśmy bilety na Hobbita i porywamy syna do kina. 

Czuję, mówię Wam, że nadchodzi zajebisty czas!!!!!!!!

:DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD





Na tyle zajebisty, że pieprzonych kierowców, innych kierowców będę bić słowem po Nowym Roku :PPPP


wtorek, 17 grudnia 2013

o Bieszczadach mych ....









Takie cudo zrobiła córa na zajęciach przedszkolnych z plastyki. Oczywiście nie sama, bo aż tak zdolna nie jest. Patrzę na sowę i sama mam ochotę wziąć kozik w ręce i podłubać. Artystyczne poszukiwanie spokoju. Rycie dłutem jak poszukiwanie drogi życiowej. Jedno życie, a tyle wyborów i przypadków, które wszystko burzą. Albo budują.
Drewniane rzeźby kojarzą mi się z Bieszczadami.  Bieszczady, ten kawałek ziemi, który niesie coś z sobą niesamowitego. Dzika przyroda, dzikie dusze. Miejsce ucieczki. Stachura, Hłasko (wiem, wiem, ze Bieszczady są mu tylko przypisywane), miejsce buntowników, miejsce tych którzy chcą żyć inaczej. Coś zgubić, coś znaleźć....Siedzieć przed chałupą i dłubać z dala od cywilizacji. Od tłumu, instytucji. Przyjemna forma niebytu. Dłubać w drewnie, w nosie, w ziemi, w duszy ....
Zresztą uciekłam w te swoje Bieszczady....
Uciekłam z kolesiem poznanym przez ogłoszenie w gazecie. Miałam 17 lat. Siedziałam w filozofii, w religiach, poszukiwałam sama nie wiedząc czego. Egzystencjalizm wraz z Buddą mieszały mi w duszy. Filozofia hinduska z materializmem odciskały swoje piętno. W poszukiwaniach swych odnalazłam jednak ułudę miłości.
Wsiadłam do pociągu i pojechałam. Rodzicom powiedziałam - jadę z koleżankami. Ha! uwierzyli, bo obarczyli mnie czymś strasznym - zaufaniem. Nigdy jakoś nie zawiodłam. Nigdy zaczęło być nudne.
 A jak nigdy jest nudne to nadchodzi czas zmian.
On miał wsiąść po drodze. Tyle, że przy kontroli biletów okazało się, że jednak muszę z tego pociągu wysiąść. Więc na najbliższej stacji opuściłam wagon. Obce miasto i ja. I pociąg za dwie godziny. Poszłam do budki i zadzwoniłam do niego, by powiedzieć, że jadę następnym, ale jego  już dawno nie było w domu.  Wyszedł na dworzec. Zonk.
Samotne wakacje? Czemu nie. Zew przygody. Zresztą głupio do domu wracać. Wsiadłam do pociągu: kierunek Bieszczady. Z paroma złotymi w kieszeni, bez namiotu, za to z paczka papierosów. Nie będzie źle.
Kiedy  pociąg hamował na jego stacji, wychyliłam się przez okno krzycząc:
- Grzegorz.
Bez wiary, że się odnajdziemy. Dostałam pstryczka w nos -trzeba wierzyć. Był. Poznałam faceta ze zdjęcia.
On nie wiedział jak ja wyglądam. Ha! Taki numer. I znaleźliśmy się.
To że odnaleźliśmy się powaliło mnie na kolana, jego powaliłam ja, a  iskra cudu zamieniła to wydarzenie w coś mistycznego.  Dwa tygodnie włóczenia się po górach. Włażenia w doliny, na połoniny i na szczyty nie tylko górskie. Świat przestał istnieć.  Eksplozja zatracenia, a jednak odnalezienia czegoś ważnego. Odkrycie, że miłość jest tym wszystkim co każe nam żyć, być, nakręca. I ta duchowa, i ta zmysłowa  jest turbiną dla pozytywnego istnienia. A takie istnienie przezwycięża uczucie osamotnienia, zagubienia w poszukiwaniach. Odnalazłam sens istnienia i siłę życia.

Grzesiu później do mnie przyjechał. Przyjechał w sobotę. A sobota u mnie był dniem udręczenia. Matka sprzątała jakby to była misja życia. Sobota była masakrycznym dniem. Naszą miłość wciągnął odkurzacz.
Grzegorz odszedł, ale ja miałam Fromma. To lepsza pamiątka niż Grzesiu Junior. Jednym słowem miłość trwała, zmienił się tylko obiekt.

