niedziela, 27 października 2013

wspomienia kobiety która przemija



Jak można nazwać firmę produkującą okna Drutex?!

- Mam w domu Drutexa....


Buhahaha ....Drutexa?

hm..........Ha! Czyje myśli wtedy lecą do okien?!

Na pewno nie moje, hahahahaha


Tak jak patrząc na butelkę Coca-Coli, która zawojowała świat.

Nie wiedziałam dlaczego napój ten powalił masę ludzką. Nie wiedziałam do pewnego czasu.
Legenda głosi, że była to siła napoju,ale tak patrząc na butelkę to nie wiem czy tak do końca tak było ... .




Prędzej uwierzę, że siła leżała w butelce. Wyczytałam z niejednej książki, które mówiły o zabawie butelkami.
U Gretkowskiej była to butelka szampana.
I nie chodziło o kręcenie przedmiotem, no może i kręcenie, ale nie na podłodze.

Ale kto się do tego przyzna?

Że brzuch, wagina były suto zastawionym stołem a fallus robił za pałeczki do jedzenia.

Nikt.
I słusznie.

Bo kogo to?

Tylko potem można znaleźć na internecie takie oto obrazki:


Byle tylko to.
To się nazywa przeprowadzenie doświadczenia. Ha!
Ha, ha, ha ...


Czasami moje myśli mają jeden kierunek, a w tym kierunku ścieżek wiele.
Takie wskrzeszenie przed obumarciem.

Czterdziecha to taki wiek, że wiesz, że można, że trzeba, bo zaraz będzie lipa. Rozkład totalny.
Nie interesują mnie limity i ograniczenia hahahaha normalnie.
Ostatni dzwonek na eksperymenty wszelkie.

Dobra nabijam smuty w butelkę.
Żartuję znaczy się.
Proszę nie pocić się.



Dzisiaj spotkałam znajomych. W parku, wśród liści szli sobie.
Pracowaliśmy naście lat temu przez sześć miesięcy w biurze.
I wciąż się spotykamy. Na wyjazdach wspólnych. Przy grillu, winie, filmie.
Teraz jesteśmy poważni, dzieciaci, starzy, ale nie na tyle, by nie dojrzeć jeszcze jednego kumpla. Z żoną, z dzieckiem. Jego też pogięło na zmianę stylu życia.

- Co za spotkanie, nie wierzę...
- Kupa lat, musimy się spotkać na browarze, pogadać.
- A może wspólny wyjazd?
- No, w górki! Ale dwudniowy
- Teraz? Krotki dzień jest!
-To więcej wieczoru na winko i opowieści o starych latach.
- A pamiętacie ten wyjazd do Zakopca? Wiecie, że jedenastego listopada minie 14 lat!
- To było 11 listopada?!
- Aha, hahaha,
 - Jak można to zapomnieć? Kierowniczka była wstrząśnięta trupami hahahaha
- Mówię wam to spotkanie to przeznaczenie, bo nie w życiu przypadków.

- Czas na nową historię?!
- Dobra to musimy się umówić.


A to było tak, kiedy byliśmy młodzi, niezależni ....




Wpakowaliśmy się do auta. W piątkę. Kierunek - Zakopiec. W drodze już pykały browarki. delikatnie, bo jak dojedziemy na miejsce to od razu w góry idziemy. W końcu szkoda czasu!


- To teraz gdzie mam jechać?!
To był czas kiedy znałam Zakopane, jak przysłowiową własną kieszeń.
- W lewo!
Kumpel skręcił w prawo na co dziewczyny krzyknęły, że to nie w tą stronę.

- Dobrze skręcił - odparowałam.

- Nie wiecie, ze Arte jak mówi lewo to znaczy prawo?

Dojechaliśmy bezbłędnie do pensjonatu. Z bagażnika wyrzuciliśmy plecaki, do lodówki wrzuciliśmy wódkę i można ruszać.

- A może seks grupowy?!
Mina kumpeli niezła, prawie różaniec z torby wyciągnęła.
- Żart! hahaha idziemy!

Wybraliśmy standard - Morskie Oko. Cudowne Morskie Oko z tymi żlebami wokół i z tym Mnichem sterczącym samotnie. Jak palec.
Zawsze opowiadam jak pod Mnichem wciągałam czekoladę mając dupsko w śniegu. I zawsze słyszę - znamy to.
- No to co? Dajcie mi pogadać wstręciuchy!!! A opowiadałam wam jak weszłam zimą na Rysy? I mnie porwało, ale czekan mnie uratował?!
- Taaaakkk
- No dobra, to opowiem wam o....

