wtorek, 24 września 2013

one day - monday


Zrobiłam przedstawienie dla dzieci. Ubrałam jedna skarpetkę i jednego buta. Ubrałam druga skarpetkę, wkładam drugiego buta i jak nie ryknę, jak nie rzucę butem, jak nie wyskoczę ze skarpetki w pląsawicy obłąkania. Dzieci patrzą zszokowane.
- No co! Coś mnie ugryzło!
- Może ten pająk na którego wpadłem i do domu przyniosłem. Obrzydliwy był
– powiedział syn.
Na nodze malutka strużka krwi. Naprawdę coś mnie dziabnęło. Nie wiem co to było. Nie mam odwagi do buta spojrzeć.
- Jak to przyniosłeś do domu? Skąd?
- Wczoraj wpadłem w pajęczynę i tam był ten pająk, i chyba siedział na mnie. Nie wiem. Obrzydliwy był.
- Aha. Dobra, nieważne, sio do auta!

Polecieliśmy do przedszkola, szkoły. Poranny jogging. Czas?! Czas to abstrakcja w pewnym wieku. Potem staje się czymś realnym, by za chwilę znowu upodobnić się do gumy żucia. Ciągnie się ciągnie, wydaje się, że nie ma końca i jeb! Koniec. Rozchlapuje się człek na życiu.
Życie człowieka ...cieszymy się daną chwilą, ale dokąd ten most prowadzi...Wychylam się ...

Czuję się jakbym siedziała na rozklekotanej ławce pod rozklekotanym drzewem z rozklekotaną szczęką swą i błądząc w piachu czubkiem rozklekotanego buta, oparta o rozklekotaną laskę, czekała na śmierć.
Dół jak chuj mnie dźgnął.

Ten zastój, ta stagnacja, to nic przerasta mnie. Przerasta mnie wszystko. Cienie wyłażą ze ścian.

Poszłam do osiedlowego sklepu i stanęłam w kolejce.
- To za 5,30
- Za 5,30?
- No! Nalewka!
- Dwa piwa.
- Setka i cebula.
- A dla pani?
- Dla mnie tylko chleb. Kurde, aż głupio przy tak wybornych śniadaniach kupować pieczywo.
 - To  może coś dorzucić?!:D:D:D
- Hm...dobra, zaszaleję. Mleko poproszę.
Zbrechtałam się. Choć przecież nie pierwszy raz tak było. Jest ambrozja i jest nektar. Każdy ma swój wybór. Choć wydaje się, ze niektórzy już wyboru nie mają. Choć może mają - nalewka czy setka?
I jedyny problem - kasa na płyn. Reszta w pompie. Można tak żyć? Można.
Wywalić się na cały system.
Choć lepiej "sprzedać lodówkę" i pójść boso przez świat.
Do Afryki.
Pod nóż.
Bleh.




Wyro uśmiechało się do mnie. Właź i zapomnij. No chodź ...Sen. Miła wizja przespania czasu. A niech życie gna. Mogę być już staruszką. Mogę już sobie iść. Odkryć ten absolut. Wpaść w otchłań niebytu.

Zamykam oczy. Wznoszę się wśród kolorów. Płynę wśród mieniących się kaskad barw. Lekkość bytu....
Nagłe ktoś wylał gówno ...znowu wróciła myśl, ze wszystko jest bezsensu, jałowe, niesprawiedliwe, popaprane... ble, ble, ble ....

Szmaciane myśli do szmat won. Zajęte ręce plączą myśli. Muza zagłusza wszystko.




Spojrzałam na buta. Jeśli tam coś było to chyba polazło. O, żesz. Wyobraźnia podpowiadała strasznego włochatego, obrzydliwego pająka. Stado robactwa przyczajone w kącie.
Czułam jak ze wszelkich zakamarków  łypią  na mnie  oczy.



Bleeeeeeeeeeeeeeee.... Z koszmarnych obrazów wyobraźni wyrwał mnie telefon.
- A ty wiesz, że masz dzisiaj do alergologa?
- Wiem, że mam we wrześniu, nie wiem, ze mam dzisiaj.
- To ci mówię. Kartkę zerwałam z kalendarza i mam zapisane.
- Dzięki mamo.
- Będę później.
- Jak chcesz, nara.




Popłynęłam  na szmacie, w muzie, nie myślenie, w klniecie, w rozmowę sama z sobą, w zapomnienie. PLASK. Mokra wykładzina pozbawiła mnie równowagi. Obiła dupsko. Słuszna nauka, gdy zapomina się o istotnych rzeczach. Należało mi się.

Nie wierzę, ten poniedziałek nie istnieje! Nie istnieje! Nie ma go! Przecież to jakiś absurd jest. Tania komedia.

 SZLAG!!!!

