poniedziałek, 21 października 2013

bo to poniedziałek był :)

Wracamy z synem ze szkoły. Spacerkiem w ten cudny dzień idziemy sobie leniwym krokiem, a liście szeleszczą pod nogami...
- A wiesz dostaliśmy jabłko i paprykę od pani. Jabłko zjem, ale papryki nie ruszę....
- No właśnie, dlaczego nie lubisz już papryki?
- Nie wiem, nie ruszę jej i koniec
- Mówisz tak jakby ci kazali zjeść robala jakiegoś,o na przykład takiego tępoodwłokowca!
Syn popatrzył na mnie i z uśmiechem rzekł:
- Wiesz, jakby go fajnie przypiekli to może bym go zjadł, ale papryki nie ruszę.




 robal konta warzywo


(fotki z netu)


Młodą ścięło po przedszkolu. Zażądała bajki, więc dostała. Patrząc zasnęła. Spała do Pingwinów. Pierwsze akordy pieśni od razu wyrwały ją z wyra. Po prostu wkroczyła do pokoju jak zombi. Ledwo patrząc na oczy żądała obrazów.
Uzależnienie mega, bo jak jeść nie chce wystarczy, że powiem:
- Ok, to nie będziesz oglądać Pingwinów
A Młoda natychmiast kapituluje mówiąc:
- Noooo dobraaaa.
i zaczyna wcinać "tą paskudną zupę", ten "wstrętny kotlet" .
Dzisiaj też tak było. Odmówiła jedzenia. Jasne obiad w przedszkolu był taki wypasiony, ze wystarczy do śniadania. Ehe.
- Mam wyłączyć?
- Nooo dobraaaaa zjem.

A potem zamiast spać jej świeży, wyspany umysł zażądał gry w memo. Zagraliśmy. Wygrałam.
- Młoda co z twoją koncentracją, co?
W drugiej rundzie córka zrobiła mi pogrom i zaśpiewała:
- Baran, baran, baran - z diabelskim chichotem.


Kazałam iść im spać, nawet ojciec czekał na nich w pokoju z książką ....

Dzieciaki jednak spać nie chciały. Miały inny plan. Zachciało im się jeść. Dawno już wykminiły, że jest to dobry sposób na niespanie. Która matka odmówi pożywienia głodnemu dziecku?! No  która?!
Więc utkwiłam w kuchni przygotowując im super wyżerkę. Parówki.
- Kurde, ale mnie wkurzacie. Teraz zaczyna się mój czas, mój film i co? I tkwię z wami w kuchni. Ja już nie chcę mówić, że jest późno i powinniście spać. A jak się pytałam czy jesteście najedzeni to tak tak, tak mamo i co? gucio....Normalnie trafi mnie kiedyś.

Ha, nie ma to jak groźba, wręcz szantaż psychiczny...

- A co maleńka, myślałaś że będzie łatwo? Nie ma takiej opcji.

Syn dobił mnie doskonałym strzałem. I zbójeckim uśmiechem.

Wyszłam z kuchni, by nie wyjść z siebie. Dzieciaki przegadały pół godziny. Bez kłótni. W komitywie.

A ja zrobiłam prawie mostek! :)

"Wyginam śmiało ciało
to dla mnie -MAŁO"


Mózg zresztą też, by opanować swoje Gadziątka.





7 komentarzy:

  1. powinien istnieć dodatek gadziątkowy, który by rekompensował te wszystkie trudy dnia codziennego:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Znów zastosuj szantaż,że jak dzieciaki nie zjedzą kolacji,to w nocy,jak nie będa mogly spać,choćby się waliło i paliło nie dostaną jedzenia:)Moze się przestraszą?

    zagubiona

    OdpowiedzUsuń
  3. Gadziątka niestety tak mają. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. przeżyć dzień z dzieciakami i ich mądrościami to prawie jak przeżyć poligon ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakie to szczęście, że ja nigdy nie musiałam wmuszać w dzieci jedzenia. W zasadzie jadły wszystko, a jak coś nie smakowało, nie zmuszałam, bo sama pamiętam jak we mnie wciskano coś, czego nie lubiłam, bo "takie zdrowe i za mamusię i za tatusia", że nieraz mdliło prawie do wymiotów. I jakoś te moje dzieci nie zagłodziły się. Ale zdaję sobie sprawę, że są niejadki, które umarłyby z głodu nie odczuwszy potrzeby jedzenia przez dłuższy czas. Współczuję rodzicom takich "egzemplarzy"
    Pozdrowionka :)

    "Zapisane w locie"
    http://czarownica-z-bagien.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakbym słyszał swoją córkę gdy była mała - "nie chę jeść, nie jstem głodna" i tak w kółko. Nie to nie, nie będzie Teletubisiów - noooo dooobra, zjeeem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Musisz mieć po prostu bardzo dużo cierpliwości. Mojej siostry starszy syn w szkole je obiady normalnie a w domu... Ziemniaki nie dobre, kotlet nie dobry, on tego jeść nie będzie itp. Znam to bo często u nas bywają :). Będzie dobrze.
    PS. Wiesz ja rozumiem że nie każdy ma łatwe życie, że jest ciężko ale do cholerki czy Ci ludzi zamiast mózgów mają sieczkę??? Tak mi się wydaje coraz częściej kiedy to słucham że np. kobieta nowo narodzone dzieci chowała do zamrażalki bo chciała je mieć blisko siebie... Normalne? Nie chore. Zważając na to że 2 wychowywała normalnie... Szok szok i jeszcze raz szok co się wyrabia na tym świecie...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń