środa, 23 października 2013

z kopyta

Syn wrócił ze szkoły. Pierwsze moje pytanie:
- I jak ci poszło z anglika? 
- No nie wiem ...kiepsko jakoś - a oczka śmieją się, przy uwadze też się śmiały...hm...
- No trudno. Pokaż mi test.
Przecież nie będę szat rwać. Bywa ....
Syn pokazał, a ja patrzę i nie wierzę. Test zaliczył na szóstkę. Wszystkie punkty zdobyte. Chapeau bas.
Aaaaaaa -  zatańczyłam taniec radochy, z synem na rękach. Bosko, Starszy, bosko.

To ważne, że pierwszy test tak wyszedł, bo dodaje skrzydeł i wiary. I dziecku i rodzicom, że jakoś obleci. Może, hahaha
Choć mam wrażenie, że po synu spłynęło jak po kaczce i większą radochę miał z naszej reakcji.
Nawet to, że dostaje pieczątki znakomicie muszę wyduszać, albo widzę w zeszycie.
- Ej co się nie chwalisz, co?
- Zapominałem  ...
No właśnie, podobno ocen miało nie być w pierwszej klasie, a tu "szóstka". Mam nadzieję, że nie jedyna.
Ale z powodu słabszych ocen jazdy synowi nie zamierzam robić. Bo wół nie zapomniał jak cielęciem był hahahaha.....
Najważniejsze, by był kumaty i szedł do przodu. I ogarniał ludzkie stado.



Postanowiłam być dzielna i zmierzyć się z bestią kuchenną - nie z rogami, a z kopytkami. Właściwie to obeszłam temat od tyłu prosząc mężula o ugotowanie ziemniaków. Potem facet sam rozwinął skrzydła, spojrzał na przepis, wrzucił mąkę, jajka i robotem zamieszał mówiąc:
- Dalej ty rób.
I zaczęło się piekło. W jasnościach wielkich. Nie wiem co on zrobił, ale wyszedł jakiś klejący się glut, więc dosypałam maki. Większość na siebie. Trzeba mieć talent. I to wyjątkowy, więc w ogóle wszystko do dupy poszło. Albo na podłogę. Albo na mnie. No kuchnia wyglądała tak jakby ktoś ją z kopyta pociągnął.
Upaprana byłam niesamowicie, a ta breja nie chciała zamienić się w produkt jadalny.
To nie był dzień na gotowanie, po prostu. Jak większość moich dni, hahahaha.
Dobita zaczęłam myć stolnice. Wielkie, drewniane nieporęczne coś. Woda podstępnie wyciekła na podłogę. Mężulo z synem jak loża szyderców stanęli w progu kuchni i z uśmieszkiem mówili o jakimś zakrętasie.
- No mama tak ma, hahahahaha.....
Wysłałam ich do piekieł. Znaczy się do sklepu po ziemniaki. Bo myślę, ze tam diabeł utkwił z rogami i żadne kopytka wyjść nie mogły. Chyba ...
Opanuję tego czorta. 
Jeszcze raz spróbuję, niech tylko ochłonę.

Zajęłam się układaniem puzzli. Trening cierpliwości i opanowania, zwłaszcza przy tych, gdzie niektóre elementy lecą. Przyszedł Starszy.
- Pomożesz?
- No pewnie.
Zaczął układać.
- No, no ... nieźle ci idzie.
- Bo wiesz mamo, im jest się mniejszym tym bardziej kumatym.



I złożył globus sam.

Ten dzień rozłożył mnie na łopatki. Z kopyta.





13 komentarzy:

  1. zdolnych i mądrych masz Synów ;)
    a co do kopytek - to powodzenia przy następnym starciu z nimi i Tobie życzę wygranej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. syna i męża :)
      córka też jest :)
      pozdrawiam i dzięki :)

      Usuń
  2. Mówiłem że z kopyta kulig rwie :P
    Z tymi kopytkami to ja widzę okrutna walka była, wierzgały pewnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gorzej, chciały mnie staranować! :)

      Usuń
  3. Hahahaha, Artuchna, bo ciasto na kopytka ma to do siebie, że się klei i przy nim trzeba się uwijać :D Buiahahahahah
    Synkowej szósteczki gratuluję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha, dobra, bedę nextem dzwonić i prosić o pomoc! :):P

      dzięki :)

      Usuń
  4. Gratulacje dla syna i rodziców,że mają takie zdolne dziecko:)

    zagubiona

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja powoli próbuję przepisów na obiadki, które wczoraj miałam w komentarzach. :)
    Twój synek dostał 6, a moje Jajo razem z klasą nawiało ze szkoły. Nie było podobno "typa" od matmy i "typiary" od polaka, więc postanowili spożytkować piękny słoneczny dzień. I tak to moje Jajo ogarnia ludzkie stado. ;) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i słusznie - komitywa musi być :)

      jak wpadniesz na prosty przepis genialnego dania - to psze wrzuć :)

      Usuń
  6. jako że jestem miła, to Ci powiem że robienie kopytek ze świeżych ziemniaków to katorga :P najlepsze są "wczorajsze" w dodatku w lodówce przestudzone :) w ten oto sposób robiąc, nie możesz spierdzielić, bo ja "mistrzyni żesz fuck ja pierdzielę-w kuchni" robię świetne kopytka :) życzę powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobra, następnym razem tak zrobię :)

      Usuń
  7. i z kopyta konik rwie w ramiona szaleństwa, coś mi puszcza ....albo wisi w powietrzu

    pozdro for all

    OdpowiedzUsuń