Parę miesięcy później jednak zawisłam nad życiem i zleciałam w dół. Trafiałam do szpitala ....Ale to inna historia.

Jednak Bieszczady z tą moją duszą szepczą mi, by kiedyś jednak kupić tam chałupę i żyć na uboczu świata. Żyć w zgodzie z naturą. Odnaleźć prawdziwego człowieka choćby przy szklance wódki. Tak siąść, wyciągnąć nogi i gwizdać pod nosem. Odnaleźć wolność istnienia nie obarczoną niczym poza chęcią  życia.
.
A póki co dałam się uwieść historiom o Bieszczadzkich Zakapiorach*. Cudowna opowieść o ludziach, którzy istnieją. Ich historie były niesamowite. Rzucić wszystko i uciec. W tchórzostwie odnaleźć odwagę, czy w odwadze jednak wskoczyć w tchórzostwo. To kolorowe ptaki, które fruwając nad górami nadają im magię. Takie są właśnie Bieszczady.W mojej duszy.
Kiedyś tam się zagubię, by się odnaleźć na nowo. Z koza pasącą się przy lawie, na której będę siedzieć i dłubać w kawałku drewna.











* http://lubimyczytac.pl/ksiazka/62785/majster-bieda-czyli-zakapiorskie-bieszczady








czwartek, 12 grudnia 2013

nie karmcie dzieci płatkami...



Syn uznał dzisiaj, jedząc płatki z mlekiem, że zacznie czytać książki. Normalnie mlekowe natchnienie.

- Ale wiesz mamo takie prawdziwe chcę czytać książki. Te wasze, straszne ........

- Aha, to zacznij dzisiaj po szkole ....






Po przedszkolu córka załapała  fazę.

- Puść mi Cartoon Network, bo chcę oglądać bajki.
- Nie, bo ja chcę się bawić z tobą - odpowiedziałam.
- Dobra. To się pobawimy jak będą  lecieć  reklamy.


Wieczorem w kuchni Młoda siedzi przy stole i pije. Wypiła wodę ze szklanki, szklankę postawiła na blacie i ręka walnęła w stół.BACH!
Patrzę na nią zdumiona:
- Co jest Mała?!
- No co? NALEJ MI !






środa, 11 grudnia 2013

Wrrrrrrr...

Młoda od samego rana zapowiadała, że nie cierpi lekarzy i nie da się zbadać. W genach  ma zapisaną awersję do białych kitli. I koniec. Mogłam sobie mówić, córka i tak wiedziała swoje.
Pojechaliśmy na bilans. W poczekalni córce humor dopisywał. Rozgadana skakała sobie wesoło. Myślałam, że będzie dobrze. Ha, ja sobie mogę.
Kiedy weszliśmy do gabinetu Młoda zamieniała się w Coś. Przyjęła minę strasznie złą i zaczęła warczeć.
- Wrrrrrrrrr

- Dzień dobry kochanie - pediatra zwróciła się do córki.
- Wrrrrrrrrrrrr
- O! Dzisiaj nie masz ochoty rozmawiać?!
-WRRRRRR!!!!!!!


- Kurcze, Młoda przestań. Powiedz dzień dobry, zacznij mówić- prosiłam.
- Wrrrrrrrrrrrrrr 


Przeprosiłam za zachowanie córki, mówiąc, że naprawdę nie wiem co się stało. Tego jeszcze nie było. Ale cóż dzieciaki lubią zaskakiwać. Panie tylko choichotaly.
Młoda patrzyła spod oka i warczała. Normalnie dziecko wychowywane przez wilczycę:
- Auuuuuu!!!!!- o mało co nie zawyłam z rozpaczy.

Rozebrałam córkę. Postawiłam na wadze. Zmierzyłam. Dziecko nadal nadal warczało  odpowiadając  w ten sposób na wszelkie pytanie pielęgniarki i lekarki.

- Ale dziecko mówi?
- No tak. Właściwie w domu to jej się buzia nie zamyka.
- Zadaje pytania?
- Tak, dopytuje się.

