wtorek, 24 września 2013

wtorek -dzień cudów

 Wyszliśmy jak co rano do instytucji edukacyjnych. Przy krawężniku leżał jeż. Jeż z wyrazem twarzy. Ze zdziwioną miną leżał. Zszokowany. Nie mogłam oderwać oczu. Widać było, ze śmierć  zaskoczyła go niespodziewanie - w biegu. Niesamowite. Niby zwierzę, a jednak jak człowiek.

  Syn przejął się jeżem, ale bardziej przemówiła do niego kupa leżąca obok.
- To jeża?
- Nie wiem. 
- Na pewno jego.
- Być może. Śmierć to taka nieczysta siła jest.
- Kupę się robi?
- No wiesz, mięśnie przestają działać i wszystko może się zdarzyć.

Wszystko może zdarzyć się. Po wczorajszym dniu nie chciałam żadnych zdarzeń. Zaszyłam się w kacie pokoju i zaprzestałam bycia. Ale istnienie odezwało się.
Wyszłam do apteki po zamówiony wziew.
-3, 20zł. 
Wow, fajna cena.
- A ten lek to macie może w promocji, bo ostatnio zabiliście mnie ceną? -pokazałam kolejną receptę.
- Tak, jedno opakowanie. Zamówić ci  w takiej cenie resztę?
- Się pytasz -jasne! Dzięki za pomoc!
Jeden lek, jedna apteka a ceny potrafią różnić się nawet o 30 zł. Niepojęte to jest! Dzięki znajomości -100 zł zostało w kieszeni. Nie dużo, a jednak cieszy. Po co przepłacać?! Będzie na wypad w górki.
A póki co wypad zrobiłam do ortopedy. Chciałam tylko pokazać lekarzowi wyniki rezonansu i spadać. Przecież parę miesięcy temu moja noga nie była dla niego żadnym problem.
-Proszę pani,ale nic nie można zrobić. Ludzie nie mają wiązadeł i biegają 
- To dlaczego ja nie biegam?
 Sio do pracy i nie ma dyskusji. Kuśtykająco. A co tam. Modern art kroku, kurwa, ja pierdolę. Potraktował mnie po prostu jak naciągaczkę-panikarę. Pewnie dlatego nie chciało mi się z nim rozmawiać, gdy robił za komisję lekarską.

- Proszę pani, to na razie niech pani bierze ten lek, i proszę przyjść do kontroli za dwa miesiące. Rozważymy zastrzyki, bo tak jednak być nie może...

Huston, mamy problem! - a jednak. Musiałam mrugać szybko powiekami, by oczy nie potoczyły się podłodze. No cud po prostu, cud. Nie wierzę! Tylko ciekawa jestem co napisał w opinii. Nieważne. Może jednak cudu zdrowotności dostąpię?! Ha! Satysfakcja  ma, bo jednak problem jest. A nie mówiłam?!

I to nawet dwa problemy są.

- Nie będę jeść obiadów w szkole- syn oznajmił kategorycznie - będziesz mi dawać kromki do szkoły i tyle.
- Ale synu, musisz jeść obiady!
- To będziesz gotować!
- Ja? No weź, do swojej matki to mówisz...- i zaczęłam się śmiać.
I tak oto syn mnie załatwił. Szlag trafił mój diabelski plan, plan żywienia dzieci w instytucjach. Syn nie dał się przekonać. Ja w kuchni? Toż od przekleństw zwali się Mur Chiński! Hahahaha....




Dzieciakom puściłam Epokę Lodowcową 3 , a sama zasiałam na rower. W końcu muszę rehabilitować się, albo i nie bo zadzwonił telefon.
- Dzwonię, by pochwalić się. Wygrałam ekspres do kawy, więc kiedy przyjedziecie będę mogła zrobić wam dzban.
- Ej to czad, naprawdę. Ty to masz dar.
Gadka potoczyła się, a tu dzwonek do drzwi.
- Czekaj, bo ktoś dzwoni do drzwi. Nie rozłączaj się, dobra?

