czwartek, 14 listopada 2013

o nawiedzeniu ...









- Mamo, w niedzielę jedziemy na zakupy, i przy okazji do teatru. Dzieciaki dawno nie były na żadnej sztuce...

- W niedzielę?! W niedzielę to do kościoła trzeba iść, a nie włóczyć się. Starszy już tyle mszy opuścił ...

Uszami zastrzygłam i musiałam wyjść do wc, niby na siku po drodze porywając portfel. No kurde, patrząc w dowód, widzę, że już dawno skończyłam 18 lat. Nie chciałam podejmować dyskusji bo to nie ma sensu. Już  nawet bez emocji podchodzę do tych tekstów. Kościół, kościół, kościół ...jakby nie można w domu się pomodlić....powiedzieć, dzięki Stary, jesteś wielki ...

Katolicyzm zakorzenił się w genach matki przodków. Gdzieś po drodze nie lekkiego życia. Ale opowiem tylko jeden życiorys.



Babcia została sierotą mając 5 lat i  9 rodzeństwa, z których nie wielu dożyło sędziwego wieku. Ale jeden zanim umarł to pograł w narodowej reprezentacji piłki nożnej w Argentynie. Albo jego syn. Nieważne. Historia jest? Jest.
Potem był wysyp ludzi, korzy zaistnieli, ale niech to pozostanie w mej pamięci.

Babcia młodo wyszła za faceta, który spłodził 3 dzieci po czym wyruszył na front. Jak wszyscy zdrowi faceci.
Babcia  radziła sobie sama  na gospodarstwie, choć czasy były bardzo ciężkie.  Czas wojny, biedy, niepokoju. I wściekłych psów...
Na wioskę napadali jak nie Niemcy to Ukraińcy. Ci drudzy byli najgorsi. Nie dość, ze kradli wszystko, to jeszcze potrafili zabijać i gwałcić. Pewnego dnia wpadli do domu babci, wówczas młodziutkiej dziewczyny. Babcia myślała, że to już koniec. Dzieci uczepiły się do nóg matki, na rekach był najmłodszy.
Płacz szkrabów i hardość oczów babci: - Bierzcie wszystko, ale nas zostawcie!
Ukraińcy mieli wszystko w poważaniu, ale przed gwałtem i mordem, uchronił rodzinę sąsiada krzyk, ze Niemcy gdzieś tam są ...Mogli posłać kulkę na do widzenia, ale nie posłali.
Babcia wojnę przeżyła, ale jej mąż nie. W połowie maja zwycięskiego roku, kiedy prawie miał wracać do domu ze służby, Rosjanie przejechali go wozem. Bywa? Bywa. Jego nazwisko jest wyryte na tablicy pamiątkowej gdzieś nad morzem. I tyle z niego zostało.
Babcia z ziem wołyńskich  sama z trójką dzieci przemierzając Ukrainę i Polskę dotarła na ziemie zachodnie, gdzie osiadła w opuszczonym niemieckim domostwie.
Obok osiadła inna rodzina, postawili płot i podwórko jak i gospodarka została podzielona na pół.
Babci nawinął się facet po obozie koncentracyjnym. Dorosły, wysoki mężczyzna ważący 45 kilo. Babcia przygarnęła, został jej drugim mężem i kiedy wydobrzał to spłodził dwoje dzieci. Dziadek nie opowiadał tego co przeżył. Był pogodnym facetem- było, minęło...
Babcia, od kiedy pamiętam, w pokoju większym miała swój ołtarzyk. Mały stolik, na nim obrus wyprasowany, a na nim krzyże, obrazki. Pod spodem taborecik. Klękała tam co rano i wieczór i klepiąc zdrowaśki za wszystkich zmarły spędzała na tej modlitwie ponad pół godziny. No i babci niczego nie brakowało. Ciężką pracą utrzymali i dzieci i siebie. Dzieciaki wyrosły na ludzi, a bieda nie zaglądała do okien. Dziadek umarł na raka, ale wiek miał słuszny. Więc babcia klepała zdrowaśki coraz dłuższe, bo im dłużej żyła, tym więcej osób odchodziło.
Jako nastolatka spędzałam u babci parę dni na wakacjach. To miejsce było dla mnie zgrozą. Czułam, że jest nawiedzone. Jakby pod podłoga były trupy. Podłoga była drewniana, skrzypiąca, gdzieniegdzie wręcz przegniła, i z racji wieku coraz mniej szczelna. Rano było widać ślady po ślimakach. Albo po trupach, które wylazły i ze zmęczenia się ośliniły ...
Za oknem było widać staw. Staw, który nocą zamieniał się w piekielne oko. Nad stawem rosły trzy wierzby, które jak wiało mruczały żałośnie. W tym pokoju babcia miała ołtarzyk, w tym pokoju coś się działo, w tym pokoju raz spałam, i choć drzwi były otwarte i w kuchni byli rodzice z dziadkami, ja wyleciałam z łózka płacząc ...Było tam coś co nie pozwalało oczu zamknąć ...Nawet jako dorosła osoba przebywając tam za dnia miałam lekkie dreszcze ...
Spałam w innym pokoju. W nocy jak chciało mi się siurać, nie wstałam. Nie było takiej opcji. Tam pod łóżkiem czyhało zło. I nie pomagały na ścianach obrazy Świętej Rodziny. Jezus mógł być wśród owieczek dobrotliwym pasterzem, ale w nocy to myślę i wiem, że sam znikał z tego domu.
Którejś nocy coś zapukało do okna. Lekkie nieustające pukanie. Schowałam się pod kołdrą udając, ze jestem powietrzem. Pukanie wciąż nawoływało ...Wysunęłam lekko głowę i zobaczyłam to, co zabrało mi oddech. Twarz wykrzywiona w brudzie, z dwoma rogami powiedziała jednego słowo i znikła. Co? Nie wiem. Zastygłam ze strachu. Nie krzyknęłam. To była tam moja ostatnia noc.