Sprawdziliśmy wzrok.
- Co widzisz na obrazku? - zapytała się pielęgniarka.
- Konik, kaczka, domek, samolot, koło
Odezwała się!!! Odezwała się!!! Jak radocha! Ufff.......
- O jaki piękny masz głosik. Ślicznie mówisz. Proszę, masz tu naklejki.
- Dziękuję.


Wychodzimy.
- Do widzenia, Młoda pożegnaj się.
- WRRRRRRRRR.......





niedziela, 8 grudnia 2013

rok temu.........

Rok temu, właśnie 6 grudnia, kiedy św. Mikołaj wpadał na świat to z nieba sypnęło śniegiem. Zawiało, zasypało, po prostu w jednej sekundzie zrobiło się biało. To był moment, bo jak wyjeżdżałam na miasto w sprawach służbowych to była jeszcze jesień. Wpadłam do firmy współpracującej, by omówić wszystkie niepokojące punkty - wychodzę i ....zamieć śnieżna. Z niedowierzania przetarłam oczy. Czułam się tak jakbym światy pomyliła. Co jest? Trafiłam do Królestwa Królowej Lodu?!
Auta jechały powoli. niektóre ślizgały się przy lekkim hamowaniu tańcząc niespokojnie. No tak znowu zima zaskoczyła niektórych kierowców i zapomnieli zmienić opony na zimowe. Wsiadłam do auta, wypróbowałam hamulce i o żesz, lodowisko po prostu!!! Fuck!

Oby tylko dojechać do firmy. Jechałam powoli. Mega zakręt i ..wyrzuciło mnie na pas przeciwny. Facet zahamował i stanął, ja płynęłam nie mając wpływu na auto i .....nie wiedząc co robić po prostu wyłączyłam silnik.
Stanęłam. Inne auta też stały. Obyło się bez kolizji. Odpaliłam silnik, ruszyłam powoli z modlitwą normalnie, oby dojechać, oby dojechać ...

Jechałam naprawdę powoli, kolejny zakręt, a za nim auto stoi. Stoi, bo chce skręcać w w lewo na parking, a nie może, bo auta z naprzeciwka jadą. Stanęłam za kolesiem cała szczęśliwa, że zahamowałam  nie wpadając mu w dupę. W sumie kretyn mega sobie myślę, bo idioci tylko tak stają. Ale cóż ...

Nagle moja głowa poleciała bezwiednie na kierownicę. Kurwa!!! co jest?! Jakby było mało to moje auto ruszyło  do przodu. Jak?! Co jest?! Jezu, zaraz w faceta przywalę, ale w tym samym momencie auto, które stało  przede mną ruszyło na parking, więc go nie walnęłam.

Wysiadłam z auta. Podleciała do mnie babka mocno przepraszając. Był zakret, nie wyhamowąła. Mój bagażnik był otwarty i zdemolowany, tablica wisiała, no nieźle. Zjechałyśmy na bok. Wymieniłyśmy się numerami telefonu i podałam swój adres zapraszając na kawę i napisanie protokołu.

Wpadłam do domu roztrzęsiona. W jakiś nieskładnych słowach opowiedziałam mężulowi co się stało. Nagle odkryłam, ze nie mam okularów. Mąż zszedł - były przy pedałach samochodowych.

Po godzinie mężu stwierdził, ze dałam się zrobić, bo babeczki nie ma, a tu domofon się odezwał. Przyszła. Przepraszała, choć mówiłam, że nie ma za co, ze w sumie tego faceta mogłyśmy spisać, bo to jego wina - kretyn nie powinien tam stanąć, ale obydwie byłyśmy w szoku.
Mąż zrobił kawkę, a my spisałyśmy protokół. Kark mnie bolał, ale co tam - przejdzie. Pani znowu przepraszała, choć ja mówiłam, ze nie ma za co. Dobrze, że nikomu nic się nie stało - to najważniejsze.
A kark? Nie pojechałam do lekarza, bo z pierdami nie będę łazić po białych kitlach. Jak nie przejdzie to pójdę. Zadzwoniłam do firmy mówiąc co się stało, szef powiedział : zostań, nie wracaj, do jutra.


Myślałam, że to będzie jedyna przygoda w grudniu, ale niestety los miał jeszcze jedną niespodzianke dla mnie i bez szwanku na zdrowiu nie dotrwałam do Nowego Roku..... Mam tylko nadzieję, ze w tym roku dotrwam bez "przygody" do Sylwestra.


