piątek, 20 września 2013

dzień świra


Poszliśmy ze Starszym do pediatry, by uzupełnić kartę zdrowia. Syn po prostu przechodził samego siebie. Rozbierał się tak jakby pierwszy raz w życiu to robił i wciąż się śmiał. Dostał głupawki. Panie same zaczęły od tego podchichiwać. Miał stanąć to się giął. To udawał "Stefana". Wygłupiał się na maksa.  NIE DO OPISANIA! Przeprosiłam mówiąc, ze to chyba taki wiek. One, ze wiedzą.
Generalnie zachowywał się tak, jakby do niego nic nie docierało. Dziecko specjalnej troski.
Pogroziłam palcem synowi, a on za plecami lekarza i pielęgniarki zrobił mi to!


Wzrok mi zalała czerń a koleś, ten mój syn, dalej sobie kpi:


Totalnie jaja sobie robił.
Pediatra zapytał się jak z wymową. Mówię, że w zeszłym roku chodziliśmy do logopedy i w tym roku też musi iść, bo wymowa pozostaje wiele do życzenia zwłaszcza jak mówi szybko.
Pediatra kazała powtórzyć parę słów a Starszy powtórzył je idealnie. Idealnie. Myślałam, ze znowu padnę trupem. Przedstawienie trwało dalej.
- A ja znam wierszyk o kole!
- Tak? to powiedz.
- Weź koło i stuknij się w czoło.


Myślałam, ze ...w ogóle przestałam myśleć.. Służba zdrowia roześmiała się, mówiąc, że tego się spodziewały. A ja nie!


Wyszliśmy z gabinetu.
- Ale co to było za zachowanie?
- Jakie? - jakie niewiniątko.
- Byle jakie. No no no, ale powtórzyłeś słówka.
- Heheehehe, bo nie będę łaził do jakiegoś logopedy hahahaha
- Synu, ale ostatni raz widziałam cię takiego, takie zachowanie było nie na miejscu.
- Śmiesznie było.
- TO NIE BYŁO ŚMIESZNE!
- A co jest śmieszne?
Nie wiedziałam. Już nic nie wiedziałam.
- Słuchaj synu, prosiłam cię o dobre zachowanie. Niestety twoje wygłupy będą cie kosztować dzień bez tableta. Nie grasz i już!

Potem usłyszałam, ze jestem złą matką i że chce mieć nowy dom i nową matkę.
Faceci wiedzą jak ranić.
- Skoro tak chcesz to trzymaj się. Powodzenia.
Poszłam sobie przyśpieszonym krokiem. Dogonił. Zapłakany. Przeprosił.
Ufffff.
 - Jesteś najlepsza, najukochańsza ......

Ble, ble,ble, jasne.

Porozmawialiśmy.
Ja wiem,ze powyżej genów nie przeskoczy się, ze to moje dziecię ma moją krew, no ale przecież muszą być jakieś granice. Niech wygłupia się tak w domu przy znajomych,  a nie. Grrrr...


Zakotwiczyliśmy na chwilę w domu i poszliśmy po Młodą. W przedszkolu okazało się, że nie wzięłam portfela. Cholera! Jedyny dzień, kiedy można zapłacić za ubezpieczenie, a ja portfela zapomniałam! Szlag!
- To ja pani pieniądze pożyczę.
- Serio? Dziękuję. Oddam.

Zapożyczyłam się, czego nie lubię robić, u babki, którą z widzenia znam z placu zabaw. Niesamowite.
Naprawdę.
- Jeszcze raz dziękuję za pomoc.



W domu córka oświadczyła, ze idzie spać do babci. Kazała się spakować. Ona wzięła zabawki, książkę o jednorożcu i misia i torebkę z Hello Kitty.
- Ty weź szczotkę i pastę, dobra? I szlafrok.

I szlafrok. Hahahaha. Córka to jedyna osoba w domu, która ma szlafrok i lubi go używać. Księżniczka.
Poszliśmy do matki. I zasnęłam przy kawie.

- Ale już sobie idźcie - obudziła mnie córa.
- Wyrzucasz mnie, buuuu, będę płakać. Jak możesz mnie zostawić samą?
- Nie będziesz sama. Masz Starszego. - i brechta się. Wycałował mnie na do widzenia.


Jedno dziecko "sprzedane". Drugie, by odzyskać szansę na granie pomogło w porządkach i zatonęło w mordowaniu świń.


A ja sobie siedzę i tyle.
Też fajnie móc nie robić nic.






------


foto domowe, na moje zamówienie :P











16 komentarzy:

  1. Taki wiek :D Musisz to przetrwać. W drugiej klasie będzie grzeczny, w trzeciej okropny, poczuje się dorosły. Jakoś tak to idzie. Moje dzieci w wieku Twojego wyprowadzały się do babci. Wymiękały dopiero, gdy kazałam się pakować :D

    OdpowiedzUsuń
  2. To może skutki rozwiązywania tych zadań matematycznych? ;) :)
    Dzieciaki są cudowne. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeżyłam szok, zmasakrował mnie - nie wiedziałam czy się śmiać, wstydzić, cokolwiek mówić.....i w ogóle co jest?! To mój synek?!
    Wszedł na szczyt pajacowania.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahahaha, matematyka = Piękny umysł :DDD

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahahaha. jak to mówią: "dzieckiem i chłopem się nie pochwalisz" :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz każde dziecko ma tak że musi coś zrobić żeby było "śmiesznie". Dla niego było meeega a Ty nie wiedziałaś co ze sobą zrobić. Życie. A pomyśleć że to wszystko przede mną :).
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Głupawki są świetnie szczególnie w miejscach publicznych.... Ale dogadaliście do następnego razu....
    Nic nie robić - nie znam tego zdania :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Moje chłopaczyska zawsze dostają głupawki, gdy akurat bardzo mi zależy, żeby grzeczni byli :D Strach czasami z domu z nimi wychodzić. Starszego natomiast często na lekcjach dopada taka przypadłość. Jak się zacznie śmiać, to lekcje leżą.

    OdpowiedzUsuń
  9. Byłam z Młodym ostatnio u lekarza. lekarz urzęduję bardzo blisko, bo wystarczy tylko przejść przez ulicę. Lekarz ma w gabinecie jebitne okno. Lekarz wypisywał receptę, a Młody podszedł do okna i mówi:
    - Mamo zobacz, tam są własnie te wielki rury, do których wchodziliśmy i mogliśmy sie tam turlać.
    Boże, czemu ty mi to robisz?!
    Lekarz się uśmiechnął, ja już nie bardzo, Młody zadowolony.
    Za przychodnią jest plac budowy, a za nim 2 pozostawione olbrzymie betonowe rury.

    OdpowiedzUsuń
  10. no cóż dzieciaki ;) w pewnych momentach po prostu ręce opadają ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie, no mi coraz bardziej opadają................:)
    jeszcze trochę i będę mogła na lajcie drapać się po piętach i to w pozycji stojącej, oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  12. ahhahaha wierszyk pierwsza klasa :)
    i śmieszne to było :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a wcale, ze nie! :D

      dobrze, że powiedział STUKNIJ a nie PIER..nij
      :PPPPP

      rozwalił mnie wtedy,i te miny, no ludzie - gdzie jest mój syn?!:D

      Usuń