Czas po tajniaku przeskoczył w godzinę "w", w godzinę mać jego chyba nie zdążę.
Popędziłam do łazienki. Nogi rozjechały mi się ponownie. Drugi raz nie dałam się. O, nie.
Dzwonek do drzwi.
O! matka.
Poleciałam ze szczoteczką w zębach, uwalona pastą, właściwie nadal myjąca zęby, otwieram drzwi.
- Dzień dobry. Mam dla pani paczkę.
- Ugy yhy - wyciągnęłam szczotęczkę z gęby- dzięki.
Ja pierdzielę, nie wierzę. To jakiś kosmos. Hehehehe, ale koleś ma widok, czad po prostu.

Hm, w sumie mogło być gorzej.  Myśląc, że to matka mogłam otworzyć drzwi będąc w samej bieliźnie.
Chyba odleciałby na tej szczoteczce, hahahaha.

Pognałam na rowerze, a na rowerze dognała mnie myśl - czy ktoś cie próbuje rozbawić?! Przecież to jest jakiś absurd. Nie wierzę ...albo coś zaczyna czaić się. Śmiech na zmniejszenie bólu?


Lekarz pozbawił mnie złudzeń. Wyniki piękne, ale muszę brać leki  i mieć przy sobie wziew na duszności.

- Na duszności mam papierosy - kiepski żart. - żartuję. Tzn nie żartuję, bo pale, ale mało. 
Myślałam, że wymigałam się z tych chorób podejrzeń a tu gucio. Szok. Szok? WTF?! pytam się grzecznie.
Myślałam, ze minęło.
Są jednak rzeczy, które nie mijają.

W ulotkach jeszcze raz sprawdziłam co to są za leki i na co. Bo one leżały sobie w szafce. Zakupione i nie dawkowane.
Pobuszowałam w necie, by dowiedzieć się więcej o przypadłości co rzekomo męczy mnie.

Najczęstszą przyczyną  jest narażenie na dym tytoniowy, ale inne czynniki, takie jak substancje drażniące z powietrza oraz stany wrodzone, na przykład niedobór alfa1...

Niedobór alfa ......Hahahaha...aaaaaaaa ahahahahaha.......alf hahahahaha.


Staliśmy ze Starszym na skrzyżowaniu czekając na zielone światło.
- Mamo patrz paź królowej. Leży, o tutaj.
Zanim cokolwiek zdążyłam powiedzieć syn wszedł trochę na ulicę i podniósł motyla. Motyl jednak się nie podniósł.

"Co za facet, facet niosący motyla. Będziesz monarchą" - zchichrałam myśląc o serialu "Pod Kopuła".

- On nie żyje, mamo.
- No cóż, jego czas minął. Daj go na trawę. To lepsze od jezdni.
Co za wrażliwy facet, nie mogę.
Chciałabym być motylem ..- te myśli, ten gumowy czas ...
Czasami.
Pojechaliśmy do dentysty. Starszy siadł na fotelu. Zaczął się kręcić jak nigdy. Sprawdzać. Dotykać. Lekarka go uspokajała, a on na nią łypał okiem.
Zaczęło mną targać, bo przypomniał mi się Jaś Fasola. Syn mniej więcej miał taką minę i tak się zachowywał. Miej więcej, bo wpadł w ręce, które leczą, więc nie miał okazji przebadać dokładnie terenu.


https://www.youtube.com/watch?v=SGO-bGjCZu0


Potem ja zasiadłam i zatonęłam nie we śnie, ale w chrześcijańskich pieśniach. Siedziałam z otwartą gębą, po prostu.
Płakać mi się chciało ze śmiechu. Łza pociekła.
- Aż tak boli?

Aaaaaaaaaaaaaahahahaa hahahahahaha aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa  ahahahaha

Zmasakrowana dusza ma.

Nie miałam sił, by pokręcić głową, by zrobić cokolwiek.
Są fotele, które leczą.

Są dni, które nie dzieją się.

W domu była już córa. Zagrałyśmy w zgadulę.
- Ten pan w kawiarni do stolika, przynosi kawę lub herbatę, potem, by nie przeszkadzać, znika, aż w końcu wraca po zapłatę.
- Nie wiem.
- Wiesz.
- Kucharz?!
- Nie, kucharz gotuje jedzenie, a kto roznosi potrawy?
Młoda myśli, myśli:
- Potrawnik?!
Hahahaha, potrawnik
- Córciu, potrawnik to chyba posprzątałby trawnik.  Chodziło o kelnera. Kelner przynosi do stolika kawę, ciacho.


Czas kolacji. Czas męczeństwa mojego, bowiem dzieciakom zachciało się naleśników. Z dżemem truskawkowym.
Smażę i smażę te placki i wywracam oczami i smażę i przestawiłam patelnię na inny palnik, bo zaczęło się jarać...jara się! Jak złapałam za patelnię tak puściłam.

- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA FUCK!!!!!!!!! - wydarłam się jak opętana, dłoń szybko powędrowała pod zimną wodę. Kurde, co jest?
Ja pierdzielę, nie wyłączyłam poprzedniego palnika i przypiekłam rączkę od patelni.
Auć, auć, boli, szlag.
- Biedna mama.
Młoda wtuliła się w moją nogę.
Syn też przyleciał zwabiony krzykiem.

