piątek, 18 października 2013

zamot

Ledwo weszłam do świetlicy a dopadł mnie kumpel syna.
- Proszę pani, proszę pani a Starszy zgubił ksiazki, i to dwie i nie miał jak robić zadania.
Tak sprzedają najlepsi kumple, hahahaha.

- Synu, jak to: zgubiłeś?
- No nie wiem. Mamo, naprawdę...
- I na lekcjach nie miałeś, nie robiłeś zadań?
- Nie, ale pani się nie kapnęła - w tonie głosu hasały wesołe nuty ubawu...
- Nie powiedziałeś nic?!
- Nie.
- Ale co robiłeś w tym czasie, gdy inni pracowali?
- A nic i fajnie było.
- Jutro masz powiedzieć pani, bo może książki leża w innym miejscu, dobrze? A jak nie to kupimy je i tyle.
- Ale z tobą pójdę do pani.
- Synu, proszę cie - pozmawiaj ze swoją wychowawczynią. 

Syn na drugi dzień sam załatwił sprawę. Książki były na innej ławce. Inne dziecko jak widać, też było "rozgarnięte". Taki wiek odlotów.

- Dobrze, że ci powiedziałem?
- A jak myślisz?
- Noooo dobrze.
- Słuchaj, masz problem, przychodzisz, problem rozwiązujemy, dobrze?
- Noooo
- Rozwiązałeś sprawę książek?
- Noooo
- I to sam. Super. Trzeba tylko rozmawiać synu, rozmawiać z ludźmi.

Syn jak zwykle przy obiedzie stwierdził, ze obiad jest beeee..... Zawsze lepiej mu smakuje to, co było wczoraj, pomimo, ze wczoraj też marudził, że jest beee, bo wówczas lepsze było to z przedwczoraj.
- Trudno siedzisz w kuchni dopóki nie zjesz - warknęłam wkurzona.
- A Starszemu to nic nie smakuje, prawda? 
- Zazwyczaj nie. Młoda, zajmij się jedzeniem, co?
- Jem, mi smakuje- córa anioł, bo padnę w kapciach.
Koszmarny Karolek i Doskonały Damianek.
Z tym , że role zmieniają się - jak jedno broi to drugiemu skrzydła wyrastają. A są tacy sami.
Ale  na to pewnie wpadną za parę lat ...

Minęła godzina czasu. Syn nadal siedzi przy talerzu. Danie nie ruszone.

- Dobra zrobię ci coś innego.
- Hahahaha- zaczął syn się śmiać - wymiękłaś co? Twardziel jestem. Uparty jak osioł - i wpadł w brecht. Normalnie duma zaczęła go rozpierać.
- Synu, upartość to fajna cecha, tylko zauważ, że idę na kompromis, bo gdybym była uparta to albo zjadłbyś to albo siedziałbyś tak do niedzieli.
Popatrzył na mnie strzelając głupie miny.
Ale tym razem zjadł.
I to bez słowa.
Następnym razem nie zmienię zdania - niech poczuje co to znaczy upartość i na czym polega kompromis.


Poszliśmy do sklepu. Syn wymachiwał mi czapką. Tak wymachiwał, że jak wyszliśmy na parking okazało się, ze czapki nie ma. A to nie czapka byle co tylko CZAPKA LEŻĄCA NA GŁOWIE. Cenna zatem, bo pasi jak mało która :)
- Synu, gdzie ty masz głowę, co? - zapytałam się w miarę spokojnie choć z oczu błyski złego szły
- No mamo, sama wiesz,że jak tak się zakręci to .....się zakręci. Zamotałem się.
No wiem, wiem, tego nie musi mi mówić. Geny to jednak straszna rzecz.
Jak tylko wrzuciłam zakupy do bagażnika wróciliśmy do sklepu i oddaliśmy się gonitwie po sklepie.

"Hm te zeszyty to jednak były po 0,99 a nie jak na paragonie wybiło 2,99" - moje oko wyłapało w locie info, które błyskawiczniezostało przetrawione przez jeden kabelek. Bo coś mi nie pasiło przy płaceniu...,ale spieszyłam się do dziecka drugiego i w ogóle.

Czapkę znaleźliśmy dopiero przy kasie. No tak, przez cały czas nosił czapkę w ręce to i się zmęczył  biedak.
- Przepraszam mamo.
- Nie ma za co. Twoja strata byłaby. A tak widzisz?  warto wrócić, popytać się i masz. Nie ma co odpuszczać,
Przy okazji porozmawiałam z kasjerką. Znowu parking, bagażnik i powrót do sklepu z paragonem i zeszytami. Reklamacja przyjęta.
Kurde, jednak trzeba patrzeć jak nabijany jest towar w kasie....tylko, ze człowiek spieszy się, zamota i leci dalej.
I wraca parę razy. O ile zorientuje się ...:)

A morał jest taki:

Że to co nam się przytrafia w życiu ma jednak swój sens.












5 komentarzy:

  1. Moje Jajo już lekko starawe, a przy obiedzie zawsze kręci nosem. Masakra jakaś. W końcu oczywiście zjada, ale co się na stęka, to jej. ;) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Młoda jak była Młodsza wiecznie gubiła rękawiczki, z uporem maniaka :)
    A co do obiadków to każdy z nas ma swoje smaki, zwłaszcza dzieci - jak coś nie smakuje jak coca-cola albo KFC to sobie marudzą :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Proszszsz.
    http://calm-down.blog.pl/2013/10/18/cztery-liebstery/

    OdpowiedzUsuń
  4. No to teraz skomentuję notkę: twój tez ma łeb nie od parady? czyli klekko duży? :D
    A z tymi cenami to trzeba patrzeć, Teściówka jest mistrzynią. zapamiętuje ceny i jeszcze ile na Skarbonkę ma pójść (Auchan) i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie sposób w jakim o tym mówi/wykłóca się. Jak na targu jakimś. tylko jej korali i gęsi pod pachą brakuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja teściowa to pamięta ceny nawet sprzed kilku lat! :D:D:D

    OdpowiedzUsuń