Następną historią jest, jak zatrzasnęłam się w wc w schronisku. Mogłam sobie prosić o pomoc.
- Ratunku, zatrzasnęłam się, zawołajcie kogoś! POMOCY!
Wc nauczyło mnie, ze ludzie są obojętni na los drugiego człowieka. Psychoza tłumu. Jak nikt nie pomoże to reszta olewa. No tak, a może majtek nie ma na dupie?! Spadajmy!
W końcu wylazłam, chyba drzwi puściły. Albo nie tak zamek przekręcałam. Nie pamiętam, ale to nie był pierwszy raz jak w toalecie zaległam.

Mam wiele wad, a w tym zachłanność. Zwłaszcza na widoki tatrzańskie. Jakimś cudem porwałam ekipę na wędrówkę nad Dolinę Pięciu Stawów, a co tam.
- Nie za późno?!
- E tam, tam jest półtora godziny, pokonamy w godzinę a z górki to sobie na parking pobiegniemy....
Wchodzicie w to?! No weźcie Pięć Stawów zabiera oddech....Być tak blisko i nie zobaczyć ....

Nienormalni nie mają normalnych znajomych.

Ekipa zaklepała plan. Poszliśmy. To nic, że po drodze był śnieg, i co dla niektórych przerażające łańcuchy. Choć tylko przez moment nam towarzyszyły. Pół drogi przepłakaliśmy ze śmiechu. Nie ma to jak fobie - zawsze rozśmieszą. Pozostałych, hahaha.

- Tam była przepaść, jejku o mało co nie wpadłam..
Dramatyzm kumpeli zabierał nam oddech. Nie mieliśmy sił się śmiać
A ta by nas dobić zaczęła klepać "Ojcze nasz..." Byliśmy ze śmiechu ugotowani.

Jej fanatyzm z wiekiem przybrał na sile, ale ta historia to pominie. Tutaj jeszcze nas nie przerażała.


Odkrycie mega- kurde, śnieg, śnieg tu leży. Znaczy się dużego tego śniegu leży. Jakoś nie przyszło nam do głowy, że tatrzański klimat i listopad to początek zimy.


z netu



Dolina Pięciów Stawów. Kolejny cud boski. Można zalegnąć i nie ruszać się. Trwać w tym krajobrazie. Kocham Tatry. Zastygliśmy w górskim pejzażu. Ekipa wybaczyła mi wędrówkę.

Zrobiło się późno, a  dzień był krótki, tak jak listopadowe dni do siebie mają.
- Spadamy, póki coś widzimy!
Droga w dół. Pełna oblodzeń. Padaliśmy jak muchy. Bo jak nie poślizgnął się ktoś, to ktoś poleciał ze śmiechu. Co krok to czyjś upadek. Jakby jakieś palce w nas pstrykały.  Pyk, leży, pyk, leży ....
Wodospad Siklawa zrekompensował wszystko.

Ale zmrok zapadł. Bez latarek, jedzenia, kawałka czekolady wleźliśmy w las.

- Będziemy chyba macać wydeptaną drogę!
- Arte, ty masz zawsze głupie pomysły.
- A mówiłam biegusiem?

Cholera, nie którym miny zrzedły. Mi zresztą też - ciemność i las to nie najlepsze zestawienie. Ale przecież byliśmy w stadzie. To zawsze coś.

- Patrzcie światełko idzie.
- Lecimy do światełka
- Jak duchy
- A jak umarliśmy i to jest tunel?!


To były dwie harcerki. Wybawczynie. I czekoladą poczęstowały. Choć tyle dla ceprów.
Doszliśmy do Wodogrzmotów Mickiewicza, a potem nas asfalt poprowadził.
Wieczorem polała się wódka na rozgrzanie.

Na drugi dzień ekipa stwierdziła, że ma gdzieś moje pomysły i wybrali opcję mało wstrząsową pod każdym względem - wędrówkę po Zakopanym i Gubałówkę.

Zeszliśmy na obiadokolację do jakiejś knajpy. Z kominkiem. Obsługa w strojach ludowych. Po boku palenisko  gdzie przypiekały się kiełbaski, szaszłyki i nie wiem co jeszcze. Było ciepło, klimatycznie, pachnąco
Zasiedliśmy.
Jedzenia i picia dajcie tu nam!
Piwo polało się. Na jedną osobę wypadły kluczyki samochodowe, reszta odpłynęła. Były nawet sesje zdjęciowe, bo jak z góralem zdjęcia sobie nie zrobić?! Obsługa robiła za tradycyjnego zakopiańskiego misia.
I tańce też były do muzyki ludowej.
Totalna korba!

- Spadamy, jutro do pracy mamy!

Wesołe auto pognało. Zamiast prosto do domu pojechać to pojechaliśmy do Krakowa. Bo pić się chciało.

