czwartek, 12 września 2013

taki dzień to był

Rano była akcja pod tytułem - zaspałam. No nie dałam rady. Ale godzina mnie zmotywowała w przeciwieństwie do szkrabów. Dzieciaki miały ruchy, jakby były do dywanu poprzyklejane gumami.
-Dżizas! - zadusiłam w sobie.
Powiedziałam sobie - nie krzycz! to będę twarz trzymać w ryzach. Po przez akcentowanie słów czułam się jakbym zamieniała się w maszynę. Kontrolowanie wyrazów, kontrolowanie emocji.
Bo jak czas ucieka to ze mnie paruje zło ....

To nie jest tak, że jestem aniołem. Oj nie. Owszem, Aniołem jestem i to Czarnym, ale tylko dla Jasia - Jasio co wieczór przysyła mi sms, że za mnie się modli. Jasiu, dziękuję Ci.

A propos modlitwy to na roku była zakonnica. Jedna sztuka pośród nas, cywilów wielu. Oczywiście tez powiedziała, ze będzie się za mnie modlić. Tak po prostu - zobaczyła mnie pierwszy raz i palnęła takim tekstem. Myślałam, że umrę.Znajomi wymiękli. Kazali flaszki stawiać za me oczyszczenie. Spirit'us dla spirit,a.
Może coś jest na rzeczy?!
Pomodlicie się za mnie?! Dziękuję.

Boże, jakbym chciała być ciepła kluchą, a nie wściekłą ......yyyy.....osą to nie, bo osa ma talię. No wolałabym być wyciszona, ale po tylu latach mózg zryty pracą trochę przestaje funkcjonować w krytycznych momentach. Aczkolwiek wznoszę się wznoszę. Miłość wielką silę ma.


Bomba jednak wybuchła. Podjechałam do teściów, bo tam parkuję. Jak parkuję to mam monitoring. Oni są nieziemscy, wiedzą nawet to, kiedy sąsiadka bąka puszcza!
Oczywiście okno było otwarte na oścież a w nim królowała królowa teściowa. 150 kg wagi żywej.
- Dzień dobry, a czemu wczoraj was nie było?!
To była zawleczka bomby która we mnie wybuchła.
Fajnie się cieszy, ze nas widzi, fajnie życzy miłego dnia. Pozdrawia. Macha łapką.
- Bo co? Muszę tu parkować?! Mam wam listę obecności podpisywać?! - zaczęłam warczeć, oj, niedobrze.
- Nie, ale myślałam, że Młoda jest chora.
- Ile razy mówiłam ci, ze myślenie ci nie służy?! Przestanę tu parkować. Miłego dnia!
Nie byłam miła. Byłam ble. Trudno. Świnia jestem. Cholerna świnia.
Ale co tam. Jutro pewnie i tak wpadnę na kawę.
A zresztą standard obyczajów musi być zachowany - byłam synową z krwi i kości.


Zapadłam w domku w ciszy i w kawie. Wyciągnęłam kości. Puk, puk. Wezwanie. Ech, zaczyna się powoli sezon oględzin mojego kolana. Sezon polowania na misia.
Dostałam pierwsze wezwanie na komisję lekarską.

Hm, właściwie jak mi to policzą?
Nie mogę biegać, nie mogę jeździć na rolkach.
Nie mogę klęczeć i ma modlitwa jest osłabiona. Oj, ma dusza idzie na zatracenie ....
Nie ma jazdy na koniu ani od tyłu. Monotonia zabija mnie .....Chyba pojadę do Azji ........
Po prostu cała sfera ducha pierdyknęła zmieciona kontuzją kolana.
Nie ma mycia podłóg w jedynej słusznej pozie - na klęczkach. I nie ma akcji -Mam cię.
Zabawy z dzieciakami są pełne ograniczeń, choć nogi rwą, to jednak - odpadam.
Czy ten ból i te straty są wymierne? Kto to zrekompensuje dzieciakom, mężowi, Bogu?!
No?