Takie przypadki uczą, ze można zginąć nie wiadomo kiedy, dlatego memento mori i cieszmy się życiem, dzieciakami, sobą i wszystkim. Niech radocha trwa z tego co jest, bo zawsze może być gorzej, albo przestać być.

I życzę Wam na tą zimę szczęśliwej drogi!







sobota, 7 grudnia 2013

- noooo, mamo....


- Mamo, ale przykre, że nie dostałaś prezentu, nie martw się. Ale kostka rubika jest fajna, ale trudna. Mamo, a właściwie jak Mikołaj wszedł do mieszkania?

Nieustająca paplanina syna otworzyła mi oczy. Spojrzałam na budzik. 6.30. 6.30? Wpół do siódmej? W sobotę?! Ja go normalnie zamorduję .......Do szkoły potworka obudzić to problem, ale sobotni poranek nie jest żadnym problem. Albo zabiję siebie .....spać......cisza, spać, proszę, litości....

- Synku, ciiiiiiiiii, daj mi spać.......idź sobie, a kysz......
Schowałam głowę po poduchę. Ale syn nie znikł, nie poszedł....

- No, ale mamo powiedz mi, jak wszedł Mikołaj....
- Nie wiem, nie myślę, spać........
- Ale ja dzisiaj z tatą będę układał jeszcze raz wyścigówkę. To łatwe, ale niech tato zobaczy....

Pla, pla, pla ....
Paplaninę przerwał jękokrzyk Młodej. Jeszcze tego brakowało........pewnie wystraszyła się czegoś bidulka. Wyrwałam z wyrka i poleciałam na jednej nodze do pokoju dzieciaków.
- Ciiiiii....co się stało kochanie?
- Miałam zły sen ......- Chlipała córa.
- Oj biedactwo, no już .......no co ci się śniło co? 
Wtuliłam się w to małe cieplutkie ciałeczko mając nadzieję, że jak dziecko się uspokoi to zaśnie a ja razem z nią.

- Coś  - chlip - strasznego......
- Ojej, ale co?
- Bo ciocia nie chciała mi puścić bajki..........Mamo, ale ty mi puścisz, prawda? Ja chcę Królewnę Śnieżkę, proszę, idziemy?

Bo co?  Hahahahaha ......No ręce mi opadły........
I po śnie.
6.50 - witaj soboto.....jak ja to kocham :)






To syn tak ułożył, ciekawa jestem czy uda mu się ułożyć całą :))))





Układamy z córką lego. Raczej ona układa, a ja nadzoruję pokazując co i jak. W którymś momencie mówię do Młodej:
- Kurde, nie rób tego jedną ręką!!! Wiesz co możesz zrobić jedną ręką?
- Tak, wiem, podrapać się po tyłku.....- a po chwili dodała - albo po cipce......
I zaczęła się śmiać. Ja też, hahahahaha.....Ten ton głosu, oj niezly numer z niej wyrośnie, coś tak czuję :))).










cd soboty może nastąpi albo i nie :)))



piątek, 6 grudnia 2013

Mikołajkowy dzień :)))

No i był dramat, bo mama nic nie dostała od św. Mikołaja. Starszy przeleciał wszystkie poduchy w domu, bo a nuż może jeszcze coś się gdzieś zawieruszyło :)))
- Mamo, a ty nie masz prezentu?!?!
- Widocznie niegrzeczna byłam
- Byłaś, byłaś!!
!!
Syn po chwili dostał oświecenia:
- A może wieczorem św. Mikołaj wróci i dostaniesz?
- Pewnie tak.


Dzieciaki były zadowolone ze swoich prezentów. Czy trzeba czegoś więcej?!
Ale przejęły się bardzo, że mama nic nie dostała ...
 - Wiecie, Mikołaj najpierw odwiedza dzieciaki, potem dorosłych.

Syn od razu ubrał nową koszulkę. Natomiast Młoda wyczuwając niezwykłość dnia zażyczyła sobie odnalezienia czapki mikołajowej, w której dziarsko wparowała do sali przedszkolnej.

Starszy po drodze przeprowadził organoleptyczne badanie zamarzniętych kałuż - po prostu wywinął niesamowitego orła. Rozbawiło mnie to okrutnie, bo i w okrutny brecht padłam. Syn zresztą też. I nie tylko my....hahahaha.