Kraków nocą wyglądał cudnie, a piwo w knajpie jeszcze lepiej smakowało.

- Ja nie mogę, ale czaderski murzyn....hm, takie ciacho. poszłybyście do łóżka z murzynem?
- Weź przestań hahahha
- No weź, idę pogadać, bo ....bo nigdy z murzynem nie rozmawiałam.
- Głupek!

I poszłam. To był sympatyczny nauczyciel angielskiego rodem z Jamajki. Sobie kawały opowiadaliśmy.

Tak to jest jak z wioski pochodzi się.

Pierwszego człowieka o karnacji ciemniej spotkałam na Kasprowym Wierchu.
Miałyśmy wówczas 17 lat i wyrwałyśmy się z chaty. Był maj i w dolinach pachniało bzem ...
To były czasy, kiedy bilety były tanie i wszystko było tanie. Można było jeździć.
Więc na tym ośnieżonym szczycie stał murzyn i zajadał czekoladę.
Widok nieziemski.
- Patrz kanibal! buahahaha
-Weź Arte, przestań.

Nie wiem jak to wyglądało, ale koleś się przywitał i zapytał czy chcę czekoladę
- Tak,ale inną. Dziękuję -hahahaahaha



Tak więc w Krakowie nie odmówiłam sobie przyjemność łączenia kultur. Facet był super. Z poczuciem humoru.

Czas jednak płynął nieubłaganie. Zapakowaliśmy się w auto i z nieprzepisową prędkością pognaliśmy do domu. Zajechaliśmy przed piątą nad ranem.

O 7.30 wszyscy byliśmy w biurze. Wykąpani, najedzeni i cholernie śpiący...








Mam szczęście do ludzi :))))))




22 komentarze:

  1. Fajnie tak sobie powspominać:)A jest co wspominać,jeśli się ma takich zwariowanych znajomych,a nie sztywniaków:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja sztywniaków zostawiam na życie grobowe :)

      pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Fajnych masz znajomych. :) jak to mówią swój do swego ciągnie :)
    Ciekawie zabrzmiały te eksperymenty po 40. Może też powinnam nad takimi pomyśleć, bo w przecież a fazie rozkładu jestem. ;) :)

    OdpowiedzUsuń
  3. właściwie tak sobie myślę, że generalnie wesołe miałam życie :):P
    i oby dalej był czad :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy ty chciałas powiedziec, że ze wsuwkami będziesz teraz eksperymentować?????????????

    Dobrze wiedzieć. Jak my sie spotkamy to ja biorę z góry na żądanie :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Też mam fajnych znajomych. To ważne w życiu :) Ja zwierzę stadne jestem, bez ludzi bym chyba umarła.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to tak jaka ja - ludzie muszą być :)

      pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Arte uważaj przy takich zabawach, musisz wpierw kapsel z butelki zdjąć :P
    Zakopane jest jedyne w swoim rodzaju na tego typu imprezy, wiem z autopsji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no co Ty - dobry kapsel to jest dopiero to ! :P

      Zakopiec ma moc :)

      Usuń
    2. Zakopane ma moc zwielokrotnioną mocą naszych przyjaciół plus moc wszelakich trunków :P

      Usuń
    3. z mocą przyjaciół można pić wszędzie i byle co a moc nie opuszcza :)

      Usuń
  7. Aż mi się przypomniała historia dziewczyny z Bravo, która włożyła sobie kaszankę do pochwy =D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kaszanka ....hahahaha...a mi się przypomina jak z kumpelkami postanowiłyśmy obejrzeć pierwsze porno - wypożyczenie sprzętu, bo takie to były czasy i filmu i oglaamy i stanął czarnoskóry człowiek taki góly stanął frontem do kamery i nagle któraś krzyknęła: - Ale kaszana!
      hahahaha więc wiesz może laska z Bravo miała skojarzenia?! :D

      Usuń
    2. Proszę Cię :D
      Moja kumpela na wymianie do Niemiec trafiła do pokoju z takim "pustakiem" obytym..
      Który chciał się pochwalić co to umie.. i sie butelką zaczęła zabawiać(była to 1 gimnazjum....)
      Butelka sie zassała...
      wyobrażacie sobie co było dalej???
      :D

      Usuń
    3. buhahahaha zwielokrotniona siła doznań?! :D:P

      Usuń
    4. Zgodnie z tym jak na początku przeczytałam, to był pustak odbyty. Więc na pewno to były zwielokrotnione doznania.

      Usuń
    5. NO wiec szpital w Berlinie, wyciąganie zassanej butelki i natychmiastowe odesłanie dziewczyny do domu...
      Nagana itp...
      i wstyd. na całą szkołę :D

      Usuń