Patrze na nazwisko badającego, FUCK MAĆ !to ten lekarz, który sam wysyłał mnie do pracy mając w dupie zanik mięśni i zły stan nogi i papiery, które mówiły o konieczności dalszego leczenia. Specjalista, jego mać....Poszłam po fajki. miałam nie palić. Ale jak nie zapalić?!
Myślę sobie, że pójdę.
Od każdej decyzji można się odwołać.
Mam na to papiery - facet nie jest adekwatny i poproszę o  innego orzecznika.
Uspokojenie emocji - nie będę się denerwować.
Może nie będzie tak źle.
Może chce zobaczyć, że ta gościówa i ta noga to jedno ciało?!

Tok myślenia został zerwany przez sygnał telefonu.
- Dlaczego milczysz? - Mamusia dzwoni znad Bałtyku, o ja cię pierniczę.
- Pojechałaś, baw się dobrze, oderwij się od życia.Co mam ci truć?!
- Ty wiesz, jakie tu są warunki, jak z lat 90-tych...
- Hahahaha, a co to? Czyżby po Hiszpanii podniósł ci się standard życia czy co?! Przecież zawsze mówiłaś nieważne jaki pokój, ważne jest miejsce i ludzie, i co? - zbrechtałam. Auć, ta moja złośliwość.

No, ale tęskni. No proszę. Jak miło.


Pojechałam po dzieciaki. Misja - park. Ha! Gucio, nie wejdą mi Larwiaki do domu, nie będą buntować się przed wyjściem na podwórko, wywożę je od razu i basta.
Ha! jaka jestem przebiegła! Genialna!

Szłam z synem po córkę po drodze podziwiając jego ślicznie upierniczone spodnie. Obok szła matka, która dokonywała tej samej czynności na swojej latorośli:
- Ale ubrudziłeś spodnie -  powiedziała oburzona.
- Kij z tym - odrzekł synek radośnie.
Hahahahahaha, ja już nic nie powiedziałam swojemu. Bo co mam mówić? Przecież wie, że spodnie zafajdał. Ma się nie bawić czy co?! Czy po co to mam mówić?! Towarzystwo daje zapomnienie, więc trzeszczeć nie będę.

Oczywiście obie sztuki me klonowate zgodnie zbuntowały się przed wywózką, ale opanowałam nastroje. Przekupstwem - bajki, gry etc. trudno. Cel uświęca środki.
I co?
Dzieciaki biegały po placu, po parku. Zabawa była mega. Pierwsze obrzucanie się liśćmi.
Poszukiwanie robactwa, kasztanów.

Patrzę 2 pająki czają się w krzaczorach na pajęczynie.
- Młoda chcesz siku?
- Nie!
- Ale weź, pająki obsiusiasz!
- DOBRA! - przyleciała ucieszona.
Siknęła, pająki uciekły a ja stałam w butach mokrych.
Ech, z przyrodą człowiek nie wygra.

W ogóle pogratulowałam sobie białych spodni Młodej. Były prawie idealnie czarne. Bo dziecko stało się szurakiem ciągakiem na placu zabaw. Położyła się i się czołgała. Ładowała się w każde błoto i w ogóle. No ale jeśli miała być zabawa to była, a nie niedzielny spacer wokół rynku z uwaga na każdym kancik.
Sama sobie jestem winna.

Po powrocie do domu zaproponowałam młodym, by spróbowali zupę serową.
- A fuj - rzekł Starszy.
- A fuj - rzekła Młoda.
- No co wy?- rzekłam zdziwiona.
- Mamo , bo ty nie umiesz gotować, albo gotujesz niesmacznie - powiedział Starszy w tonie" weź kobieto w końcu uświadom to sobie!"

Już ja mu jutro pokaże, dzwoniec jeden. Grrrr.....Nie dostanie nic jeść.  Ha! *


Wieczorem Młoda stwierdziła, ze idzie spać do mnie.
- Bo nie będę się bać.
No tak wczoraj, obudziła się w środku nocy z płaczem i zatargałam ją do swojego wyra. Fajnie jest się wtulić w taki karczek. Fajnie jak rano takie rączki obejmują i zaspany ludzik mówi:
- Kocham cię.