W szkole na korytarzu grała muzyka, były Mikołaje, aniołki i diabełki. Ogólne zamieszanie wskazywało, że to będzie niezwykły dzień. Kolejny luźny dzień, bowiem wczoraj  Starszy wraz z klasą, w ramach prezentu mikołajkowego, pojechał do operetki.
- Nuda, tańczyli, śpiewali.
- Teatr lepszy?
 - Nooooo, a to mi się nie podobało.
Dzisiaj natomiast drugoklasiści tłoczyli się do wyjścia- jechali do kina.


Uwolniona od dzieciaków popijając kawkę wymyśliłam sobie, poruszona reakcją dzieciaków, że co tam, ale dla siebie też mogę być świętym Mikołajem. Poleciałam na miacho.
Kupiłam prezenty.

Pakując odkryłam, że owszem wszystkim kupiłam tylko nie sobie, hahahahaha. Jak to się stało, nie wiem. Chyba za bardzo zajarałam się kupionymi prezentami dla innych. Zwłaszcza do T - w końcu pojawiła się TA ksiązka!! tralalalalalaa....


Syn, jak wparował do domu, przyjął słuszną taktykę.
- Mamo, a może jednak jeszcze coś jest pod poduchami? - jak rzekł tak zanurkował w poduchach.
- Może? 

Krzyk zadowolenia zagłuszył muzykę.
- O, kurczę...,mamooooo, Mikołaj był!!!!
- No co ty? serio?! Pokaż, nie wierzę...
- Noooo, popatrz - i pokazał prezent.
-Mamo, a może dla ciebie coś jest?
- Może?
Poleciał do sypialni. Zakopał się i nagle krzyk:
- Mamo, patrz! Jest!!!
- Ej to prezent dla taty, przeczytaj.
Przeczytał.

- Aha, o rany, znowu zapomniał o tobie?
- Wiesz, mam was to mi już to szczęścia nie jest nic potrzebne.
- Tak wiem. - a po chwili syn dodał - ale na pewno ucieszyłabyś się z nowej książki?
- Jasne. A może zresztą wieczorem wróci?
- Biedna mama, masz ode mnie buziaka - powiedziało moje kochanie przytulając się do mnie.

No słodki bywa, słodziutki ....

 Odebrałam później córkę z przedszkola, a w tym czasie syn został w domku sam. Nie chciał iść, wolał złożyć wyścigówkę.
Młoda wyszła z sali targając reklamówkę.
- O to tu też był Mikołaj? - zapytałam udając zdziwienie.
Był! Mówiłam wierszyk i piosenki śpiewaliśmy. Taki stary był ten Mikołaj.
W reklamówce znalazł się zestaw klocków i trochę słodyczy. Super.

Ledwo weszliśmy do domu, Starszy już był w przedpokoju.
- Młoda zaglądaj po poduchę, tam coś jest!
Młodej pisk powiedział wszystko - było! :)


 Potem poszliśmy do mojej matki Tam dzieciaki też splądrowały poduchy wśród których odnalazły wielkie wory słodyczy. Oj będzie miał co tatuś jeść, oj będzie, hahahaha.
I znalazła się prezent dla babci. I czekolada dla mamy.
A jednak coś, super.


Teraz czekam na swojego Mikołaja. Wiem, ze będzie. Zawsze jest.
Mam tylko nadzieję, że wróci szczęśliwie do domu, bo pogoda robi się coraz gorsza .....





czwartek, 5 grudnia 2013

dzieciakofo




-Ha, ha, ha co ty narysowałaś tyłek?! - zapytał się brat siostry swej, na co ona:

- NIE! Mamę....



Niezła jest ze mnie dupa, co?!
:PPPP










- Synu co się z tobą stało? kiedyś lubiłeś swoją siostrę, bawiłeś się z nią a teraz zachowujesz się niegrzecznie wobec niej...
- Kiedyś to ja byłem wielkim głąbem!





- No synu, daj psa Młodej na te pięć minut, nie bądź żyła! - krzyknęłam wkurzona walką o maskotkę.
- Mówiłaś, by się nigdy nie poddawać się to nie poddaję! Młoda! Pies jest mój!!!!!!!!
I walka trwała nadal.