- Cześć. Słuchaj mam nadzieje ze nie przeszkadzam, ale doszło do nas ze jesteś bez pracy, a nam niańka odchodzi i zona pomyślała o tobie, daj mi telefon to sobie pogadacie.
- Ja? Niańka? E?
- No, na parę godzin tylko. Dawaj numer.
- Ok - podałam numer -ale powiedz zonie niech wpadnie na kawę to pogadamy.
- Dobra, to na razie.

- Jesteś?- rzuciłam w słuchawkę.
- Jestem
- Siadaj, bo padniesz. Był sąsiad, który chce ze mnie zrobić niańkę.

Zdjęłam okulary i oparłam głowę o dłoń, bo tego moje oczy nie były w stanie wytrzymać. Chciały wyskoczyć ze zdumienia. Ja niańką? I to bliźniaczek!
Co za szatański pomysł!
Nie mówię nie i nie mówię tak - nie mówię nic.
Ogarnia mnie coraz większy śmiech.
To jakieś jaja są?!


Ja dzisiaj nie idę spać. Ja nie chcę jutrzejszego dnia!







uważajcie na jeże











30 komentarzy:

  1. no weź - czuje się jak w kreskówce - wymazane gumką poprzednie kwestie i zróbmy jaja sobie - TEGO JESZCZE NIE BYŁO!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem,dlaczego tak zareagowałaś na tą propozycję sąsiada.Nie znam Cię przecież na tyle.Pewnie dlatego,że sama masz dzieci.Skoro to kilka godzin dziennie,to ja bym się nie zastnawiała,ale to ja,a Ty może masz inne zdanie na ten tmat?Co Cię tak rozśmieszyło?A przy garach,w kuchni może nie będzie tak źle?Zawsze jak Cię ktoś wkórzy,to możesz coś przez przypdek przesolić,albo jak dzieci będą niegrzeczne,dodać więcej pieprzu i będą Cię prosić w końcu,żeby znowu mogły jadać w szkole;)

    zagubiona

    OdpowiedzUsuń
  3. Aj nie przesadzajmy z tym gotowaniem, nie jest takie złe. Wiesz jak będziesz zła to możesz się wyżyć na jedzonku hehe. Niańka cóż masz sama dwójkę dzieci, kaska zawsze by się przydała a skoro to też dwójka to byś sobie poradziła. Aj lekarze... Raz jedno raz drugie, jeden mówi tak drugi mówi tak i weź zrozum rozum...
    PS. Aj mam nadzieje że wyzdrowiejemy szybciutko. Ja to ja bo leki biorę normalnie gorzej z małym bo tak nie lubi leków że oj. Dosłownie jak wojna kiedy przychodzi podanie leków... Ale nie dziękuje :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym nie pomyślałam, troszkę bez sensu pilnować cudzych dzieci jak ten czas możesz poświęcić swoim. Myślałam że nie pracujesz dlatego stwierdziłam że to dobry pomysł bo dodatkowe pieniążki ale jak masz pracę i jak masz gdzie wracać.
      Już jest z nami lepiej. Maluszek, już prawie jest zdrowy leki pomagają także pieniądze nie poszły na marne a to najważniejsze. U mnie troszkę gorzej, ponieważ biorę leki a nic nie dają chociaż gardło mniej boli, i dam rade gadać. :) więc mam nadzieje że będzie coraz to lepiej.

      Usuń
    2. Bo to jest tak, ze nie pracuję, ale będę pracować, by znowu nie pracować :DDD Taki zamęt mam życiowy.
      Owszem, kasa zawsze się przyda, ale nie za wszelką cenę.

      No to maluszek był dzielny - jednak leki połykał! Zuch! Teraz czas na Ciebie - koniec obijania :DDD
      Wracaj do zdrowia.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Pomysł jest z kosmosu. Ja i dzieci? :P
    Fajnie, ze pomyśleli o mnie, ze kasa, ze ufają mi. Po sąsiedzku moge pomóc i to za free do 3 godzin z doskoku :):P
    Ale nie będę wiązać sobie rąk.
    Mam czas na rehabilitację. Mam czas dla swoich dzieci. Odpoczywam.
    Odreagowuję wszystko - teraz ze mnie paruje wsio.

