sobota, 28 września 2013

i nastała sobota, dzień szósty












Dorwał mnie Conan Barbarzyńca. Wciąż konam po barbarzyńskiej imprezie.

Bo czasami tak trzeba.

Nieskładne myśli me wciąż latają po parującej głowie.
Parę spraw idzie jak po grudzie. Telefony, zaświadczenia, oświadczenia. Mam dość tego wszystkiego.
Więc by nie wpaść w doła przybyli znajomi na odsiecz, a wraz z nimi przybyły koncerty i wycie.

 Katharsis. Wiec skichałyśmy się z sis duchową.

Za tydzień dla równowagi pojedziemy górki, by na szlaku pogubić troski dnia codziennego.
Zresztą córa upomina się o wyjazd:
-Mamo, ja chcę tam jechać, bo ja tam stawiałam pierwsze kroki?
-Tak kochanie.Ale byłaś uparta i to ci zostało do tej pory.




Młoda- 10 miesięcy na szlaku





 Starszy na szczycie. 



Młoda zasnęła. Z Matyldą :)








Młoda wleciała rano do wyrka:
- Mamo! Ryż na mleku, zrób, proszę.
- Znowu?
Dzieciaki dostały obłędu żywieniowego - jak nie ryż to płatki, a reszta może nie istnieć. Przepraszam, jeszcze jest łaska dla kromek z dżemem truskawkowym.
Wstałam, moja głowa!, ale co tam, dla dzieciaków to i fruwać się nauczę. Nie ma, że boli.
Papu i zabawa. I to na całego.
- Dręcz mnie jeszcze mamo! - Młoda uchachana skakała sobie po mnie. Skakała z takim pełnym brzuszkiem po moim pustym brzuszku.
- Zjem ci pięty i dostaniesz martwicy mózgu, jestem ble zombi - tonem umarlaka straszyłam córę gilgocząc ją przy tym okrutnie.
- hahahahahahaa mamo hahahaha...litości ...
Syn też wpadł na mnie. Walka była męcząca. T ulotnił się do pokoju spokoju. Taki to pożyje.

Córka kazała mi pilnować kanapy na której wybudowała fortecę.
- A kto ma ci ją zburzyć skoro nikogo nie ma?
- Starszy tu był i widziałam ten uśmiech więc wiesz mamo dlatego ci to mówię. Przypilnujesz?!

Ten uśmiech ...widziała ten uśmiech, hahahhaa.
Ale oboje są dobrzy.
Córa wtuliła się w brata, który przyszedł i siadł na kanapie.
- Kochasz mnie?!
- No przestań, MAAAMOOO!!!! weź ją!
- No kurde, nie możesz poczochrać Młodej po główce, patrz jak cię kocha, no synu...
Zabił mnie wzrokiem normalnie.

Nie drążyłam tematu.Wzięłam córę na ręce:

- Wiesz tacy są faceci. Jedno czują, a drugie robią. Ale ja cię kocham nad życie.
I pierdzioch w brzuszek. I nadszedł drugi etap dręczenia. Uwielbiam jej śmiech.



Słońce zza okna uśmiechało się kusząco, więc polecieliśmy na podwórko. Graliśmy w piłkę, huśtaliśmy się.
- Cześć jestem Ziutka. Pohuśtamy się razem?
- Mamo ahahaha przestań.
- Ja nie jestem mamą, ja chodzę do drugiej klasy. A ty?
- Do pierwszej.
- A jak masz na imię?
- Starszy.
- A u nas jest taki Miecio i wiesz, ze on ciągnie mnie za warkoczyk. Musiałam mu książką strzelić po głowie. U was w klasie też zaczepiacie dziewczyny?
- Hahahaha, no mamo, no weź ...hahahaha
- Tak tęsknisz za mamą? Ja też czasami. Mogłaby się więcej ze mną bawić. A co lubisz robić?
- Rysować komiksy.
- No co ty? ja tez lubię rysować. A co rysujesz?
- Historie o głupku.
- No u nas chłopaki w klasie też rysują, ale tam są bójki i bomby i zabierają nam czerwone kredki bo im wciąż brakuje, wiesz? A co głupek robi?
- Mamo hahahah przestań, nie rób tego.
- Kurde synek, nie bądź drętwy, pogadajmy se, co? - zbrechtałam na maksa. Uwielbiam takie gadki i wkręty.

Przestałam zadręczać synka i zajęliśmy się nauką. Uczyłam Starszego skoków z huśtawki, rzucania "kaczek" do wody. Pozbieraliśmy kasztany. Żołędziami trafialiśmy w drzewo. "Pogoniłam" Młodą. Czas zleciał nie wiadomo kiedy. Kocham te chwile. Nawet zapomniałam o głowie. Fajowo.

T w tym czasie posprzątał mieszkanie, ogarnął pranie, zrobił idealny porządek w kuchni. Taka to pożyje przy takim kolesiu.:)


- Ale czemu zakupów nie zrobiłeś?! - zapytałam się z wyrzutem.
- Idź, i nie denerwuj mnie!
- No weź, to ja z dzieciakami latałam a ty siedziałeś w domu, więc mogłeś pójść - zbrechtałam.
Popatrzył.
- No co kochanie? Heloł, kogo ja cytuję? hahahaha. No dobra dzisiaj to ja robię kawę.

Zadzwoniłam do mamy.Wczoraj miała zabieg. Czuje się wciąż dobrze. W poniedziałek zapewne wyjdzie. Super.

- A kwiatki podlałaś?
Standard. Chwasty rulez.
A moje zioło odeszło. Bazylia is dead. Muszę kupić nową ofiarę.

A póki co sama idę pozdychać. 

:P





2 komentarze:

  1. Taki reset czasami jest potrzebny :), chociaż potem trzeba odpokutować. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. i to strasznie, toż to gorsze od włosiennicy:)
    a z wiekiem to coraz gorzej :)

    OdpowiedzUsuń