- Ja jestem królem a ty mamo swojemu władcy nałóż pastę na szczotkę .....




Starszy podszedł do półki z książkami. Czyta: 
- King, king, king, King....ile wy tego macie?!
Policzył.
- Macie 23 książki Kinga, nie przesadzacie?!
 
I naucz syna czytać i liczyć...ech...*


Teściowa pyta się Młodej:
- Co chcesz dostać od św. Mikołaja?!
- Smartfona


Noż kurczę,  a Helllo Kitty, Monster ?!!! Helloł, dzieciaku....


Na co Starszy powiedział, że:

- Jak Mikołaj powie,że : "Starszy byłeś niegrzeczny" to ja powiem, że nie jestem Starszy tylko Gutek - i wpadł w dziki śmiech - aaaaahaahahahahahahaahahahahahahaha ale go zrobię no nie?! aaaaaaahahahahahahaha

I czeka na ten hełm. Hełm co spełnia życzenia.

Oboje odliczają czas do Mikołaja.

A dla mnie czas zaczął płynąć w innym wymiarze.


Więc Mikołaju poproszę oprócz ksiazki o super pracę albo pomysł na własną firmę:)


 A póki co, otwieram wino, by wypić za życie.

:D



A jutro czy kiedy tam opowiem jak King pojawił się w moim życiu - o pająkach, Cygankach :))))








-------

*  Policzyłam dzisiaj z ciekawości :D  - 34 xKing na półce mej  :PPP

niedziela, 1 grudnia 2013

randka - 3 x łózko

Matka wpadła do dzieciaków, a my zaczęliśmy się zbierać na wyjazd. Ostatnie wejście do łazienki,  lekka  poprawka  makijażu,  psik, psik  pachnidłem i ....:

- Pośpiesz się.

i perfumki rozbiły się o kafelki. Stanęłam bezradnie. Teraz?! W ogóle?! Jak to tak?!!!! No kurde!!!!!

- Kurza twarz, moje perfumy!!!!!
- Ahahahahahaha
- No zabawne, daj lepiej zmiotkę.
- Ale pachnie.
- Weź, bo ciebie też potłukę ...- odparłam zła jak osa. Szlag, ....


Szkło mieszało się z zapachem. No super po prostu.
Straciłam pracę, teraz perfumy i co jeszcze mnie czeka?! Może do teatru nie dojedziemy, co?!

W końcu wygrzebaliśmy się i wyruszyliśmy do Wielkiego Miasta. Zaczęło padać. Też nie miało kiedy. Ciemno, mokro, listopadowo...

- Uważaj przy tym przejeździe. Znajomym wyleciała banda dzików i auto skasowali. Gliniarze dziwili się, że przeżyli, bo cały przód poszedł. Kosmos normalnie...
- No co ty?  Tam?

Gadka płynęła wraz z czasem. W końcu ukazały się wielkie światła Wielkiego Miasta. Dojechaliśmy w okolice centrum i ......jeździliśmy w kółko w poszukiwaniu wolnego miejsca. Normalnie zrobiła się wycieczka -oto wieczorne zwiedzanie miasta. Parkowanie 6 zł za godzinę jakoś nas nie bawiło. Masakra po prostu, a czas płynął nie ubłagalnie do przodu.
 - Kurde mamy 20 minut. 
- Zdążymy
W tym momencie - jest!!! jest!!! - znalazło się miejsce.
Czas start. Zaczęło być gorąco. Naprawdę.

- Kurde, tego tempa to chyba mój dezodorant nie wytrzyma
- Właśnie widzę ze z kolankiem się polepszyło.
- Kochany, ja dla sztuki się poświęcam, dla sztuki ...


- To ten teatr. Idziemy tam.
 Mężulo pokazał na prawo.

- Ten?!!! To nie ten ... -zgłupiałam, bo jak to ten skoro to chyba nie ten?! No ale wodzu mówi, więc idę.
Podchodzimy do budynku.
-No widzisz to Teatr Lalek. To nie ten, mówiłam ci, to tamten, gdzie byliśmy ostatnio - powiedziałam ciągnąc mężula z powrotem. Ha, ha, ha, byliśmy tam ostatnio jakieś 13 lat temu ...