    A opieka nad dziećmi,to duża odpowiedzialność.
    Poza tym pracy nie szukam, bo pracę mam i niedługo do niej wracam.
    Na moment, ale jednak.
    Przykład -a co będzie jak np moje dzieciaki zachorują? Mnie nie będzie, bo pilnuję inne dzieciaki? Nic z tego.




    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To by była wujątkowa sytuacja,tak samo,jak idziesz do swojej pracy i czasem musisz wziąć wolne.Znajomi musieliby wtedy znależć zastępstwo.Ja też opiekowałam się dziećmi,ale ja to lubię;)

      Ale masz rację,przynajmniej masz teraz czas na rehabilitację i dla swoich dzieci,skoro wrócisz do swojej pracy.

      zagubiona

      Usuń
    2. Od dzieci do dzieci - mega energia. Wolę jednak, by dla moich dzieciaków jej nie zabrakło :)))

      Zresztą przyjdzie to porozmawiamy .

      Usuń
  5. Moje leki kosztują 4 złote i starczają na półtorej miesiąca. Też szał, nie? :) Takie małe, a cieszy.
    Fajna będzie z Ciebie niania, powodzenia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dzięki :)
      Jakby co przekonam się co znaczy mieć stadko :)

      Usuń
    2. W razie co będziesz przewodnikiem stada. ;)

      Usuń
    3. ha! może od razu założę mini-przedszkole?! ;P
      wowczas to będzie stadko! :)

      Usuń
  6. Moje dzieci ze smakiem pałaszowały szkolne obiady, dzięki temu stawałam nad garami tylko w weekendy. Ale trzeba przyznać, że panie kucharki miały ten dar i wszystko smakowało wyśmienicie, poza tym było tanio. Warto korzystać z takich możliwości, jeśli są.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarownico to jak lecisz to proszę poczaruj nad Starszym, bo on za Chiny Ludowe obiadów nie chce jeść -oddaje nieruszone. Więc po co mam płacić? Ech...A też miałam sprytny plan - kuchnia? tylko weekend.
      Mi wystarczy kanapka albo cud niepamięci zalany kawa :)

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. No cóż, aż takiej mocy nie mam, ale cieszę się, że ja nie miałam tego problemu. Oczywiste, że jeśli oddaje nienaruszone, to nie ma sensu płacić... Szkoda tylko, że musisz stać nad tymi garami. A może trzeba sposobem - przesalać, nie dosalać, za dużo pieprzu, ciągle to samo, żeby Starszy uznał, że kucharki w szkole gotują dużo smaczniej? ;)
      Pozdrawiam cieplutko :)))

      Usuń
  7. 100 to dla mnie dużo, a ty piszesz nie dużo. Powodzi się :)))))
    Prawda. Ceny między aptekami mogą różnić się nawet o 60 zł na jednym leku. Nie ogarniam czemu, ale tak jest.

    Mogę wykorzystać to co napisałaś u mnie jako tytuł posta? (kot ze shreka)

    OdpowiedzUsuń
  8. Potrafisz poprawić człowiekowi humor ;)

    Biedny jeż, biedny jeż... Ty go zjesz, Ty go zjesz... ;)

    A obiadki szkolne to najmilsza rzecz jaką wspominam ze swojej edukacji :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój mąż miewa czasem pomysły by zajmować się innymi dziećmi skoro siedzę z małą w domu to było by fajniej, ale chyba brakowało by mi jeszcze kuli u nogi i kamienia na szyi.... Za bliźniaczki dziękuję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pozostaje nic innego powiedzieć - Owszem kochanie,masz super pomysł. Poczekam z tym, jak weźmiesz urlop i trochę mi na początku pomożesz :DDDDD

      Mój dostał ataku śmiechu .......:)



      Usuń
  10. hahahahaha niańką masz zostać hahhahahhha jakoś tego nie widzę
    a ten jeż wygląda jak człowiek z dużą grzywą :)

    OdpowiedzUsuń
  11. bo ten jeż taki ludzki był :D

    OdpowiedzUsuń
  12. I Wiechu - nie siej mi tu wrogiej propagandy :DD:D:D:D - dzieci mnie lubią, ja je jakoś toleruję i tyle :D
    Nianka na wsi - to będzie blog :D:P

    OdpowiedzUsuń