Jedyną pozytywną rzeczą z tych modlitw był czas na papierosa. Babcia zapadała się w różaniec, a ja za stodoła oddawałam się przyjemności puszczania dymku. Kiedy zabrakło mi kasy na fajki szłam się z babcią modlić. Kochana wnusia zawsze kasę dostała...
Co niedzielę był obowiązkowy pęd do kaplicy. Babcia trzymała tam rękę na pulsie. Zmiana tajemnic różańcowych, głośny śpiew z trzeciej ławki i nie wiem co jeszcze wyróżniało ją spośród innych.

W takich warunkach odlotu modlitewnego nawyk chodzenia do kościoła został dzieciom przekazany w genach. Matka musi iść, bo ma taką potrzebę. Potrzeba jej jest na tyle silna, ze wmawia, ze ja też muszę.
Z potrzebą nie dyskutuje się. Już nie. Walki o wolność religijną stoczyłam w młodości, gdy dla wyrazistego buntu witałam niedzielny poranek rzygając niestrawionym alkoholem do kibla.

Babcia umarła mając 98 lat. Babci mózg wytrzymał, ale inne organy nie.
- A co będzie jak umrzesz i się okaże ze nie ma raju?! - kiedyś  zapytałam się babci.
Nie dosłyszała.
- Co mówisz?!
- Że kocham cię.
Mimo wszystko nauczyłam się odpuszczać.
A moja matka nie.






10 komentarzy:

  1. To chyba pierwszy "poważny" wpis jaki u Ciebie przeczytałam. To dobrze, że umiesz odpuszczać. To ważna cecha. I mądra.

    Arte: tam za oknem to wtedy byłam ja i szukałam drogi do domu. I to nie były rogi tylko dwa kucyki ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciocia mojego męża, zawsze jak dzwoniła do niego z życzeniami np. na Święta, pytała się, czy był w "kościólku", jakby mąż dalej był małym dzieckiem. Kiedyś się wkórzył i chyba coś do myślenia ciotce odpowiedział. Teraz mamy spokój.

    zagubiona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie, to słowo, to zdrobnienie - kościółek ...jak to słyszę to mi rogi rogi rosną ...
      czasami pójdę na msze, ale z własnej woli, a jak matka wspomni- to mnie wołami nie zaciągną

      Usuń
  3. MOoja mama też jest tak religijna. ogólnie to mnie Arte natchnęłaś. bo miałam rano telefon. nie obrazisz się jak zgapie??
    :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzisz wtedy za oknem zobaczyłaś siebie z przyszłości. A tak Cię to wystraszyło :D Ciekawe dlaczego ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo pewnie byłam nie uczesana :PPP

      Usuń