Boli mnie wszystko. Moja dusza. Moja głupota.
I chyba po to wycięłam tłuszczaka, by pamiętać o rodzince swej.





W życiu nie ma przypadków. To wiem.







25 komentarzy:

  1. Ja też miewam gorsze dni,ale mąż wczoraj się wkór... na maksa.Spadło mu małe wiertło na kafelki w łazience i minimalnie odpadł glazura.Gdyby to na mnie padło,to by mi wojnę zrobił.I tak wyszło na to,ze mogliśmy wziąć inne kafelki,a nie jednolity kolor,to by tak nie było widać,ale nie,bo przecież mi się czekolada podobała.Powiem,że mężowi też się te ciemne bardzo podobały,ale teraz na mnie winę zwala.

    Ps.Wycinałaś tłuszczaka?Gdzie go miałaś?

    zagubiona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faceci to cwaniaki. Siebie wytłumaczą zawsze. Ech, standard. Nie daj się :)

      Wycięłam z ręki, jak dojrzałaś.
      Mam dwa jeszcze, ale lekarz poki co odradził mi wycinke.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ja mam ich kilka na głowie,pod włosami i czasem mi jeden już przeszkadza,bo czuję go,jak leżę.Kolejny jest na nodze:(

      zagubiona

      Usuń
    3. To musisz iść do lekarza, pokazać, porozmawiać.
      Ja jeszcze mam na rękach, ale te lekarz powiedział, zeby zostawić (na razie)
      Zabieg szybki jest - chirurg, pół godzinki maks i drania nie ma :D
      Teraz tylko ręka mnie boli, ale z czasem przejdzie, tak myślę ...:D

      Usuń
  2. Oj patrzę że pasowałoby do Ciebie stwierdzenie "nienawidzę poniedziałku". Uwierz że gdybym dowiedziała się że w domu mam pająka cały blok by mnie słyszał- panicznie boję się tych stworzeń. Aj niestety każdy musi mieć te lepsze i te gorsze dni :). Ty widocznie trafiłaś na gorszy ale będzie lepiej- musi.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dostałam, alergii na życie a tu wypadki jak z taniej komedii - śmiech przez łzy, ble
      Ale wciąż nie można się smiać, chyba, nie wiem nic
      Przestaję mysleć.

      pozdrawiam

      Usuń
  3. Ponoć jak się źle tydzień zaczyna, to się dobrze kończy :D Głowa do góry :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja zawsze mówię, jak poniedziałek, taki cały tydzień. ;) No, ale Tobie nie życzę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tęz tak mówię i broniłam się przed snem, bo jak to się rozkręci to ja pierdzielę.
      Pozdro

      Usuń
  5. Jaszczurka na ręce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, ten ślad przypomina mi właśnie takiego gada, a że mam dwa gady to i gad na ręce jest.;P

      Usuń
    2. Hmmmm.....a może tatoo sobie zrobię? jak blizna zostanie :)

      Usuń
  6. Dzisiaj cię nie ogarniam.
    Uświadomiłam sobie natomiast, że masz genialny sposób pisania.

    .... samiec alfa :D HA HA HA

    OdpowiedzUsuń
  7. Nawet wrzuciłam w wersji poczatkowej fote SAMIEC ALFA :D
    http://www.google.pl/imgres?imgurl=http://img2.demotywatoryfb.pl//uploads/201304/1366074500_a5n3v7_600.jpg&imgrefurl=http://demotywatory.pl/1850766/Samiec-alfa-&h=592&w=600&sz=58&tbnid=ERpImJyjHITYpM:&tbnh=90&tbnw=91&zoom=1&usg=__u2wwtkMyrI-aFkUwZML4vcD_XGs=&docid=UsisrJ83O2VbNM&sa=X&ei=jshBUqqBH8Go4ASIlYDgDg&sqi=2&ved=0CFAQ9QEwBA

    i chciałam pojechać w stronę braku seksu, bo w pewnym wieku ile by nie było to i tak mało, ale podarowałam sobie - efekt przygniecionej smutokapciem duszy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przeczytałam "sutokapciem" omg.
      właśnie od godziny załapuję jakiegoś mega doła i normalnie gdyby nie @ to pomyślałabym, że zaciążyłam takie mam wahania. "nikt mnie nie kocha".

      Usuń
  8. A widzisz, i wiele trzeba? Wyłazi cien ze ściany i mami tańcem chaosu....

    Najgorzej jest jak się człowiek śmieje czując,że dusza tonie w ciemności.

    Ech, idę narysować rozjechanego jeża, który umarł z miną pełną zdziwienia ...

    OdpowiedzUsuń
  9. Anka! hm...a może masz to po kaszy?! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po kaszy to ja sraczkę będę miała albo smoka :D

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. starałam się :)
      hm, tatuaż może se taki walnę?!

      Usuń