środa, 18 września 2013

next wtopa

Ocknęłam się z książki. Z prania. Z prasowania. Ups, cholera, jest prawie 14.00. Czas iść po dzieciaki.
E tam, jeszcze poodkurzam. Kura idealna.
Warczę koło klatki, a Zygmunta nie ma. A zawsze wyłazi i ślepi swoimi wielkimi, ślicznymi oczętami.
- ZYGMUNT!!!
Nie ma.
Nie ma go w klatce!
Nie ma go w klatce?!
Hm....
FUUUUUUUUUUUCKKKKKKKKK!!!!
Ja pierdzielę, nie wierzę. No nie wierzę ....
Przecież sama go puściłam na kanapę, by polatał. Wczoraj mu to obiecałam, jak intensywnie ogryzał druty. Puściłam go i zapomniałam.
Minęło pięć godzin.
To niesamowite jak łatwo jest zapomnieć o kimś gdy się myśli o sobie.
Mam nadzieję, że na balkon nie polazł. Że nie chciał, być chomikiem, który chciał się nauczyć latać.
Przeczołgałam się po mieszkaniu świecąc we wszystkie kąty, zakamarki. Drąc się, gwiżdżąc.
Wszystko na nic
Zero szarego futra.

Może śpi w zabawkach? Oby ....



Zostawiam klatkę w przedpokoju. Z serkami. Mam nadzieję, ze przyczłapie, bo jeszcze do szczęścia mi brakuje, by zostać morderczynią sierściucha.
Grrrr......
I rozum mnie opuścił....

ZYGMUNT! GO HOME! SKURCZYBYKU!!!!!!







3 komentarze:

  1. Usmarz placki ziemniaczane. To go zwabi. Mi zawsze się sprawdzało. Jak jest w domu...

    Magdalena F.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, nie mogę. Wiesz, że ja też takiego dżungarskiego, czy jak one tam mają, też mam? One bardzo lubią pod łóżka spieprzać. Albo do wersalki wchodzić.

    OdpowiedzUsuń