-To ja tez idę - i syn też wpakował mi się w wyrko.
Tradycja musi być - meza nie ma to są klony.
Pilnują czy co?!

Poczytałam bajkę, dałam całusa, tak jak w poradnikach piszą,  i poszłam radosna - komp mój, tralalala.
- Mamo! A młoda mnie kopie!
- Wcale nie!
- Przestaniecie?!
Nie przestali.

-A chcecie, żeby mnie szlag jasny trafił? - Zapytałam się słodko w końcu.

Cisza.

Zajrzałam - córka spała a syn się wiercił.
- Gdzie idziesz mamo?
- A spadam na miacho zabawić się, potańczyć, ale rano będę. Nie martw się. zawsze wracam
Zrobił wielkie oczy, patrzy, patrzy tak na mnie:
- Żartujesz jak zwykle?
- No pewnie. Kochanie, nigdy was samych nie zostawię. Dobranoc.

Niech śpią ze mną. kiedyś ten czas minie i będę tęsknić, więc muszę się nacieszyć.
A poza tym zbliża się jesień i wieczorami robi się chłodno.





-------------
* żartuję w tym momencie, żartuję wyżej, żartuję niżej .......











9 komentarzy:

  1. Muszę Ci przyznać że jesteś cudowna :) rozwaliła mnie kwestia " Młoda Chcesz Siku" hahhaa padłam po prostu. No wiesz teściowe zawsze były i będą w jednej osobie kochane i upierdliwe, no chyba że nie mają z Tobą kontaktu to zmienia wszystko. Aj kolano... Pamiętam jak mi się trafił gamoń który stwierdził że z nim wszystko ok nic nie trzeba robić bla bla a co się okazało jakbym dłużej poczekała to bym nie dała rady dreptać. Da się? Da!!! Ale nie martw się będzie ok. Cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a dziekuję :)
      mamy kontakt poprawny - ja się wściekam, oni mi wybaczają, bo do końca zła nie jestem, chyba :P
      A im krzywdy nie robię - omijam :D
      Dzisiaj na kawę do nich wpadnę i na fajkę z teściową:D

      Odnośnie lekarza to mam tylko nadzieję, że oceni to sprawiedliwe, a że kasa wchodzi w rachubę to i orzeczenie może być na moją niekorzyść, najwyżej odwołanie palnę i tyle -wciąż naiwnie wierzę w sprawiedliwość :)

      Usuń
    2. Skoro wybaczają to nie jesteś taka zła na jaką wyglądasz-tak się chyba mówi.
      Kawką papierosek i wszystko wraca do normy, i tak powinno być!
      A wiesz jaka to jest nasza kochana służba zdrowia nie? :/

      Usuń
  2. Mamo , bo ty nie umiesz gotować, albo gotujesz niesmacznie... Ale komplement :D Niech ugotuje sam i Ci pokaże jak to się robi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha, no cóz facet mi rośnie :)
      Już ja mu ugotuję :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Wiem :). Dziękuje za komentarz.
      Wiesz ja kolejny raz nie będę wychodzić z inicjatywą rozmowy, tłumaczeń i wyżalenia się jak mi źle i nie dobrze.
      Dla niego to może nic dla mnie bardzo wiele, i jeśli tego nie zrozumie w miarę szybko wyląduje spakowany u babci.
      Nie będę się męczyć tylko ze względu na malucha bo jak ja będę nie szczęśliwa on też.
      Jeżeli on będzie miał rozmowę w swoim poważaniu ja będę miała ogólnie w poważaniu wszystko.!
      Wiem może jestem trochę wredna ale widziały gały co brały. :)

      Usuń
    2. i masz kobieto charakter :)

      Trzymam kciuki za zgodę i dogadanie się :)

      Usuń