- Ale z mapy wynikało, ze to ten...
- E tam ....dawaj, dawaj, bo nie zdążymy!

Zawróciliśmy. Pęd. W sumie to już naprawdę zgłupiałam o który teatr chodzi. Dotarliśmy do drugiego budynku.

Popatrzyłam na afisz. Hm....

- Ty może na necie sprawdź gdzie to grają?! -zapytałam zdesperowana. W końcu zbliżała się godzina spektaklu, a na afiszu jej nie było. Nie było naszej sztuki!!! Co to za sztuczki?!
No tak, perfumy rozbiły się w drobny mak to pewnie sztuka też się ulotni, no super po prostu, super. Czarne myśli zaczęły robić nalot...

 Mężulo podszedł do kasy biletowej.
- Proszę państwa tę sztukę wystawia teatr komedii,a on znajduje się w teatrze lalek.

Opadłam. Dwa baranki wybrały się nie wiedząc dokąd. Dobrze, że chociaż wiedzieliśmy na co, hahahaha

Bieg w drogę powrotną.

- Kiedy ty się zaczniesz mnie słuchać? - mężulo miał satysfakcję i to mega, przecież dobrze mówił.
- Chyba nigdy...

Dotarliśmy 2 minuty przed spektaklem. Bilety, szatnia. Jesteśmy!!!!! Nie wierzę, nie wierzę, udało nam się!!! I jeszcze wc po drodze. Bach. telefon wypadł i spadł na kafelki, ufff......szczęście stało się faktem nie niezaprzeczalnym po prostu.

Sala, miejsca, przy brzegu, więc nikomu nie zakłóciliśmy spokoju.
- Czy my nie możemy być jacyś normalni? - zaszeptałam do ucha mężula.
- Z tobą?! Nigdy!

O jeszcze facet idzie. Wszedł na scenę?!

- Tylko u nas, schab bez kości za dziewięć dziewięćdziesiąt dziewięć.
Tak oto rozpoczął się spektakl. Aktor mówił ten tekst z korkiem w ustach.
- Wiecie państwo właśnie biorę udział w castingu do reklamy i muszę trenować. Ktoś z was chce spróbować?! Może pan?!
Chętni widzowie dostawali koreczek i bulgotali:
-  Tylko u nas, schab bez kości za dziewięć dziewięćdziesiąt dziewięć
Zabawa była przednia.

Sam spektakl opowiadał historię pewnej aktorskiej pary. Trzy noce i trzy zwroty w życiu. Po prostu 3 razy łóżko. Jeśli gdzieś będą grać- polecam. Świetne  i zabawne przedstawienie.

Teraz hitem imprez będzie branie korka w usta i mówienie z piękna dykcją:
- Tylko u nas, schab bez kości za dziewięć dziewięćdziesiąt dziewięć.
Nie wspomnę już o tym, że należy wypić znaczną ilość wina, by każdy miał swój korek, hahahaha
Chyba, że w wersji słoneczka nastolatków korek może zastąpić przyrząd męski znaczy się: prącie.
Niech butelką kręci się świat, hahahaha....


Mężulo stwierdził, coś co może i jest banalne i nie jest odkryciem - że teatr jest lepszym wyborem od kina i to nie tylko ze względu na cenę. Jest to krok milowy, bo może uda nam się częściej wyrywać do teatru, a nie bywać tylko na spektaklach dziecięcych, którym zresztą też niczego nie brakuje. Teatr to magia. Podróż naprawdę w inny wymiar. Lewitowałam. Cudowne uczucie.

W szatni spotkałam swojego byłego ginekologa. Spotkanie po latach. W naszej mieścinie to trudno na siebie trafić a tu proszę....tak jak ja jego rozpoznałam tak i on mnie pamiętał, to miłe.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry.

- Ty, to zły znak. Ostatnio w tarocie wyszła mi jakaś ciąża i teraz on ....
- Głupek!

Wróciliśmy do domu. Kontynuacja wieczoru - wino i film.
I morderstwo, po pytaniu:

- Arte, a ty lubisz filmy s/f?

Opadłam. Cycki też mi opadły. Rozłożona zostałam na części pierwsze.

Po 15 latach znajomości, po 13 latach bycia razem on, ten mój mąż pyta się mnie czy ja lubię s/f!!!!

To było gorsze niż wjechanie w bandę dzików.